Rozmowa
Już w przedszkolu zaczynałam zabawę z psychologami. Miałam w życiu z dziesięciu, ale nie umiałam zawiązać z nimi dobrych więzi (fot. Shutterstock.com)
Już w przedszkolu zaczynałam zabawę z psychologami. Miałam w życiu z dziesięciu, ale nie umiałam zawiązać z nimi dobrych więzi (fot. Shutterstock.com)

To Ewa*, mama Emilii*, zaproponowała mi przeprowadzenie tego wywiadu. – Czy zgodziłaby się pani porozmawiać z 15-letnią dziewczyną, która była nękana przez rówieśników? Najbardziej chodzi mi o to, by pokazać, na jakie zagrożenie jest w tych czasach narażona młodzież - napisała do mnie na Messengerze Ewa, która jest samotną matką. Emilia to jej jedyne dziecko. Nie sądziłam, że będzie chciała rozmawiać o swoich problemach z obcą osobą, a jednak wyraziła taką chęć. Dziękuję im obu.  

Kiedy pierwszy raz zetknęłaś się z psychologiem albo psychiatrą?

Ja już w przedszkolu zaczynałam zabawę z psychologami. Miałam w życiu z dziesięciu, ale nie umiałam zawiązać z nimi dobrych więzi. Pogadałam sobie jak z koleżanką, ale nie czułam, żeby mi było lżej na duszy. Ja miałam bardzo złe dzieciństwo. Ojca pijaka. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Bił cię?

I mnie, i mamę. Policja w domu to nie jest dla mnie nic szczególnego. Potrafił mnie zamykać w pokoju samą, jak chciał wyjść z kolegami. Uciekłyśmy pięć lat temu.

Jest mi nieskończenie przykro, że coś takiego cię spotkało. Mimo że taki był, tęskniłaś?

Przez dwa lata wieczorem podchodziłam do okna i mówiłam: "Dobranoc, tatusiu. Kocham cię".

Przez dwa lata wieczorem podchodziłam do okna i mówiłam: 'Dobranoc, tatusiu. Kocham cię' (fot. Shutterstock.com)

Płakałaś?

Jak byłam mała, to tak. Teraz płaczę tylko w nocy. Nie potrafię przy kimś pokazać emocji. Ale jak mam trudną noc, co od dwóch tygodni jest codziennością, to wtedy sobie potrafię popłakać. 

Co to znaczy trudna noc?

I tu schodzimy na depresję. W wakacje było OK, ale teraz idzie trudny czas, nie potrafię sobie poradzić. Z depresji nie da się wyjść, ona tylko zasypia. A teraz widzę, że znowu się reaktywuje.

Depresja to niekończący się smutek?

Jasne, można mieć i dobry humor, ale potem ten smutek i tak nawraca.

Czy było jakieś wydarzenie, od którego to się zaczęło, czy ten smutek w tobie był od wczesnego dzieciństwa?

W połowie był od dzieciństwa, a w połowie zaczął się od mojej starej przyjaciółki, która zachowała się wobec mnie strasznie fałszywie. Po tym, co przeszłam, chciałam znaleźć taką osobę, która będzie mnie lubić za to, jaka jestem. A ona mnie zdradziła, bo obgadywała. Zakończyłam tę znajomość. 

Musiało cię to strasznie zaboleć. 

Moi znajomi wiedzą, że jestem miękka. Jak widzę bezdomnego człowieka, to potrafię pójść do sklepu i kupić mu bułkę. Mówią mi, że nie mam co z pieniędzmi robić. Ja na to: OK, wolę mu kupić bułkę niż coś dla siebie. 

Jak się czułaś po zakończeniu tamtej przyjaźni?

Całymi dniami leżałam w łóżku. To było moje jedyne zajęcie. Nie chciało mi się nawet przebierać z piżamy, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Że i tak nic nie zrobię. 

Wiele osób tego nie rozumie, że w depresji człowiek nie ma siły, żeby się przebrać z piżamy. 

Ja po prostu nie czułam sensu życia i częściej były wtedy u mnie myśli samobójcze.

