Jurek, o co tym razem chodzi z Woodstockiem?
- Woodstock został w tym roku uznany za imprezę o podwyższonym ryzyku. Nie zgadzamy się z tym. Bo o ile w zeszłym roku było to uzasadnione wydarzeniami na świecie, to teraz takich przesłanek nie widzę.
Nie słyszałem o żadnym alercie związanym np. z ryzykiem zamachów w Polsce, choć na bieżąco wsłuchuję się w komunikaty wszystkich służb. Uważam więc, że to zwykła złośliwość tylko wobec naszej imprezy. W Szczecinie w tym samym czasie odbywa się zlot żaglowców, są koncerty rockowe, przepiękna, fantastyczna impreza, i ona się z takimi problemami nie boryka.
Jakie to problemy?
- Organizowanie imprezy o podwyższonym ryzyku wiąże się dla nas z dodatkowymi kosztami dosłownie wszystkiego. Musi być więcej ludzi do ochrony, trzeba ich wyżywić, położyć ich spać, zorganizować dodatkowy transport, który przywiezie dodatkowe barierki. Trzeba zorganizować dodatkowy monitoring terenu i tak dalej.
Festiwal jest organizowany z pieniędzy od sponsorów. Musimy pozyskać fundusze, dokładnie też informujemy, w jaki sposób są rozdysponowane. Kroimy festiwal na naszą miarę, mówimy woodstockowiczom: "na to nas stać". Kiedy na dwa tygodnie przed imprezą, zresztą tak samo jak w zeszłym roku, dowiadujemy się, że musimy zatrudnić kolejnych prawie 200 ochroniarzy, to jest to duży kłopot.
Podejrzewam, że niejedyny.
- Od dwóch lat borykamy się też z brakiem kontaktu z wojewodą lubuskim Władysławem Dajczakiem, z którym chętnie byśmy ustalili sprawy organizacyjne. Za to z panią marszałek województwa lubuskiego, Elżbietą Polak, ten kontakt jest doskonały, interesuje się festiwalem, dba, by było bezpiecznie. Czujemy też ogromne napięcie gospodarza Kostrzyna nad Odrą, czyli burmistrza Andrzeja Kunta. Nie tylko miasteczko, ale i jego gabinet są w centrum uwagi. Dostaje mnóstwo telefonów, co tu dużo mówić - to są naciski. Dlatego zaryzykuję, ale wydaje mi się, że wcale nie chodzi o bezpieczeństwo festiwalu, ale - w 65 procentach - o to, żeby się w ogóle nie odbył.
Co tak niektórych uwiera w Woodstocku?
- Nie wiem. To miejsce, do którego przyjeżdżają młodzi ludzie, żeby się pobawić, pobyć ze sobą. Nieprawdziwe są opinie, że to zbiorowisko narkomanów. Czytałem nawet wpisy, że to ja tam tymi narkotykami handluję. I w świat idzie degradowanie roli Woodstocku, który jest nagradzany za granicą jako najlepszy festiwal [dwa lata temu w Los Angeles dostał statuetkę od branży muzycznej za najbardziej kreatywny festiwal na świecie - przyp. red.]. Do tego dochodzą kuriozalne decyzje, które nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem imprezy. Strona polska, reprezentowana przez MSWiA, zrezygnowała z pomocy profesjonalnej straży pożarnej z Niemiec. Czym to wytłumaczyć? Na pewno nie myśleniem o bezpieczeństwie.
Jaka była rola niemieckich służb?
- Dodatkowe niemieckie służby wykonywały świetną robotę. Strażacy, policjanci i ratownicy pomagali naszym służbom w zapewnieniu bezpieczeństwa na festiwalu. Po rezygnacji z pomocy strażaków Brandenburgii - na szczęście zostawiono policję i medyków - wystosował specjalny list do polskiego MSWiA. Zwraca się z uprzejmą prośbą, by ta decyzja została cofnięta. W imię wspólnoty, w imię działań transgranicznych działań polsko-niemieckich, które dobrze byłoby podtrzymać. Coś niebywałego! Tak dużo i tak patetycznie mówi się o tych wzajemnych kontaktach i nagle jedna decyzja urzędnika, czyli komendanta głównego państwowej straży pożarnej, podległego MSWiA, przekreśla coś, co było tworzone od początku Kostrzyna.
