Rozmowa
Policyjne poszukiwania (fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)
Policyjne poszukiwania (fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl)

Ciemna liczba przestępstw - co to takiego?

Obejmuje zdarzenia kryminalne, o których nie mają informacji organy ścigania. Są one poza policyjnymi statystykami.

Dlaczego?

Z bardzo wielu różnych powodów. Znajdują się tam przestępstwa przeciwko mieniu, kiedy ktoś nie zgłosił kradzieży, bo nie spodziewa się pomyślnego rozwiązania sprawy, albo uważa, że skradziony przedmiot nie był tak cenny, by go szukać. Są tam także przestępstwa przeciwko życiu. Na przykład ktoś zaginął. A faktycznie został zamordowany, sprawca ukrył ciało. Może się zdarzyć, że nawet samego zgłoszenia zaginięcia nie będzie, bo ofiary nikt nie szuka, chociażby z powodu tego, że była to osoba bezdomna czy samotna. Albo ktoś padł ofiarą przestępstwa seksualnego i wstydzi się o tym mówić, nie chce być wyśmiany czy boi się sprawcy lub go chroni. Prawdopodobnie właśnie przestępstwa seksualne stanowią sporą część ciemnej liczby.

Bywa też, że ofiara nie wie, że jest ofiarą. Mam na myśli choćby takie zdarzenie, jak kradzież tożsamości w cyberprzestrzeni. Zdarza się, że ktoś się pod nas podszywa, a my nie mamy o tym pojęcia, więc nie alarmujemy policji. 

Czy policja ma chociażby przybliżone szacunki - jak duża jest ta ciemna liczba?

Policja prowadzi statystyki przestępczości, a jak wspomniałam, te zdarzenia są poza statystyką. Trudno ciemną liczbę przestępstw w jakikolwiek precyzyjny sposób policzyć, da się tylko szacować. Można przypuszczać, że tych najpoważniejszych przestępstw, czyli zabójstw, nie jest dużo w stosunku do innych przestępstw, na przykład seksualnych czy związanych z przemocą w rodzinie, których zapewne jest całkiem sporo.

Sprawcy przemocy często wybierają ofiary bezbronne i bezradne, które boją się bądź wstydzą zawiadomić policję. Czasami, kiedy ofiarą jest dziecko, może nie mieć świadomości, że sprawca postępuje źle. A jeśli sprawca ma poczucie bezkarności, może swoje zachowania powtarzać. I to po części właśnie dlatego, że ofiara nie zawiadomiła o przestępstwie, nie było więc żadnej reakcji i potępienia, a tym bardziej ukarania.

Są to zwykle trudne i skomplikowane sytuacje. Bywa, że rodzic nie zawiadamia policji, że jego dorosłe dziecko się nad nim znęca albo go okrada. Bo jest mu wstyd, bo postrzega to jako swoją porażkę, bo kocha oprawcę bez względu na wszystko. Czy w przypadku rodziców należy się spodziewać z ich strony uznania na przykład dla sąsiadki, która zgłosi sprawę na policję? Wątpię. Bo wychodzenie z roli ofiary trwa. Ale ta sąsiadka mogła im uratować życie. Choć oni być może nawet będą bronili dziecka w sądzie i składali fałszywe zeznania.

Kampania przeciw przemocy wobec kobiet w Łodzi (fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

Czy to, jak duża jest ta ciemna liczba, mówi nam o skuteczności - a właściwie jej braku - organów ścigania?

Policja odpowiada za wykrywanie sprawców tych przestępstw, które zostały zgłoszone. Prowadzi też działania prewencyjne i profilaktyki przestępczości, a także dąży do rozpoznania środowisk, gdzie mogą być popełniane czyny zabronione. Oczywiście często służby mundurowe wiedzą, jakie zjawiska zachodzą w obszarze przestępczości i jakie przestępstwa mogą być w ciemnej liczbie, ale z powodu braku współpracy z ofiarami, albo wręcz sprzeciwu pokrzywdzonych wobec działań organów ścigania, sprawy te nie wychodzą na światło dzienne. Tu pojawia się pytanie: czy powinniśmy dbać o bezpieczeństwo drugiego człowieka wbrew jego woli?

Oczywiście są też także zdarzenia, które w kryminologii są nazywane "przestępstwami bez ofiar". Na przykład handel narkotykami czy nielegalny handel bronią: nie zawiadomi o nich policji ani ten, który kupił, ani ten, który sprzedał. A przecież policja walczy z tego rodzaju przestępczością.

Teoretycznie czyn przestępczy nie został odnotowany, nie ma go w statystykach - to sytuacja, która - powiem trochę przewrotnie - może być na rękę policji.

Ona nie jest na rękę nikomu, może poza sprawcami chcącymi uniknąć kary. Dla policji może okazać się sporym problemem. Bo na przykład  nagle musi zająć się zabójstwem sprzed 10 lat. Wyobraźmy sobie, że zniknął nastolatek. Wcześniej wiele razy uciekał z domu, więc można przypuszczać, że tym razem też tak jest. Tymczasem chłopak został zamordowany, co okazuje się po pewnym czasie, po latach. Dużo łatwiej byłoby funkcjonariuszom wyjaśniać tę sprawę wcześniej, gdy jest więcej śladów, a świadkowie więcej pamiętają.

Duża ciemna liczba powoduje też poważne konsekwencje społeczne. Ofiara doświadczająca przemocy sama może stać się oprawcą. W szczególności  jeśli jest młoda i uczy się tego, że konflikty rozwiązuje się siłą albo że nie trzeba szanować czyjejś wolności seksualnej - sama została w ten sposób potraktowana. Może też być tak, że ofiara przemocy w pewnym momencie nie wytrzyma ciągłego krzywdzenia i sama postanowi "wymierzyć sprawiedliwość" sprawcy.

Często przychodzą do pani osoby, które dzięki przekazanej przez panią wiedzy uświadomiły sobie, że są ofiarami przestępstw?

Zdarza się, że ktoś opowiada po wykładach na uczelni swoją historię, ale to nie ja ludziom uświadamiam, że są pokrzywdzonymi. Zwykle mieli tę świadomość wcześniej, choć milczeli - z różnych powodów. Pokrzywdzeni przychodzą także do innych wykładowców, psychologów, seksuologów. Czasami proszą o pomoc. Mówią o bezsilności, wstydzie, strachu. Często okazuje się, że są to ofiary przemocy w rodzinie czy przestępstw seksualnych i potrzebują wsparcia. Nikogo nie zawiadomiły, bo myślą, że przytrafiło się to tylko im, że to one są winne, nie wiedzą, jak wyglądają procedury. Tłumaczymy, że za swój czyn zawsze odpowiada sprawca, nigdy ofiara. Choć może być tak, że osoba pokrzywdzona ułatwiła dokonanie na sobie przestępstwa, na przykład przyjmując od obcej osoby drinka z tzw. pigułką gwałtu. To jednak nie ofiara zrobiła coś złego, tylko sprawca.

Na konferencjach, które organizujemy na Uniwersytecie SWPS dla funkcjonariuszy służb mundurowych, osób działających w obszarze nauk sądowych i wymiaru sprawiedliwości, studentów i osób zainteresowanych tematyką, mówimy o różnych rodzajach przestępstw, tłumaczymy, jak działają sprawcy, jak nie ułatwiać im działania, jak reagować, kiedy widzimy, że dzieje się coś złego.

Protest przeciw przemocy seksualnej w Warszawie (fot. Przemek Wierzchowski/AG)

A czy pani zdaniem istnieje zbrodnia doskonała?

Zbrodnia doskonała nie istnieje na pewno. Nie ma bowiem sytuacji, żeby sprawca nie zostawił żadnych śladów. Zawsze też jest ktoś, kto coś słyszał, coś widział czy coś podejrzewa, bo zna motyw. To, kiedy przestępstwo wyjdzie na jaw, często po prostu jest kwestią czasu. Ale i zaangażowania w rozwiązanie sprawy zarówno organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, jak i pokrzywdzonego czy rodziny ofiary, czasami także mediów. Owszem, zdarzają się sprawy, w których sprawca zastrasza potencjalnego świadka albo płaci mu za milczenie. Ale nie znaczy to, że nigdy nie poznamy prawdy, a sprawca nie zostanie ukarany.  

Najlepszym dowodem są sukcesy policjantów z Archiwum X, którzy pracują zwykle nad przestępstwami z ciemnej liczby. To bardzo trudne sprawy, a udaje się je rozwikłać po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu latach od popełnienia czynu. Zagadki kryminalne są rozwiązywane nawet wtedy, kiedy sprawca już nie żyje i nie można go ukarać. Chodzi o prawdę. To ważne zarówno dla rodziny ofiary, jak i dla całego systemu sprawiedliwości, dla którego istotne jest, by istniało coś takiego jak przeświadczenie o nieuchronności kary i o tym, że prawda wyjdzie na jaw. 

Namawia pani do zgłaszania przestępstw?

Zawsze, choć wiem, że nie każdej ofierze samo zawiadomienie pomoże. Znam osoby, które bardzo długo pracowały nad traumą związaną z tym, jak bardzo zostały skrzywdzone, i sobie z nią poradziły. Nigdy nie zawiadomiły organów ścigania, ale przepracowanie tego, co się wydarzyło, zajęło im lata. Dziś potrafią o tym mówić, ale nie zrobiły nic, żeby sprawca poniósł konsekwencje. Ale są sytuacje, kiedy przerwanie milczenia bardzo pomaga.

Trzeba jednak mieć świadomość, że sprawy karne nie zawsze kończą się ukaraniem sprawcy, choćby ze względu na przedawnienie. I pamiętać, że nawet wyrok i zamknięcie oprawcy w więzieniu nie pomagają raz na zawsze. Nie oznacza to, że sprawca żałuje, że przeprosi albo że będzie chciał zadośćuczynić.

Czy w ciemnej liczbie przestępstw może się pani zdaniem znajdować sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek ?

Gdyby się potwierdziło, że ktoś zrobił jej krzywdę, a takie wersje pojawiały się w mediach, to tak. Póki co jest osobą zaginioną. Natomiast są oczywiście takie sprawy, które przez lata były zaginięciami, a dziś już wiadomo, że to były tak naprawdę zabójstwa. I w tych sprawach po latach policjanci z Archiwum X znajdują ciało, stawiają zarzuty. Znam jednak przypadki zaginięć, w których zaginiony nie chce mieć więcej kontaktu z rodziną. Widzi plakaty ze swoim wizerunkiem rozwieszone na mieście, ale się nie zgłasza. Świadomie. Wtedy policjanci, jeśli uda im się odnaleźć poszukiwaną osobę, słyszą: "Nie mówcie rodzinie, gdzie jestem i więcej mnie nie szukajcie". Muszą to uszanować, jeśli to osoba pełnoletnia i zdrowa psychicznie. Biorą jednak od niej oświadczenie, że prosi, by jej nie szukać. I przekazują rodzinie informację: "Krewny żyje, ale nie chce kontaktu".

Więc sprawa się rozwiązuje.

Często to właśnie upór rodziny, zaangażowanie policji albo wsparcie uzyskane dzięki rozwojowi kryminalistyki sprawiają, że zdarzeń w ciemnej liczbie jest mniej. Myślę, że z ciemnej liczby ubywa też przestępstw związanych z krzywdzeniem dzieci i zwierząt. W policyjnych statystykach może ich być coraz więcej właśnie dlatego, że te sprawy są zgłaszane i jest szansa na reakcję. Jesteśmy coraz wrażliwsi, maleje akceptacja takich zachowań przemocowych wobec bezbronnych.

Inna sprawa, której świadomość musimy mieć, to że są takie czyny, które nie we wszystkich krajach kwalifikuje się jako przestępstwo. Na przykład eutanazja. W Polsce to zabójstwo eutanatyczne, a w Holandii legalne działanie. Dlatego nie jest łatwo porównywać zagrożenie przestępczością w różnych krajach.

Iwony Wieczorek nie znaleziono do dziś (fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta)

Skoro przywołała pani przykład z zagranicy - jak polska ciemna liczba ma się do innych krajów?

Tego się nie da porównać. Bo czy zestawiać liczbę niewykrytych kradzieży albo zaginięć z liczbą mieszkańców i opierać się na wskaźniku na 100 tysięcy obywateli? Czy też porównywać dane w wartościach bezwzględnych? No i typy przestępstw są różne. Wreszcie - nie da się porównać krzywd, jakich ludzie doświadczyli, ich traum. To bardzo subiektywne.

Szczególną rolę w przestępczości przypisuje się kobietom. Z jednej strony wydaje się, że częściej padają one ofiarą agresji, z drugiej - nie zawsze słusznie - postrzega się je jako mniej skłonne do krzywdzenia innych.

Gdybyśmy spojrzeli na statystyki wskazujące liczbę kobiet skazanych za przestępstwa na karę pozbawienia wolności, to na pewno będą to dużo mniejsze liczby niż w przypadku mężczyzn. Czy z tego można wyciągnąć wniosek, że kobiety nie są sprawczyniami przestępstw? No nie. Być może kobiety popełniają przestępstwa, które nie zostają zgłoszone albo nie zostają wykryte. Ta przestępczość jest inna niż popełniana przez mężczyzn. Profesor Danuta Rode badała sprawy dotyczące przemocy kobiet wobec mężczyzn, wykazując, że przestępstwa popełniane przez kobiety wobec mężczyzn rzadko bywają zgłaszane i nie trafiają do statystyk kryminalnych.

Z drugiej strony - w ramach kryminologii, zarówno w nurtach biologicznych, jak i tych uwzględniających czynniki kulturowe, pojawiają się teorie, że jako bardziej agresywnych uznaje się mężczyzn.

Warto się zastanowić, jak wyobrażamy sobie przestępcę. Czy przypisujemy mu jakiś wygląd i płeć? Czy jako miłą, ładną kobietę? Wie pani, jak ludzie wyobrażają sobie przestępcę? Oszusta na przykład?

Pewnie jako takiego, któremu źle z oczu patrzy.

Czasami wydaje się nam, że potrafimy rozpoznać złego człowieka. Natomiast w praktyce ofiary oszustów opisują ich jako uśmiechniętych, eleganckich i miłych. Bo wydaje się nam, że jeśli ktoś jest ładny i uprzejmy, to nie może być przestępcą.

I jeszcze jedno: jak sprawa kryminalna jest już rozwiązana, to zawsze wydaje się prosta. A na początku tak nie jest. Weźmy na przykład znaną mi sprawę zaginięcia młodej kobiety. Najpierw wyglądało to na porwanie i zabójstwo, a dopiero po latach okazało się, że to samobójstwo. Ta pani miała problemy finansowe i długi, sporo tajemnic przez bliskimi. Wersja z zabójstwem wydawała się prawdopodobna. 

A policjanci z Archiwum X odkryli, że nie jest?

Gdyby od razu znajomi i krewni powiedzieli policji wszystko, co o tej kobiecie wiedzą, to poszukiwania nie byłyby tak trudne. Jednak często ludzie, przekonani, że działają dla dobra osoby zaginionej, nie mówią wszystkiego, nie ujawniają cennych informacji.

Choćby taka historia: sprawa zaginięcia młodego chłopaka, które zgłosiła mama. Nie powiedziała jednak policji, że syn handluje narkotykami, bo nie chciała mu zaszkodzić. Okazało się, że chłopak został zabity i miało to ścisły związek z tym, czym się zajmował. Jego działalność jako dilera zaliczymy do ciemnej liczby przestępstw.

Czy możliwe jest, żeby ciemna liczba w ogóle zniknęła?

Pytanie, czy można w ogóle wyeliminować przestępczość. Ona istniała od początku świata i nadal będzie istnieć, bo jest związana z człowiekiem. Ale nigdy nie wiadomo, kiedy do domu przestępcy nieoczekiwanie zapukają policjanci z Archiwum X.

Joanna Stojer-Polańska (fot. mat.prasowe)

Joanna Stojer-Polańska. Prawnik, kryminalistyk. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autorka artykułów naukowych dotyczących działań sprawców z nietypowym modus operandi i sprawców działających w cyberprzestrzeni. Wykłada kryminalistykę, kryminologię i zwalczanie przestępczości na Uniwersytecie SWPS w Katowicach.

Angelika Swoboda . Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, z którymi rozmawia też w podcaście "Miłość i Swoboda", kawy i sportowych samochodów.