Rozmowa
Kazimierz Górski w 1943 roku we Lwowie (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)
Kazimierz Górski w 1943 roku we Lwowie (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Sarenka?

Tak przed wojną nazywali go koledzy z boiska we Lwowie. Kazimierz Górski był wątły i młodszy od nich. Ten pseudonim okazał się zresztą pożyteczny w karierze piłkarskiej. W II Rzeczypospolitej funkcjonował nieludzki przepis, który zabraniał uczniom gimnazjum udzielania się w klubach piłkarskich i stowarzyszeniach. A Górski od 15. roku życia trenował piłkę nożną, wykazywał jakiś talent, chciał grać. Działacze i trenerzy widzieli, że może strzelać gole. Co oznaczało wzmianki w lokalnej prasie, którą czytał dyrektor szkoły. Trenerzy zapytali Górskiego, czy ma jakieś przezwisko. Z rumieńcem na twarzy odpowiedział: tak, "Sarenka", ale go nie lubię. I tak go nazywano w prasie.

Skąd wzięła się w jego życia piłka?

Lwów był w tamtym czasie stolicą polskiej piłki. We Lwowie odbył się pierwszy mecz po 1918 roku, to tam grały czołowe drużyny, tamtejsza liga okręgowa była kolebką przedwojennego piłkarstwa. Mnóstwo młodych chłopców marzyło o karierze sportowej. Chodzili na niedzielne mecze, zakradali się na boiska, oglądali rozgrywki z koron drzew, bo nie stać ich było na bilety. Kazimierz Górski grywał przed domem na biednej Bogdanówce, kopał szmaciankę, lubił to. Być może zamiłowanie do sportu odziedziczył po ojcu, który nie był co prawda piłkarzem, ale podnosił ciężary, udzielał się w Towarzystwie Sportowym Sokół, no i brał udział w zakładaniu Robotniczego Klubu Sportowego, pomagał przy budowie kompleksu sportowego.

Kazimierz w 1927 roku (fot. Archiwum prywatne / Fotonova) , Drużyna piłkarska, 1935 r., Lwów (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Namawiał syna do treningów?

Chyba jako jedyny. Wszyscy inni byli przeciwni, na czele z matką. Z prozaicznego powodu: z meczu Kazimierz przychodził w ubłoconych butach i podartych spodniach. Ale pewnego dnia ojciec wziął najstarszego syna na bok i pokazał mu swoje stare, pożółkłe dyplomy sportowe. Kazimierz nigdy wcześniej ich nie widział.

Z okresu lwowskiego zaciekawił mnie jeszcze jeden wątek. Drużyny piłkarskie najpierw rozgrywały turnieje z Armią Czerwoną, a potem z Niemcami. Piszesz, że Armia Krajowa wyrażała na to zgodę. Zupełnie inaczej wyglądała sprawa ze środowiskiem artystycznym: każdy polski aktor, który zdecydował się wystąpić w teatrze dla Niemców, był nazywany zdrajcą. Co o tym myślisz?

Górski w ciągu zaledwie kilku lat grał aż w trzech ligach narodowych. Zaczynał w polskiej, potem w radzieckiej, a na koniec, do czego nigdy się nie przyznał i co dopiero ujawniam w książce, grał w lidze ukraińskiej, firmowanej przez Niemców.

To, że Armia Krajowa zgodziła się na rozegranie meczu przeciwko Niemcom, wiemy od Górskiego i Wacława Kuchara, człowieka numer jeden piłki nożnej we Lwowie, późniejszego selekcjonera reprezentacji Polski. Mam wrażenie, że piłkarze nie mieli wyboru. Okupanci być może zaproponowali mecz w formie prośby, ale za odmową mogły pójść represje. To był rozkaz. Z Niemcami rozegrali jeden mecz, z kolejnego się wycofali. Wspominam o tym, że piłkarz Michał Matyas wręcz nie pojawił się w pracy i wyprowadził się ze Lwowa, zaczął się ukrywać. Uciekł przed kolejnym meczem. Kuchar tłumaczył Niemcom, że nie jest w stanie ponownie zebrać ekipy. Widać, że Polacy się bali. Nie mam dowodów, że AK wyraziła zgodę na grę z Niemcami, ale nie spotkałem się z oficjalnymi oskarżeniami o kolaborację. Nie komentowano też udziału w lidze ukraińskiej. Inaczej było w Krakowie: piłkarze mieli tam spore kłopoty.