Od początku niemieckie służby z nami pracowały i ta współpraca była rewelacyjna. To też pokaz dobrych relacji dla młodych ludzi, zresztą pracują też z nami lekarze i paramedycy z Niemiec oraz niemiecka policja, która jest wręcz nieoceniona. Bo obywatel niemiecki na polski mundur reaguje różnie, a przed niemieckim - od razu na baczność. Już nie tylko Land Brandenburgii, ale przedstawiciel rządu RFN zwrócił się do polskiego rządu, aby cofnięto tę kuriozalną decyzję.
Czy możesz coś jeszcze zrobić, żeby niemieckie służby jednak pomagały przy festiwalu?
- Staramy się odkręcić. Chcielibyśmy, żeby przyjechały na nasze zaproszenie, ale nie jest to możliwe. Tylko polska strona, czyli komendant główny straży, może to zrobić. Koresponduję z nim, coś mi odpowiada, powołując się na jakieś przepisy. 12 lat temu się na nie nie powoływano, rok temu też nie, a teraz nagle tak. Taki argument.
Opowiedz, co ciekawego na Woodstocku w tym roku.
- Cztery dni i 826 różnych ciekawych i mądrych wydarzeń - koncertów, spotkań, np. z organizacjami pozarządowymi takimi jak Greenpeace czy Amnesty International. Będą grupy wyznaniowe, m.in. Przystanek Jezus czy Pokojowa Wioska Kriszny. Będą również bardzo ważne hasła: "Stop narkotykom", "Stop przemocy", "Oddaj krew". Dlaczego się o tym nie mówi, tylko szuka dziury w całym? Po raz kolejny w tym polskim piekle pokazujemy, jak coś fantastycznego można zniweczyć. A to świetny, rodzinny festiwal. Można na nim naładować akumulatory i pokazać innym, że WOŚP potrafi coś takiego zrobić.
A jaki był odzew po twoim ostatnim apelu, że już nie dajesz rady?
- Mamy negatywną karmę z MSWiA, ale przekuwamy te problemy na sukces. Bo to zamieszanie poruszyło i zachęciło do aktywności wielu ludzi. Pytają, co takiego złego jest w tym festiwalu, skoro oni przyjeżdżają na niego z dziećmi i się nie boją.
Setki ludzi do mnie mailują. Pytają przez stronę internetową festiwalu , jak mogą sfinansować dodatkowych ochroniarzy. W jeden dzień wpłynęło dodatkowe półtora tysiąca złotych. A dzisiaj na naszym koncie jest już blisko 20 tysięcy! Wszystkie te pieniądze pomogą nam sfinansować dodatkową ochronę, której wycena na dziś to ponad 300 tysięcy złotych.
Piszą także przedstawiciele różnych grup wyznaniowych, do których zwróciłem się w moim apelu, czy nie wzięliby festiwalu pod swoje skrzydła. Właściwie odezwały się do nas wszystkie ważne grupy wyznaniowe, jakie w Polsce funkcjonują. Napisał na przykład mnich buddyjski, który prowadzi zalegalizowaną grupę wyznaniową w Szczecinie. To znaczy, że od maluczkich po dużych ludzie chcą w naszym festiwalu uczestniczyć.
Jesteś zaskoczony?
- Była to dla mnie duża niespodzianka. Może za rok zrobimy jeszcze większy festiwal Coexist. Bono miał na przykład opaskę, na której widniał znak łączący różne symbole religijne. Może to jakiś pomysł w tym dzisiejszym rozchwianym świecie? Może stworzymy taki festiwal dzięki retoryce szefa MSWiA? I znowu nam będzie świat zazdrościł, gdy pokażemy, że ludzie spod różnych filozofii i grup wyznaniowych mogą być razem? Może będziemy dla innych impulsem?
Czuję, że się nie poddasz.
- Mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jesteśmy zdroworozsądkowi, nie jesteśmy grupą oszołomów, którzy za wszelką cenę chcą pokazać, że ich na wierzchu. Dlatego już 3 sierpnia o godzinie 15.10 Roman Polański tradycyjnie odgwiżdże początek festiwalu, a potem ruszy trzydniowa kawalkada muzyki, spotkań i wzajemnie pozytywnych relacji dla wszystkich, którzy do nas przyjadą.
Jurek Owsiak. Dziennikarz radiowy i telewizyjny, showman, działacz społeczny. W marcu 1993 roku założył Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której coroczny finał jest jedną z największych akcji charytatywnych w Europie. Z kolei wymyślony przez niego Przystanek Woodstock jest największym w Europie festiwalem pod gołym niebem. Honorowy obywatel miasta stołecznego Warszawy. Jego żona jest w zarządzie Fundacji WOŚP, mają dwie córki.
Angelika Swoboda . Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.