Rozmowa
Choroba neurologiczna, ale i zwykłe starzenie się, jest sprawdzianem, czy miłość i wsparcie faktycznie mamy (fot. Shutterstock)
Choroba neurologiczna, ale i zwykłe starzenie się, jest sprawdzianem, czy miłość i wsparcie faktycznie mamy (fot. Shutterstock)

Gdzie dokładnie zaczyna się miłość? 

Nie ma jednego ośrodka miłości. Gdy podglądamy zakochany mózg w badaniach z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii, widać, że aktywowanych jest wiele różnych jego części. Jedną z najważniejszych struktur jest "mózg emocjonalny" – układ limbiczny, szczególnie ciało migdałowate, które jest odpowiedzialne za odczuwanie emocji i tworzenie wspomnień o emocjonalnym zabarwieniu. Układ ten łączy się z układem wegetatywnym i podwzgórzem wydzielającym hormony, ale także z korą nową, czyli tą częścią mózgu, o której myślimy, że stanowi nasze "ja": jest siedliskiem uświadomionych myśli i uczuć. 

Ale rozumiem, że miłość jest wbudowana w naszą zwierzęcą naturę? 

W pewien sposób tak. Miłość, tak jak inne silne uczucia, modulowana jest przez nasz stary – jak to się często określa – "gadzi mózg", bez kontroli racjonalnego układu nerwowego. W badaniach obrazowych z wykorzystaniem fMRI, czyli funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, zaobserwowano, że w mózgach osób zakochanych po ujrzeniu ukochanej osoby pobudzeniu ulegały te same obszary co u świeżo upieczonych matek na widok dziecka. Widok przyjaciela jednak pobudzał inne obszary w mózgu. Może to być argument za wywodzeniem się miłości romantycznej od pierwotnych instynktów. 

Ale nie jesteśmy tylko zwierzętami! Na te instynkty nakłada się kultura i zawarte w niej wzorce, wychowanie, przeczytane książki, obejrzane filmy…

Bajki Disneya z księżniczkami i ratującymi je książętami?

Jasne. Ale przede wszystkim relacje, które były w rodzinie. Przynajmniej tak uważa wielu psychologów. Jesteśmy przygotowywani do wyboru tej jednej osoby, na widok której zapominamy o całym świecie, przez rodzaj programowania – jest nam ono "wgrywane" w dzieciństwie. To jest bardzo istotny czynnik warunkujący, jakiego partnera szukamy, co wcale nie oznacza, że nasz wybór będzie właściwy, w takim na przykład sensie, że ten partner będzie dla nas dobry.

A gdzie się zapisują te nasze skrypty? 

Wszędzie tam, gdzie utrwala się ślad pamięciowy. To, kim jesteśmy, jest związane z tym, co wiemy o sobie i o świecie, więc to, jakie decyzje podejmujemy – zarówno uświadomione, jak i nieuświadomione – wynika z naszych doświadczeń.

Zespół wyobrażeń o idealnym partnerze uaktywnia się w zetknięciu z osobą, która im odpowiada?

Tak. Chcemy tego, co jest nam znane i co nam pasuje. Wiemy od dawna o współudziale naszego "starego mózgu" w zakochaniu. Już wiele lat temu przeprowadzane były eksperymenty, w których wykazywano, że możemy rozpoznać odpowiedniego dla nas partnera – czyli takiego, który pasuje nam genetycznie – po zapachu.

Jesteśmy przygotowywani do wyboru tej jednej osoby, na widok której zapominamy o całym świecie, przez rodzaj programowania - jest nam ono 'wgrywane' w dzieciństwie (fot. Shutterstock)

Jedną ze starych części mózgu jest węchomózgowie. Za jego pomocą wyczuwamy i analizujemy różne zapachy. Czasem w sposób nieuświadomiony. Dawno temu opisywano eksperyment z wąchaniem przez kobiety spoconych koszulek mężczyzn. Nie mogąc zobaczyć właścicieli koszulek, instynktownie wybierały te, które należały do bardziej atrakcyjnych mężczyzn. Feromony obecne między innymi w pocie pozwalały tym kobietom rozpoznawać potencjalnie najlepszego ojca dla ich dzieci. Ubolewano po tych badaniach, że obecnie, w dobie rozpowszechnienia mydła i dezodorantów, ta niezwykła supermoc już nie działa. (śmiech) 

Fascynujące. 

Tak! A kiedy już się zakochamy, uczucie to podtrzymuje system, który każdy z nas ma w mózgu i który bardzo silnie warunkuje nasze działania – układ motywacji i nagrody, modulowany głównie przez dopaminę. Sam widok ukochanego wzbudza uczucie błogości i zadowolenia. W badaniach mózgu zakochanych osób stwierdzono pobudzenia właśnie tych regionów. 

Terapeuci podkreślają, że system nagrody gra główną rolę w uzależnieniach. Miłość może stać się narkotykiem?

Miłość nie. Uzależnienie to zupełnie inna sprawa, chociaż zwiększa poziom dopaminy czy oksytocyny podobnie, jak to się dzieje wtedy, gdy jesteśmy zakochani. Seksoholizm jest ewidentnym uzależnieniem, ale przecież nie ma nic wspólnego z miłością taką, jak ją rozumiemy. 

Chciałabym jednak podkreślić, że dotąd rozmawiamy głównie o miłości na poziomie instynktów, a mamy przecież wspaniałe mózgi, które pozwalają nam odczuwać o wiele więcej złożonych emocji niż te konieczne do zapewnienia przetrwania gatunku. O tych aspektach miłości wypowiadają się psycholodzy, socjolodzy, filozofowie. Ja jestem lekarzem praktykiem, bliższe są mi problemy związane z miłością, które dotykają moich pacjentów i ich bliskich.  

Z jakimi problemami dotyczącymi miłości przychodzimy do neurologa?

Na przykład z tym, że miłość ustała. Oczywiście nie wtedy, kiedy ktoś kogoś przestał kochać, bo się znudził albo poznał bardziej atrakcyjną osobę. Mam na myśli zmianę uczuć spowodowaną chorobą neurologiczną lub uszkodzeniem płatów czołowych.

Które odpowiadają za uczucia i emocje?

Które są naszym "racjonalnym mózgiem" kontrolującym "mózg emocjonalny". 

Do uszkodzeń może dojść nagle, w wyniku wypadku, udaru, lub powoli – w otępieniu albo również pod wpływem toksycznych używek. W gabinecie słyszę: "To był dobry, kochający mąż","Ona się zupełnie zmieniła", "Nie poznaję tego człowieka".

To jest coś strasznego! 

Jest. Dlatego pada też pytanie: "Pani doktor, czy ona już zostanie taka na zawsze?". Wystarczy uszkodzenie małej części płatów czołowych, kory nadoczodołowej, aby rozwinęły się zaburzenia osobowości i zachowania. Bliska osoba może stać się jakby pozbawiona uczuć, empatii, nie przejmować się tym, co czują inni ludzie. Może być odhamowana...

Do uszkodzeń może dojść nagle, w wyniku wypadku, udaru, lub powoli - w otępieniu albo również pod wpływem toksycznych używek (fot. Shutterstock)

Odhamowana?

Beztroska, ulegająca instynktom, wulgarna, drażliwa, czasem wesołkowata, nieprzestrzegająca norm społecznych, ulegająca impulsom. Nakreśliłam najczarniejszy scenariusz. Objawy mogą występować w o wiele mniejszym nasileniu.

A kiedy przychodzi do pani taki właśnie pacjent ze swoim zrozpaczonym małżonkiem, to jak się zachowuje? 

Sam pacjent nie rozumie sytuacji. Ma przecież zaburzony krytycyzm, dlatego czasem zgłasza, że to z żoną czy mężem jest coś nie tak.

Czy takie zaburzenia są odwracalne?

Zależy, czy doszło do organicznego uszkodzenia mózgu. W chorobie Alzheimera lub otępieniu czołowo-skroniowym komórki nerwowe w płatach czołowych mogą zaniknąć.

Najbardziej przerażające jest to, że te choroby postępują. 

W takiej sytuacji podajemy leki, które poprawiają funkcjonowanie pacjenta. Natomiast w przypadku urazu głowy krwiak może się wchłonąć bez następstw, a pacjent zupełnie wyzdrowieć. Również w następstwie udaru mimo niedokrwienia obserwujemy stopniową poprawę. Chcę też powiedzieć, że niebezpieczne pod tym względem są przewlekłe urazy głowy. Encephalopatia pugilistica – encefalopatia bokserów – pojawia się po 12–16 latach kariery u niemałego procentu zawodników. 

Muhammad Ali na to cierpiał, prawda? 

