Rozmowa
Marsz Równości w Poznaniu (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)
Marsz Równości w Poznaniu (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Powiesiłeś firany?

- Ja nie, ale mam sąsiada, który kupił nade mną drugie mieszkanie na wynajem. Spotkaliśmy się w windzie, kiedy wiózł do niego firany. Spytałem, czy meble też są. Odpowiedział, że nie, że mieszkanie wynajmujący sami sobie umeblują, ale firany muszą być. 

Prawdziwy poznaniak.

- Z pokolenia na pokolenie.

"Porzundny", tak to się chyba mówi w Poznaniu.

- Ten cały mit schludności ja nazywam usypiającym faszyzmem sanitarnym. W oknach firany, ulice zamiecione - wokoło ład i porządek, ale co się za tym wszystkim kryje?

No właśnie, co?

- Z tym próbuje się zmierzyć moja nowa książka "Poznań. Miasto grzechu". Próbuję w niej złapać ducha tego miasta i odpowiedzieć na pytania dotyczące korzeni poznańskiego mieszczaństwa. Poznań to mój "teren badawczy".

Stary Rynek w Poznaniu (fot. Maciej Latałło / Flickr.com / CC BY 2.0) ()

Przyjechałeś do niego na studia.

- Tak, ponad dwadzieścia lat temu. I szybko się zorientowałem, że tu jest inaczej. Kiedy wpadam do kogoś bez zapowiedzi, jestem przetrzymywany na korytarzu. A jeśli już zostanę wpuszczony do środka, muszę oczywiście zdjąć buty. Raz mnie nawet poproszono, bym szedł po podłodze, omijając dywan, bo "matka właśnie dywan zaczesała", albo dostałem szpitalne kapcie foliowe. To nie jest zapewne prawidłowość, ale rzuca się na oczy.

Poznański dom jest jak twierdza otoczona fosą. "Prawdziwy poznaniak obiady je w domu" - mówi senator Wojciech Kruk. Poznaniak nie jada na mieście. Nie można też prowadzić domu zbyt otwartego, bo to - jako coś niepoznańskiego - nie spotka się z aprobatą sąsiadów.  

Zaczynam rozumieć ten twój "sanitarny faszyzm".

- Wiesz, które miasta w okresie międzywojennym były najczystsze? Berlin i Wiedeń...

...i endecki Poznań?

- Kiedy szperając w gazetach przedwojennych, znalazłem tekst o protestach poznaniaków przeciwko długim sukniom, zupełnie mnie nie zdziwił. Dlaczego protestowano? Długie suknie wzbijały na ulicach kurz i to było nie do zaakceptowania.

A jakieś kolorowe ptaki, artyści, wykolejeńcy tam mieszkali?

- Po wojnie miasto próbują rozkręcać artyści i ludzie kultury, którzy przyjeżdżają na apel władz, ale bardzo szybko dostają po mordzie, jak na przykład Stanisław Przybyszewski, który jest murowanym kandydatem do ufundowanej właśnie miejskiej Nagrody Literackiej, ale rada miasta - urzędnicy, księża i miejscowi artyści - postanawia ją przyznać w ostatniej chwili Romanowi Dmowskiemu. Albo Gabriela Zapolska, która po dwóch sezonach w Teatrze Polskim ucieka z Poznania, pisząc swój słynny list odsądzający miasto od czci i wiary. Artyści generalnie uciekają z Poznania tak szybko, jak mogą, co do dzisiaj jest problemem i powodem niewielkiej kulturotwórczej siły wielkopolskiej stolicy.

Centralne obchody 1050. Rocznicy Chrztu Polski. Koncert jubileuszowy, musical 'Jesus Christ Superstar' zrealizowany przez Teatr Muzyczny w Poznaniu. Kwiecień 2016 r. (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta) ()

A może coś dobrego byś o Poznaniu powiedział, a nie tylko szkalujesz i szkalujesz.

- Od mówienia gładko dobrych rzeczy są piarowcy, a ja jestem reporterem i piszę o tym, co mnie gryzie w d*pę, a Poznań mnie gryzie od czasów Wojciecha Kroloppa. Zresztą każde miasto ma swojego mieszczańskiego demona. W Białymstoku jest nim na przykład nierozliczenie kwestii żydowskiej.

W poznańskiej synagodze jest basen.

- Nie zdecydowałem się w książce na poruszenie tego tematu, bo w Poznaniu społeczność żydowska - w odróżnieniu od Białegostoku, Warszawy, Łodzi czy Krakowa - była bardzo mała. Nie było nawet dzielnicy żydowskiej

Ale Żydzi pojawiają się tu i ówdzie w twojej książce jako rzekomi pruscy kolaboranci.

