Rozmowa
Zanzibar (fot. Pixabay)
Zanzibar (fot. Pixabay)

Kiedy Vini poznał Kasię?

Paweł: Historia banalna jak z francuskiej komedii. Byłem wtedy w całkiem dobrym momencie kariery muzycznej, grałem z paroma tuzami, było bardzo rockandrollowo. Siedząc w hotelu nad ranem, po graniu, wysłałem Kasi zaproszenie na Naszej Klasie, bo wydała mi się znajoma.

Kasia: Wyświetlała się informacja, że oboje jesteśmy z Poznania. Odpisałam: "Hej, ale skąd się znamy?". A Pawcio: "Przepraszam, jeśli uraziłem". (śmiech) Bo wiesz, on gwiazdą przecież był!

Paweł: Byłem trochę oburzony! Jak to? Ta dziewczyna nie wie, kim ja jestem? W ogóle nie skojarzyłem, że Kasia pracuje w telewizji. 

Graliście m.in na Gali Mistrzów Sportu czy Telekamerach. Nie spotkaliście się nigdy?

Kasia: Nie byłam salonową postacią, nie chodziłam na imprezy. Nasze światy się przenikały, natomiast ja na pewno nigdy wcześniej Pawcia nie spotkałam. Pamiętałabym na pewno.

Paweł: Kiedy grałem w "Idolu", miałem czarną brodę, blond włosy i niebieskie okulary…

Kasia: Paweł przyniósł mi swoją płytę do recepcji "Wiadomości".

Paweł: Przez równo pięć i pół miesiąca korespondowaliśmy. A potem się umówiliśmy. 

Ile to było lat temu?

Kasia: Ja jestem człowiek z newsów, to ci powiem zaraz… Wtedy, kiedy spadł samolot CASA w Mirosławcu! 2008 rok. Pierwsza randka była na Świętokrzyskiej. W przerwie między "Wiadomościami". Miałam wydanie o 8, 12 i 15, więc umówiliśmy się po 12…

Paweł: Ale oboje przyszliśmy 15 minut wcześniej! Dwoje poznaniaków w Warszawie. My się nigdy nie spóźniamy!

Kasia: Nawet tutaj, w Afryce, gdzie to naprawdę nie jest takie proste, staramy się zawsze czekać na naszych gości – być przed czasem.

Jesteście do siebie podobni?

Kasia: Chyba tak.

Paweł: Od wielu osób usłyszeliśmy już, że wyglądamy jak rodzeństwo.

Syn Katarzyny i Pawła (fot. Archiwum prywatne) , Widok na wybrzeże na Zanzibarze (fot. Archiwum prywatne)

To wielki komfort. Nie trzeba się dopasowywać i chodzić na kompromisy. Zaiskrzyło mocno na tej pierwszej randce?

Kasia: No wiesz, perkusista, taki zbójowaty. Lubimy takich!

I od razu się zaczęło wspólne życie?

Kasia: Nie, ale od tego czasu mieliśmy intensywny kontakt, dużo czasu spędzaliśmy razem. Teraz jest wiele rozwodów w związku z tym, że COVID zamknął ludzi w domach. Nam by to na pewno nie groziło. Jesteśmy nauczeni bycia ze sobą. Wspólny dom zbudowaliśmy na uboczu. 

Paweł: Postawiliśmy dom 36 km od centrum Warszawy w linii prostej, tak że Kasia jechała dokładnie 45 minut do TVN. Wybudowaliśmy się w pięknym miejscu. Natura 2000. Do najbliższego asfaltu mieliśmy 2 km. Dom był zbudowany na górce, z drewna, w technologii skandynawskiej…

Kasia: W lesie…

Paweł: Megacacko. 

Kasia: Salon z dwóch stron był oszklony.

Paweł: Ale i tak mogliśmy chodzić nago, bo byliśmy otoczeni bagnami. Jeśli słyszeliśmy samochód, to wiedzieliśmy, że jedzie do nas. 

Ile lat miał wasz synek Tymek, kiedy się przeprowadziliście na Zanzibar?

Kasia: Niecałe cztery. 

Paweł: Ale to nie jest tak, że po prostu wyjechaliśmy do obcego miejsca i w nim zamieszkaliśmy. Pierwszy raz przybyliśmy tu pięć lat temu. 

To była wycieczka z biurem podróży?

Kasia: Na moją czterdziestkę. Chciałam pojechać do miejsca, o którym nie mam pojęcia i nawet nie wiem do końca, gdzie jest.

Paweł: Poprzeczka była wysoko ustawiona. Rok wcześniej, na moją czterdziestkę, żona zrobiła mi absolutnie niewyobrażalnie piękny prezent: wzięła mnie do industrialnej Hiszpanii. Zero sklepów, zero morza, zero piasku…

Kasia: Ale rzeka Ebro była!

Paweł: Była i tam łowiłem sumy! Największe w Europie! W chatce, w towarzystwie kilkunastu napieprzonych wędkarzy moja żona spędziła ze mną moją czterdziestkę.

Kasia: Uwaga: byłam wtedy w piątym miesiącu ciąży. I złowiłam największego suma.

A Zanzibar to było olśnienie?

Kasia: Absolutne! Tutaj nie da rady inaczej. Zanzibar wiele rzeczy zmienia w głowie: zachwyca tym, co widzisz, czujesz, jak płynie tu czas, jak ludzie się do siebie odnoszą, uśmiechają, jak inne jest życie. Łatwo się tym miejscem zachwycić.

I wtedy któreś z was mówi: "A może tak rzucić to wszystko i przeprowadzić się na Zanzibar?". 

Kasia: Tak. Orientowaliśmy się, ile by trzeba mieć pieniędzy, żeby tutaj coś kupić, zbudować, mieszkać.

Ale kto to wymyślił?

Kasia: Paweł bardziej, ale decyzja była wspólna.

Paweł: To, że emeryturę spędzimy w ciepłych krajach, przedstawiałem swojej żonie jako pewnik, kiedy tylko się poznaliśmy. Zanim tu przyjechaliśmy, podróżowaliśmy po świecie tak jak zapewne znakomita większość par: z biurami turystycznymi. Byliśmy naprawdę w wielu miejscach, a naszym ulubionym był Paryż, w którym bywaliśmy najczęściej. 

Dosyć standardowo.

Paweł: Ale Francję objechaliśmy kamperem! A nasz trzydniowy miesiąc miodowy spędziliśmy w Eurodisneylandzie. Ślub był w Paryżu. Konsul udzielił go nam 1 kwietnia, w prima aprilis. Nikt nam potem w ten ślub nie wierzył. Byliśmy ubrani "na hipisów"!

Kasia: Miałam przepiękną sukienkę z Allegro za 69 zł. Do tej pory ją mam. A mąż…

Paweł: Też z Allegro takie hipisowskie trampki za 49 zł. 

To nie jest tak, że po prostu wyjechaliśmy do obcego miejsca i w nim zamieszkaliśmy (fot. Archiwum prywatne) , Pierwszy raz przybyliśmy tu pięć lat temu (fot. Archiwum prywatne)

Rozumiem, że anturaż miał obrazować wasz stosunek do instytucji małżeństwa? Że nie zmienia niczego w waszej miłości?

Kasia: W ogóle! Zrobiliśmy to wyłącznie dla siebie. Ja nie znoszę wesel. Wiedziałam, że to ma być coś małego, kameralnego, dla nas, a nie na pokaz.

Paweł: Poza tym ja miałem już doświadczenie w tej kwestii.

Byłeś rozwodnikiem? 

Paweł: No jasne. Dlatego kiedy zaczęliśmy rozmawiać o ślubie, powiedziałem: "teraz trzeba zrobić wszystko kompletnie inaczej", żeby nie zapeszyć. 

Kasia: Mamy oczywiście gorsze dni, słabości, nerwy. Jak wszyscy. Natomiast bardzo ważne jest, żeby wiedzieć, po co się idzie razem i dokąd się idzie razem. Paweł jest moim najlepszym przyjacielem. Przymykamy oko na swoje wady. Jesteśmy tolerancyjni. Ufamy sobie. Dotrzymujemy słowa i polegamy na sobie.

Paweł: Słuchaj! Ja od 13 lat nie zatańczyłem z inną kobietą!

Kasia: Ze mną też niewiele. (śmiech)

Paweł: Nie dajemy sobie najmniejszych powodów do tego, żeby być na siebie dłużej niż moment źli o jakąś bzdurę. Wszystkie poważne kwestie w naszym życiu są jasne, konkretne, przewidywalne. Stałe jak w Szwajcarii.

I wspólne?

Paweł: Wspólne, tak. 

Kasia: Gdybyś mnie zapytała 10 lat temu, co będę robić za 10 lat, powiedziałabym, że będę pracować w newsach. A dziś? Nie mam pojęcia! I to jest fajne.