Niestety. Dodatkowo rozwinął się u niego zespół parkinsonowski. Dobrze, że obecnie niektórzy zawodnicy walczą w ochraniaczach na głowę, które zmniejszają ryzyko odniesienia urazu mózgu. Tyle że one niestety go nie wykluczają. Taki sport to nie zabawa.

Nie polecałaby pani boksu swojemu synowi?

Nie. Mózg to zbyt cenny organ, żeby go wystawiać na uderzenia.

Wspomniała pani doktor o używkach, które również powodują zanik komórek nerwowych. 

Przewlekłe, długotrwałe nadużywanie alkoholu i narkotyków nierzadko powoduje trwałe uszkodzenia płatów czołowych ze zmianą osobowości i uczuciowości. W badaniach rezonansu magnetycznego toksycznego uszkodzenia mózgu nie tylko widzimy zanik móżdżku, ale też płaty czołowe wyglądają jak w chorobie Alzheimera: występuje atrofia kory mózgowej. W efekcie mogą się pojawiać różne objawy, o których już mówiłam, w tym odhamowanie seksualne prowadzące do molestowania nawet członków rodziny czy nieletnich.

Makabrycznie to brzmi! 

Na pewnym etapie kategorie dobra i zła dla tych osób są rozmyte. Decyzje podejmują na bazie impulsów i prymitywnych potrzeb. Potrafią przecież zabić człowieka…

Na pewnym etapie kategorie dobra i zła dla tych osób są rozmyte (fot. Shutterstock)

…dla 20 złotych, jak potem relacjonują media. Widziałam kiedyś rezonans osoby, która przyjmowała dopalacze – w mózgu były po prostu dziury. Rozumiem, że są to zmiany nieodwracalne?

To, że mózg jest w jakiś sposób uszkodzony, nie znaczy, że nie wystąpi poprawa. W zakresie odbudowy i poprawy funkcjonowania wiele może zdziałać dobrze dopasowana farmakologia. Tyle że warunkiem jest wyrażenie zgody przez pacjenta, a o to często jest trudno. 

W tym wszystkim nie można zapomnieć o partnerze chorego. Lekarz powinien wytłumaczyć bliskim, co i dlaczego dzieje się z pacjentem. Kiedy mąż usłyszy, że żona ma chorobę Alzheimera – to dlatego przestała być miła, kochająca i to nie jest ani jej, ani jego wina – może zmniejszyć się jego ból emocjonalny. Dzięki pomocy psychologicznej można zrozumieć nową rzeczywistość i nauczyć się w niej funkcjonować. Miłość i związek w tych sytuacjach są trudnym tematem. 

Zostańmy przy nim. Osoba, którą kochamy, choruje na alzheimera czy parkinsona i potrafi być nie tylko obca, ale wręcz agresywna. 

To są objawy psychopatologiczne, związane z chorobą lub lekami – one w niektórych przypadkach nie służą. Jako neurolodzy nieźle sobie z tym radzimy, choć leczenie nie jest łatwe i wymaga czasem sprawdzenia kilku opcji terapeutycznych. 

Ale bliscy sobie z tym nie radzą!

Radzą sobie najlepiej, jak potrafią, ale nie oznacza to braku cierpienia wywołanego chorobą bliskiego, szczególnie jak jest się oskarżanym, że się kradnie, zaniedbuje, zdradza, bije…

Podtruwa…

Tak. "Ratunku! Policja! Jestem więziona, kradną mi pieniądze, biją mnie!" W takiej sytuacji jedyne, co mogę radzić, to udać się do specjalisty. Leczenie w przeważającej większości przypadków jest skuteczne. Potrafimy wyrównać stan psychiczny pacjenta. Bardzo często u podłoża takich zachowań leżą depresja i lęk, do których dochodzi, trudność z prawidłowym osądem danej sytuacji. Na przykład ktoś schował portmonetkę do lodówki, ale o tym nie pamięta. Nie wie, gdzie ona jest, więc dochodzi do logicznego w tym kontekście wniosku, że to kradzież. A kto jest w mieszkaniu? Mąż! "Znów mi zabrał pieniądze". 

Wie pani, jest w tym pewna logika. 

Jest. I jest też bardzo przygnębiające wyobrażenie sobie, jak się czuje nie tylko ten mąż, ale i jego chora żona. 