- To jest przykład na antysemityzm bez Żydów. Ale może nie zdradzajmy teraz więcej. Niech ludzie sami przeczytają, co pewna przedstawicielka poznańskiej elity intelektualnej myśli o Żydach.

Wróćmy od Kroloppa, od którego zaczynasz "Poznań. Miasto grzechu".

- Ta sprawa po tylu latach nie przestaje mnie fascynować i nadal się zastanawiam, jak to jest możliwe, że w mieście tak kochającym porządek, w mieście, w którym nikt nie przejdzie na czerwonym świetle, powszechnie szanowana osoba mogła bezkarnie gwałcić latami dzieci. O co tu chodzi? Przecież ludzie mający obsesję na punkcie przepisów powinni natychmiast zareagować na takie bezprawie. A tu żadnej reakcji nie było. Była tylko za to zmowa milczenia.

"Wszyscy wiedzieli, że Krolopp."

- I teraz pytanie: czy to nadal gdzieś trwa w innym wykonaniu?      

Trwa ku zgorszeniu niewielu poznaniaków arcybiskup Juliusz Paetz.

- Obecną sytuację oddaje najlepiej taki obrazek: arcybiskup Paetz wchodzi do siedziby poznańskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, przysiada się do młodego chłopaka, trzyma go za rękę, nie odstępuje na krok. W połowie spotkania wstaje, wszystkich błogosławi i wychodzi z tym chłopakiem.

Arcybiskup Juliusz Paetz podczas mszy Krzyżma Świętego z udziałem kapłanów z całej diecezji poznańskiej (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta) ()

"Czy ktoś, kto ma tak piękny charakter pisma, może być złym człowiekiem?" - pyta jeden z jego obrońców.

- Bo w Poznaniu panuje kult zewnętrznych znamion porządności: od wyczesanego dywanu do pięknego charakteru pisma. Jak jesteś schludny, czysty i zabierasz co niedzielę żonę do kościoła, jesteś idealnym poznaniakiem.

A wieczorem możesz zostawić żonę w domu i pójść do Parku Marcinkowskiego wyrwać faceta na seks.

- Oczywiście. Nie ma problemu. Najważniejsze, żebyś oficjalnie prezentował się jak należy i nie dał się przyłapać. Poznański lekarz, który był otwarty ze swoim gejostwem, przypłacił to życiem. Szantażyści-zabójcy byli przekonani, że jak innych gejów, będzie można go szantażować rodziną, żoną.

Krolopp może gwałcić dzieci, Paetz molestować seksualnie kleryków z seminarium, ale wielu twoim rozmówcom najbardziej przeszkadza obecny prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak.

- Jaśkowiak jest dla części elity intelektualnej Poznania symbolem zmian, czyli koszmarem.

Tej samej elity, która napisała list nie w obronie molestowanych chłopaków, ale w obronie molestującego ich Paetza: od Jana Kulczyka przez Magdalenę Abakanowicz do rektorów chyba wszystkich poznańskich uczelni.

- Bronili go najwięksi, bo Paetz był częścią ich towarzystwa, a Jaśkowiaka nienawidzą, bo jest zupełnie niepoznański: buduje ścieżki rowerowe, bierze udział w paradzie równości. Krótko mówiąc: szatan wcielony.

Miejscowy arcybiskup obmacuje księży, a prezydent buduje ścieżki rowerowe i to on jest tym złym?

- Zrozumiałem to po rozmowie z taksówkarzem, który mi tłumaczył tak: "Panie, ja całe życie skręcałem w prawo, w Ratajczaka i pewnego dnia się budzę, jadę z klientem, a tu zakaz skrętu. Ja bym, panie, tego ch*ja Jaśkowiaka pogonił!".

Przez ten zakaz skrętu?

- Przez niechęć do zmiany. Poznań był przed stu laty twierdzą wojskową, mury pod samo niebo. Jeśli coś się w takiej twierdzy zmieniało, to musiały to przynieść ptaki. Mam wrażenie, że u niektórych te mury pozostały w głowie, jako dziedzictwo.  

Wojciech Krolopp przez kilkanaście lat był dyrektorem chóru Polskie Słowiki. W 2004 r. skazano go za molestowanie seksualne trzech małoletnich chórzystów (fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta) ()

A czy dzisiaj obrońcy Kroloppa i Paetza mają wyrzuty sumienia?

- Prawdziwi poznaniacy mają wielką zdolność wyparcia, więc nie sądzę. Bliskie im jest raczej pojawiające się w mojej książce "Maestro. Historia milczenia" zdanie, który wykorzystali jako tytuł swojego spektaklu Ola Jakubczak i Krzysiek Szekalski.

"Po co psuć i tak już złą atmosferę".

- Właśnie, po co?

Ty mi powiedz.

