Rozmowa
Denver podczas pracy w szpitalu (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)
Denver podczas pracy w szpitalu (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Pani wychowanek, labrador Denver, dostał bardzo odpowiedzialne zadanie.

Denver to prawdopodobnie pierwszy pies w Polsce, który rozładowuje stres pielęgniarek oraz lekarzy. Pracuje w Szpitalu Powiatowym w Jarocinie. Nie nosi maseczki, ale ma szelki z nazwą projektu "Pies na stres" oraz napisem: "pies terapeutyczny w treningu".

Przychodzi do szpitala z kierownikiem oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, doktorem Maciejem Naskrętem, który jest jego stałym opiekunem. Osoby z personelu medycznego mogą się spotykać z Denverem albo w dyżurce lekarskiej, albo w sekretariacie, albo w gabinecie pana doktora. Zawsze w jego obecności.

Można się z Denverem pobawić, pogłaskać go, poprzytulać. Niedawno pan doktor przysłał mi zdjęcie, na którym widać odpoczywającą po ciężkim znieczuleniu lekarkę. Obok leży Denver, a lekarka go obejmuje.

Pan doktor pilnuje również, żeby nikt Denvera nie dokarmiał. Pies może zjeść smakołyk tylko wtedy, gdy doktor na to zezwoli. Widziałam, jak za każdym razem grzecznie czeka na sygnał swojego opiekuna.

Jak obecność psa wpływa na lekarzy i pielęgniarki?

Napięcie, w jakim pracują zwłaszcza teraz, w pandemii, jest porównywalne ze stresem pourazowym. Dlatego niezwykle cenna jest dla nich każda forma odpoczynku i regeneracji - zarówno ciała, jak i psychiki. I właśnie to daje obecność wyszkolonego psa terapeuty.

Denver podczas pracy w szpitalu (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Jest naukowo udowodnione, iż obecność zwierzęcia obniża poziom stresu, poprawia nastrój, obniża ciśnienie, wyzwala pozytywne emocje, wpływa na więzi międzyludzkie. Dzięki Denverowi członkowie personelu medycznego Oddziału Intensywnej Terapii dla COVID w przerwach od heroicznej pracy w kombinezonach i przyłbicach na chwilę sami zamieniają się w pacjentów. I poddają się radosnej terapii naszego psiego psychologa.

Kiedy Denver po raz pierwszy pojawił się w szpitalu?

To było w Boże Narodzenie. W tych dniach w szpitalu zwykle jest spokojniej. Denver mógł się oswoić z nowym miejscem, ludźmi i zapachami. Gdy poczuł się pewniej, okazało się, że na intensywnej terapii leży pielęgniarka. Pani Lidka podczas pracy zakaziła się COVID-em i bardzo ciężko przeszła chorobę. Doktor Naskręt poszedł do niej i zapytał, czy chciałaby, żeby odwiedził ją pies. Z radością się zgodziła.

Pan doktor położył dłoń pacjentki na głowie Denvera. Pies tę dłoń polizał, chora się uśmiechnęła. Przy następnej wizycie pielęgniarka już sama położyła dłoń na głowie Denvera.

W przypadku pani Lidki to terapia wspierająca leczenie pocovidovych powikłań. Denver odstresowuje pacjentkę i podnosi ją na duchu. Jest bardzo przyjaznym psem. To takie 40 kilo radości, które najchętniej siedziałoby u kogoś na kolanach. Prawdziwy z niego misiek przytulaczek.  

Uprzedzając pani pytanie - Denver nie dostaje pensji. Pan doktor za pracę z Denverem również nie.

Denver ze swoim opiekunem doktorem Maciejem Naskrętem i jako szczeniak (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby wprowadzić Denvera do szpitala?

To długa historia. Fundacja na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik , której jestem prezeską, działa od 18 lat. Wyszkoliliśmy 60 psów przewodników osób niewidomych i nieodpłatnie przekazaliśmy je potrzebującym.

Co ważne, jako jedyna w Polsce organizacja szkoląca psy przewodniki należymy do International Guide Dog Federation. Organizacja ta skupia szkoły psów przewodników z całego świata, które w szkoleniu i przekazywaniu psów stosują wypracowane przez Federację standardy. Na przykład szkolenie wyłącznie pozytywnymi metodami oraz dbanie o dobrostan przekazywanych psów, które do osiągnięcia wieku emerytalnego pozostają własnością organizacji.   

Co dwa lata bierzemy udział w organizowanych przez IGDF seminariach i właśnie w 2016 roku podczas jednego z takich seminariów obejrzałam film nakręcony przez Australijczyków, na którym labrador wybudza ze snu żołnierza weterana. Mężczyźnie śniły się koszmary związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Patrzyłam na to jak zaczarowana. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej.

O szkoleniu psów pomagających weteranom?