Przed przeprowadzką przyjechaliśmy na Zanzibar na miesiąc. Do małego hotelu we wsi, żeby poobcować z prawdziwym życiem. Zabraliśmy ze sobą naszego 3,5-letniego synka. Żeby zobaczyć, czy on też polubi to miejsce.

Decyzja na pewno nie była łatwa. W tym czasie przeniosłaś się do TVN 24. Ty, Paweł, grałeś z Ewą Bem, Marylą Rodowicz…

Paweł: To prawda. 

Byliście w tym momencie życia, kiedy osiąga się apogeum możliwości robienia kariery! 

Kasia: No tak. I co z tego? 

Wydaje mi się, że łatwiej jest się przeprowadzić na koniec świata, gdy niczego się nie zostawia.

Kasia: Część znajomych tak właśnie reagowała: "Jak możecie zostawić udane życie i piękny dom?". A nasza filozofia była taka, że OK, to już mamy i co dalej? Mamy po 40 lat, jeszcze możemy coś z tym życiem zrobić. Albo teraz, albo nigdy.

Paweł: Można zacząć od nowa. Jeszcze raz. Robiąc zupełnie co innego. To jest cudowne!

Kasia: Możesz mieć tak naprawdę dwa życia w życiu. Albo nawet trzy! Wszystko zależy od ciebie. Pamiętam, jak w pracy już wszyscy wiedzieli, że nie dość, że zawieszam karierę na kołku, to jeszcze się tropikalnie przeprowadzam. Wtedy Paweł Płuska z "Faktów" zahaczył mnie na korytarzu i mówi: "Werner! Zawstydziłaś nas! Ja od lat jeżdżę do Włoch i co wakacje pytam o ziemię, bo chciałbym się tam przeprowadzić. I tak co roku jeżdżę i pytam, i przysyłają mi oferty, i nic z tym nie zrobiłem".

W "Shirley Valentine" moja ulubiona scena to ta, kiedy rozczarowana życiem, zaniedbywana żona wyjeżdża na wakacje do Grecji. I na lotnisku oświadcza, że ona w tej Grecji zostaje. Cudowny jest moment, kiedy wszyscy z wycieczki jej mówią, żeby natychmiast wsiadała do samolotu, bo jej tak cholernie zazdroszczą!

Kasia: Trafiłam na takie zdanie: "Im dłużej planujesz swoją przyszłość, tym krócej ona trwa". Czasem nie warto zbyt długo rozkminiać, co będziesz robić na emeryturze, bo możesz jej nie dożyć.

Chcesz rozśmieszyć Pana Boga – opowiedz mu o swoich planach na przyszłość.

Kasia: Dokładnie. 

Paweł: Słuchaj, Kasia pracowała w telewizji i marzyła o tym, żeby mieć knajpkę z zupami, a ja grałem na koncertach i marzyłem o tym, żeby łowić ryby. 

Wszystko rozumiem, ale wy jednak byliście dojrzałymi ludźmi z małym dzieckiem! Nie baliście? Nie mieliście wątpliwości?

Paweł: Nie.

Kasia: Ja miałam dwa logiczne argumenty: po pierwsze, że w najgorszym razie możemy wrócić.

Paweł: Nie!

Kasia: Paweł jest szybszy w decyzjach. Ja nie jestem hamulcową, ale muszę sobie poukładać sytuację. Kiedy okazało się, że w pracy mogę wziąć bezpłatny urlop, to mi dało komfort: jak nie wyjdzie, to mam do czego wrócić. Nie paliłam mostów. Choć wiele osób w naszym gronie tutaj mówi, że zamykanie rozdziałów w życiu jest dobre. Nie obciąża. Nie odwraca uwagi. Wtedy łatwiej się otworzyć na nowe. 

Przed przeprowadzką przyjechaliśmy na Zanzibar na miesiąc (fot. Archiwum prywatne) , Zabraliśmy ze sobą naszego 3,5-letniego synka (fot. Archiwum prywatne)

A drugi logiczny argument jaki był?

Kasia: Wielu naszych gości ma refleksję: "Na wakacje rozumiem, ale tak na całe życie?". A ja właśnie zawsze wtedy mówię, że skoro wakacje dla wszystkich to zwykle najlepszy czas w roku, czemu nie spróbować zafundować sobie całego życia, które przypomina wakacje?! Ono jest wbrew pozorom krótkie. Nasz przyjaciel, świadek na naszym szalonym ślubie, napisał nam po wyjeździe na Zanzibar: "Najważniejsze w życiu jest życie". Często się o tym zapomina.

Skoro już wiem, jak się podejmuje taką decyzję, to powiedzcie mi, jak to się robi. Od strony praktycznej. Trzeba mieć milion złotych na koncie, żeby się przeprowadzić na drugi koniec świata? 

Paweł: Na pewno nie! Nie ma takiej szansy, żebyśmy my mieli na naszym koncie milion złotych!

Czyli najważniejsza jest odwaga?

Pawła: Jasne.

Kasia: I kreatywność, i otwartość, i gotowość do zmiany – do tego, że będziesz zupełnie inaczej żyć. Ja przez 20 lat miałam grafik! To czasem ułatwiało życie, czasem komplikowało. A dziś sama układam ten grafik sobie i innym. Trzeba zupełnie przestawić myślenie, wszystkiego się nauczyć. I to jest fajne. 

Kiedy się przeprowadziliście, to wasz hotel Mambo Paradise był już kupiony? Czekał na was?

Paweł: Skąd! Nic na nas nie czekało!

Sądziłam, że taki był plan. Żeby tu prowadzić hotel. 

Kasia: Bo był. Chcieliśmy mieć hotel i nawet naiwnie myśleliśmy, że będąc w Polsce, znajdziemy go w jakichś ogłoszeniach. Oczywiście Afryka szybko to zweryfikowała. Postanowiliśmy więc najpierw tej Afryki troszkę się nauczyć i zadbać o nasze życie tu i teraz. Zwłaszcza że nie przyjechaliśmy tu po to, żeby zasuwać tak, jak zasuwaliśmy wcześniej. Nie o to w tej zmianie życia chodziło.

Powolutku rozwinęliśmy najpierw nasz biznes wycieczkowy. Bardzo wielu Polaków tutaj przyjeżdża i fajnie jest z nimi po prostu spędzić czas. Tak nam minął prawie rok. Czy ponad rok? Nie wiem! Czas tutaj zupełnie inaczej płynie. Jak Pawła pytasz, jaki jest dzień tygodnia, odpowiada: "Coś między poniedziałkiem a czwartkiem". Albo: "Między piątkiem a niedzielą". (śmiech)

Dobrze, ale opowiedzcie, jak wyglądał sam początek. Przylecieliście i zamieszkaliście gdzie? 

Paweł: W hoteliku, wynajęliśmy samochód i codziennie ogarnialiśmy około 300 km na wyspie, sprawdzając wszystkie ogłoszenia. A trzy miesiące przed przylotem wysłaliśmy 300 kg naszego majątku w paczkach. 13 z 15 doleciało. 

Kasia: Ale nie jest źle, bo nadal nie do końca wiemy, co było w tych dwóch, które zaginęły.

Jak szybko znaleźliście dom? 

Kasia: Jeździliśmy dzień po dniu, dosłownie zdarliśmy opony. Krążyliśmy wokół miejsca, które już wcześniej sobie upatrzyłam jako szkołę dla naszego synka, i upolowaliśmy fantastyczny dom.

Udało wam się zwolnić na dobre? Życie toczy się inaczej? 

Kasia: Tak! Zwłaszcza kiedy jest nasza ulubiona pora na wyspie, czyli deszczowa. Turystów przeraża to sformułowanie, a przecież nas tu nie opuszcza słońce. Jest fantastycznie. Mamy wreszcie moment, żeby wchodzić do oceanu, kiedy nam się chce i na jak długo nam się chce. W sezonie tak nie do końca jest, ponieważ my rzeczywiście jesteśmy na każdej wycieczce z naszymi gośćmi.

Hotel macie nieduży. Na 18 osób.

Kasia: I miejscowość też jest kameralna. Można autentycznie odpocząć. A do tego jest nieziemska plaża i najpiękniejsza rafa na Zanzibarze. Prawie połowa Tanzanii to są parki narodowe. Tutaj na safari naprawdę widzisz dzikie zwierzęta i czujesz się, jakbyś była w filmie przyrodniczym z Krystyną Czubówną jako lektorką! 

Takie miejsca na świecie istnieją. Zanzibar i – szerzej – Tanzania wciąż mnie zachwycają. I jako człowiek newsów biję się w pierś, że tak mało o tej części świata mówimy, a przez to i mało wiemy. 

A jak tu się żyje? Powiedziałaś, że musieliście się Afryki nauczyć. Że ona was codziennie zadziwia. 