Kazimierz Górski na obozie wojskowym (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Dlaczego Górski nie opowiadał o lidze ukraińskiej?

W ogóle niewiele mówił o wojnie. Wyobrażasz sobie, że w czasach Polski Ludowej na lewo i prawo rozpowiada, że grał w ukraińskiej lidze podczas okupacji? Zostałby oskarżony o zdradę.

Niemniej mówimy o amatorskiej lidze. Koledzy spotykali się na niezniszczonych jeszcze przez wojnę boiskach i po prostu kopali piłkę. Przecież przedwojenny Lwów był wielokulturowym miastem, nikt nie zwracał uwagi na pochodzenie.

Po wojnie zamieszkał w Warszawie, przez chwilę grał, potem został trenerem. O tym nasi czytelnicy przeczytają w twojej książce. Mnie ciekawi coś innego: czy Górski miał problem z tym, że od samego początku był przedstawicielem aparatu władzy?

Tego nie wiem. Nikt go nigdy nie zapytał, czy myślał o odejściu z klubu Dynamo Lwów. To była drużyna milicyjna, którą firmowało NKWD. Każdy piłkarz zostawał automatycznie funkcjonariuszem. Górski też. Wspominał jednak, że się tam męczył. Zwalał wszystko na brak kondycji. Rozegrał ledwie kilka meczów, po czym wstąpił do Wojska Polskiego. Być może chciał skorzystać z deputatów żywnościowych, dzięki którym mógł wyżywić rodziców i liczne rodzeństwo?

Kazimierz na obozie juniorów w 1957 r., drugi od lewej (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Popierał komunizm? W latach 70., obok Edwarda Gierka, był najbardziej znanym Polakiem. Miał poczucie, że legitymizuje system?

Po przyjeździe do Warszawy, po wojnie, wierzył w obraną drogę, chociaż docierały do niego krytyczne głosy ze środowisk lwowskich. Wiedział, że nie wszystkim podobała się nowa Polska, ale dawał jej kredyt zaufania. Górski stracił złudzenia dopiero w stanie wojennym, tuż po powrocie z Grecji.

Dużo podróżował, był w USA i Europie Zachodniej. Ale co to były za wycieczki: lotnisko, stadion, piwko dla relaksu. Nie wychodził z kompleksów sportowych, nie kontaktował się z ludźmi. Jechał tam do pracy. Liznął świata, ale tak naprawdę go nie widział. Dopiero w 1976 roku, kiedy zamieszkał w Atenach, zobaczył inne życie.

Żył wyłącznie piłką nożną, a czas wolny poświęcał rodzinie i kolegom. Sprawami społecznymi w ogóle się nie interesował. Tak samo było z pieniędzmi – nie zwracał na nie uwagi. Dbała o to jego żona, pani Marianna. Kiedy mało zarabiał, zajmowała się krawiectwem, żeby wyżywić rodzinę. Górski raczej nie zdawał sobie sprawy, że dzięki sukcesom może pomóc ówczesnej władzy i Gierkowi w głoszeniu propagandy sukcesu.

Po mistrzostwach świata, na których polska reprezentacja zdobyła brązowy medal…

Srebrny! To częsty błąd, bo przyznawano wtedy cztery medale, drugi był pozłacany.

Dobrze wiedzieć. Kiedy Górski wrócił ze swoimi Orłami z mistrzostw, przyjął odznaczenia państwowe, poszedł na bankiet do Belwederu. Górski był beneficjentem władzy? Chodził do Peweksu, miał dobre samochody i duże mieszkanie?

Pojechał do pałacu w Jabłonnej, bo mu kazano. Na archiwalnych filmach widać, jak nie potrafił się odnaleźć na salonach. Stał zawstydzony. Gierek podał rękę, to głupio było uciec, zadał pytanie, to Kazimierz Górski odpowiedział. Spotkania z władzą były mu obojętne, najlepiej czuł się w zaciszu domowym, wśród znajomych i na boisku.

Żył wyłącznie piłką nożną, a czas wolny poświęcał rodzinie i kolegom (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Czy był beneficjentem? Cytuję w książce pismo z 1973 roku, w którym Górski prosił o zamianę mieszkania na większe, z dwupokojowego na Świętokrzyskiej na M4 na Madalińskiego. Miał wtedy dwójkę dzieci, każde z nich chciało mieć własny pokój. Udało mu się. Pod tym względem skorzystał ze swojej pozycji. Ale nic poza tym. Kiedy koncern BMW chciał mu podarować samochód, odmówił. Dziwił się, bo nie miał prawa jazdy. W ogóle nie przyszło mu do głowy, że mógłby go sprzedać.

Był potrzebny władzy?

Był jej zaskoczeniem. Kiedy Wiesław Ociepka, prezes PZPN, uparł się, żeby to Górski został selekcjonerem kadry, zdziwiona była cała Polska. Więcej było przeciwników tej decyzji niż jej zwolenników.

Bo Górski nie był wybitnym trenerem? Drużyny, które prowadził, nie odnosiły sukcesów.

Racja. Kiedy prowadził naszpikowaną gwiazdami Legię, nie zdobył z nią mistrzostwa. Pracując z Gwardią Warszawa, spuścił ją do drugiej ligi, osiągał najgorsze wyniki w historii.

Chwalono go jednak za to, że potrafił słuchać i współpracować z innymi, jest ciekawy świata, przywoził do kraju nowinki, dość ciekawie o nich opowiadał. Pierwszym zaskoczeniem było mianowanie go trenerem kadry młodzieżowej.

Wspominany Ociepka dużo ryzykował. Być może chciał odpocząć po Ryszardzie Koncewiczu, selekcjonerze, który miał ogromną wiedzę, ale był apodyktyczny i konfliktowy. Ociepce chodziło o święty spokój, nie spodziewał się żadnych sukcesów. Więc zwycięstwo na igrzyskach w Monachium było gigantycznym zaskoczeniem. Władza nie była na nie gotowa, Gierek i jego ekipa nie nadążali za piłkarzami. Potem zaczęto powątpiewać w talent trenera Górskiego i w możliwości jego drużyny. Po kilku przegranych meczach mówiono, że monachijskie zwycięstwo było przypadkiem, deprecjonowano ten sukces. I nagle 1973 rok i Wembley, a potem mistrzostwa świata.

Reprezentacja Polski, trener Kazimierz Górski (z lewej) i Jan Domarski (fot. Nationaal Archief Fotocollectie Anefo / CC BY-SA 3.0)

Tę opowieść znamy. Czym była metoda Górskiego?

Pozwalał piłkarzom na wiele i miał proste recepty. Jako piłkarz był napastnikiem i uważał, że w piłce liczy się jedno: strzelanie goli. Potem się okazywało, że na kolejnych turniejach to Polacy zostawali królami strzelców, komentowano, że kiedy inne drużyny wybierały taktykę kombinacyjną lub nastawioną na obronę, Orły Górskiego po prostu strzelały do bramki. Trener zamiast wprowadzania na boisko dobrych obrońców wysyłał kolejnego napastnika, który dokładał gola do wyniku.

A czy to, że otoczył się specjalistami, miało znaczenie?