Pojawia się lęk, a potem złość i agresja. Dlatego czasem włączamy bądź zmieniamy leki, a część takich przykrych objawów regulujemy na przykład modyfikacją pewnych zachowań domowych. Pójście z chorą żoną czy mężem na spacer może być przyjemne dla obu stron, a wprowadzenie bardzo regularnych godzin, w których odbywa się toaleta, mycie, jedzenie posiłków – czyli ustalenie rytmu dnia – uspokaja pacjenta. 

A kiedy wydaje się, że najbliższa, chora osoba już nie odbiera sygnałów z zewnątrz? Czasem się widzi, że ktoś przy ukochanym mężu czy żonie wciąż przebywa, trzyma za rękę, mówi, przytula, i słyszy: "Daj spokój! Przecież on/ona nie ma pojęcia, że w ogóle tu jesteś".

My do końca nie wiemy, co dzieje się w mózgach osób dotkniętych głębokim otępieniem. Nie każdy przypadek na przykład choroby Alzheimera przebiega tak samo. Są ludzie z głębokim otępieniem, bez kontaktu, wymagający całodobowej opieki i wydaje się, że mózg w tym przypadku już zupełnie nie pracuje, ale niespodziewanie uśmiechają się na widok kogoś bliskiego.

Do końca nie wiemy, co dzieje się w mózgach osób dotkniętych głębokim otępieniem (fot. Shutterstock) , Gabriela Kłodowska (fot. Archiwum prywatne)

Jakie to piękne i głęboko ludzkie, a z drugiej strony potwierdzałoby stwierdzenie, od którego zaczęłyśmy rozmowę – że miłość jest wbudowana w naszą naturę.

Jestem przekonana, że mimo nawet zupełnego otępienia ludzie są w stanie odczuwać i przeżywać emocje. Potrzymanie kogoś za rękę, mimo że ta osoba nie odpowiada na nasze próby kontaktu, nie jest stratą czasu. Chcę jednak podkreślić, że proces otępienia przebiega bardzo różnie i bliscy nie powinni czuć się winni, jeśli nie są w stanie sami zapewnić choremu opieki i trwać przy jego łóżku. Przewlekłe choroby neurologiczne to są ogromnie trudne sytuacje dla rodzin. 

Diagnoza "stwardnienie rozsiane", którą słyszą osoby w okolicach na przykład trzydziestki, może sprawić, że cały świat się wali.

Każdy lekarz pani powie, że w rodzinach dzieją się wtedy bardzo trudne rzeczy. Miłość się często kończy. Znam wiele fantastycznych kobiet i wielu wspaniałych mężczyzn, którzy zostali opuszczeni przez partnerów po diagnozie SM. Z punktu widzenia medycyny to jest istotne, ponieważ silny stres, związany na przykład z rozwodem, wpływa niekorzystnie na działanie zaburzonego w tej chorobie systemu immunologicznego. Skutkiem bywa wystąpienie rzutów stwardnienia rozsianego albo po prostu jego szybki postęp. Nasz układ immunologiczny jest ewidentnie osłabiany przez stres i negatywne emocje. 

A jak działają pozytywne emocje? 

O! Można by długo mówić na ten temat. Ostatnio odszedł mój pacjent, który miał chorobę Parkinsona przez 30 lat. Na ostatnim etapie nie byłam w stanie już nic podpowiedzieć jego żonie, nie mogłam doradzić, w jaki sposób powinna leczyć swojego męża, ponieważ jej wiedza była tak ogromna, że sama mogłaby szkolić lekarzy neurologów. W tym czasie ten pan – bardzo obciążony tak zwanymi chorobami współistniejącymi – przeszedł kilka sytuacji zdrowotnych, z których byłam pewna, że nie ma prawa wyjść. Ludzie młodsi i zdrowi umierają. A on nadal walczył! Wiem, że żonie było często bardzo ciężko, ale cieszyła się, że jeszcze jeden dzień może spędzić ze swoim mężem. Może jestem romantyczką, skoro uważam, że pacjent żył dzięki determinacji jego żony. A sprawiła to głęboka więź i miłość między nimi.

To, co pani doktor teraz mówi, jest przepiękne i daje dużo nadziei – szczególnie jeśli pada z ust lekarza – ale przecież cudów nie ma. Miłość, jakkolwiek piękna byłaby to wizja, nie ulecza śmiertelnie chorych. 

Ale pozwala przedłużyć życie. Naukowo pewne rzeczy nie są wytłumaczalne, natomiast zdarza się, że osoby, które teoretycznie powinny dawno umrzeć, wydają się jakby czekać, na przykład aż ktoś bliski pogodzi się z tym, że muszą odejść. Szczęście w miłości na pewno polepsza nasze zdrowie fizyczne i samopoczucie. Z takiego trochę egoistycznego punktu widzenia korzystne może być znalezienie dobrej miłości i dbanie, by się rozwijała. 

Choroba neurologiczna, ale i zwykłe starzenie się, jest sprawdzianem, czy taką miłość i wsparcie faktycznie mamy. Najwyraźniej widzę to w przypadku otępień, gdy opieka nad osobą bliską staje się bardziej wymagająca. Nieraz możemy usłyszeć: "Całe życie opiekowałam się tobą, dziećmi, a ty mnie nie doceniałeś i źle traktowałeś. Miałam sobie odpocząć na emeryturze, a teraz co?!" – wypowiada te słowa żona po 40 latach małżeństwa. Pojawia się rozgoryczenie, złość, niechęć do osoby chorej. Tak jakby ona specjalnie to robiła. Trudno z tymi emocjami sobie poradzić. 

Ja tę żonę rozumiem. Skoro on zawsze był dla niej niedobry, to teraz tym trudniej znieść jego chorobę. 

Ja też to rozumiem! Dlatego apeluję: dbajmy o nasze relacje.

A jak na miłość wpływa naturalny proces starzenia się?

Moim zdaniem w tym zakresie nic się nie zmienia. Może być nawet lepiej, dlatego że wiele osób pozwala sobie w starszym wieku na bycie bardziej emocjonalnym...

Już się nie wstydzą?

Nie wstydzą się, bardziej doceniają swojego partnera i – szerzej – życie. Absolutnie nie uważam, żeby starzenie się – nie mówię tu o patologicznym jego przebiegu, czyli o chorobie neurologicznej – wpływało negatywnie na przeżywanie miłości.

A dramatyczne wydarzenia życiowe? Widzimy czasem człowieka, którego ktoś okrutnie potraktował, skrzywdził i on staje się jakby skamieniały. Bardzo się zmienia. Czy traumatyczne wydarzenie może wpłynąć na budowę mózgu?

Tak. Nasza przeszłość, nasze przeżycia zostawiają ślad w mózgu. Przewlekły ciężki stres uszkadza hipokamp – strukturę odpowiedzialną za pamięć. To widać w badaniach rezonansu magnetycznego. Stres pourazowy może przesterować działanie naszego mózgu emocjonalnego: pacjentowi wciąż przypomina się traumatyczna sytuacja z przeszłości. To powoduje dosłownie zalanie osoby negatywnymi odczuciami, a mózgu – hormonami i neuroprzekaźnikami stresu.

Ale czy wydarzenia traumatyczne mogły spowodować takie spustoszenie w mózgu żołnierza, który wrócił z Afganistanu, że on już nie będzie w stanie kochać?

To jest zbyt silne stwierdzenie. Mogły istotnie wpłynąć na jego zachowania, ale raczej nie mogły uniemożliwić odczuwania miłości. Samo PTSD nie powoduje takiego spustoszenia w mózgu, jednakże cierpienie nim wywołane może doprowadzić do negatywnych myśli i depresji, dlatego bezwzględnie potrzebna jest terapia. To jest również jedna z tych trudnych sytuacji życiowych, w których ludzie doceniają miłość i dobre relacje jeszcze bardziej.

Jako neurolog uważa pani, że miłość dobrze służy naszemu zdrowiu? Opłaca nam się?

Bez wątpienia. 

Gabriela Kłodowska. Specjalista neurolog, założycielka (2008 r.) i kierownik medyczny Neuro-Care, ośrodka zajmującego się kompleksową diagnostyką i leczeniem chorób neurologicznych. Ukończyła studia medyczne na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej. Specjalizację z neurologii I stopnia uzyskała w Klinice Neurologii w Katowicach, II stopnia – w Klinice Neurologii Wieku Podeszłego, gdzie z zamiłowaniem prowadziła Klinikę Jednego Dnia. Od wielu lat zaangażowana w rozwój nauki w zakresie prowadzenia badań klinicznych.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał Tu nie ma sprawiedliwości o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Rozmowy Anny Kality

Ta rozmowa jest kolejną z serii wywiadów Anny Kality o miłości.

Więcej rozmów Anny Kality