Kasia: (śmiech) Opowiem ci anegdotę, jak Krzysio, nasz wspólnik, poprosił pracownika, żeby umył samochód. Ten człowiek umył go z zewnątrz z węża. I wewnątrz też z węża. Bo nigdy wcześniej tego nie robił. Tutaj takich niespodzianek jest mnóstwo. Nie jesteś w stanie się ich ustrzec. Niektóre sprawiają, że rozkładasz ręce, a inne – że tylko się uśmiechasz. Zwłaszcza że zawsze naprzeciw ciebie jest uśmiechnięty człowiek, który mówi: Hakuna matata – Nic się nie stało. Ta wyspa koi nerwy. Inaczej człowiek żyje, inaczej podchodzi do problemów. Ale one są. Tutaj możesz nie mieć przez pół dnia prądu, możesz na stacji benzynowej nie mieć benzyny. Wyobrażasz sobie takie rzeczy w Warszawie?

Nie. A autobus rzeczywiście przyjeżdża wtedy, kiedy mu się podoba?

Paweł: Rusza, kiedy się zapełni. Po prostu! Nie pojedzie z dwiema osobami.

Kasia: Słyszeliśmy też o budowlańcach, którzy zamiast stóp wyczytali na planie metry i zbudowali dom trzy razy większy niż być powinien! 

Paweł: Kiedy właściciel przyszedł z pretensjami, byli szczerze zbulwersowani! "Człowieku! Zbudowaliśmy ci trzy razy większy dom, a ty się złościsz?".

A czego wy, jako para, nauczyliście się o sobie nowego w Afryce?

Paweł: Moja żona jest taka, jak oczekiwałem, że będzie.

Kasia: A miałeś plan B na wypadek, gdybym powiedziała: "O nie! Ja chcę wracać do Warszawy! Do asfaltu"?

Paweł: Nie! Nie leciałbym tak daleko z planem B. 

Kasia: Nie bałeś się, że zatęsknię za telewizją?

Paweł: Jaką telewizją, Misiu?!

Kasia: Ja jestem bardzo szczęśliwa, że Pawcio jest tutaj spokojniejszy. Więcej się uśmiecha, odpuszcza. Nasz kolega basista wymyślił sformułowanie "tropikalizejszyn", które oznacza, że tutaj musisz odpuścić pewne rzeczy, bo jak nie odpuścisz, to przegrasz z Afryką. Wygodnickim Europejczykiem nie jesteś w stanie tutaj być. A my zadomawiamy się na Zanzibarze, a po mężu widzę, że ma już w planach postawić tu dom.

Będziecie budować dom?!

Paweł: No jasne!

Ale przecież w jednym z wywiadów mówiłaś, że za kilka lat zamierzacie przenieść się do Azji! 

Kasia: Tak. Bo życia szkoda! Chciałabym pobyć w Wietnamie. I jeszcze w Nowej Zelandii! I jeszcze obie Ameryki są!

Kiedy przeprowadzicie się do Wietnamu?

Paweł: Za sześć do ośmiu lat, wtedy Tymek skończy cudowną szkołę, do której tutaj chodzi. I będzie naprawdę nieźle wyedukowany. Już teraz mówi po angielsku o wiele lepiej niż my oboje razem wzięci. Będzie znał też suahili. A w suahili mówi niemal cała Afryka Wschodnia.

Kasia: Szkoła Tymka jest naprawdę cudowna. Każdy dzieciak jest inny. Banda Tymka to czterech chłopców: jego najlepszym kumplem jest chłopczyk Suahili, który ma na imię Kombo, jest też Paulo, chłopak z lądu, prawdziwy mały Masaj, i Brian z tanzańsko-norweskiej rodziny. A czwarty to Tymek, Polak.

Szkoła Tymka jest naprawdę cudowna. Każdy dzieciak jest inny (fot. Archiwum prywatne)

A za 10 lat będziecie mieszkać w Wietnamie, tak?

Paweł: Albo na jakiejś wyspie, na której nie ma wielu turystów.

A na starość jaki jest pomysł?

Paweł: Ja mam! Starość będzie na jachcie, który będzie pływał, gdzie chce!

Zastanawiam się cały czas, czy mielibyście tak fascynujące życie, nie będąc razem?

Paweł: W życiu! Ja bez Kasieńki wciąż robiłbym wszystko to, od czego uciekłem. 

Kasia: Ja też na pewno nie! Z Pawciem życie stało się mniej przewidywalne. Ciekawsze.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał Tu nie ma sprawiedliwości o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Rozmowy Anny Kality

Ta rozmowa jest kolejną z serii wywiadów Anny Kality o miłości.

Więcej rozmów Anny Kality