Tak, oczywiście. Nigdy się nie dowiemy, jakie byłyby wyniki reprezentacji Polski, gdyby Górski sam o wszystkim decydował. Był człowiekiem, który – o czym już mówiłem – potrafił słuchać, przyjmował rady, z wielu z nich korzystał, zmieniał decyzje i taktykę. Jego myślenie cały czas ewoluowało.

Później, kiedy opuścił kadrę, dostaliśmy odpowiedź na pytanie, czy poradziłby sobie bez zastępu uzdolnionych asystentów na czele ze Strejlauem i Gmochem – prowadząc kilka greckich zespołów, poradził sobie świetnie. Te kluby osiągały wyniki, o których wcześniej mogły tylko pomarzyć.

Górski z żoną i córką, 1974 rok (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Jak wyglądało jego życie rodzinne? W książce przywołujesz zdanie, które w dzisiejszych czasach brzmi szokująco. Na pytanie, jaka jest recepta na udane małżeństwo, Górski odpowiedział, że żona powinna być uległa. Naprawdę tak uważał?

Długo się zastanawiałem, czy zacytować to zdanie, bo mam wrażenie, że Kazimierz Górski taki nie był. Wypowiedział je wśród kolegów piłkarzy, którzy przy wódce wygadywali różne rzeczy. Podobne komentarze były wtedy na porządku dziennym. Ale jestem biografem, a nie sędzią.

Górscy byli udanym małżeństwem. Kazimierz opowiadał, że żona była jego największym skarbem i odkryciem. Kiedy mieszkali w Grecji, wszędzie chodzili razem, nawet na treningi. Faktem jest, że pani Marianna poświęciła życie dla męża. Przejęła opiekę nad dziećmi, zrezygnowała z pracy zawodowej. Pod tym względem małżeństwo nie było równościowe, to ona pilnowała dzieci i domu.

A relacje z dziećmi?

Mówią o ojcu tylko dobrze.

Z córką (fot. Archiwum prywatne / Fotonova) , i z wnuczką (fot. Archiwum prywatne / Fotonova)

Mimo że nie miał dla nich czasu, bo każdą chwilę spędzał na boisku?

Nie usłyszałem o Górskim złego słowa. To on opowiadał znajomym o swoich zaniedbaniach rodzicielskich, dziwił się, że nagle mu dzieci dorosły. Ale kiedy zakładał piżamę i kapcie, nie mówił o pracy. Czuł więź z rodziną, bawił się z dziećmi, a z zagranicy przywoził prezenty. W gruncie rzeczy, na tle swoich czasów, był niezłym ojcem.

Dorobił się na byciu trenerem?

Zarabiał w Grecji około 2 tys. dolarów miesięcznie. Ale mieszkał w zwyczajnym bloku, do Warszawy wrócił do swojego mieszkania. Kupił domek letniskowy pod miastem.

Po napisaniu jego biografii – co o nim myślisz?

Dzisiaj nie ma takich ludzi. Uczciwy i skromny człowiek, który nie dąży za wszelką cenę do sukcesu, nie mógłby dzisiaj zrobić kariery w sporcie. Polubiłem go.

Mirosław Wlekły (fot. Paulo Velho)

Mirosław Wlekły. Jest reporterem. Ukończył Uniwersytet Wrocławski oraz Polską Szkołę Reportażu. Autor książek: "All Inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem", "Tu byłem. Tony Halik", "Skąd się wziąłeś, Franciszku? Reporterska podróż do kraju papieża", "Raban! O Kościele nie z tej ziemi" i "Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo". Współautor reportaży, na podstawie których powstały spektakle teatralne: "Listy na wolność" w Poznaniu, "Swarka" w Bydgoszczy, "Bóg w dom" w Bydgoszczy, "Lwów nie oddamy" w Rzeszowie i "Jedzonko" w Krakowie. Biografię Kazimierza Górskiego wydało wydawnictwo Znak.

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.