- Często na spotkaniach z czytelnikami słyszę pytanie: po co pan to robi? I wtedy tłumaczę, że jak człowiek wchodzi w scenografię, wizerunkową fasadę, to zaczyna się potykać o te wszystkie przytrzymujące ją sznurki i scenografia sama pada na jego oczach.

Ale przecież Poznań jest na Zachodzie, rzut beretem od Berlina. To nie ma znaczenia?

- Długo szukałem jakiejś wspólnej poznańsko-berlińskiej inicjatywy i nic nie znalazłem. Nie wiem, z czego to wynika. Może to jest potrzeba wyparcia pruskości, bo Poznań był pod zaborami tak represjonowany, że kiedy Polska odzyskała niepodległość, zburzono w mieście nawet pomniki Goethego i Schillera.

Ale kilkadziesiąt lat wcześniej poznaniacy zrzucili się i zbudowali - działający nieprzerwanie od 1875 roku - Teatr Polski i na jego frontonie umieścili napis "Naród Sobie".

- Właśnie z tego teatru uciekała Zapolska, wymyślając Poznaniowi od zatęchłych dziur.

Marcin, zlituj się. Mamy 2017 rok i chyba coś się zmieniło.

- Naprawdę? A co dokładnie się zmieniło? Paetz mieszka sobie wygodnie na Ostrowie Tumskim. Poznańscy profesorowie powołali propisowski Akademicki Klub Obywatelski i z pomocą Antoniego Macierewicza chcą stawiać bez zgody miasta pomnik Najświętszego Serca Jezusa. W odpowiedzi na Poznań Pride Week zorganizowano Poznań Prayer Week. Czy dzisiejszy Poznań naprawdę różni się mentalnie od tego endeckiego, zaściankowego, nienawidzącego Piłsudskiego i Warszawy miasta z międzywojnia?

Marsz Równości w Poznaniu (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta) ()

To dlaczego w nim nadal mieszkasz?

- Bo ja uwielbiam Poznań - to fajne miasto, w którym tylko od czasu do czasu ktoś kogoś wymolestuje. A mówiąc poważnie - ja się Poznaniem żywię i kiedy ktoś mnie pyta, co ja chcę od tego miasta, odpowiadam, że nic, że ono samo przychodzi do mnie i mówi: weź mnie opisz!

To ja już nic nie rozumiem.

- Na tym właśnie polega paradoks: to jest bardzo przyjemne miasto do życia, pod warunkiem że niczego od niego nie wymagasz, że twoja pozycja nie zależy od miejscowych układów i dotacji.  Jak by ci to inaczej objaśnić. Poznań to takie miasto, w którym gej nie może iść po ulicy za rękę ze swoim chłopakiem. Może za to bez problemu poprowadzić procesję w Boże Ciało. Rozumiesz?

I co z tym można zrobić?

- Mieszać w tej zupie, prowokować do pytań. I mam poczucie, że muszą to zrobić przyjezdni, bo nie wyobrażam sobie, że ktoś, kto w Poznaniu żyje od pokoleń, mógłby się postawić.

Agnieszka Ziółkowska.

- Za opowiedzenie publicznie, że jest z in vitro - jej ojca, zasłużonego historyka, usunięto z Wydziału Teologicznego UAM, a matkę opluwano na ulicy.

Tomasz Polak.

- Za zawiadomienie Watykanu o wyczynach Paetza usunięto go z Wydziału Teologicznego UAM, a jego Pracownię Pytań Granicznych umieszczono w piwnicach uniwersytetu. Nie mówiąc już o tym, że ten były już ksiądz odszedł z Kościoła.

No dobra, kapituluję.

- Nie ma co kapitulować, trzeba próbować to zrozumieć, rozgryźć. Ja próbuję, pisząc reportaże i doszedłem do wniosku, że aby zrozumieć Poznań, trzeba czytać Thomasa Bernharda, który dobrał się do wiedeńskiego mieszczaństwa.

Książka Marcina Kąckiego 'Poznań. Miasto grzechu' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały promocyjne / archiwum prywatne autora) ()

Książki Marcina Kąckiego w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Marcin Kącki. Ur. 1976. Reporter, redaktor "Dużego Formatu". Zdobywca tytułu Dziennikarza Roku w konkursie Grand Press 2007, dwóch nagród "Watergate" przyznawanych przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nagrody Grand Press w kategorii "Dziennikarstwo śledcze" i nagrody studentów dziennikarstwa "MediaTory". Autor książek "Lepperiada", "Maestro. Historia milczenia", "Białystok. Biała siła, czarna pamięć", za którą był nominowany do Nagrody Literackiej Nike oraz do nagrody MediaTory, "Plaża za szafą" oraz powieści "Fak maj lajf".

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem teatralnym "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl.