Rozmowa
(fot. materiały prasowe)
(fot. materiały prasowe)

Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi rosyjskie służby specjalne i władze dopuściły się oszustwa na masową skalę. Rosjanie włamali się do olimpijskiego laboratorium antydopingowego i podmienili ponad 100 próbek moczu sportowców, zawierających nielegalne substancje. Niedługo później udowodniono, że kilkudziesięciu rosyjskich sportowców startujących na igrzyskach olimpijskich w Soczi, w tym piętnastu medalistów, przyjmowało doping i ukrywało pozytywne wyniki antydopingowe.

Koła olimpijskie w Soczi (fot. Atos International / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0) ()

"Ikar" miał pokazać, jak łatwo jest oszukać systemy antydopingowe. Jak to się stało, że skromny projekt dokumentalny przeobraził się w opowieść o "rosyjskim Edwardzie Snowdenie"?

- Kiedy zaczynałem pracę nad "Ikarem", chciałem obnażyć hipokryzję świata sportu i udowodnić, jak łatwo jest oszukiwać w sporcie i jak nagminnym problemem jest doping. Na potrzeby dokumentu zacząłem stosować doping i chciałem przekonać się, czy uda mi się przechytrzyć system antydopingowy. Poznałem Grigorija Rodczenkowa, dyrektora rosyjskiego laboratorium antydopingowego, który miał mi pomóc opracować optymalny plan treningowy, pozwalający obejść system - podpowiadał, jak wstrzykiwać hormony, kiedy pobierać próbki moczu, by nie znalazły się w nich ślady zakazanych substancji. Kilka miesięcy później w mediach gruchnęła informacja o niemieckim filmie dokumentalnym "Top-Secret Doping: How Russia Makes its Winners" Hajo Seppelta, w którym ujawniono, że w Rosji powstał finansowany przez państwo system dopingowy. W filmie został przedstawiony także Grigorij, jako dyrektor rosyjskiego laboratorium antydopingowego bezpośrednio zamieszany w aferę. Osobiście pomagał w podmianie pojemników, przygotowywał też specjalne mieszanki substancji mające podnosić wydolność rosyjskich zawodników.

Nagle okazało się, że nie opowiadam już prostej historii o oszukiwaniu podczas rowerowych wyścigów. Robię poważny film, pokazujący, jak Rosja od lat oszukuje w najważniejszych sportowych rozgrywkach. Pod wieloma względami musiałem zacząć pracę od zera. W najśmielszych snach nie spodziewałem się, że ta w gruncie rzeczy przypadkowa znajomość z Rodczenkowem doprowadzi mnie na sam szczyt największego przekrętu dopingowego w historii sportu. Skala korupcji, jaką odkryłem, przerażała mnie. Okazało się, że będziemy musieli przepisać współczesną historię sportu od nowa. Wszystkie sportowe osiągnięcia Rosji z ostatnich 40 lat stają pod znakiem zapytania. Rzucałem moim filmem wyzwanie rządowi jednego z najpotężniejszych krajów na świecie.

Z lewej Grigorij Rodczenkow, dyrektor rosyjskiego laboratorium antydopingowego, z prawej Bryan Fogel, reżyser dokumentu 'Ikar' (fot. materiały prasowe) ()

To twój pierwszy pełnometrażowy dokument. Byłeś gotowy na ryzyko, z jakim wiązało się ujawnienie skandalu o takiej skali?

- To był niebywale trudny czas w moim życiu. Stres był niewyobrażalny. W listopadzie 2015 roku sytuacja była już na tyle poważna, że Grigorij zaczął się bać o swoje życie. Zostawił w Moskwie swój dobytek, bliskich, postawił wszystko na jedną kartę i wsiadł w samolot do Los Angeles. Pomogłem mu znaleźć prawników i wspólnie szukaliśmy sposobu, by uchronić go zarówno przed rosyjskimi władzami, jak i przedstawicielami amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. W tym samym czasie pracowaliśmy nad filmem, docierając do kolejnych faktów na temat rosyjskiej afery dopingowej. Podjęliśmy wspólnie wiele bardzo skomplikowanych decyzji. To była ogromna odpowiedzialność, na którą nie byłem przygotowany.

Czułeś kiedykolwiek, że twoje bezpieczeństwo jest zagrożone?

- Oczywiście, że tak. Rosjanie chcieli zdyskredytować zeznania Rodczenkowa, włamali mu się do skrzynki pocztowej, prześladowali jego rodzinę. Dwóch jego bliskich współpracowników, przewodniczący Rady Wykonawczej Rosyjskiej Agencji Antydopingowej Wiaczesław Siniew oraz były dyrektor wykonawczy Nikita Kamajew, zmarło w odstępie kilku tygodni w podejrzanych okolicznościach. Mieli po pięćdziesiąt kilka lat, cieszyli się dobrym zdrowiem i nagle obydwaj  mieli dostać zawału serca. Po tym, jak zdecydowaliśmy się wspólnie z Grigorijem ujawnić aferę w "New York Timesie" w maju ubiegłego roku, rosyjskie media wzięły pod lupę nie tylko jego, ale i mnie. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułem tak mocno, że to nie przelewki, stawka była naprawdę wysoka.

Kadr z filmu 'Ikar' (fot. materiały prasowe) ()

Gdzie należy szukać początków ujawnionej przez was afery? Kiedy sportowcy zaczęli korzystać z dopingu na potęgę?

- W globalnej skali mówimy tu o niemalże całej drugiej połowie XX wieku. Rosja korzysta z dopingu, odkąd wynaleziono sterydy anaboliczne. Według Grigorija początki tego procederu sięgają lat 60. I trwa on w najlepsze aż do czasów współczesnych.

Musimy zrozumieć, że w Rosji nigdy tak naprawdę nie istniał prawdziwy program antydopingowy. Sportowcy szprycowali się nielegalnymi substancjami, podczas gdy rząd i Rosyjska Agencja Antydopingowa pilnowali, by prawda na ten temat nigdy nie ujrzała światła dziennego. To gigantyczny skandal, który kładzie się cieniem na całej współczesnej historii sportu. Włamanie się do laboratorium i podmienianie próbek moczu za aprobatą władzy to już nie zwyczajne oszustwo sportowe. To poważne przestępstwo.

Kolosalny sukces, jaki dzięki dopingowi odnieśli rosyjscy sportowcy w Soczi, stał się narzędziem propagandy. Olimpijskie medale przełożyły się na słupki poparcia dla Putina, co prezydent sprytnie wykorzystał, przygotowując się już wtedy do wojny z Ukrainą.

W twoim filmie padają słowa "wszyscy oszukują". To nie tylko kwestia Rosji, cały system antydopingowy nie działa.

- To prawda. Nie jestem od tego, by wskazywać palcem winnych i rozstrzygać, którzy sportowcy korzystają z dopingu, ale jedno jest pewne - obecny system jest niesprawny. Wystarczy przypomnieć sprawę Lance'a Armstronga, który przecież przeszedł bezbłędnie setki testów, zanim udowodniono mu stosowanie dopingu. To, co wydarzyło się podczas Igrzysk Olimpijskich w Soczi, to kolejna odsłona problemu, który z  pewnością nie dotyczy tylko Rosji. I nie ma znaczenia, czy w innych przypadkach są to systemy sponsorowane przez rządy czy prywatna inicjatywa sportowców.

Kadr z filmu 'Ikar' (fot. materiały prasowe) ()

W "Ikarze" pojawiają się odwołania do "Roku 1984" George'a Orwella. Grigorij, opisując swoją sytuację w Rosji, mówi o orwellowskim "dwójmyśleniu" i przytacza cytat z powieści: "ignorancja to siła". Wierzysz w to, że kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą?

- Obserwując bieżące wydarzenia polityczne na świecie, można odnieść takie wrażenie. Żyjemy w erze postprawdy, dobry PR jest ważniejszy od faktów. Odwołując się do powieści, chcieliśmy uwypuklić  podobieństwa Grigorija do Winstona Smitha, głównego bohatera "Roku 1984". Orwellowska koncepcja "dwójmyślenia", rozumiana jako umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz, idealnie pasuje do tego świata i dlatego tak chętnie przytaczamy ją w filmie. Idealnie podsumowuje to reakcja rosyjskiej władzy na fakty ujawnione przed Rodczenkowa. Mimo miażdżących dowodów Putin wciąż zaprzecza, by jakikolwiek skandal miał miejsce - to też pokazuje, że Rosja to jeden wielki orwellowski "Rok 1984".

Grigorij wiele ryzykował, decydując się na ujawnienie prawdy na temat dopingu w Rosji. Jak myślisz, dlaczego to zrobił?

- Kiedy zaczynaliśmy zdjęcia, nie mogłem uwierzyć, że ten facet decyduje się pomóc mi oszukiwać w sporcie na potrzeby filmu dokumentalnego. Obawiałem się, że Grigorij może mieć przez "Ikara" problemy w pracy. Nie miałem jeszcze wtedy pojęcia, że mój bohater stanie się rosyjskim Edwardem Snowdenem, który kontaktując się ze mną, szukał sposobu na zrzucenie tego wielkiego ciężaru, na dotarcie do prawdy. Wydaje mi się, że to, co wydarzyło się podczas Igrzysk Olimpijskich w Soczi, to było za dużo nawet jak dla niego. Zaufał mi i z czasem nasza relacja przerodziła się w szczerą przyjaźń. Choć tak naprawdę jednak nie wiem, dlaczego to zrobił.

Grigorij Rodczenkow, dyrektor rosyjskiego laboratorium antydopingowego (fot. materiały prasowe) ()

Nigdy go nie zapytałeś?

- Powiedział, że mnie polubił (śmiech). To absolutnie szalone i lekkomyślne, nie powinien tego robić, nie znając mnie prawie wcale.

Czujesz, że twój film wyznacza pewną cezurę w historii sportu, że ujawniony przez ciebie skandal może faktycznie zmienić coś w strukturach władzy? Czy Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) ma teraz lepsze narzędzia, by zbudować szczelny system antydopingowy?

- Niestety nie. Musimy pamiętać, że Igrzyska Olimpijskie to przede wszystkim dobrze prosperujący biznes. Światowa Agencja Antydopingowa jest współfinansowana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski, który, mimo że w teorii powinien dbać o to, by igrzyska odbywały się zgodnie z zasadami fair play, tak naprawdę kieruje się wyłącznie zyskiem. Komitetowi jest nie na rękę, by cokolwiek zmieniać w obecnej sytuacji. Rodzi się tu potężny konflikt interesów.

Afera dopingowa w Rosji to największy skandal w historii igrzysk olimpijskich. Ludzie interesują się sportem o wiele bardziej niż polityką, ta historia ma ogromną siłę rażenia. Czy jednak za sprawą tych informacji może dojść do realnej zmiany w systemie antydopingowym? Nie wiem.

Chcesz mi powiedzieć, że nikomu nie zależy, by sport opierał się na zasadach fair play?

- To jest po prostu w obecnych czasach nierealne. Sytuacja z dopingiem w sporcie przypomina wojnę narkotykową albo walkę z korupcją w polityce. Wygrana jest celem niemożliwym do zrealizowania.

Kadr z filmu 'Ikar' (fot. materiały prasowe) ()

Co to w ogóle znaczy, że sportowiec jest "czysty"? Jak zdefiniować to pojęcie w dzisiejszych czasach, kiedy nauka i technologia kompletnie zdominowały nasze życie? Nie ma jasnych kryteriów "dopingu", z tym pojęciem wiąże się ogromna szara strefa. Dopóki ludzkość jako gatunek ewoluuje, a nauka proponuje coraz to nowe sposoby polepszania i przedłużania naszego życia, dopóty problem dopingu będzie nierozwiązywalny.

Żeby sport był na nowo "sprawiedliwy", musielibyśmy cofnąć się do czasów, zanim ludzkość wynalazła medycynę i technologię. Wszystkie substancje uznawane za nielegalne w sporcie są przecież przepisywane przez lekarzy jako leki, które mają nam pomóc żyć lepiej i dłużej. Dzięki nim nie umieramy już w wieku 30 lat, tylko cieszymy się dobrym zdrowiem nieraz i do dziewięćdziesiątki. Szprycujemy się antybiotykami, sterydami od dziecka, żeby przeżyć i zwalczyć choroby. Cały ten rozwój, wszystkie te odkrycia - to też doping. Trudno tu wytyczyć jasną granicę.

Jak wobec tego mamy teraz oglądać z przyjemnością Igrzyska Olimpijskie,wiedząc, że cała rozgrywka jest nieuczciwa?

- Sam nie wiem. Kocham sport i praca nad tym dokumentem nie zmieniła mojej miłości do niego. Uważam, że sportowiec nie przestaje być niesamowitym człowiekiem tylko dlatego, że wziął sterydy, które pomagają mu szybciej wrócić do zdrowia, by mógł lepiej wykonywać swoją pracę. Alternatywą jest umieszczenie każdego zawodnika pod szklaną kopułą, gdzie będzie bacznie obserwowany, i karmienie go wyłącznie chlebem i wodą. To abstrakcja.

Film "Ikar" można oglądać na platformie Netflix. Wywiad powstał w sierpniu 2017 roku.

 

Bryan Fogel. Reżyser, scenarzysta, producent. Współautor scenariusza sztuki "Jewtopia", najdłużej wystawianego i najpopularniejszego spektaklu w historii off-broadwayowskiego teatru; reżyser i scenarzysta filmowej adaptacji tego spektaklu. "Ikar" to jego pierwszy pełnometrażowy dokument.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.