Tak. W Polsce ten temat był wtedy całkiem nowy. Szukałam informacji w zagranicznych źródłach. Zwróciłam się do Wojska Polskiego, ale okazało się, że o tym, jak zwierzęta mogą pomagać w leczeniu PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego, wiedzą tam jeszcze mniej niż ja. Nie odpuszczałam. W 2019 roku nawiązałam kontakt z pułkownikiem Szczepanem Głuszczakiem, inicjatorem projektu "Wojownik". Pomaga on weteranom poprzez trenowanie sportów walki i kiedyś zaprosił nas na spotkanie z żołnierzami w jednostce w Krzesinach. Zaprezentowaliśmy nasze plany i opowiedzieliśmy o wsparciu, jakim może być pies w terapii PTSD.

Denver podczas terapii w szpitalu (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Zgłosili się chętni?

Powiem szczerze, że na spotkaniu specjalnego zainteresowania nie zauważyłam. Jednak parę dni później zadzwonił do mnie weteran, któremu po powrocie z misji posypało się małżeństwo, a właściwie całe życie. Przetrwał te ciężkie chwile dzięki psom. Poznał kobietę, która prowadziła hodowlę dogów. Obecnie jest jego żoną. Zaproponował, że będzie orędownikiem naszego pomysłu. I rzeczywiście nim jest. 

Dzięki niemu o tej terapii dowiedziało się więcej osób?

I wreszcie coś się zaczęło dziać. Zdobyliśmy dofinansowanie z PFRON-u na szkolenie psów dla osób ze zdiagnozowanym PTSD i osób ze zdiagnozowaną hipoglikemią, czyli spadkami cukru. To jest tak, że labrador wyczuwa indywidualny, specyficzny dla danej osoby zapach, który wydziela się w momencie spadku poziomu cukru. Powinien wtedy podać saszetkę bądź zaalarmować bliskich. Jeden z wyszkolonych przez nas psów przewodników, nie mogąc wybudzić swego zmagającego się z hipoglikemią niewidomego opiekuna, zaczął szczekać i w ten sposób dał znać jego żonie. Niewykluczone, że uratował mu życie. Nawiązaliśmy kontakt z amerykańską szkołą, która ma wieloletnie doświadczenie w szkoleniu takich psów. Znaleźliśmy sponsora, który pokrył koszty wyjazdu. I dosłownie pięć dni przed wylotem wszystko musieliśmy odwołać, przez pandemię. Ale nie znaczy to, że odpuściliśmy - mamy w Fundacji wspaniałych instruktorów i sami zaczęliśmy szkolenia psów, które w przyszłości będą pomagać zmagającym się z PTSD.

Dr Maciej Naskręt ma podejście do zwierząt (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Zaraz zaraz, ale jaka była w tej historii rola doktora Naskręta?

Poprosiłam doktora Naskręta, żeby pomógł nam nawiązać kontakt z lekarzem, który leczy osoby z hipoglikemią. Okazało się, że pan doktor jest wielkim fanem psów i zainteresował się psami asystującymi sygnalizującymi atak choroby. Zaczął przychodzić na nasze spotkania, rozmawiał z wolontariuszami, w końcu sam został wolontariuszem naszej Fundacji. Zaproponował, że weźmie na wakacje jednego z naszych psów. To był Denver, którego szkoliliśmy już do pracy z weteranami wojennymi.

Wystarczyły dwa tygodnie, żeby pan doktor i Denver bardzo się zżyli. Po powrocie z wakacji chodzili na wspólne spacery. Więź między nimi się zacieśniała, aż przyszła jesień. A z nią druga fala wirusa.

Doskonale pamiętam zdjęcie z amerykańskiego szpitala: wycieńczony lekarz w kombinezonie siedzi na podłodze, a obok niego psi terapeuta. To była dla was inspiracja?

Tak, też pamiętam to wspaniałe zdjęcie. Doktor i ja równocześnie trafiliśmy na doniesienia ze Stanów o tym, jak psy pomagają się relaksować personelowi medycznemu walczącemu z COVID. Jeden z projektów był realizowany w Houston w Teksasie, a drugi, nomen omen, w Denver. Postanowiliśmy zrobić coś podobnego w Polsce.

Doktor Naskręt obiecał, że porozmawia z dyrekcją szpitala, w którym pracuje. Zastanawiał się, analizował. Wreszcie oznajmił, że ma wszystkie niezbędne zgody i że podejmie się pracy z Denverem. Trzeba było uaktualnić szczepienia psa i skrupulatnie go przebadać, m.in. jego stawy biodrowe i łokciowe, oczy i serce. Dopiero gdy mieliśmy pewność, że Denver może podjąć pracę, wprowadziliśmy go do szpitala.

Praca psiego psychologa bywa wyczerpująca (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Swoją drogą, z tym imieniem to niezwykle ciekawy zbieg okoliczności.

