Rozmowa
Robert Janowski (fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)
Robert Janowski (fot. Rafał Mielnik / Agencja Wyborcza.pl)

Choć brzmi to nieprawdopodobnie, to jednak Robert Janowski nie będzie już prowadził programu "Jaka to melodia?". Prezenter podziękował widzom na Facebooku i napisał, że zgodnie z umową, wystąpi jeszcze w 10 odcinkach show TVP. Przypominamy wywiad z Janowskim, który powstał we wrześniu 2017 roku.

20 lat minęło. Cieszy się pan, że wciąż prowadzi "Jaka to melodia?".

- Bardzo, bo to prawie jedna trzecia mojego życia. Mnóstwo emocji, ludzkich życiorysów, ich porażek i sukcesów. Poza tym z okazji 20-lecia programu 21 października planujemy jubileuszowy koncert na warszawskim Torwarze. To będzie koncert gigant dla 8 tys. ludzi. Byłoby mi smutno, gdybym nie mógł w nim uczestniczyć.

Po tylu latach nie znudziło się panu prowadzenie telewizyjnego show?

- Ten program nie pozwala popaść w rutynę. Codziennie inni uczestnicy, nowi goście - nigdy nie wiesz, czym cię zaskoczą. Nie korzystam z promptera, nie układam sobie w głowie scenariusza. Wszystko, co widzicie na ekranie, to spontaniczna reakcja na sytuację w danej chwili. Każdy sztucznie wyreżyserowany gest byłby widoczny.

Robert Janowski na scenie (fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta)

Z kolei dla zawodników udział w programie to wielkie przeżycie i stres. Trzeba im pomóc odnaleźć się przed kamerą, żeby mieli też frajdę z występu. Takich rzeczy nie da się wyuczyć na pamięć. Idziemy na żywioł. I to jest najciekawsze. 

Zarobki ponoć też nie są małe. Media spekulują, że zarabia pan prawie pół miliona za sezon.

- Mnie samego te spekulacje przyprawiają o zawrót głowy. Moje zarobki wystarczają na to, by nie martwić się o dzień powszedni i porządnie wykształcić dzieci. 

Przez chwilę wydawało się, że teleturniej może zostać zdjęty z anteny. Jakie pan wtedy dostawał wiadomości od fanów?

- Liczba maili, telefonów czy wiadomości przerosła nas wszystkich. To było nie do ogarnięcia. Komunikowałem się z fanami głównie na moim facebookowym profilu, nie byłem w stanie odpowiedzieć każdemu z osobna. Otrzymałem mnóstwo wsparcia od rodziny, kolegów z branży, przyjaciół, ale przede wszystkim od sympatyków programu. I nawet kiedy pisali, że żal im teleturnieju, to zawsze powtarzali, że uszanują moją decyzję. To było bardzo wzruszające i pomocne.

Dużo wtedy koncertowałem, spotykałem się z publicznością i wciąż słyszałem: "Panie Robercie, jesteśmy z panem". Po jednym z koncertów  podeszła do mnie starsza pani i ze łzami w oczach cichutko, ze smutkiem powiedziała: "Panie Robercie, już pana nie będzie w Melodii? Już nie będzie mojego programu. I co ja teraz zrobię?". Strzał prosto w serce. Łezka się zakręciła, nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć, ale wiedziałem już, że będę walczył o ten program.

Robert Janowski w Opolu (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

Zastanawiał się pan czasem, co innego mógłby robić?

- W mojej głowie pojawiały się różne pomysły. Pomyślałem, że może wreszcie uda mi się nagrać płytę, odgrzebałem stare piosenki przez lata leżące w szufladzie. Nazbierało się tyle materiału, że mógłbym następnego dnia wchodzić do studia. Mam swoje radio, koncerty, skończyłem kurs coachingu z międzynarodowym certyfikatem, może zająłbym się tym na poważnie. A może ktoś z innej stacji uznałby, że jestem potrzebny? Pojawiło się kilka propozycji, więc chyba jeszcze nie czas na mnie.

Najwyraźniej. Zostaje więc "Jaka to melodia?". Na czym polega fenomen tego programu?

-  Teleturniej ma format otwarty. Muzyki będzie nam raczej przybywało. Codziennie gdzieś ktoś nagrywa nową piosenkę, która staje się przebojem, a my możemy zagrać go naszym widzom. Przypominamy też starsze, piękne utwory. Poza tym, mimo że jest to teleturniej,  to wszyscy tam się wspieramy. Nigdy nie widziałem niezdrowej rywalizacji między zawodnikami. Oni się po prostu lubią i dobrze bawią.

