Pojechałeś do Paryża na spotkanie z Hubertem, jednym z bohaterów "Dziwniejszej historii", kiedy zbierałeś materiały do swojej poprzedniej, nominowanej w tym roku do nagrody Nike książki "Foucault w Warszawie". Ale o Foucault nic się od Huberta nie dowiedziałem, poznałem za to jego historię. Opowiedzianą z otwartą przyłbicą. Hubert jest bardzo otwartym i odważnym człowiekiem, chociaż tuż przed oddaniem książki do druku poprosił o anonimowość. Dlaczego? Wydaje mi się, że przestraszył się zdania, które wypowiedziała jego matka, kiedy płonęło warszawskie getto. Stanęła w oknie ich pięknego mieszkania na Filtrach, mówiąc: Tam się takie majątki palą. Nie ludzie, ale majątki. On wie, że to jest bolesne zdanie. Ale prawdziwe, wielu Polaków tak myślało. Zgoda, Żydzi byli dla wielu mniej istotni niż ich domniemane majątki. Jego matka wypowiedziała to zdanie, ale jednocześnie dokarmiała żydowskie dzieci. Żydowski chłopak był też pierwszą miłością Huberta. On zresztą do dzisiaj podkreśla, że ma do Żydów szczególnie ciepły stosunek. Kim jest Hubert? Urodził się w 1927 roku w Warszawie. Pochodzi z tak zwanego dobrego domu: majętnego i dystyngowanego, z zasadami i manierami. Mieszkanie urządzone było na wzór paryskiego salonu. Skończył dobre studia, po wojnie miał dobrą pracę, ale w pewnym momencie zdecydował się na wyjazd z Warszawy do Paryża, gdzie poznał Carlosa - miłość swego życia.
Ale nie pisałeś książki o życiu wyższych sfer. Napisałem książkę o ludziach, których za chwilę nie będzie. Kiedy zacząłem słuchać Huberta, szybko zdałem sobie sprawę, że mam historię o geju, który przeżył drugą wojnę światową. Nie on jeden. W książce jest kilka takich postaci. Skąd się dowiedziałeś o Hubercie? Przeczytałem o nim w teczkach SB z lat sześćdziesiątych, które znalazłem i opracowałem do "Foucault w Warszawie". A potem powiedział(a) mi o nim Lulla. Kim jest Lulla? No dobrze, to od początku. O istnieniu Lulli, barwnej postaci życia gejowskiego Warszawy, powiedział mi Marek Keller, kochanek Jerzego Andrzejewskiego. A Lulla mi powiedział(a): Słuchaj, musisz poznać Huberta. On zna wszystkich! On z kolei dał mi kontakt do Jurka z Podkowy Leśnej (On naprawdę zna wszystkich!). Jurek, który teraz mieszka w Sopocie, opowiedział mi o Krysi, Krysia o Izie, która niestety już nie żyje. A Michała Głowińskiego, wiadomo, znałem ze studiów, czytałem jego książki - w tym "Kręgi obcości", gdzie dokonał coming outu. Wszyscy chcieli z tobą rozmawiać? Wszyscy. Wiedzieli, że jesteś gejem? Nie informowałem ich o tym na wejściu, ale podskórnie na pewno wiedzieli. Pytam o to, bo moje doświadczenie rozmów z gejami i lesbijkami starszego pokolenia wskazuje jednoznacznie, że szybciej się otwierają, kiedy wywiaduje ich także osoba homoseksualna. Oczywiście, jest jakaś solidarność, zaufanie. Mamy nie tylko porozumienie wynikające z - nazwijmy to - wspólnoty gejowskiego losu, ale też specyficzny język, kody, kulturę. Znasz go ty, znam go ja, znają go bohaterowie mojej książki. Ale z kobietami też mi się świetnie rozmawia i nie muszą być wcale homo. Wiadomo, ja też. I koło się zamyka. Pisząc tę książkę, znów, jak przy poprzedniej, ślęczałeś godzinami w Instytucie Pamięci Narodowej? Wyobraź sobie, że tym razem nie byłem w IPN-ie ani razu. Chciałem położyć nacisk na osobiste historie opowiedziane bezpośrednio przez bohaterów książki. Informacje zdobyte w IPN-ie pojawiają się w "Dziwniejszej historii", ale rzadko. Większość opiera się na moich rozmowach z ludźmi, którzy odważyli się opowiedzieć mi swoje życiorysy.
