Rozmowa
Policjanci, którzy nie przeszli szkoły praktycznej, a jedynie naczytali się podręczników, mogą w zaskakującej sytuacji po prostu zgłupieć. (Celejewski)
Policjanci, którzy nie przeszli szkoły praktycznej, a jedynie naczytali się podręczników, mogą w zaskakującej sytuacji po prostu zgłupieć. (Celejewski)

Przez wiele lat szkolił pan policjantów. Jak skomentuje pan zdarzenie z początku maja, kiedy to 40-latek w Raciborzu wyjął broń i zastrzelił funkcjonariusza, który chciał go wylegitymować?

Każda interwencja jest inna. Nie ma zatem jednej szczegółowej instrukcji zachowania policjanta, ale im lepiej jest on wyszkolony, tym większe prawdopodobieństwo, że sobie poradzi.

W sprawie zdarzenia z Raciborza toczy się śledztwo, więc na razie trudno ocenić, dlaczego doszło do tragedii. Jedno wydaje się pewne – policjant nie spodziewał się takiego ataku. Pytanie, czy mógł i powinien się go spodziewać? Żaden policjant nie jest nadczłowiekiem ani jasnowidzem.

Czy funkcjonariusze są na takie zdarzenia przygotowani?

Policjanci są przygotowywani do prowadzenia interwencji, uczy się ich techniki walki, strzelania, obezwładniania, kajdankowania, pościgu, planowania operacji etc. Aspekt drugi, znacznie trudniejszy, to wypracowanie w nich umiejętności przewidywania możliwych scenariuszy, zachowania osób, obserwowania otoczenia, wyciągania wniosków, czyli zarządzania ryzykiem. Chcąc przetrwać w sytuacji kryzysowej, trzeba mieć te kompetencje. Czy wszyscy policjanci je mają? Wątpię.

To znaczy?

Niestety, policjanci od lat mają problemy z interwencjami. Podam pani przykład z własnego doświadczenia. Dwa czy trzy lata temu zatrzymała mnie do kontroli drogówka. Siedzę w samochodzie i trzymam ręce na kierownicy. Widzę w lusterku, że gliniarz nie wysiada, więc czekam. W końcu podchodzi. "Dlaczego pan kierowca nie wysiada?" – pyta. Mówię: "A może by się pan najpierw przedstawił?". Przedstawił się i znów pyta: "Dlaczego pan kierowca nie wysiada i nie podchodzi?". "Bo pan kierowca zna rozporządzenie MSWiA o przeprowadzaniu kontroli drogowej. Nie wysiada, dopóki policjant nie podejdzie, nie przedstawi się i nie wyjaśni powodu kontroli oraz nie poleci mi podać dokumentów lub zachować się w inny sposób, co dopiero pozwoli mi oderwać dłonie od koła kierownicy".

Policjanci zatrzymują agresywnego mężczyznę na placu Solnym we Wrocławiu. (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta) , Każda interwencja jest inna. Nie ma zatem jednej szczegółowej instrukcji zachowania policjanta. (Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta)

Ostatecznie policjant zaczął wykonywać swoje obowiązki. Prawdopodobnie był bez broni, a jeśli ją miał, to nie rozpiął kabury i nie miał szansy z niej szybko wyjąć pistoletu. Gdybym wyjął spod siedzenia pistolet, gaz paraliżujący czy choćby nóż i go zaatakował, nie miałby szans.

Dlaczego policjanci – jak sam pan powiedział – od lat mają problem z interwencjami?

Pamięta pani, jak w 2000 roku z cyrku w Warszawie na Tarchominie uciekły trzy tygrysy? Policjant, który podjął interwencję, przez przypadek zastrzelił weterynarza. Zapytałem wówczas kolegów z kadr i prewencji: czy przeprowadziliście dokładną analizę tego zdarzenia? Dlaczego oddano przeszło 50 strzałów? Czy ustaliście, jaki typ osobowości reprezentował ten policjant? Dlaczego podjął decyzję o użyciu broni mimo bliskości osób postronnych? Czy ktoś mu pomógł? Ale przede wszystkim, czy powstał algorytm opisujący zachowanie funkcjonariusza w sytuacji skrajnego stresu? Czy będzie wykorzystywany w trakcie szkoleń dla policjantów?

I powstał?

Nic mi o tym nie wiadomo. A wie pani, dlaczego maniakalnie wracam do tego wydarzenia? Bo uważam, że trzeba takie algorytmy tworzyć, i w czasach, kiedy kierowałem Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, uczyliśmy policjantów na konkretnych przykładach. Każdy człowiek, który znajdzie się w nowych, zaskakujących okolicznościach, na dodatek będąc w głębokim stresie, często reaguje zupełnie irracjonalnie, nieprzewidywalnie, co post factum łatwo oceniać z szyderczym uśmiechem. Policjant jest tylko człowiekiem.

Jak to wygląda w innych krajach?

W Wielkiej Brytanii policjanci uczą się i doskonalą na kursach techniki interwencji dla konstabli według ponad stu takich algorytmów. Jestem pewien, że gdyby tam wydarzyła się historia z tygrysami, od razu powstałby jej algorytm, który analizowano by i wpajano na kursach podstawowych. Dotyczyłby on przede wszystkim kalkulowania ryzyka.

A nasi policjanci na stacji paliw, w którą dynamicznie wjechała niedawno pewna kobieta, po prostu zbaranieli. Nie potrafili oszacować ryzyka i na szybko wypracować odpowiedniego modelu zachowania. Zamiast próbować ją obezwładnić, zaczęli się przekrzykiwać i słuchać gapiów.

Było to bardziej przerażające niż zabawne.

Szczęście w nieszczęściu, że nie zaczęli strzelać, bo przecież to, że kobieta wjeżdża w stację, to jeszcze nie powód, żeby użyć broni. Z drugiej strony, nie wiem, czy udałoby się im tę kobietę obezwładnić, ale oni nawet nie spróbowali. I w tym tkwi problem, bo podejrzewam, że nie mieli pojęcia, jak to zrobić.

Pamiętam też przypadek spod Radomia, gdy troje policjantów – kobieta i dwóch mężczyzn – próbowało zatrzymać ogromnego, dwumetrowego faceta. Mieli przy sobie broń, tonfę, kajdanki, ale nie wiedzieli, jak ich użyć. On nimi miotał, widok był przerażający. Ale jeśli policjanta nie nauczono, jak człowieka obezwładnić, to nic dziwnego, że nie potrafi tego zrobić. Do dziś nie wiem, dlaczego funkcjonariusze nie uderzyli mężczyzny tonfą w nogę lub ramię, nie zastosowali tzw. młynka, czyli techniki posługiwania się pałką. Najwyraźniej nie wiedzieli, że tak można, lub nie wiedzieli, jak to zrobić. W obydwu przypadkach – smutne, a scena szamotaniny – żałosna.

Albo sparaliżował ich strach.

Gdy byłem początkującym milicjantem, podczas interwencji trafiłem na rodzącą kobietę. I musiałem pomóc koledze ten poród odebrać. Nic nadzwyczajnego. Na studiach prawniczych miałem medycynę sądową, więc nie bałem się krwi.

Mówię o tym, bo uważam, że najważniejsze jest podstawowe szkolenie. Policjanci, którzy nie przeszli szkoły praktycznej, a jedynie naczytali się podręczników, mogą w zaskakującej sytuacji po prostu zgłupieć.

To aluzja do tego, że część szkoleń policjantów obecnie odbywa się online?

To nie aluzja, to fakt. Wielu moich znajomych z Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie prowadzi takie zajęcia online od ponad roku, co jest zrozumiałe w okolicznościach pandemii. Oczywiście, o ile taki wykład z prawa jeszcze przejdzie, to praktyka już nie. Zapewne dla kadry kierowniczej może to być wystarczające, ale dla policjantów z tzw. linii...? Nauki posługiwania się tonfą czy wybijania noża online raczej sobie nie wyobrażam. Albo rozbrajania ładunku wybuchowego czy doskonalenia techniki jazdy motocyklem.

Kiedy kierowałem Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, instruktorzy sztuk walki, mający bardzo wysokie umiejętności, doskonalili je ze specjalistami za granicą lub w kraju: krav magę razem z ekspertami z Izraela, aikido z Japończykami, technikę walki z przeciwnikiem posługującym się nożem – z Korsykanami etc. Ci, którzy szkolili adeptów na policjantów z techniki jazdy motocyklem, uczyli się jej u Francuzów w podparyskiej szkole policji w Sens. Zawsze stawiałem przede wszystkim na zajęcia praktyczne.

Żaden policjant nie jest nadczłowiekiem ani jasnowidzem. (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

No dobrze, ale szkolenia online to efekt pandemii. Pan się z taką sytuacją nie musiał mierzyć.

Prowadzę już od ponad roku zajęcia ze studentami w trybie on-line, co nie jest łatwe. Sądzę, że efektywnym rozwiązaniem dla szkoleniowców policyjnych może być przekazywanie teorii online, ale uzupełnionej o zajęcia praktyczne pod nadzorem doświadczonych gliniarzy.

Lata temu, na stażu w Kanadzie, oglądałem scenę, podczas której policjant municypalny w pełnym umundurowaniu musiał wskoczyć do basenu, gdzie pływał manekin dziecka. Wróciłem do Polski i poleciłem kwatermistrzowi, aby przeznaczył część mundurów ćwiczebnych do tego, by słuchacze wskakiwali w nich do basenu i uczyli się z lalką, jak ratować tonące dziecko. Padały głosy, że to się u nas nie przyjmie, ale byłem konsekwentny. I tego w szkole policji uczono. Czy jest tak dzisiaj – nie wiem, ale jak inaczej można kogoś przygotować na sytuację ekstremalną? Wszak policja to nie tylko siła, ale – co bardziej istotne – pomoc.

Co jeszcze się zmieniło w szkoleniu policji od pana czasów?

Ja byłem zwolennikiem dziesięciomiesięcznego kursu podstawowego dla policjantów. To odpowiedni czas, w którym nie tylko można kogoś przeszkolić, ale i wstępnie zweryfikować, czy się nadaje do tej roboty. Trzeba adepta postawić w sytuacji skrajnego wyczerpania, trzeba go zestresować, wystawić na zagrożenie. I zobaczyć, jak będzie się zachowywał następnego dnia.

Im taki kurs jest krótszy, tym mniej czasu na wnikliwą weryfikację umiejętności kandydata na policjanta. Z tego, co wiem, obecnie trwa zaledwie trzy–cztery miesiące, przy czym znaczna część kursu jest prowadzona w trybie "pracy własnej". Gdzie tutaj czas na zadania praktyczne? Policjantów brakuje, więc trzeba adeptów szybko uczyć i łatać luki kadrowe. Zlikwidowano Centralny Ośrodek Metodyki i Szkolenia Policji, którego celem była organizacja, unifikacja i standaryzacja szkolenia, a także opracowywanie przewodników metodycznych. Ale nie zrzucałbym winy tylko na te fakty oraz na to, że szkolenia policjantów obecnie są częściowo online.

Jakie są inne powody?

Kiedyś zapytałem w akademii żandarmerii kanadyjskiej, dlaczego funkcjonariusze mają buty podkute na czubku. "Ponieważ jeśli będę musiał użyć przemocy, to muszę tak kopnąć, żeby złamać goleń, a nie swoje palce u stopy" – usłyszałem w odpowiedzi. Zdumiałem się, a widząc moje zdziwienie, instruktor oświadczył: "Jesteśmy policją w demokratycznym kraju. Nikt nie może odmawiać wykonania naszego polecenia. Burzy w ten sposób porządek prawny". I tutaj dochodzimy do jeszcze jednej ważnej kwestii.

Jakiej?

Nazwijmy ją zaufaniem – do państwa i przełożonych oraz do własnych umiejętności. Łatwo jest oceniać sytuację już po fakcie, ale policjant ma na decyzję ułamek sekundy. Czasem trudno mu podjąć ryzyko, bo nie czuje za sobą siły państwa. Na pytanie, czy policjantowi na służbie należy się nietykalność i czy w razie zagrożenia ma się bronić, każdy odpowie: oczywiście. A później, gdy taki policjant, broniąc się, np. nieumyślnie wyrządzi komuś krzywdę, to staje przed sądem.

Jeśli funkcjonariusz nie ma zaufania do państwa czy do swoich przełożonych, działa tak, aby interwencja niosła dla niego możliwie niskie ryzyko odpowiedzialności. To może rodzić patologię. Taki policjant, widząc naprzeciw siebie bandytę z bronią, woli go zostawić w spokoju, niż ryzykować. To wynik uniwersalnych postaw wobec ryzyka rozumianego jako zagrożenie. Można nim kompetentnie i kompleksowo zarządzać albo go po prostu uniknąć, odwracając głowę. Do chwili zadumy skłania obrazek ośmiu policjantów legitymujących Babcię Kasię, ale unikających wylegitymowania grubokarkowego kierowcy bmw, parkującego na miejscu dla inwalidów.

Parę lat temu w Poznaniu policjant strzelał do motocyklisty, który chciał go potrącić. Wszyscy komentowali: i słusznie. A potem ten policjant odpowiadał przed sądem za użycie broni.

Jeśli policjanta nie nauczono, jak człowieka obezwładnić, to nic dziwnego, że nie potrafi tego zrobić. (Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta)

W tej kwestii prawo jest niezmienne od wielu lat.

W moim przekonaniu problemem nie są przepisy, ale raczej brak zaufania policjantów do państwa. To niestety nie jest nowym zjawiskiem i wręcz eskaluje. Niedawno spotkałem dwóch swoich byłych słuchaczy. Poznali mnie i pytają: "Panie komendancie, co u pana?". Ja na to: "Lepiej wy powiedzcie, co was gniecie". "Nie mamy szacunku do naszych szefów, tych z nadania politycznego" – usłyszałem.

Nie wiedziałem, jak to skomentować. Jestem poza policją od 15 lat, ale wciąż żywię wobec niej emocje. Trochę patrzę na tę formację jak na dorosłe dziecko i myślę sobie: "Nie tak cię wychowywałem, nie tego dla ciebie chciałem". Sporo we mnie goryczy.

Moją pasją było i jest formowanie przywódców. W latach 2005–2007 przygotowywałem projekt Akademii Policyjnej. Chodziło o to, by przeorganizować system doboru, kwalifikowania i doskonalenia zawodowego wyższej kadry kierowniczej. To było kreowanie przywódców w policji – apolitycznych, apartyjnych i kompetentnych przede wszystkim w zarządzaniu na wszystkich szczeblach. Ale ówczesny minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn oraz Mariusz Błaszczak, który był wtedy szefem kancelarii premiera, z tego projektu zrezygnowali.

Dlaczego?

W moim przekonaniu odpowiedź jest prosta. Żadna partia polityczna nie będzie chciała obiektywnego systemu doboru profesjonalnych kadr w policji. Uniemożliwiałby on obsadzanie ważnych stanowisk pociotkami i osobami wiernymi danej opcji politycznej. Koniunkturalistami nastawionymi na szybką karierę.

Poruszył mnie przypadek oficera operacyjnego, który biegał z pałką teleskopową w tłumie manifestujących kobiet. Na miłość boską! Jak policjant z Biura Operacji Antyterrorystycznych może zrobić coś takiego? Pamiętajmy także, że poszedł tam z kolegami z BOA, bo dostali takie polecenie służbowe. To, że atakowali manifestantów jak bandytów, to niestety już indywidualna kwestia agresywnej osobowości, bez mechanizmów kontroli emocji.

Piotr Caliński (POLSKIE FORUM BIZNESU, Związek Pracodawców)

Policja od zawsze wykonuje polityczne rozkazy.

Tak, bo każda kolejna ekipa polityczna wprowadza swoich ludzi i swój porządek, nie jest to żaden ewenement światowy. Jeśli jednak działają ugruntowane i przewidywalne mechanizmy kadrowe, na nepotyzm i kolesiostwo jest bardzo mało miejsca. A pamiętamy, że w latach 2005–2007 kursy dla oficerów pewnej służby trwały 17 dni. I ci ludzie trafiali do jednej z agencji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne.

Kto w dzisiejszych czasach trafia do policji?

Z moich informacji wynika, że do policji przychodzi teraz wielu dobrze zbudowanych, gładko wygolonych, młodych, skrajnie narodowych patriotów. Obawiam się, że coraz trudniej może być zapanować nad ich agresywnymi zachowaniami. Za parę lat zdążą awansować. Tymczasem większość policji europejskich ma wszyte w procedury doboru kadrowego mechanizmy ograniczania napływu narodowców do armii, policji i służb specjalnych.

Kondycja policji to problem systemowy. Istnieje niezależnie od tego, kto rządzi. Jest raczej efektem braku kontynuacji w zarządzaniu resortem oraz braku odpartyjnionych kryteriów doboru kadr kierowniczych. Potrzeba uniwersalnych zasad doboru, stabilności szkoleniowej, dobrych psychologów i jasnej strategii, że chcemy wymodelować takiego policjanta, który sobie poradzi w każdej sytuacji i nie zginie podczas interwencji.

Piotr Caliński. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UAM Poznań. W policji służył przez 30 lat, zajmował się m.in. sprawami kryminalnymi i przestępczością gospodarczą. Wykładowca prawa karnego materialnego, procesowego i pracy operacyjnej. Przez 15 lat był komendantem Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Obecnie na emeryturze, zajmuje się bezpieczeństwem biznesowym, doradczo i szkoleniowo.