Rozmowa
Mama Iwony Wieczorek rozwiesza plakaty ze zdjęciem córki (fot. Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl)
Mama Iwony Wieczorek rozwiesza plakaty ze zdjęciem córki (fot. Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl)

Mija 10 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek. 17 lipca 2010 roku 19-latka wyszła sama z dyskoteki w sopockim klubie. Jeszcze o godzinie 4.12 zarejestrowała ją kamera przy wyjściu z plaży nr 63, nieopodal parku Reagana w Gdańsku, potem ślad się urywa. Sprawę wyjaśnia obecnie Archiwum X Prokuratury Krajowej.

Iwony Wieczorek szuka też Fundacja "Na tropie" Janusza Szostaka . Kilka dni temu wolontariusze rozpoczęli kolejne działania na terenie ogródków działkowych w Gdańsku. O zaginięciach kobiet rozmawiamy z policjantką operacyjną z krakowskiego Archiwum X.

Policja szacuje, że rocznie w Polsce ginie bez wieści około 300 osób. Ile procent z nich stanowią kobiety?

Obecnie zajmuję się zabójstwami, z których część na początku wyglądała na zaginięcie. Wiem, jak ciężko  niekiedy znaleźć punkt zaczepienia, jak trudno wyznaczyć kierunek dalszych poszukiwań. Czasami jednak drobny z pozoru element czy jakieś słowo, zdanie z przesłuchania świadka może stanowić przełom w sprawie.

Zapis z monitoringu. Iwona Wieczorek wraca do domu (fot. materiały operacyjne policji)

Wśród spraw, które prowadzimy w Archiwum X, większość dotyczy właśnie kobiet. Kobiet w różnym wieku - bardzo młodych, młodych,  starszych.  Wychodzi na to, że jesteśmy bardziej wiktymne, być może bardziej podatne na negatywne emocje sprawców, które przekładają się później na zbrodnię.

Sprawa Iwony Wieczorek jest głośna praktycznie od dnia zaginięcia dziewczyny. Czy mimo że minęło już 10 lat, możliwy jest przełom, odnalezienie się ważnego świadka?

Nigdy nie pracowałam przy tej sprawie i nie znam jej materiałów. Ale uważam, że to możliwe - my wierzymy, że w każdej sprawie. Zdarza się, że ktoś sobie coś przemyśli, przypomni i po latach się otwiera. A dla policji jego zeznania okazują się bezcenne. Świadkowie często też nie wiedzą, jakie spostrzeżenia są dla nas istotne. Coś im się wydaje kompletnie bez znaczenia, a nam może pomóc w rozwikłaniu sprawy.

Czy zdarza się, że w sprawach zaginięć pomaga przypadek?

Powiem pani coś: ja w ogóle nie wierzę w przypadki. Często kobiety, których poszukujemy lub które stały się ofiarami zabójstwa, mają swoje tajemnice, nieznane bliskim problemy, wiążą się z nieodpowiednimi mężczyznami.

Najczęściej tłem takich spraw są emocje. Nieszczęśliwa czy toksyczna miłość, zazdrość, chęć zemsty. U źródeł tych emocji leżą pierwotne wręcz instynkty. Do tego dochodzą rodzinne sekrety. Każda rodzina je ma. Coś ukrywa, o czymś wstydzi się mówić. Gdy policja zadaje mnóstwo pytań, by jak najlepiej wyjaśnić sprawę zaginięcia lub zabójstwa, bliscy ofiary nie zdradzają wszystkiego. Nie opowiadają o kłótniach, wzajemnych relacjach. A to dla nas jest szalenie ważne.

Policjanci naradzają się przed poszukiwaniami (fot. mat. prasowe KWP w Krakowie)

Podobnie jak rozeznanie w grupie znajomych ofiary.

Sprawy prowadzone przez krakowskie Archiwum X pokazują, że najczęściej, gdy mamy do czynienia z zabójstwem kobiety, sprawcą jest ktoś, kogo ona znała. Rzadko jest to ktoś przypadkowy. W dzisiejszych czasach, owszem, może być to osoba poznana przez Internet, jednak to wyjątkowe sytuacje.

Proszę opowiedzieć o sprawie, którą obecnie zajmuje się krakowskie Archiwum X.

W 2017 roku wróciliśmy do sprawy pochodzącej z Brzeska 18-letniej Joanny Matjaszek, która zaginęła 20 lat temu. Ostatni raz widziano ją w Niwce koło Tarnowa. Wyszła z imprezy u swojego chłopaka i nie wróciła do domu. Policjanci prowadzący poszukiwania sprawdzali wtedy wszelkie możliwe tropy, takie jak ucieczka, wstąpienie do sekty, wyjazd za granicę czy nieszczęśliwy wypadek.

Zebrane dowody przemawiały za tym, że dziewczynę zabito, dlatego za pomocą kamery termowizyjnej przeszukiwano między innymi 100 hektarów lasów oraz teren starej cegielni w pobliżu Radłowa. Niestety, nie trafiono na żaden ślad. Ponieważ pojawiły się nowe, cenne informacje, w czerwcu poszukiwania wznowiono. Szukamy istotnych dowodów w sprawie zabójstwa, jak również szczątków Joanny.

W innej głośnej sprawie, zabójstwa Katarzyny Z., udało wam się wreszcie wytropić podejrzanego, Roberta J. Jesienią 2017 roku został aresztowany.

Kiedy zaczynałam pracę w krakowskim Archiwum X, a było to jesienią trzy lata temu, moi koledzy akurat rozwikłali sprawę brutalnego zabójstwa Katarzyny Z. 23-letnia studentka zaginęła pod koniec 1998 roku. Na początku 1999 roku fragment jej skóry wplątał się w śruby pływającej po Wiśle barki. Okazało się, że kobieta została oskórowana przez sprawcę.

Działania śledczych w tej sprawie były niestandardowe, bo to zabójstwo, jakich do tej pory nie było w historii polskiej kryminalistyki. Sięgnięto po najnowsze osiągnięcia techniki, jak również konsultowano ten casus  ze światowymi specjalistami. Wszystko po to, by wytropić zabójcę sprzed lat. Ja miałam tylko skromny udział w końcowych czynnościach w tej sprawie.

Policjanci ruszyli na poszukiwania (fot. mat. prasowe KWP w Krakowie)

Jaką sprawę wyjaśnialiście rekordowo długo?

Przykładem może być chociażby zabójstwo 17-letniej Iwony Cygan pochodzącej z małopolskiego Szczucina. Do zdarzenia doszło w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. Ciało nastolatki zostało znalezione w Łęce Szczucińskiej na wałach wiślanych. Przez długie lata wokół tej sprawy trwała zmowa milczenia. Dopiero po 20 latach od zabójstwa na ławie oskarżonych zasiadło 17 osób. Oprócz zabójcy byli też ci, którzy wiedzieli o zbrodni, mataczyli i utrudniali śledztwo.

Gdy ktoś zaginie, kluczowy jest czas. Najlepiej jest od razu zacząć działać, zawiadomić policję. W przypadku spraw, które trafiają do Archiwum X, mijający czas bywa waszym sprzymierzeńcem.

Czasem faktycznie tak jest. Do zaginięcia Joanny Matjaszek też doszło w małej miejscowości. Ludzie nie lubią się tam mieszać w nie swoje sprawy. I nie przepadają za kontaktem z policją. Czasem więc lepiej jest wrócić do nich po jakimś czasie, wtedy zdarza się, że chętniej z nami rozmawiają.

Kiedyś od jednego ze świadków usłyszałam takie zdanie: "Teraz to ja już mogę pani powiedzieć, jak było, bo chcę umrzeć z czystym sumieniem". Jedyne, co nas ogranicza, to okres przedawnienia - zabójstwa przedawniają się po 30 latach.

I dużo, i mało.

Według mnie mało. Uważam, że przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu ogóle nie powinny się przedawniać. Bo niby dlaczego? Życie ludzkie jest przecież  najwyższą wartością. Słyszałam o kuriozalnych przypadkach, że zabrakło dosłownie paru dni, by postawić namierzonego po wielu latach zabójcę przed sądem.

Policyjni technicy w miejscu zamieszkania Roberta J. , podejrzanego o zabójstwo w 1998 roku studentki Katarzyny Z. (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Ilu policjantów liczy krakowskie Archiwum X?

Kilka osób. Nie zajmujemy się drobnymi sprawami, ale najpoważniejszymi zabójstwami i najbardziej tajemniczymi zaginięciami. Specjalizujemy się w ciemnej liczbie zabójstw, czyli wyjaśniamy zaginięcia czy samobójstwa, co do których podejrzewamy, że były zabójstwami.

Każdy z nas prowadzi dwie-trzy sprawy jednocześnie. Zależy nam na dotarciu do prawdy, a przede wszystkim jesteśmy pasjonatami swojej pracy. Żmudnie, po kilka razy czytamy te same akta. Czasami odkładamy jakieś śledztwo na pewien czas, a potem do niego wracamy.

Jesteście pracującymi samodzielnie analitykami?

To nie tak. Pracujemy jako zespół, samemu nic się nie zrobi. Każdy z nas zna sprawy kolegów, choć oczywiście nie tak dobrze jak prowadzący. Wciąż rozmawiamy, drążymy. Bywa, że ktoś nagle, na świeżo, zauważy nowy, ważny wątek w cudzej sprawie. To kieruje postępowanie na nowy tor.  Korzystamy też z pomocy sprawdzonych biegłych, m.in. specjalistów od badań wariograficznych, georadaru i wielu innych.

Skąd Archiwum X bierze sprawy?

Wygląda to bardzo różnie. Czasem coś nas zainteresuje, więc ściągamy akta z prokuratury i zaczynamy analizować. Bywa też, że sama prokuratura zleca nam jakieś postępowanie. Ostatnio często piszą do nas rodziny ofiar i proszą o pomoc. Jeśli przypadek jest z naszego rejonu i widzimy jakiekolwiek szanse na rozwiązanie sprawy, to go podejmujemy.

W czym jest pani najlepsza?

O to trzeba zapytać moich kolegów. Wydaje mi się, że jestem dość skrupulatna i lubię wyciągać z ludzi informacje, których wcześniej nikt nie zdobył. Albo docierać do świadków, z którymi dotąd nikt nie rozmawiał.

Policjantom w poszukiwaniach pomagają strażacy (fot. mat. prasowe KWP Kraków)

Musi być też w pani wiele uporu i dociekliwości?

Moja praca to żmudne szperanie w przeszłości. Czuję na sobie odpowiedzialność, żeby niczego nie przeoczyć, żeby nie popełnić błędu. Żeby doprowadzić ważną sprawę do końca. Zwłaszcza że każda z prowadzonych przez nas spraw wiąże się z ludzką tragedią. To bywa obciążające. Gdzieś to w mojej psychice zostaje.

Owszem, jak mam wolne, staram się nie myśleć o pracy, ale nie zawsze się da. Czasem, na przykład na urlopie, wpadnie mi do głowy jakaś nowa teoria dotycząca sprawy, którą akurat prowadzę. Coś mi zaświta, a wtedy ciężko jest się zupełnie odciąć.

I właśnie to jest najtrudniejsze?

Najtrudniejsze od zawsze jest dla mnie informowanie ludzi o śmierci bliskich. Chciałoby się jakoś pomóc, a nie można. Trzeba być przygotowanym na najróżniejsze emocje. Kiedyś, jeszcze w "patrolowce", pojechaliśmy z kolegą do mieszkania, w którym młody chłopak zaczadził się w wannie. W czasie gdy wykonywaliśmy czynności,  przyjechali jego rodzice. Ta sprawa kosztowała mnie bardzo dużo.

A czy obserwuje pani u siebie coś w rodzaju zawodowego przewrażliwienia?

Zawsze byłam ostrożna. Rodzice ze mną rozmawiali, uświadamiali czyhające na młodą kobietę niebezpieczeństwa. Nigdy nie wracałam do domu sama w nocy. Starałam się unikać ryzykownych sytuacji. I to też wbijam dziś do głowy moim najbliższym. Kończę spotkanie z przyjaciółkami, rozstajemy się i proszę: "Dajcie mi znać, jak już dotrzecie do domu". "Dobrze, mamusiu" - żartują. Ale mnie to nie zniechęca. Jako policjantka mam większe wyobrażenie o tym, co złego może się stać.

Policjantka z Archiwum X . Zaczynała w "patrolowce", a obecnie jest funkcjonariuszem operacyjnym w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Służy od 10 lat, w Archiwum X od 2017 roku.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka słoni, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i klasycznych samochodów.