I suweren ma je czytać z jakiego powodu? Żeby się w nich przejrzeć. Żeby spojrzeć na polską historię z innej perspektywy, niż ta oficjalna ze szkolnych podręczników i politycznych propagandówek o Polakach niezłomnych i nieskazitelnych, bo takich ludzi po prostu nie ma. Historia Polski to także historia ludzi niepasujących do szablonu. Niepasujących do polskiego heteroszablonu? Oczywiście, bo to jest queer story, dziwniejsza historia. Co jest w niej dziwnego? Na pewno wspomniany już język. Ale też często zupełnie nieheroiczna narracja o śmiechu podczas wojny albo o życiu seksualnym, bo ono się przecież toczyło w najlepsze. Przy czym zaznaczam, że dziwniejsza nie znaczy lepsza czy gorsza, a po prostu inna. Bohaterowie książki dziwili się, że ty się dziwisz? Nieustannie. Nieraz się też irytowali, kiedy długo o coś dopytywałem, ale mnie to autentycznie interesowało. Chciałem poznać szczegóły, wszystko, czego nie mogę dowiedzieć się z książek. To bardzo ważne, żeby wysłuchać ludzi, którzy dla wielu w ogóle nie istnieją. W przeciwnym razie skończy się tak, jak z "różowymi trójkątami", czyli mężczyznami skazanymi w czasie wojny za homoseksualizm. Dzisiaj, o ile wiemy, nie ma już żadnego żyjącego "różowego trójkąta". Krysia z Sopotu, jedna z bohaterek "Dziwniejszej historii", jest nieheteronormatywną polską Żydówką, która przeszła obozy. Przecież to prawdziwy unikat! Dużo stron zapisałeś? Grubo ponad czterysta. Podczas redakcji wyleciała połowa. Ku twojej rozpaczy? Nie, szybko się nauczyłem, że im krócej, tym lepiej. Mam w ogóle taki system, że piszę wszystko, co mi przychodzi do głowy, żeby potem było łatwiej wyrzucać, choć nieraz mi oczywiście szkoda jakichś historii. Myślisz, że książka jest za długa?
Nie, wręcz przeciwnie, chcę więcej. Zabrakło ci bohaterów? Potencjalni bohaterowie są, nawet całkiem sporo. Co to znaczy sporo? Przynajmniej kilkanaście osób. I co masz zamiar z nimi zrobić? Nic. Dlaczego? Bo teraz wezmę się za akcję "Hiacynt", czyli tworzenie przez służby PRL tak zwanych "różowych teczek".
A co z resztą bohaterów? Nie da się o wszystkich napisać. Może czas na stworzenie archiwum historii mówionej i nagranie z nimi rozmów. Narodowy Instytut Gejowski? Pod twoim kierownictwem. A mówiąc poważnie, trzeba ciągle dodawać do nieheteronormatywnej narracji kolejne postaci, na przykład losy kobiet, bo zostaniemy już na zawsze tylko Waldorffem, Iwaszkiewiczem, Andrzejewskim i Gombrowiczem, a życie toczyło się wszędzie. I to intensywnie, i także poza Warszawą. Przecież taki dajmy na to Sopot był latem jednym wielkim gejowskim kurortem.
"W Gdańsku odbywają się bale homoseksualistów w prywatnych mieszkaniach, a nawet w Grand Hotelu, na które homoseksualiści przychodzą w przebraniu kobiecym" - donosił w raporcie pan esbek. No mówię, że się działo! A "Ilustrowany Kurier Codzienny" pisał o zatrzymaniu "zbrodniczej szajki zwyrodnialców" w składzie: "Barabela, Podkasana, Sodowiarka, Salcia i Blady Piotruś". Czytaj dalej. "Osadzeni w areszcie zachowują jak najlepszy humor, tańczą i śpiewają, karminują usta, czernią rzęsy i brwi i przyglądają się w lusterkach", a "Blady Piotruś sam będąc pederastrą wciąga innych do tego nałogu". Przecież czytając to, można umrzeć ze śmiechu. To prawda, dodam, że Bladego Piotrusia udało się odnaleźć. Chciałem też odszukać Salcię, ale bezskutecznie. Udało się za to z Chaimkiem. Dużo w twojej książce żydowskich akcentów. One pojawiły się właściwie od razu, bo to płonące getto z opowieści Huberta, bo Krysia, bo Salcia czy Chaimek, no i oczywiście za sprawą niezwykłej historii wykluczonego podwójnie profesora Michała Głowińskiego - Żyda i geja, który słusznie zauważa, jak dużo wspólnego mają antysemityzm i homofobia. "A skąd polska homofobia?" - pytasz Jurka, kolejnego bohatera książki. I on odpowiada: "Z tych samych przyczyn, co antysemityzm. Z Kościoła". To jest jasne dla niemal wszystkich moich rozmówców. Choć trzeba tu zaznaczyć, że Michała przechowywały podczas wojny zakonnice.
Przez "Dziwniejszą historię" przewija się cały czas tęsknota za dawnymi czasy - to zrozumiałe. Ciekawy jest natomiast stosunek wielu twoich rozmówców do emancypacyjnych osiągnięć wspólnoty LGBT. Rzeczywiście trudno jest im sobie wyobrazić homomałżeństwa, choć prawie wszyscy byli lub są w związkach trwających kilkadziesiąt lat. Podobnie jest z paradami, w których nie uczestniczą. "Po co te rewolucje, po co te małżeństwa, po co parady. To nie jest ani estetyczne, ani nikomu potrzebne. Lepiej w ukryciu, za to po swojemu". Bo to jest też tęsknota za znikającym i zupełnie osobnym gejowskim światem. Niechęć do świata, w którym trudno znaleźć klub gejowski, bo wszystko wkoło jest już tak inkluzywne? Tak, ale też do wychodzenia z szafy i wchodzenia w świat, w którym adaptujemy heteryckie normy. Może warto zbudować swoje? A może gdyby Michał Głowiński mógł adaptować heteryckie normy i pobrać się ze swoim partnerem, nie dodałby kolejnego smutnego rozdziału do swojego życiorysu? To prawda, jest coś wstrząsającego w tym, że Michał był z Markiem prawie czterdzieści lat, a po jego niedawnej śmierci - według polskiego prawa - został nagle obcą osobą, która nie ma prawa do niczego. Z drugiej strony jest w książce opowieść Huberta i dziennik "Le Figaro" informujący o śmierci jego partnera. Inne światy, ale dziwnie się przenikające. Obaj, Michał i Hubert, spędzali (oddzielnie) przed wojną wakacje w Druskiennikach, obaj trafili podczas wojny do Radziwiłłowa - Hubert mieszkał w pięknej willi, Michał ukrywał się z matką w kopcu ziemniaków, obaj po wojnie pojechali do Paryża - Hubert na zawsze, Michał na chwilę.
Bo nie mógł tam zostać. Powiedział mi, że skoro matka nie zostawiła go w czasie wojny, on nie mógł jej zostawić po wojnie. Przeciwieństwem nieśmiałego Michała wydaje się być ostra Krystyna. To jest, powiedziałbym, twarda babka, z którą spotkanie było naprawdę wyjątkowe, nie tylko dlatego, że każda kobieca historia jest na wagę złota. Wspaniała jest też Roma, druga bohaterka książki. Kobieta, która zachwyciła mnie niesamowitym głodem życia i wolności. Obie opowiadały takie rzeczy, że bałem się, by w trakcie dyktafon mi się nie zepsuł.
Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.
KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>> Remigiusz Ryziński (ur. 1978) jest pisarzem, filozofem i wykładowcą akademickim. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktoryzował się z Rolanda Barthesa, a habilitację napisał o Julii Kristevie. Stypendysta m.in. rządu francuskiego, ministra kultury i miasta stołecznego Warszawy. Jest autorem nominowanego do Literackiej Nagrody "Nike" reportażu "Foucault w Warszawie". "Dziwniejsza historia" jest jego drugą książką, którą wydało właśnie Wydawnictwo Czarne. Mike Urbaniak jest dziennikarzem kulturalnym "Wysokich Obcasów", weekendowego magazynu Gazeta.pl i felietonistą magazynu "Vogue".