Robert Janowski podczas koncertu na Placu Zamkowym w Warszawie (fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta)

Mają nawet swój melodiowy profil na FB, wspierają się, dyskutują, spotykają prywatnie. I to się potem przenosi do programu. Ta ich życzliwość, empatia, naturalność. Mam nadzieję, że sam jestem też istotnym ogniwem tego widowiska. W ciągu ostatnich miesięcy dostałem od fanów mnóstwo życzliwości i wsparcia potwierdzających moje słowa. Można powiedzieć, że przez te lata stworzyliśmy fajną muzyczną rodzinę. Szanujemy siebie i naszych widzów. To jest ten sekret.

Proszę uchylić nieco rąbka tajemnicy. Jak wygląda produkcja programu od kuchni?

- Nagrywamy blokami. Przez 10 dni powstaje 30 odcinków. Najpierw ja i zespół nagrywamy piosenki, potem na plan wchodzą zaproszone gwiazdy, polskie i zagraniczne, które wykonują swoje przeboje i wreszcie powstają fragmenty samej gry z zawodnikami. Potem jest montaż, musimy zmieścić się w czasie antenowym. Efekt końcowy to 25 minut fajnej rozrywki.

A słabe strony?

- Program jest za krótki. W takim czasie nie da się pokazać wszystkich emocji, porozmawiać dłużej z zawodnikami, więcej pośpiewać i potańczyć. Do tej pory jakość obrazu też nie była najlepsza, ale jesteśmy już w systemie HD, więc to się zmieniło. To pytanie trzeba by zadać telewidzom, mieliby więcej do powiedzenia.

Robert Janowski w 2000 roku (fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Pan przedstawiał kiedyś swoje pomysły na zmiany w programie?

- Robię to od 20 lat. Pracujemy w zespole i wciąż staramy się doskonalić program. Po każdej sesji nagraniowej mamy spotkanie z producentem i każdy wygłasza swoją opinię, przedstawia nowe pomysły. Nie spoczywamy na laurach. Staramy się, żeby wszystko było spójne. Nasze piosenki są małymi opowieściami muzycznymi, a nie tylko odśpiewywaniem nutek. W programie każdy uczestnik ma chwilę dla siebie i swojej historii, nikt nie jest tylko imieniem i nazwiskiem.

Zapraszam też do programu autorytety, nie tylko ze świata muzyki. Byli np. prof. Michał Kleiber - prezes PAN, Janusz Olejniczak - laureat konkursu chopinowskiego, Wojciech Młynarski, Irena Kwiatkowska. Są też odcinki poświęcone młodym i zdolnym, których pasje często nie są związane z muzyką. Mógłbym wymieniać dużo i długo... O!  Adam Małysz też był!

Który odcinek był dla pana najbardziej stresujący?

- Może niekoniecznie dla mnie, ale ewidentnie dla jednego z uczestników.Wiele lat temu, z powodu wielkiego, jak się okazało, zdenerwowania właśnie prosił co kilka minut o przerwę w nagraniu, by skorzystać z toalety. Oczywiste i zrozumiałe jest, że takie przerwy robiliśmy. Po szóstym  wyjściu ,,na stronę" pan kolega zaczął dość niewyraźnie mówić, wreszcie, poklepując mnie po ramieniu, z trudem wycedził: ,,No staaary, teraz to daj coś takiego pod nóżkę".

Pan jako uczestnik programu miałby szansę na wygraną?

- Nie ma takiej opcji. Podobnie jak większość widzów jestem tak samo zdziwiony, że można prawidłowo odgadnąć piosenkę po jednym dźwięku. Ja czasem nie jestem w stanie strzelić nawet po 7 nutkach. Podziwiam uczestników za odwagę. Nie tylko tych, którzy zwyciężają, zresztą większość nie zgłasza się do programu tylko po wygraną.

Robert Janowski jest aktorem, piosenkarzem i dziennikarzem (fot. Paweł Malinowski / Agencja Gazeta)

Chcą przeżyć przygodę, pobawić się. Sam nie odważyłbym się z nimi konkurować. Każdy powinien robić to, co lubi i w czym czuje się najlepiej. Ja pozostanę w roli prowadzącego.

Robert Janowski . Piosenkarz, kompozytor, aktor, dziennikarz radiowy i prezenter telewizyjny. Od września 1997 roku prowadzi program "Jaka to melodia?" w TVP1. Z wykształcenia jest lekarzem weterynarii.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

Zobacz wideo

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU