Co zrobiło na tobie największe wrażenie, gdy po raz pierwszy przyjechałaś do Omanu? Na pewno zderzenie tradycji z nowoczesnością. Z jednej strony tradycyjny ubiór - mężczyźni w białych diszdaszach, kobiety w czarnych abajach, a z drugiej - dodatki od Chanel czy Prady, najnowsze modele telefonów i pełny make-up. W tej kulturze, w miastach, niewyobrażalne jest, żeby kobieta wyszła na ulicę "niezrobiona". Staranny makijaż i modny manicure to norma. Na ulicach można odnieść wrażenie, że wkracza się do jakiejś baśniowej krainy. Jest bardzo czysto, a idealnie przystrzyżone trawniki przypominają dopiero co rozłożone dywany. Sułtan dba o to, żeby w Omanie nie było wieżowców i szklanych domów - dominuje biała zabudowa w stylu arabskim. Scenerię jak z "Baśni 1001 nocy" zaburzają jedynie nowoczesne, luksusowe i sportowe auta. Ale markowe torebki, drogie smartfony i perfekcyjny makijaż nie przystają chyba do tradycyjnych zasad życia? W miejscach publicznych kobiety muszą mieć zakryte włosy i osłonięte ciało. Nie spotkałam jednak kobiety, która miałaby problem z tym, że musi się zakrywać. To, co naszym zdaniem jest ograniczeniem, dla Omanek stanowi przejaw stylu, tradycji i swego rodzaju zbroję chroniącą prywatność. Mieszkanki Omanu uważają wręcz, że Europejczycy ubierają się infantylnie. Dla nich kobieta w T-shircie z Myszką Miki jest po prostu śmieszna, a mężczyzna w krótkich spodenkach - niemęski.
Nawet wśród młodego pokolenia nie ma buntu przed narzuconym schematem? Absolutnie. Młode kobiety wręcz lubują się w tym, że mogą szyć abaje [wierzchnie okrycie noszone w krajach muzułmańskich, z wyglądu przypominające długą sukmanę z długimi, rozszerzającymi się rękawami - przyp. red.] na miarę, ścigają się w zdobieniach, haftach, bo nawet w tradycyjnym stroju można być modną. Mieszkanki Omanu nie marzą o tym, by paradować w szortach. Jednocześnie lubią nosić torebkę z logo Louis Vuitton. Jedna z moich bohaterek, A'isza, która rodziła w Omanie w tym samym czasie co ja, miała nawet przewijak z logo Gucci. Omanki z politowaniem słuchają, jak kobiety z Zachodu "dają się wrabiać" w prace domowe. One nawet tuż po porodzie nie zawsze same zajmują się dzieckiem. Niania jest normą, niezależnie od zamożności. Zdarza się nawet, że korzystają z usług mamki, żeby zachować piękny biust. W biedniejszych rodzinach, na wsiach, gdzie kobiet nie stać na mamkę, matki kupują mieszanki, żeby nie karmić i nie zniekształcać piersi tą nieelegancką praktyką. A Omańczycy mają znacznie więcej dzieci niż my - teraz średnio 3,6 na kobietę, ale 15 lat temu to był wynik na poziomie 7. Po urodzeniu dziecka mało która kobieta wraca do pracy. Z czego to wynika? Nie widzą takiej potrzeby. Pracę traktują raczej jak rozrywkę, choć są wyjątki od reguły. Przykładem jest bohaterka mojej książki, Zijana, matka pięciorga dzieci, która cały czas pracuje w wieży kontroli lotów w Maskacie. Należy do pokolenia kobiet urodzonych na przełomie lat 70. i 80., które wyjeżdżały za granicę na studia i mają nieco inne spojrzenie na edukację czy perspektywy zawodowe. Młodsze Omanki jeśli się kształciły, to w kraju. Nie znają zachodnich standardów i nie są chętne do pracy. Łatwo podporządkowują się tradycyjnym regułom, które mówią, że miejsce kobiety jest w domu. Do tego poziom życia sprawia, że nie potrzebują drugiej pensji, żeby spłacić kredyt - zarobki męża z nawiązką pokrywają wszelkie wydatki i potrzeby rodziny. Tam mężczyzna musi zapłacić za przyszłą żonę mahr, czyli posag, i wykazać rodzinie swojej wybranki, że będzie w stanie samodzielnie ją utrzymać. Z kolei singielki mieszkają z rodzicami - bo nie mogą same - i są na ich utrzymaniu. Kobiety w zasadzie nigdy nie pracują dla pieniędzy, bo nie muszą na siebie zarabiać. Na tle krajów Zatoki Perskiej Oman jest najbardziej otwarty w kwestii wolności wyboru zawodu przez kobiety. Są lekarki, prawniczki, jest pilotka boeinga - formalnie jest na to przyzwolenie, gorzej z przychylnością rodziny. Jak wyglądają relacje rodzinne w Omanie? Więzy rodzinne są bardzo silne. Pochodzenie jest ważniejsze niż małżeństwo, bo określa tożsamość. Męża można zmienić, rodziny nie. Dlatego po ślubie kobieta zostaje przy nazwisku ojca. Rodzina jest na pierwszym miejscu, a potem długo nic. Do tego stopnia, że jak na horyzoncie pojawia się rozwód, to nie jest to sprawa między kobietą a mężczyzną, lecz starcie dwóch rodów. W Omanie ślub to nie sprawa tylko kobiety i mężczyzny, ale całych rodzin. Kobieta, niezależnie od wieku, nigdy nie jest pozostawiona sama sobie, lecz ma za sobą cały sztab, od ojca, przez braci, po kuzynów. Bo silne więzi w Omanie są typowe nie tylko w relacji rodzic - dziecko, lecz także w stosunku do dalszych krewnych. Przed zgodą na ślub zawsze dużo czasu i energii poświęca się na sprawdzenie rodziny, której częścią ma się stać kobieta. W Omanie ciągle żywa jest plemienność, co ma swoje dobre i złe strony, bo z jednej strony można liczyć na pomoc, a z drugiej trzeba się mocno podporządkować. W przypadku rozwodów czy porzuceń rodzina męża często przejmuje obowiązki wobec dzieci, żeby choć trochę zrekompensować hańbę. Nie istnieje też zjawisko samotności seniorów, z jakim mamy do czynienia na Zachodzie.
Aranżowane małżeństwa też wpisują się w to pogodzenie z tradycją? Tak, chociaż stanowią dziś ok. 20-30 procent wszystkich małżeństw i zwykle nie są zawierane między zupełnie obcymi ludźmi. Nikogo nie dziwi, że ojciec przedstawia córce propozycje dobrych kandydatów, mile widzianych w roli zięcia. Bywa też, że kobieta sama przyprowadza wybranka do domu, pytając, czy będzie odpowiedni. Jedna z moich bohaterek, Sabrijja, która wyszła za mąż z miłości, dziś jest rozwódką i zarzeka się, że drugi raz nie popełni tego błędu - do ewentualnego powtórnego zamążpójścia lepiej się przygotuje. Chodzi głównie o zabezpieczenie przyszłości - w Omanie kontrakty małżeńskie, określające nawet kwoty za urodzenie dzieci, są na porządku dziennym. Miłość uchodzi tam za zbyt kruchą podstawę małżeństwa. Omanki dbają o to, żeby w razie czego nie zostać z niczym. To pozorne wyrachowanie nie wyklucza bliskości, szacunku, a nawet miłości, która często przychodzi z czasem. Posag jest obowiązkowy? Tak, do tych spraw przykłada się wielką wagę, podobnie jak do pochodzenia rodowego, statusu społecznego itd. Dlatego zwykle panna wydawana jest za mąż za kogoś z tej samej sfery. Zamożność rodziny jest ważniejsza niż wykształcenie czy zawód wybranka. Zalecenie sułtana mówi, że mahr nie powinien wynosić mniej niż 2000 riali, czyli ok. 20 000 złotych. Dyshonorem jest zaproponować niski mahr, bo to pokazuje, że nie traktujemy związku poważnie. Do tego w darze dochodzi złota, okazała biżuteria dla panny młodej oraz drogie omańskie perfumy w kryształowym flakonie. Ślub jest dla kobiety ważnym wydarzeniem, które poprzedzają miesiące przygotowań, jak w Europie? Tam przygotowania mają jeszcze większy rozmach. Nie tyle do ślubu, ile do wystawnego przyjęcia, które odbywa się oddzielnie dla panny młodej i jej gości - kobiet i dla pana młodego, który świętuje z mężczyznami. Sama ceremonia ślubna w meczecie odbywa się między mężczyzną a szejchem [muzułmański wyższy dostojnik duchowny - przyp. red.], w obecności męskich świadków. Oboje bawią się osobno, jedynie o północy pan młody dołącza do kobiet. Kobiece przyjęcie jest niezwykle wystawne. Panna młoda na wzór zachodni występuje w białej sukni, tak strojnej, że potrzebuje asysty innych kobiet, żeby się poruszać. Może dlatego przez cały czas trwania przyjęcia siedzi na podwyższonym tronie i obserwuje zabawę z wysokości. Pozostałe kobiety tańczą dość skąpo ubrane, eksponując wdzięki. Co ciekawe, nie stroją się dla siebie, bo wesele to swego rodzaju casting na przyszłe panny młode, które przy okazji przyjęcia wreszcie można obejrzeć odsłonięte. Babki, matki, ciotki mają wtedy niepowtarzalną okazję, żeby sprawdzić przyszłą kandydatkę na synową i ocenić, co kryje się pod abają. Młode kobiety są tego świadome i nie szczędzą środków, żeby prezentować się na weselu jak milion dolarów. Z kolei na wsiach nie jest niczym niezwykłym rozbieranie kandydatki na żonę przez kobiety z rodziny potencjalnego męża i oglądanie jej jak klaczy na targu. Nie czują się jak towar? Po godzinach rozmów z Omankami jestem przekonana, że dla nich to zupełnie naturalne. Wzrastają w tej kulturze, całe życie obserwują te same rytuały, więc mają świadomość, jaki jest kostium ich kultury.
Z brakiem miłości też są pogodzone? Myślę, że tak. Poznałam wiele omańskich żon z aranżowanych małżeństw i albo uważają, że serdeczność wobec męża jest wystarczająca, albo nie mają problemu z tym, żeby się rozwieść. Wielożeństwo jest częste? Nie bardzo. Według oficjalnych statystyk około 15-20 procent mężczyzn ma kilka żon. Ten wynik spada, bo małżonki, przyzwyczajone do określonego poziomu życia, mają swoje oczekiwania i stają się coraz "droższe". Dobrze, jeśli dwie lub trzy żony mieszkają w tym samym domu, ale zdarza się, że żądają oddzielnych. Poza tym zwykle z każdą z nich mężczyzna ma dzieci, które musi utrzymać, posłać do szkół itd. Jednak niektórych stać na utrzymanki, jak trzech braci z twojej książki, którzy dzielili się kochanką i opłacali jej dom. Utrzymanka jest dużo tańsza niż kolejna żona. Jej pozycja jest służebna, ona nie może żądać biżuterii, prezentów ani stawiać warunków. Musi przyjąć to, co sponsor zechce jej dać. To bardzo ekonomiczne rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacji, gdy jest jedna do podziału między kilku mężczyzn. Dodatkowo w każdej chwili można ją zmienić na inną, a z żoną to już kłopot. Jednocześnie to prostsze niż prostytutka opłacana w hotelu. Mężczyźni, którzy wybierają takie rozwiązanie, zabezpieczają się na różne sposoby - wynajmują jej mieszkanie w innym mieście, zatrudniają itd. Utrzymanki to najczęściej Azjatki. Na początku było mi ich żal, ale szybko zrozumiałam, że dla nich taki układ jest niemal spełnieniem marzeń. W ojczyźnie żyły w nieporównywalnie gorszych warunkach, a alternatywne życie, jakie mogłyby prowadzić w Omanie jako sprzątaczki czy służące, też byłoby dalekie od układu, na który przystają, będąc utrzymankami. Azjatek, które mają niski status społeczny, jest w Omanie bardzo dużo. Wykształconych, zamożnych - niewiele. I odwrotnie - trudno spotkać Omańczyka, który byłby pracownikiem fizycznym. Od tego są Azjaci - liczna grupa traktowana jako "gorszy sort", ale bardzo potrzebna. W każdym domu jest służąca, niania, kucharka. Po porodzie sama miałam nianię ze Sri Lanki, bo jeśli chcesz się zasymilować, musisz przyjąć obce standardy. Obstawanie przy swoich nawykach jest odbierane jako krytyka ich kultury i stylu bycia.
Dzielenie się mężem z drugą kobietą przychodzi naturalnie? Tak, nie jest to żaden dyshonor. Relacje między żonami tego samego męża, z którymi się spotykałam, były co najmniej poprawne. Pomagają sobie, wyręczają się w różnych czynnościach. Często razem wychodzą, trzymając się za ręce jak najlepsze przyjaciółki. W kraju, gdzie homoseksualizm jest zakazany, nikt nie podejrzewa, że za takimi gestami może kryć się coś więcej? Właśnie przez zakaz "niewłaściwych" relacji wszyscy zakładają, że czułe gesty, jakie okazują sobie kobiety, są siostrzano-przyjacielskie. Ale fakt, kobietom dużo łatwiej ukryć związek lesbijski w miejscach publicznych. W przypadku związków męsko-męskich zakazy też nie są zbyt restrykcyjnie przestrzegane, bo - jak otwarcie się mówi - sułtan sam jest gejem, więc przymyka oko na pewne sprawy, a wraz z nim policja. Dopóki okazywana sobie w miejscach publicznych czułość nie przekracza pewnych granic, nikt się nie wtrąca.
Nikt oficjalnie nie przyznaje się do homoseksualizmu, ale też władze nie ścigają takich par, nie robią pokazowych rozpraw, jak ma to miejsce w innych krajach Zatoki Perskiej, nie karzą więzieniem. Z drugiej strony - w tej kulturze pary heteroseksualne też raczej się nie obściskują publicznie. A jak wiele trudności napotyka Omanka, która chce wyjść za cudzoziemca? Trzeba ubiegać się o zezwolenie, zgromadzić wiele zaświadczeń, że obcokrajowiec nie ma żony, że nie zalega z podatkami, że jego rodzina zgadza się na ślub itp. Cała procedura trwa kilka lat i potrafi skutecznie zniechęcić. Par mieszanych w Omanie jest zaledwie ok. 35 tysięcy na 4,6 mln mieszkańców, przy czym głównie są to związki Omańczyków z cudzoziemkami . Prawda jest taka, że cudzoziemiec w porównaniu z Omańczykiem niewiele ma do zaoferowania, więc to dość słaby układ. W końcu miłość jest sprawą drugorzędną. Otóż to. Dodatkowo dla cudzoziemca małżeństwo z Omanką oznacza przejście na islam, obrzezanie, a nie wszyscy się do tego palą. Poza tym małżeństwa mieszane zwykle wyjeżdżają, a dla Omanki rozłąka z rodziną to często zbyt wiele.
Rozwód w Omanie też jest dla odważnych? Jest prosty, pod warunkiem że chce go mąż. Wtedy małżeństwo można rozwiązać nawet bez wiedzy żony. Kobieta nie może sama złożyć wniosku, chyba że mąż ją zdradzi, a ona ma na to twarde dowody. Tych najczęściej nie ma, więc trzeba przekonać męża, żeby to on wystąpił o rozwód, a ten często żąda za to pieniędzy. To wartości rzędu wniesionego mahru albo kilkakrotnie wyższe. Skąd je wziąć, będąc na utrzymaniu męża? Mimo tych przeszkód coraz więcej Omanek się rozwodzi, wchodzi w drugie związki. Problemem - jeszcze większym niż u nas - są wtedy dzieci, bo syn zostaje z matką do siódmego roku życia, a po tym czasie rodzina byłego męża może go zabrać. Córka może zostać do okresu pokwitania, chyba że w życiu jej matki pojawi się wcześniej drugi mężczyzna. Często zdarza się przemoc w małżeństwie? W Omanie o trudnych sprawach oficjalnie się nie mówi. Nie ma statystyk, a same kobiety rzadko to zgłaszają w obawie przed hańbą. Co gorsza, jest na to rodzinne przyzwolenie. Gwałt w miejscu publicznym to zupełnie inna sprawa, ale w małżeństwie uchodzi płazem, bo nie ma na to paragrafu. Najczęściej, żeby udowodnić winę, trzeba mieć świadka, a o to w intymnej sytuacji za drzwiami sypialni trudno. Moje rozmówczynie nie miały problemów, żeby opowiadać o waginoplastyce, której się poddały, o tym, jaki wzorek sobie zrobiły henną na łonie, ale gdy dochodziło do tematu przemocy seksualnej, milkły. Moja ginekolog też napotykała opór, gdy próbowała skłonić do wyznań ewidentne ofiary gwałtu. Niesformalizowane związki są całkowicie zakazane? Tak. Wprawdzie dopuszcza się już, żeby kobieta i mężczyzna spotkali się czasem na kawę, ale tylko w miejscu publicznym. Często randki odbywają się w towarzystwie przyzwoitek. Całowanie odbywa się po kątach, a wspólne mieszkanie w ogóle nie wchodzi w grę. Jest nawet prawny zakaz, żeby kawaler mieszkał w tym samym bloku co panna. Jak to się ma do portali randkowych? Oficjalnie te też są zakazane, ale w rzeczywistości na Tinderze jest zarejestrowanych bardzo wielu Omańczyków, którzy liczą na związki z cudzoziemkami, i niewiele Omanek, które nawet nie zamieszczają swoich zdjęć w obawie przed rozpoznaniem.
Czy restrykcje obyczajowe idą w parze z pobożnością?
Na pewno nie jest to sfera, której wszystko inne jest podporządkowane. Nie wszyscy Omańczycy są praktykujący. Meczet jest swego rodzaju centrum towarzyskim. Mam wrażenie, że religia jest w Omanie bardzo prywatną sprawą, nikt się z nią nie obnosi ani nie przekonuje nikogo o wyższości islamu nad innymi wyznaniami. Nawet strój nie jest obwarowany religijnymi zakazami, tylko tradycją i dumą Omańczyków z ich odrębności kulturowej. Czy można powiedzieć, że żyjący samotnie, bezdzietny sułtan Kabus Ibn Sa'id, panujący od 49 lat, jest sprzymierzeńcem kobiet? Biorąc pod uwagę postęp, jaki dokonał się w Omanie za jego panowania, choćby w edukacji, trudno temu zaprzeczyć. 50 lat temu 80 procent Omanek było analfabetkami, a on bardzo zadbał o zmiany w sferze społecznej. Wprowadził powszechną edukację, prawo wyborcze dla wszystkich obywateli powyżej 21. roku życia, otworzył dla kobiet szkoły, dał im możliwość robienia prawa jazdy i pracy w dowolnym zawodzie. Nie spotkałam kobiety, która nie wysławiałaby sułtana za to, czego dokonał dla dostępu do oświaty, opieki zdrowotnej, dla bezpiecznego macierzyństwa. Liberalny w sferze socjalnej, konserwatywny w sferze obyczajowej. Jeśli porównać z Zachodem, to tak, ale już w zestawieniu z Arabią Saudyjską, gdzie kobiety chłoszcze się publicznie za pocałunek albo seks pozamałżeński, Oman wydaje się mocno zwesternizowany. Jeżeli para chce się związać z miłości wbrew rodzinie, która ma wobec kobiety inne plany, może wystąpić do sułtana z prośbą o błogosławieństwo. I bywa, że je dostaje. Bo sułtan ma dobry PR, na który wpływa m.in. właśnie przychylność małżeństwu i rodzinie.
Książkę możecie kupić w Publio.pl >>>
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>
Małgorzata Szerfer-Niechaj - absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Od kilkunastu lat pracuje jako dziennikarz i redaktor. Lubi wszystko, co związane z kulturą. Z przyjemnością zagląda do książek i do kuchni. Poszukiwaczka ciekawych historii z potencjałem na temat.