Mamy w Fundacji taką zasadę, że imię dla psa wybiera wolontariusz, który bierze go pod swój dach. Agnieszka, pierwsza opiekunka Denvera, zajmowała się nim przez 12 miesięcy. "On się będzie nazywał Denver" - powiedziała, a my się zgodziliśmy. Spodobało nam się to imię.

Denver ma 17 miesięcy. Ma silny, dominujący charakter. Przeszedł połowę szkolenia psa terapeuty i wciąż jeszcze się uczy. Zakładamy, że zakończy kurs pod koniec marca, podobnie jak dwa inne psy z naszej Fundacji. Te z kolei rozpoczną pracę z osobami po traumatycznych przejściach.

Co takiego jest w labradorach, że pani Fundacja szkoli właśnie je?

Znam tę rasę od 23 lat, wiem, jaka jest wspaniała. Pierwszy labrador trafił do mojego domu w 1997 roku, a więc w czasie, gdy psy te były w Polsce niemal nieznane.   

Anglicy określają labradora jako jedną z najwszechstronniejszych ras psów na świecie. Nie ma sportu czy innej dziedziny, w której ta rasa by się nie sprawdziła, poza obroną. Akurat do tego labradory się nie nadają.

Denver ma niecałe półtora roku (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Kochają pracę. Wywodzą się  z Nowej Funlandii - tam wzbudziły zainteresowanie Anglików, którzy szukali rasy psa myśliwskiego o specjalnych, wyjątkowych cechach: głównie o dużej wytrzymałości i odporności na niesprzyjające warunki klimatyczne, czyli na chłód i zimną wodę.

Labrador ma podwójną sierść, składającą się z "psiego puchu", czyli podszerstka, i włosa okrywowego. Jego ogon przypomina ogon wydry - włos rośnie na nim wzdłuż, dzięki czemu może podczas pływania pełnić funkcję steru. Psy tej rasy mają też błonę między palcami, szerszą niż inne psiaki, oraz silne mięśnie.

I szalenie przyjazną naturę.

Oczywiście! Do zalet labradorów trzeba dodać łagodne usposobienie. One od samego początku były szkolone nie tylko do pracy, ale i do współpracy z człowiekiem. Są przyjazne, posłuszne, zwracają uwagę na to, co człowiek robi czy co im pokazuje. Labrador to nie jest pies gończy, który na oślep biegnie po śladzie za zwierzyną.

Dlatego jest to jedna z najpopularniejszych ras wśród psów asystujących. Około 70 procent wszystkich pracujących na świecie psów to labradory. Są one zresztą stabilniejsze emocjonalnie niż na przykład goldeny. Labrador patrzy na swojego właściciela tymi wielkimi brązowymi oczami, a jego wzrok pyta: co jeszcze mogę dla ciebie zrobić, jak mogę sprawić ci radość?. Jednocześnie psy tej rasy mają w sobie łatwość do przyzwyczajania się do nowego otoczenia i nowych właścicieli.

Denver: jak mogę sprawić ci radość? (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Zapewne szkolenie psa terapeuty jest wymagające i długie.

Szkolenie psa asystującego przebiega w dwóch etapach. Pierwszy to 12 miesięcy u wolontariusza zwanego rodziną zastępczą. W tym czasie wolontariusz, we współpracy z trenerem, uczy psa życia w wielkim mieście.

Etap drugi to szkolenie specjalistyczne prowadzone przez instruktora. W końcowym etapie tego szkolenia pies jest przygotowywany do pracy z konkretną osobą. W trakcie 18 miesięcy pies kilka razy zmienia opiekunów.  Labrador świetnie odnajduje się w nowym domu. Na przykład z owczarkiem niemieckim taka co najmniej trzykrotna zmiana właściciela byłaby niemożliwa.

Czy są jakieś minusy obecności psa w szpitalu?

Jeszcze nie potrafię odpowiedzieć, bo Denver pracuje za krótko.

Swoją drogą, myślę, że w Polsce jest bardzo dużo psów, które mogłyby zacząć pracę w szpitalu od zaraz. Niestety, problem tkwi w biurokracji, bo dyrektorzy placówek są sceptyczni. Ja z kolei życzyłabym sobie, żebyśmy nie musieli wprowadzać psów do szpitali ze względu na COVID. Żebyśmy za półtora roku - bo tyle trwałoby wyszkolenie nowego psiego terapeuty - wszyscy o koronawirusie zapomnieli.

Denver o oczekiwaniu na pacjentów (fot. mat. prasowe Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik)

Irena Semmler. Prezeska Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador Pies Przewodnik. Jest też członkinią Związku Kynologicznego w Polsce. Do 2019 roku jej Fundacja szkoliła wyłącznie psy przewodniki osób niewidomych. Potem zainicjowała prawdopodobnie pierwszy w Polsce projekt pod nazwą "Alert Dog Sygnalizujący Pies Asystent", którego celem jest szkolenie psów sygnalizujących atak PTSD i hipoglikemii.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka słoni, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i klasycznych samochodów.