Rozmowa
Gabriela Lazarek (fot. www.facebook.com/gabriela.lazarek)
Gabriela Lazarek (fot. www.facebook.com/gabriela.lazarek)

"Ja, zwykły szary obywatel wzywam was. Nie czekajcie dłużej" - z takim hasłem Gabriela Lazarek po raz pierwszy wyszła w październiku na rynek w Cieszynie, gdzie w kamienicy pod numerem 6 mają biuro posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Pisały o tym lokalne media, ale głośno zrobiło się o niej 11 listopada, gdy w kościele pełnym narodowców rozwinęła transparent ze słowami Jana Pawła II: "Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga". Dlaczego protestuje? I czy zamierza się poddać?

Była pani już dzisiaj na rynku w Cieszynie?

- Jeszcze nie. Zwykle idę około siedemnastej. Wcześniej w ciągu dnia pracuję.

Ile godzin dziennie pani stoi pod biurem posłów PiS?

- Sęk w tym, że to nie są godziny. Często słyszę od ludzi, którym nie podoba się to, co się dzieje w naszym kraju, że nie protestują, bo nie mają czasu. Ja maksymalnie protestuję 20 minut. Nigdy nie trwa to dłużej, ale jeśli zrobi to dużo osób, będzie to wiele znaczyć. Mam kilka transparentów, które zmieniam: "Jeżeli nie jesteś obojętny, stań przy mnie pięć minut", "Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga", "Naszą ojczyzną jest człowieczeństwo" i "Faszyzm stop".

Gabriela Lazarek (fot. facebook.com/gabriela.lazarek)

Dużo ludzi się przy pani zatrzymuje?

- Przez pierwsze dwa dni stałam kompletnie sama. Choć celowo nie stoję z żadnym hasłem politycznym, jestem odbierana politycznie, często jako lewaczka. Okazuje się, że ponadczasowe wartości, takie jak szacunek czy miłość do drugiego człowieka, zostały w naszej świadomości przypisane polityce. A to nie powinno mieć miejsca. Bywa, że ktoś się zatrzyma. I są to różni ludzie - zarówno starsi, jak i w średnim wieku. Niektórzy robią sobie nawet zdjęcia z moim plakatem. 

Widziałam na Facebooku, że niedawno był u pani Zbigniew Hołdys.

- Przyjechał mnie wesprzeć. I nagłośnił, że stoję na rynku, za co mu jestem bardzo wdzięczna. Ostatnio dostaję sporo głosów wsparcia, i to takich, że nie wiem, co na nie odpowiedzieć. Piszą do mnie zwykli ludzie. To daje mi niesamowitą siłę.

Odpuści pani?

- Będę stała, dopóki nie usłyszę, jakie jest oficjalne stanowisko biskupów w sprawie narastającego w Polsce nacjonalizmu. Dopóki wreszcie głośno nie powiedzą, że rasizm jest wielką zniewagą Boga. Że naszą ojczyzną jest człowieczeństwo. I że odżegnują się od działań młodzieży wszechpolskiej, ONR i wszystkich tych grup, które głoszą nacjonalistyczną ideologię. 

11 listopada, Warszawa. Marsz Niepodległości organizowany przez skrajnych prawicowców (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Kiedy pierwszy raz wyszła pani z transparentami?

- Dokładnie 21 października, żeby odczytać manifest pana Piotra. Było to dwa dni po jego samopodpaleniu. Okazało się, że jestem sama. Miałam przy sobie dwie kartki - fragment manifestu "Ja, szary człowiek wzywam was" i hasło "Co jeszcze musi się wydarzyć?".

Zorientowała się pani, że jest sama, więc dlaczego nie poszła pani do domu?

- Mam nadzieję, że dzięki moim działaniom ludzie nie będą tracili nadziei na zmiany w Polsce. I chciałabym z całego serca, żeby żadne samopodpalenie już się nie wydarzyło.

Nie mogę się wycofać. Fakt, czasem niemal zasypiam na stojąco, ale nie mogę odpuścić. Znam całą rzeszę ludzi, którzy od dwóch lat nic innego nie robią, tylko protestują przeciwko temu, co się w Polsce dzieje. I im, i mnie nie podoba się to, jak PiS uderzyło w Trybunał Konstytucyjny.

Konstytucja to nie jest coś, co wymyślili politycy. Konstytucja zapewnia nam ochronę, to taki wentyl bezpieczeństwa, dzięki któremu nie wolno obrażać w przestrzeni publicznej ludzi o innych poglądach. Dzięki konstytucji, ktoś, to się tego dopuszcza, powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Niestety, ten wentyl został przez PiS zniszczony. Stąd wylewająca się w naszym kraju wzajemna agresja, na którą jest wręcz przyzwolenie.

Marsz Niepodległości we Wrocławiu (fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

Dlatego pani nie wytrzymała i 11 listopada rozwinęła w kościele transparent ze słowami papieża?

- Uważam się za osobę wierzącą. Ale swoją wiarę rozumiem przez poszanowanie drugiego człowieka, poszanowanie przyrody i miłość w najszerszym pojęciu. Kościół katolicki jest mi bliski właśnie ze względu na taki system wartości. Ale to, co się dzieje teraz, gloryfikowanie ONR-u, to zaprzeczenie wiary.

Transparent z cytatem z Jana Pawła II "Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga" miałam przygotowany wcześniej. Chciałam go rozwinąć na Marszu Niepodległości, bo przecież jego hasłem przewodnim było "My chcemy Boga". Odebrałam to dosłownie. Kiedy w sobotę dowiedziałam się, że w kościele św. Barbary przy Nowogrodzkiej w Warszawie odbędzie się msza, postanowiłam na nią pójść. I przeraziło mnie to, co się na niej działo. Na tej mszy panował kult wojny, chwalono bohaterstwo narodowe, walkę za ojczyznę.

Nie miała pani poczucia, że zakłóca obrządek religijny? Że prowokuje?

- Mogę pani opisać moje odczucia. To, co się we mnie działo. Siedziałam w bocznej nawie, po lewej stronie. Na ścianie wiszą tam wizerunki Jana Pawła II, Maksymiliana Kolbego i księdza Jerzego Popiełuszki. Te osoby przekazywały szacunek dla drugiego człowieka, miłość bliźniego. Wyobraziłam sobie, że gdyby oni mogli usłyszeć i zobaczyć, co się na tej mszy dzieje, na pewno by zareagowali, zeszli z tych obrazów.

Dlaczego tak pani myśli?

- Z ambony ksiądz pozdrawiał i witał środowiska narodowców. Serdecznie witał ONR i Młodzież Wszechpolską. Widziałam religijne transparenty nawiązujące do patriotyzmu. Widziałam opaski ONR na ramionach. Ksiądz mówił o potędze kościoła narodowego. Wspomniał, by nie zapominać o naukach JP II i nigdy się ich nie wypierać i się ich nie wstydzić. Wtedy właśnie rozwinęłam swój transparent.

Najpierw usiłowano mi go wyrwać, a później prawie przeczołgano, ciągnąc za ubrania po posadzce kościoła. Padały okrzyki: "Wynocha! Wynoś się stąd!". Wylądowałam, wypchnięta brutalnie przez kilka osób, na schodach za drzwiami kościoła, które z hukiem za mną zatrzaśnięto. Zaczęło iść za mną około dwudziestu osiłków z patriotycznymi emblematami. Zdążyłam wybiec za bramę kościoła. Natknęłam się na turystów, którzy zapytali, co się dzieje. Przeszłam z nimi do bardziej ruchliwej ulicy, gdzie mogłam już wmieszać się w tłum.

Gabriela Lazarek (fot. facebook.com/gabriela.lazarek)

Spodziewała się pani takiego ataku?

- Wiedziałam, że mnie dorwą. To dzisiejszy obraz Kościoła katolickiego.

Nie boi się pani?

- Nie robię nic złego i nie mam powodów, żeby się bać. Bardziej się boję tego, że sytuacja w Polsce się nie zmieni.

Zobacz wideo

Gabriela Lazarek. Ma 38 lat. Prowadzi salon fryzjerski w Cieszynie. Należy do grupy Obywatele RP. Lubi czytać, malować i chodzić na koncerty.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU