Czym urzeka Jurata?
Przede wszystkim krajobrazem. Półwysep Helski, porośnięty sosnowym lasem, tonie w zieleni. Drzewa są tam wyjątkowo piękne, potargane przez wiatr, każda sosna jest niepowtarzalną rzeźbą. Ale nie tylko one się liczą, urody dodają też krzewy i drzewa liściaste, bujnie rosnące w wilgotnym, morskim klimacie. Ktoś powiedział, że Jurata ukrywa się w dżungli i rzeczywiście w niektórych miejscach tak jest. Po lesie można spacerować bez końca, zbierać jagody, zachwycać się krzewami dzikich róż i bawić w chowanego wśród paproci. Oczywiście, poza tym są plaże - piaszczyste, niemal białe, bardzo szerokie. Takich, jak w Juracie, nie ma na południu Europy.
A oprócz krajobrazu?
Jurata to maleńka, spokojna osada. Linia brzegowa wynosi tu zaledwie 1,8 km, miejsca na nowe inwestycje jest niewiele, dlatego to, co już stoi, jest strasznie drogie. Jurata nigdy nie była wioską rybacką, tak jak Jastarnia czy Chałupy. Została wymyślona jako kurort i zbudowana według z góry wytyczonego planu. Ma niepowtarzalny charakter.
Pomogła w tym architektura?
Jak najbardziej, przed wojną to była bardzo spójna miejscowość. Spółka akcyjna "Jurata" Uzdrowisko na Półwyspie Helu, którą zawiązano w 1928 roku, postawiła na nowoczesność i modny już w tamtych latach modernizm. Wznoszono lekkie budynki z płaskimi dachami, z obszernymi tarasami i szerokimi oknami wpuszczającymi dużo światła.
Co konkretnie zakładał plan spółki?
Wybudowanie uzdrowiska w ciągu 11 lat. Spółka wydzierżawiła od państwa 150 hektarów i podzieliła je na 886 działek. Wytyczono istniejące do dziś uliczki i promenadę Międzymorze, postanowiono, że domy mieszkalne będą w większości parterowe. Bungalowy miały konstrukcję drewnianą, ściany najpierw wypełniano słomą zmieszaną z wapnem, a potem szalowano, kryto papą i tynkowano. Te letniskowe domki jak na tamte czasy były luksusowe. Składały się z trzech pokojów, kuchni, służbówki i łazienki. Jurata była zelektryfikowana, podczas gdy w Jastarni wciąż używano lamp naftowych, miała wodociąg i automatyczną centralę telefoniczną.
Pisze pani w książce, że bungalowy były od siebie oddalone, sąsiedzi nie zaglądali sobie w okna.
Na obszernych, całkowicie zalesionych działkach parterowe domki stały jak pionki do gry w warcaby, dzięki temu nikt nikomu nie przeszkadzał ani nie przesłaniał widoku. Natomiast przy dwóch głównych ulicach powstały pensjonaty i hotele, tylko one mogły mieć wysokość do trzech pięter. Było to rygorystycznie przestrzegane.
Dlaczego?
Chodziło o to, żeby budynki nie były wyższe od drzew. Dbano o sosny, nikt ich bezsensownie nie wycinał, Jurata miała być kameralną miejscowością, zatopioną w lesie.
Kto mógł sobie pozwolić na juracki domek?
Nieliczni. Domy w Juracie kosztowały przed wojną od 18 000 zł. Dla przykładu: popularny samochód Fiat 508 - 5500 zł, radioodbiornik - 115 zł, letnia sukienka - około 20 zł. Niewykwalifikowany robotnik zarabiał poniżej 100 zł, za solidną pensję uważano pobory w wysokości 250 zł. Wynagrodzenie oficera w stopniu kapitana było wspaniałe - 400 zł.
Czyli lud nie jeździł tam na wakacje?
Raczej nie. Domki kupowali zamożni przedsiębiorcy, tacy jak Jan Wedel czy właściciel fabryki włókienniczej w Łodzi Karol Teodor Buhle. A także arystokraci i politycy z pierwszych stron gazet. Od samego początku zakładano, że Jurata będzie elitarną miejscowością.
Właścicielom Juraty zależało na obecności polityków?
Bardzo.
Podobno wizyta prezydenta Ignacego Mościckiego miała podnieść rangę uzdrowiska?
Tak, to prawda. Głównym akcjonariuszem spółki, która wybudowała Juratę, był Żyd Mojżesz Lewin, na stałe zamieszkały w Paryżu. Niewiele o nim wiadomo, oprócz tego, że był bardzo towarzyskim i zamożnym człowiekiem. Posiadał aż 90 proc. akcji tej spółki! Obracał się w wyższych sferach, chcąc nie chcąc przyciągnął do nowo powstałego uzdrowiska bogatych klientów. To on sprawił, że bywanie w Juracie należało do dobrego tonu.
Pan prezydent często przyjeżdżał?
Był tylko raz, w 1937 roku. O dziwo, przydzielono mu taki sam domek jak wszystkim innym, nie wzniesiono dla niego jakiejś specjalnej rezydencji. Tylko tyle, że bungalow Mościckiego znajdował się na terenie ośrodka wojskowego. Domek nazwany "Muszelką" stoi do dziś, niestety zamknięty na cztery spusty. Podobno czasami służy generałom, którzy odbywają w nim narady. W tamtych czasach prezydencka "willa" nie była odcięta od świata, prezydenta można było spotkać spacerującego po plaży. Często rozmawiał z ludźmi, co długo wspominali mieszkańcy Juraty.
Przywołuje pani historię zrozpaczonej narzeczonej, która poprosiła Mościckiego o pomoc w załatwieniu ślubu.
Tę zabawną rozmowę opisał tygodnik "Świat" w 1937 roku. Młoda dziewczyna podeszła do prezydenta w helskim porcie, kiedy zmierzał w kierunku statku, i poprosiła o pomoc w... wyjściu za mąż. Była zdesperowana. Okazało się, że jej narzeczony to porucznik stacjonujący w Helu i nie może się ożenić bez zgody wojskowych przełożonych. "Takie formalności trwają wieki, a my już nie możemy się doczekać ślubu!", wykrzyknęła. "Czy pan prezydent mógłby tę sprawę jakoś przyspieszyć?" Rozbawiła tym Mościckiego do łez, ale sprawę potraktował poważnie, zapisał dane narzeczonego i obiecał pomóc.
Kto tam jeszcze bywał?
Artysta malarz Wojciech Kossak i jego dwie córki: pisarka Magdalena Samozwaniec, która w swoich książkach często wspominała Juratę, oraz poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Cała rodzina Kossaków bardzo lubiła juracki domek. Wojciech Kossak dobudował sobie atelier, w Juracie malował pejzaże i portrety, grał w brydża, romansował i chętnie przyjmował gości. Inni artyści przyjeżdżali do znajdującej się przy deptaku galerii Wiesława Poznańskiego.
A aktorzy?
Mieszkali w luksusowym hotelu Lido, w którym odbywały się dancingi, koncerty, bale charytatywne i konkursy. Codziennie działo się coś innego. Wydarzeniem był występ Jana Kiepury. W kawiarni urządzonej na świeżym powietrzu odbywały się fajfy, do tańca przygrywała orkiestra Golda i Petersburskiego. Stało się zwyczajem, że nocujący w hotelu artysta, który występował na scenie, przeznaczał dochód z jednego koncertu czy przedstawienia na bieżące potrzeby Juraty. Czyż to nie jest świetny pomysł?
Jakie były losy uzdrowiska po wojnie?
Wkroczył do niego Fundusz Wczasów Pracowniczych, a potem Orbis. Przedwojenne hotele odebrano ich właścicielom, w najlepszym przypadku mogli mieszkać stłoczeni w jednym pokoju i pracować za marne grosze we własnym pensjonacie. W czasie wojny zaginęły wszystkie dokumenty spółki, z tego powodu właściciele willi też mieli problemy z odzyskaniem majątku. Z pomocą przychodzili świadkowie, skłonni potwierdzić, że do tej czy innej osoby należał konkretny dom. Losy budynków potoczyły się bardzo różnie. Do wielu wprowadzili się dzicy lokatorzy, z czasem niektórzy zostali uwłaszczeni.
Jurata przestała być elitarna?
Zdecydowanie. Teraz na wczasy przyjeżdżała klasa robotnicza.
W pewnym momencie Juratę odkryli artyści. Jak to się stało?
Jak zawsze szukali ustronnego miejsca, z dala od hałaśliwej Warszawy. Najpierw osiedli w Chałupach, które przed laty były maleńką rybacką osadą. Jeździli tam regularnie, przez wiele lat, aż do chwili, kiedy o Chałupach zrobiło się głośno za sprawą naturystów. Zaraz potem Zbigniew Wodecki zaśpiewał "Chałupy welcome to" i naprawdę zrobiło się tam zbyt tłoczno. Artyści postanowili znaleźć inne miejsce. Tak trafili do Juraty. Przeważnie mieszkali na kwaterach, czyli w wynajętych pokojach. Łazienki były wspólne. A na przykład Joanna Szczepkowska wspomina prowizoryczny baraczek sklecony na tyłach przedwojennego bungalowu, w którym spędzała wakacje. W latach 70. i 80. w Juracie nie było eleganckich lokali, restauracji, hoteli z orkiestrami czy konkursów na "Miss Juraty" jak przed 1939 rokiem. Były za to puste sklepy i kolejka do telefonu przed pocztą. Życie towarzyskie toczyło się na tarasach i w ogródkach.
Kto tam przyjeżdżał?
Kto nie przyjeżdżał!? Bywali: Andrzej Łapicki z rodziną, Edward Dziewoński, Jerzy Waldorff, Wojciech Młynarski, Grażyna Szapołowska... Na tarasie domu mojej mamy Jerzy Koenig spotykał się wieczorami z Gustawem Holoubkiem, Janem Englertem i Zbigniewem Zapasiewiczem, znanym aktorom towarzyszyły ich żony: Magda Zawadzka, Beata Ścibakówna i Olga Sawicka. Prowadzili długie nocne Polaków rozmowy.
Jerzy Koenig i moja mama bardzo się lubili. Chętnych na sierpień w Juracie było wielu, ale on zawsze miał pierwszeństwo. Przyjeżdżał przez ponad 20 lat. Był bardzo sympatycznym panem, tylko dzieci uważały inaczej, bo on jedyny im nie nadskakiwał, nie starał się o ich sympatię. Wręcz przeciwnie, otwarcie przyznawał, że "milusińskich" nie znosi i stroni od nich jak od morowego powietrza. W rezultacie dzieciaki zaczęły się go bać, co czasem wykorzystywali ich rodzice. - Cóż to, Jacusiu, nie chcesz jeść zupki? Czekaj, czekaj, zaraz tu przyjdzie Koenig, już on zrobi z tobą porządek! Któregoś dnia, wracając z plaży, Jerzy Koenig usłyszał taką połajankę, dobiegającą z werandy na parterze. - A ja się wcale tego Koeniga nie boję! - odpalił Jacuś. Zasłużony szef Teatru Telewizji ani myślał przepuścić taką okazję. Niewiele myśląc, wsadził głowę w uchylone okno i zapytał groźnie: - Naprawdę? Ty naprawdę się go nie boisz? Cała zupa została zjedzona.
W Juracie jest też letnia rezydencja prezydenta RP.
Naprawdę jest położona na terenie gminy Hel, ale jakoś tak się przyjęło, że wszyscy mówią o Juracie. Może to Mościcki zza światów nadal dba o promocję Juraty. Dzisiejsza rezydencja znajduje się w miejscu dawnego ośrodka Mewa, który powstał w latach 50. dla dygnitarzy partyjnych. Został przebudowany w latach 90. przez Jolantę i Aleksandra Kwaśniewskich. Oni właściwie stworzyli helską rezydencję na nowo.
Pary prezydenckie lubią tam przebywać? Kogo tam podejmowano?
Najwięcej gości przyjęli Kwaśniewscy, odwiedziła ich tam nawet hiszpańska para królewska, król Juan Carlos i królowa Zofia. Prezydent Szwajcarii Adolf Ogi opisał wizytę na Helu w swojej książce. Podobnie Václav Havel, legendarny prezydent Czech, który przyjechał w 2005 roku z żoną Dagmar i dwoma psami. Wypoczywali na Helu przez dwa tygodnie. Maria i Lech Kaczyńscy spędzali tam nie tylko urlopy, ale i weekendy. W czerwcu 2007 roku na kilka godzin wpadł na półwysep czterdziesty trzeci prezydent USA George W. Bush z małżonką. Prezydent Bronisław Komorowski wolał swoją działkę na Suwalszczyźnie, ale też bywał w Juracie i przyjął kilkoro gości, między innymi kanclerz Niemiec Angelę Merkel z mężem.
Jaka jest przyszłość kurortu?
Znów stawia się na nowoczesność, ale teraz zamiast kameralnych bungalowów powstają okazałe apartamentowce. Drewno zastępuje beton, szkło i stal. Już nie ma śladu po spójnej przedwojennej koncepcji, wycięto mnóstwo sosen. Pieniądz rządzi światem, co doskonale widać w maleńkiej Juracie, która mimo wszystko pozostaje piękna.
Anna Tomiak. Skończyła filologię angielską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Początkowo związana z prasą poznańską, w kolejnych latach publikowała w tytułach ogólnopolskich, m.in. w "Twoim Stylu", "Polityce" i "Wysokich Obcasach". Stypendystka amerykańskiej fundacji The Freedom Forum i Agencji Reutera. Przetłumaczyła wiele wywiadów i artykułów prasowych, m.in. wszystkie polskie wydania magazynu "Martha Stewart Living", a także poradniki dla biznesmenów. Nadal pisze, redaguje i tłumaczy. Mieszka w Warszawie, ale każdego lata wraca nad morze, do Gdyni i Juraty, gdzie spędziła dzieciństwo.
Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.