Jestem przerażona tym, co mówisz. 

Każdy mi mówi, żebym tego nie robiła. Ja wiem.

Twój psycholog zgodził się, żebyśmy porozmawiały. Wie o tych myślach?

Tak. Wtedy myślałam, żeby się powiesić. Bo to jest najmniej bolesna śmierć.

Skąd ty o tym wiesz, że powieszenie się to jest najmniej bolesna śmierć?

Bo czytam w Internecie. 

Wpisywałaś w Google: jaka śmierć jest najbardziej bolesna? 

Wie pani, tak normalnie to pani tego nie znajdzie. To trzeba w darknecie zrobić. Darknet to jest druga, ciemniejsza strona Internetu, gdzie można kupować narkotyki i wszystko. 

Całymi dniami leżałam w łóżku. Nie chciało mi się nawet przebierać z piżamy (fot. Shutterstock.com)

I tam można dostać instrukcję, jak się zabić?!

Instrukcji nie, tylko po prostu się czyta, jaka śmierć jest dobra. Albo też miałam takie coś, że się potrafiłam ciąć.

Czym się cięłaś?

Żyletką. 

Wyciągałaś ją z maszynki do golenia?

Kupowałam w sklepie.

Sprzedawczyni nie zainteresowała się, po co ci żyletki?

Nie! Po prostu kupowałam żyletki za złotówkę i tyle. Cięcie polega na tym, by wyładować swoją złość na sobie.

O tym też przeczytałaś w darknecie?

Nie. To po prostu wiadomo. Wie pani, młodzież tak się karze. Jak widzę, że ktoś ma sznyty na ręku, to pytam czemu i on mówi, że to za to i za to. Ale ja już tego nie robię, bo to nie ma sensu. Zostają mi tylko od tego blizny, o, tu, na rękach. A jak miałam trudny czas, to robiłam sobie też kolczyki: w uszach mam po trzy, w nosie i w wędzidełku. 

Rzuciłaś cięcie nie dlatego, żeby sobie już nie robić krzywdy, tylko ze względów estetycznych?

Tak.

Czytelnicy tego nie zobaczą, ale jesteś bardzo ładną dziewczyną.

Ja się sobie nie podobam. Wydaje mi się, że jestem gruba. 

Ale ty jesteś bardzo szczupła! Ile masz wzrostu i ile ważysz?

Tutaj schodzimy już na temat anoreksji. Ważę 44 kilo i mam 163 cm wzrostu.

Masz zdiagnozowaną anoreksję? To poważna choroba.

Mnie, jako osobie chorej, trudno jest się na ten temat wypowiedzieć, bo dla mnie to jest po prostu normalne, że nie lubię jeść. Najchętniej w ogóle nic bym nie jadła. Miałam takie coś przez jakiś czas, że wymiotowałam, ale znajomi mnie oduczyli. Pilnowali, jak chodziłam do toalety. 

Co o anoreksji mówi twój psychiatra?

Żebym jadła, tyle mówi. To bardziej z psychologiem rozmawiam o wszystkim.

Do psychiatry poszłaś kiedy? 

Kilka lat temu… To już było po tym, jak się wyprowadziłyśmy od taty. Pamiętam, bo nie było za bardzo pieniędzy dla mnie na lekarza. Chodziło o ADHD. 

Na czym to polega?

Jak się wkurzę, to nie panuję nad tym, co robię, i na przykład rzucam wszystkim, co mam pod ręką. Teraz się uczę nad tym panować i jest coraz lepiej. Przez parę lat brałam leki uspokajające, ale ze względu na to, że od roku biorę antydepresanty, to nie można tego brać jednocześnie, więc biorę tylko antydepresanty.

Jak się nazywały leki uspokajające, które brałaś?

Nie pamiętam, ale było mi po nich źle. Dostawałam je na noc i na dzień i chciało mi się cały czas spać. W szkole, żeby nie zasnąć, piłam energetyki. Pamiętam, jak były święta i mama mi dała tabletki o 16, to ja już o 18 chciałam iść spać. Miałam chyba z trzy zmiany leków i po każdych było mi tak samo.

Czyli źle?

Dokładnie. Po prostu spałam. Albo była zbyt mocna dawka na mnie, albo nie wiem co.

A kiedy zachorowałaś na depresję i przesypiałaś całe dnie, kiedy twoja mama zareagowała?

Po jakimś tygodniu. Zapytała, czy bym była gotowa pójść do psychiatry, a ja na to: spoko. Chciałam się poczuć lepiej. 

Psychiatrze nie powiedziałaś o myślach samobójczych?

Bardziej psychologowi. Psychiatra nic by ze mną nie zrobił, jeśli już, to dałby mnie do jakiegoś zakładu.

Znam kilkoro specjalistów, którzy pracują w szpitalach psychiatrycznych, i to są naprawdę fantastyczni ludzie. Mądrzy i potrafią pomóc. 

(cisza)

Psychiatra od razu dał ci leki antydepresyjne?

Nie na pierwszej wizycie. Przez pierwsze spotkania tylko gadaliśmy. Ja na którejś wizycie zaproponowałam jej, żeby mi dała antydepresanty, a ona: OK. I mi dała. 

To ty zaproponowałaś, że chciałabyś dostać leki?

Tak.

Jak na nie zareagowałaś?

Jak się czułam po nich? Przez pierwsze dni bolała mnie głowa. A potem po prostu weszło mi to w krew i zrobiło się lepiej.

Czy wśród twoich rówieśników ktoś jeszcze chodzi do psychiatry, do psychologa?

Nie. 

A czy ty mówiłaś, że chodzisz?

Ja tego nigdy nie ukrywałam. Wiedziałam, że to nie ma sensu, bo jak się wyda, to nie będzie za dobrze. Wolałam sama powiedzieć. Poza tym nie ma się czego wstydzić.

Bardzo się cieszę, że tak uważasz!

To jest rzecz normalna.

A od jak dawna spotykasz się z obecnym psychologiem?

Dwa–trzy miesiące? Na pierwszych wizytach było troszkę dziwnie, bo pan takie głupie pytania mi zadawał: Jak się czujesz? To ja go strzelałam tymi samymi pytaniami: Jak się pan czuje? Nauczyłam go podejścia do mnie i teraz rozmawiamy już o wszystkim. Wiem, że mogę z nim rozmawiać i on nie powie mamie. 

Dzięki temu mu ufasz?

Tak. To jest ważne. Że mogę z nim o wszystkim porozmawiać.

Słyszysz od niego takie rzeczy, które ci pomagają?

Tak. Potrafi mnie wesprzeć na duchu. Powiedzieć: Jestem przy tobie. Będzie dobrze. Damy radę razem.

Niby taka prosta rzecz, a takie to jest ważne, prawda? 

No właśnie on mi tak potrafi powiedzieć: Jakbyś potrzebowała mojej pomocy, możesz zadzwonić o każdej porze. Mam jego numer komórkowy.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć mojej klasy, bo chodzenie do psychiatry czy do psychologa to jest normalna sprawa. No, ale nie dla nich (fot. Shutterstock.com)

Wiem, że masz nauczanie indywidualne. Dlaczego nie chodzisz do szkoły?

Nie chcę widzieć osób z mojej klasy.

Byłaś ofiarą hejtu?

Tak. Naśmiewali się ze mnie. 

Co mówili?

Że jestem dziwaczna, powiedzmy. Że mam się leczyć na głowę. Takie cuda. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć mojej klasy, bo chodzenie do psychiatry czy do psychologa to jest normalna sprawa. No, ale nie dla nich. Bolało mnie to.

Domyślam się jak bardzo. 

A chłopaki potrafili też takie teksty głupie walić, że wie pani… "Ale bym cię wyruchał", "Zrób mi loda" czy coś takiego. 

Tylko do ciebie? 

Do wszystkich! Do wszystkich dziewczynek.

Nie czuli, że to idiotyczne?

Tłumaczyłam im to na różne sposoby, ale nie docierało. 

Nauczyciele nigdy tego nie słyszeli? 

Wie pani co, dla nauczycieli ważne jest tylko to, żeby był spokój na lekcji, a poza tym róbcie, co chcecie.

A czy próbowałaś porozmawiać ze szkolnym pedagogiem o tym, jak cię traktuje klasa?

Rozmawiałam raz i kazał mi narysować domek! Zamiast rozmawiać, to mi kazał rysować.

Czasem psychologowie o to proszą i to ma na celu postawienie diagnozy. Ale co ci powiedział ten szkolny pedagog? 

Głowa do góry, nie martw się, będzie dobrze, jak będziesz miała znowu problem, to przyjdź. Ale ja już nie wróciłam, bo to nie miało sensu. O! Jeszcze się ze mnie śmiali, że jestem płaska. 

Skąd ta obsesja na punkcie seksualności?

Wydaje mi się, że to hormony buzują. I chłopaki oglądają zbyt dużo filmów erotycznych i porno w Internecie, od których im fantazja podskakuje. 

Informacje dotyczące życia seksualnego czerpiecie z Internetu?

Dokładnie.

A co robiliście w szkole na wychowaniu do życia w rodzinie?

WDŻ-ty są bezsensowne! Jakby nie mogli mówić normalnie. Nie ma mowy, żeby w ogóle wypowiedzieć słowo penis na przykład. Lekcje prowadzą starsze panie nauczycielki i puszczają filmy. O Adamie i Ewie albo "Było sobie życie".

To rysunkowe "Było sobie życie"?!

Tak! Tak jest nie tylko u nas. Tak jest w każdej szkole! 

Wielka szkoda, że podczas tych lekcji panie nie mówią, jak odróżnić komplement od wulgarności. To by się przydało twoim kolegom.

Ciekawe by też było to, jak się zabezpieczyć, żeby nie przenosić chorób.

Bez wątpienia. A czy ty potrafisz rozmawiać z mamą? Nie pytam teraz o seksualność, ale o wszystkie sprawy. 

Mama może i chce porozmawiać, ale ja niekoniecznie. Nasze relacje są bardzo trudne. Ona mnie nie rozumie. Nie mam do niej zaufania.

Dlaczego?

Nieraz jej zaufałam, a ona później podczas kłótni potrafiła to wykorzystać i do mnie strzelać głupimi tekstami: "I dlatego nikt cię nie chce!". Albo potrafi mi napisać w SMS-ie, że jestem taka sama jak ojciec. Albo mnie wyzywać. Od takich głupich kłótni się traci zaufanie.

Nie dziwię się, że masz żal, ale widzisz: kiedy zauważyła, że jesteś smutna i leżysz w łóżku, zareagowała dobrze, znalazła ci lekarza. To było wyrazem jej troski i miłości.

Ale fajna mama. Super! Co by mi pani fajnego o mojej mamie nie powiedziała, ja tak nie sądzę. Ja po prostu mam z nią złe relacje. Czasami mi jest smutno, dlaczego nie mam innego życia. Dlaczego nie mogłam się urodzić tak, żeby mieć innego ojca.

Masz kontakt ze swoim tatą?

Nie. I nie chcę mieć. Wiem, że jest zbyt uzależniony i że to się nie zmieni. Ja już o nim nie myślę. Totalnie.

Rozmawiasz o tym z psychologiem?

Powiedział, że dziadek – tata mamy – jest teraz dla mnie jak tata. Tylko wiem, że dziadkowi nie zostało za dużo życia, bo ma 80 lat i raka, ale kocham go nad życie i staram się wykorzystać ten czas.

Ufasz dziadkom?

Tak, ale dziadkowi za dużo nie mówię, bo wolę go nie niszczyć psychicznie bardziej, niż jest zniszczony. Ale z babcią rozmawiam. Babcia jest od niego 15 lat młodsza. 

Mama zapytała, czy bym była gotowa pójść do psychiatry, a ja na to: spoko (fot. Shutterstock.com)

Z kim jeszcze dobrze ci się rozmawia?

Ze znajomymi. To jest towarzystwo mojej starszej kuzynki.

To oni cię pilnowali, żebyś nie wymiotowała?

Tak. Oni mnie rozumieją i wyciągają z domu. Jeździmy na przykład na basen. Fajnie spędzamy czas. Mam też bardzo dobrego kolegę, z którym gadam o wszystkim i gram.

Wirtualny świat jest bardzo ważny, prawda?

O tak! My jesteśmy non stop w kontakcie. Piszemy albo właśnie gramy razem. Albo oglądamy Tik Toka. Tik Tok jest spoko, ale są tam też patologiczne filmiki, wulgaryzmy, wszystko.

I potem podchodzi do ciebie kolega i mówi: "Zrób mi loda".

To się akurat bardziej z tego bierze, że wchodzą na pornhuba.

A powiedz mi coś jeszcze o sobie. Czy ty dużo czytasz?

W ogóle nie czytam.

W ogóle? Może nie czytasz książek, ale czytasz w Internecie.

To, co wiem, to wyniosłam z życia. 

Bardzo dorośle to zabrzmiało, ale oczywiście masz rację: bardzo dużo już przeżyłaś. I bardzo mi przykro, że doświadczyłaś tylu złych rzeczy. 

Wie pani, że ja kiedyś o godzinie 23 zadzwoniłam na telefon zaufania i miałam numer trzysta w kolejce? Pomyślałam sobie: zadzwonię potem. O 3 w nocy byłam dziesiąta. Pomyślałam sobie: kurde, prędzej bym się zabiła, niż do nich dodzwoniła. 

A dlaczego ty wtedy dzwoniłaś?

Bo źle się czułam i nie umiałam sobie poradzić. 

Tak powiedziałaś?

Tak, ale to była typowa polska rozmowa na NFZ! "Z czego ci się to bierze?", "Z życia", "Jesteś młoda! Nie możesz mieć jeszcze poważnych problemów! Będzie dobrze!". Bzdury opowiadała. Stwierdziłam, że nie ma sensu z nią gadać, że wolę sobie poradzić sama.

Z tym telefonem zaufania to miałaś wyjątkowego pecha. Znam osobę, która tam pracuje, i jest to wybitna specjalistka. Co wtedy zrobiłaś o tej 3 w nocy?

Popłakałam się i poszłam spać. 

Całe szczęście, że teraz masz psychologa, któremu ufasz.

Teraz zaczynamy terapię odstresowującą.

Tę rozmowę będą czytali rodzice, którzy często nie potrafią się dogadać z dziećmi. Jedno już powiedziałaś: kluczowe jest zaufanie. 

I to, żeby czasem odpuścić. I nie nakładać zbytnich oczekiwań.

Nie wywierać presji na wyniki w szkole?

Tak. 

*Imiona zostały zmienione.

Zarówno Emilia, jak i jej mama autoryzowały wywiad.

Emilia pozostaje pod opieką psychologa oraz psychiatry. Jej terapeuta zgodził się na ten wywiad, jednak zastrzegł, że obawia się komentarzy w Internecie. By chronić Emilię przed hejtem, komentarze zostały wyłączone. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie i niezawodne przepisy kulinarne - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą" Wrocław, "Dziennikiem Polska Europa Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 roku do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.

Jak pomóc dziecku w kryzysie psychicznym?

Polska od lat pozostaje w czołówce państw, gdzie nastolatki najczęściej próbują odebrać sobie życie. Z danych policyjnych wynika, że sytuację pogorszyła jeszcze epidemia: w pierwszym kwartale tego roku 14 dzieci mających między 7 a 12 lat i aż 257 między 13 a 18 rokiem życia usiłowało odebrać sobie życie. To wzrost niemal o 1/4! Specjaliści podkreślają, że sygnałów o myślach samobójczych nie wolno bagatelizować: 80 proc. osób, które podjęły próbę odebrania sobie życia, wcześniej sygnalizowało taki zamiar. 116 111 - to numer bezpłatnego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży