Od Redakcji: W związku z licznymi pytaniami Czytelników wyjaśniamy: ze względu na absolutny wymóg tajności postępowania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka oraz wymogi dotyczące zapewnienia bezpieczeństwa bohatera wywiadu, który jest osobą prześladowaną, nie mogliśmy opisać ze szczegółami jego historii, gdyż istniałaby obawa, że zostanie on zidentyfikowany przez osoby, które mu zagrażają. Prawdziwe nazwisko Hamida K. pozostaje do wiadomości redakcji.
Na granicy polsko-białoruskiej w Terespolu dzień w dzień powtarza się ten sam rytuał. Mieszkający czasowo w białoruskim Brześciu cudzoziemcy (według różnych szacunków od 1000 do 3000 osób), w większości Czeczeni, próbują złożyć wniosek o status uchodźcy w Polsce. A Straż Graniczna odmawia. Kilka miesięcy temu grupa warszawskich adwokatów próbowała im pomóc. Bez skutku. Ale Hamid jest zdeterminowany. Złożył przeciw Polsce skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Kim jest Hamid?
- Zwykłym robotnikiem.
Ma rodzinę?
- Próbuje dostać się do Polski sam. Ma rodzinę, ale dalszą. Nie ma żony i dzieci.
Pewnie jest jeszcze na dodatek muzułmaninem?
- Tak. I tak, wiem, to oznacza dla niego praktycznie zero szans na uzyskanie statusu uchodźcy. Jeżeli ktoś w ogóle ma przejść przez sito w Terespolu, nie będzie to samotnie podróżujący mężczyzna. Między innymi dlatego zdecydowałam się poprowadzić tę sprawę. Wiedziałam, że jeżeli nie pomoże mu adwokat, to nikt mu już nie pomoże.
Jak zareagował, gdy 31. raz polska Straż Graniczna odmówiła mu przyjęcia wniosku o ochronę międzynarodową?
- On jest powściągliwy. To kwestia kulturowa. Kobiety są bardziej ekspresyjne. A już na pewno czeczeński mężczyzna nie będzie żalił się obcej kobiecie, nawet, jeśli ta jest jego pełnomocnikiem. Ale mam opinię psychologa, który badał Hamida. Potwierdził, że cierpi na zespół stresu pourazowego. Czeczeńskie rodziny, które adwokaci reprezentowali na granicy, mają za sobą historię tortur i przemocy, które dzieją się w ich kraju.
I w każdym przypadku, którym się zajmujesz, można to udowodnić?
- Na to, że np. byli bici w piwnicy, oczywiście nie ma naocznych świadków. Ale ich historie są spójne. Układają się w logiczną całość.
Mają jakiś wspólny mianownik?
- Strach. Hamid się boi. Dlatego ucieka.
Przed czym?
- Przed torturami. Ma trzydzieści kilka lat, wygląda na 50.
"Eee, jakie tortury, w Czeczenii nie ma wojny" - powiedzą przeciwnicy przyjmowania uchodźców.
- Paradoksalnie, kiedy była wojna, wszyscy uchodźców przyjmowali, akceptowali ich, współczuli im. Czeczeni bili się z "Ruskimi" - dla większości Polaków była to okoliczność godna podziwu. Sama wojna była, jakkolwiek kuriozalnie by to zabrzmiało, przewidywalna. Kiedy był nalot, trzeba się było schować. Teraz nie da się nic przewidzieć. Służby i siepacze prezydenta Ramzana Kadyrowa potrafią zrobić nalot na dom, bo ktoś się dopatrzył, że brat ojca spiskował przeciwko rządowi. A tam klan to wszystko. Ponosisz odpowiedzialność za czyny krewnych.
Dlaczego Hamid musiał uciekać?
- Tego nie mogę powiedzieć - mogłoby to zdradzić jego prawdziwą tożsamość. Ale kadyrowcy wybierają specyficzne ofiary. Na przykład młodych mężczyzn - którzy mają tam największą swobodę poruszania się. I chcą od nich informacji - kto gdzie bywa, co robi, co mówi. Wiedzą, jak wbić bratu-Czeczenowi szpilę tak, żeby zabolało. Wielu Czeczenów śpi w ubraniach.
Dlaczego?
- Bo wyciągnięcie ich z domu w bieliźnie to ogromna ujma na honorze. Hamidowi udało się być w spodniach, koszulce i trampkach. To ważne, bo jego honor nie został splamiony. Wyciągnęli go z domu, zawieźli gdzieś, zamknęli i zaczęli przesłuchiwać. Był bity i więziony. Oczywiście w schemacie dobry-zły policjant. Można powiedzieć, że to standardowe działania tamtejszych służb.
Miał jakieś ślady po torturach?
- Badanie i opinia lekarska były robione dużo później. Długo nie miał dostępu do lekarza. Więc nie, nie ma śladów.
Nie łudzę się, że Straż Graniczna go wpuści. Przeraża mnie to. Wyobraź sobie tę sytuację z perspektywy Hamida i podobnych mu osób. Dojeżdżają do granicy państwa, w którym, jak liczą, obowiązuje prawo. A okazuje się, że obowiązuje jakieś "prawo pogranicza" jak na Dzikim Zachodzie.
Przypomnijmy, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej.
- Jak się prześledzi statystyki Straży Granicznej przyjmowania wniosków o azyl, to widać wyraźnie trend: w tym roku Polska zaakceptowała 1,1 tys. wniosków (na 2,5 tys. osób) podczas gdy w w 2016 było to odpowiednio 2,7 tys. wniosków na 7 tys osób. Jeszcze większy spadek widać, patrząc na liczby dotyczące zaakceptowanych wniosków składanych właśnie przez Czeczenów w Terespolu - z 2 tys. do 382 (spadek o ok. 80%). W realu jest tak: po tym, jak grupą czternastu adwokatów zjawiliśmy się na granicy chcąc reprezentować naszych klientów, teraz przy kolejnych próbach ich wjazdu do Polski Straż Graniczna wyciąga swoją "listę 14", czyli spis naszych nazwisk. I - jak wynika z relacji naszych klientów - pytają: "A ile zapłaciłeś za tego adwokata? A skąd adwokat się wziął? A kto ci go polecił?". Nie możemy tego zweryfikować, Straż Graniczna nie dopuszcza nas do kontaktu z nimi.
Odpowiedz mi na te pytania Straży Granicznej. Ile zapłacili za twoją pracę?
- Nic. Wykonuję ją pro bono.
Inni adwokaci też?
Tak. Wszyscy, którzy byli wtedy na granicy, złożyli skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzje Straży Granicznej.
A skąd się tam wzięłaś?
- To była dobrze zorganizowana i zaplanowana podróż. Adwokatom towarzyszyli tłumacze oraz przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. Był też z nami psycholog, aby dać wsparcie tym rodzinom.
A kto cię zaprosił?
- Od dłuższego czasu organizacje pozarządowe alarmowały, że na przejściu granicznym w Terespolu dochodzi do łamania prawa. Postanowiliśmy na to zareagować. Dostaliśmy ogromne wsparcie od organizacji i instytucji, które od lat monitorują to co się dzieje na tym przejściu, między innymi od Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
Na jakiej podstawie prawnej działaliście?
- Mieliśmy pełnomocnictwa od naszych klientów, wystawione przy pomocy organizacji pozarządowych pomagających im po białoruskiej stronie. Organizacja Human Constanta wybrała wcześniej rodziny, których przypadki rokowały pozytywnie - czyli z wiarygodną i udokumentowaną historią uprawniającą je do składania wniosków o status uchodźcy.
Co to jest historia uprawniająca do wniosku o azyl?
- Taka, która wskazuje, że ludzie uciekają przed prześladowaniami, przed torturami, że ich zdrowie i życie jest narażone. Do tej sprawy przygotowywaliśmy się jak do każdej innej. Gdy przyjechaliśmy, znaliśmy dobrze ich historię, wiedzieliśmy przez co przeszli. Bez wątpienia wiedzieliśmy też, że celem ich podróży do Polski jest uzyskanie ochrony międzynarodowej.
I teraz wyobraź sobie taką scenę. Przejście graniczne. Pośrodku panowie ze Straży Granicznej, po stronie białoruskiej nasi klienci, którzy trzymają w rękach wydrukowane i uzupełnione wnioski o ochronę międzynarodową. Pokazują je strażnikom. A po stronie polskiej za szybą my - ich adwokaci, wołamy: tu jest moje pełnomocnictwo, ta osoba to mój klient, chce złożyć wniosek o ochronę międzynarodową, ma wypełniony wniosek, proszę go od niego przyjąć . Musimy przylepić się do zaciemnionej od naszej strony szyby, żeby coś widzieć. Strażnik przesuwa się, żeby nas zasłonić.
Dlaczego?
- Nie wiem. Stoję tam, widzę dzieci, które machają do mnie, ty wiesz, że one wiedzą, że przyjechałaś pomóc i nic nie możesz. Potem dostajesz SMSa:
"Ja i wszyscy uchodźcy w Terespolu jesteśmy wam ogromnie wdzięczni. W ten zimny dzień tyle czasu wystaliście dla nas, wkładając w to tyle wysiłku. Kiedy zobaczyliśmy tak wiele osób przejętych naszym losem, trudno wyrazić radość, której doświadczyliśmy. Jeszcze raz nam przypomnieliście, że na świecie są jeszcze ludzie dobrzy. Napełniliście nas ogromną nadzieją".
Bo oni, Czeczeni, widzieli, jak biegasz od jednego do drugiego wejścia próbując, coś zrobić. Trudno się nie rozpłakać. Z bezsilności i ze wzruszenia.
Na przejście graniczne wpuścili jedną panią mecenas.
Kapuściński opisywał proces czekania na granicy ZSRR jako mający zmiękczyć czekającego przed spotkaniem z władzą, jaką jest straż. Żeby, jak już wpuszczą, obywatel miał dość i był pokorny.
- Zadzwoniłam do szefa straży granicznej. Mówię: pana podwładni nie chcą nas wpuścić, bo rzekomo trwa procedura. "No ale ja tego nie wiem, nie jestem tam na miejscu" - mówi mi ten człowiek.
Tyle, że gdy człowiek przychodzi na granicę z wnioskiem o status uchodźcy, to nie do strażników należy zadawanie pytań "a czy będzie pan u nas pracował, czy chce pan sprowadzić rodzinę" i tak dalej. Nie! Strażnik ma obowiązek przyjęcia wniosku. I przesłania go do Urzędu ds. Cudzoziemców, bo to ten urząd takiego człowieka sprawdza. Tymczasem Hamid mówi strażnikom: "chcę uzyskać ochronę międzynarodową". A potem opowiada im, tak jak mi, swoją historię. Opowiada ją też biegłemu psychologowi. Opowiada ją trzem organizacjom pozarządowym. Wszystkie wersje się zgadzają, tylko ta ze Straży Granicznej nie! To ja się pytam, co się musi dziać, żeby taki człowiek powiedział trzydzieści jeden razy co innego?!
Co było dalej?
- Złożyłam do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wniosek o tzw. środek tymczasowy (interim measure), żeby zakazać Polsce odesłania go z powrotem na Białoruś.
Wytłumaczmy jak to działa w praktyce.
- Hamid staje na przejściu granicznym w Terespolu. Ja wysyłam faks do Trybunału z wnioskiem o decyzję zakazującą jego wydalenia. Trybunał ma na to jeden dzień. Tę decyzję dostałam po trzech godzinach. Pracownikom Trybunału należy się za to ogromny szacunek. Decyzja idzie do pełnomocnika, czyli do mnie, oraz do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To ono powinno błyskawicznie poinformować Straż Graniczną.
Jaka jest moc obowiązująca tego środka? Polska jest nim związana na mocy umów międzynarodowych?
- Oczywiście, że tak! Mało tego, interim measure jest szczególnie ważny - ponieważ jest wydawany bardzo, bardzo, bardzo rzadko. Także dlatego, że to jest poważna interwencja we władztwo państwa. To wyjątkowa procedura. Od momentu wejścia Polski do UE wydano tylko dziewięć takich decyzji, ta była dziesiąta. Wszystko odbywa się błyskawicznie, bo okoliczności są wyjątkowe - mamy do czynienia z zagrożeniem życia czy zdrowia ludzkiego. Ale rząd i tak tę decyzję ETPCz zignorował.
Hamid był jeszcze na polskim terytorium, gdy decyzja ETPCz do was przyszła?
- Tak.
I co?
- Informację miałam przed 11:00. Odesłali go pociągiem o 11:25. Ponieważ podobno nie znajdował się na terytorium Polski.
Zaraz, zaraz. Jeżeli posterunek graniczny polskiej Straży Granicznej nie leży na terytorium Polski, to gdzie on leży?
- Ten konkretny? 600 metrów w głąb polskiego terytorium.
Jak się czujesz jako prawnik w kraju, w którym władza nie stosuje obowiązującego ją prawa?
- Skoro dziś nie uznajemy i nie stosujemy orzeczeń i decyzji ETPCz, do których wykonywania zobowiązaliśmy się w traktatach, to jutro może nie będziemy respektować orzeczenia sądu rejonowego ws. drogi, o którą pan Kowalski pokłócił się z panem Nowakiem? Czuję się jak bohaterka "Misia". Przyszłam ze świata umów korporacyjnych, gdzie takie rażące niewykonywanie umów skończyłoby się kolejnymi wyrokami. Tymczasem tutaj to norma, że wyrok sądu nie jest wykonywany, z uzasadnieniem "nie, bo nie". I co wtedy możesz, prawniku?
No właśnie, co możesz?
- Mogę złożyć skargę do ETPCz i ją złożyłam wspólnie z Marią Radziejowską i Jackiem Białasem z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jej kluczowym elementem jest naruszenie zakazu okrutnego i nieludzkiego traktowania. Na dwa sposoby. Pierwszy to odesłanie człowieka tam, gdzie grozi mu niebezpieczeństwo. Drugi - to trzydziestojednokrotne zderzenie się z aparatem państwa człowieka, który nie ma najbliższej rodziny, nie ma się gdzie podziać, nie ma domu, a do miejsca, gdzie mieszkał, nie chce wrócić, bo się boi.
Hamid S. przeciwko...
- Rządowi Rzeczypospolitej Polskiej. Oczywiście Hamid naprawdę nazywa się inaczej.
Już widzę argumenty: po co on się pcha do UE, skoro ma całą wielką Rosję, zna język, może tam uciekać?
- A dasz mu gwarancję, że go kadyrowcy nie dorwą? Nawet tam przy przejściu w Terespolu się pojawiają. Sprawdzają, dopytują. Może starać się o status uchodźcy w Białorusi, ale Rosja jest tam uważana za bezpieczne państwo. Więc nikt takiego statusu uchodźcy z Rosji mu tam nie nada. Raporty białoruskich organizacji pozarządowych wprost potwierdzają, że uzyskanie statusu uchodźcy obywatelowi rosyjskiemu w Białorusi jest praktycznie niemożliwe.
Co, jeśli ETPCz przychyli się do skargi, a Polska nie wykona orzeczenia?
- Według mojej wiedzy nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żeby rząd polski nie wykonał środka tymczasowego. Teraz musimy być gotowi na to, że wyrok też może nie być wykonany.
Ale Hamid, nawet jeśli wjedzie do Polski, nie może liczyć na entuzjastyczne powitanie społeczeństwa.
- Sama jestem adresatem hejtu. Kiedy pojawię się w mediach i mówię o uchodźcach, potem dostaję teksty, że "wprowadzam terrorystów do Polski". Albo wiadomość z hasztagami #brawo #AllahAkbar i moje zdjęcie. Albo żebym sobie ich wzięła do domu. O inwektywach pod moim adresem już nie wspomnę.
A gdyby była taka potrzeba, żeby uchodźcę przez jakiś czas przechować, to byś przechowała?
- Jasne.
Bardzo pewnie to powiedziałaś.
- Osoby docierające do naszej wschodniej granicy nie są objęte unijną procedurą rozdzielnika - ta dotyczy ludzi w obozach w krajach Południa Europy. Czeczeni z Terespola, którzy stają przed naszą granicą lądową, nie mają na poparcie swojego dramatu - jakkolwiek cynicznie to zabrzmi - zdjęć tonących dzieci. Są gorszym sortem uchodźców. Pozbawionym podstawowego prawa człowieka - ochrony przez państwo. Na granicy stają twarzą w twarz ze strażnikiem. On pyta: Cel podróży? Hamid odpowiada: jestem prześladowany w swoim kraju. Strażnik: a czy będzie chciał pan pracować w Polsce? No to co taki Hamid ma powiedzieć? Nie chce pracować? Wiadomo, "darmozjad, chce socjalu". Więc mówi: oczywiście, że chcę pracować legalnie . A strażnik wpisuje do notatki: "ekonomiczny cel podróży" . I już nie ma szans. Cudzoziemiec nie ma do takiej notatki wglądu. Sąd Administracyjny stwierdził niedawno, że tak nie można, że cudzoziemiec powinien mieć wgląd do notatki i powinien ją podpisać. Wiesz, jaki jest mój ulubiony "cel podróży?" Otóż mój klient raz przyjechał do Polski uprawiać sport.
Ale jak to?
- Dobre pytanie, zwłaszcza, że on zawsze mówi pogranicznikom to samo - że stara się o azyl.
Sylwia Gregorczyk-Abram. Adwokat w kancelarii Clifford Chance w Warszawie. W Izbie Adwokackiej w Warszawie odpowiada za kontakt z organizacjami pozarządowymi. Od kilku lat bezpłatnie zajmuje się sprawami uchodźców, którym polskie władze odmawiają wpuszczenia na terytorium Rzeczpospolitej.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.