Igor Stachowiak został zatrzymany prawdopodobnie przez pomyłkę - jak podaje tvn24.pl w materiale Wojciecha Bojanowskiego . Był podobny do poszukiwanego za posiadanie narkotyków Mariusza Frontczaka.
Przez rok sprawy Igora nie było. M. in. dlatego, że policjanci zatrzymali telefony komórkowe ludzi, którzy filmowali brutalne aresztowanie na wrocławskim rynku. Teraz przypomniał ją "Superwizjer TVN" - dotarł do świadków, którzy widzieli Igora w komisariacie. Pokazał też nagranie. Taser, którym atakowany był na komisariacie Igor Stachowiak, miał bowiem kamerę. To, co zarejestrowała, jest przerażające .
- Jeżeli paralizator zostanie zastosowany wobec danej osoby powyżej 5 sekund, drastycznie wzrasta ryzyko utraty zdrowia i życia tej osoby - mówi dla TVN24 Aleksandra Zielińska z polskiego oddziału Amnesty International. Policjant traktuje Igora paralizatorem trzy razy po pięć sekund. Po czterech i pół godzinach w komisariacie chłopak umarł.
Michał Gostkiewicz: Igor został pozbawiony wszelkich praw. Po prostu został skatowany.
Paweł Moczydłowski: Trudno czymkolwiek usprawiedliwiać ten poziom rozswołoczenia, poczucia bezkarności. Człowiek prosi, krzyczy, mówi, że to nie on, że jest niewinny, a oni sobie zakładają, że na pewno kłamie. Nie sprawdzają. Nie mają wątpliwości i przechodzą do najwyraźniej wypróbowanych, stosowanych być może już w przeszłości metod traktowania zatrzymanych. Tu jest clou sprawy. Najprawdopodobniej takie rzeczy już się tam działy wcześniej. Tylko zatrzymani, którzy byli winni, nie skarżyli się. Smród tej sprawy nie mija, bo skatowano niewinnego. Gdyby nie to, że doszło do pomyłki, gdyby nie to, że ten człowiek był niewinny, policjanci mogliby liczyć na bezkarność. Bo ktoś, kto jest winny, raczej nie czuje, że ma prawo protestować, walczyć, że ma do tego legitymację. A Igor ją miał.
Gdyby się okazał winny, czy w jakikolwiek sposób zmieniałoby to kwalifikację czynu policjantów?
Nie. Nigdy. Dlatego tak mnie denerwują komentarze w sieci. Że "gdyby jeszcze był winny, gdyby to był łobuz, to pal go licho, no, ale niewinnego tak potraktować". Coś w nas jest niedobrego. Po prostu: winny czy niewinny - nie wolno i już. Bo jeśli coś takiego zdarzy się raz, to potem będzie się zdarzać setki razy.
Przez rok ta sprawa "kisiła się" w policji. Nie wiemy, czy minister Błaszczak o niej wiedział. Jedno jest pewnie: gdyby nie śledztwo Wojciecha Bojanowskiego z tvn24.pl., my być może nigdy nie dowiedzielibyśmy się, jak było naprawdę.
- W tej sprawie jest wiele elementów wskazujących na jakieś omnipotentne poczucie bezkarności policjantów. "A gó*no nam zrobicie". Oni się nie boją nawet monitoringu w komendzie. Monitoring może zginąć, można powiedzieć, że go nie było i już.
Dobrze, że przetrwało nagranie z paralizatora. Chyba o nim nie wiedzieli, bo by je przecież skasowali.
- A na dodatek widać na nim, jak bezczelnie postąpili. Zabrali go w miejsce, gdzie monitoring nie dociera - do toalety. No to na cholerę ten monitoring, skoro są miejsca, które nie są monitorowane? To jest jak z bombkami na choince - wieszamy je z tej strony, z której ludzie patrzą. A z drugiej już nie. Tu wyłazi wyraźnie bezkarność.
Właśnie, gdzie władze były przez cały rok?
To nie tylko o ten rok chodzi. Niech pan przypomni sobie sprawę Ewy Tylman i tego, jak traktowano podejrzanego, Adama Z. No przepraszam: jak to ku*wa jest, że w XXI wieku na posterunku policji nie ma ani żadnych środków audiowizualnych, ani nagrywania obrazu i dźwięku? I w takich warunkach policja robi przesłuchanie, po którym mówi, że człowiek się przyznał, a on zapiera się, że wcale się nie przyznał, że gó*no prawda?! I kiedy ta wersja policjantom nawala, to wynajdują sobie kapusia w więzieniu, który im powie co chcą, żeby pasowało? To już jest, proszę pana, groźne! To jest bezczelność taka, że głowa boli. Bezczelność nie tylko tych, którzy uczestniczyli w takich działaniach, ale i tych, którzy o nich wiedzieli. "A co mi tam, że nagrali? Jak udowodnią, że to ja trzymałem ten paralizator?". To jest klimat głębokiego poczucia bezkarności, przekonania, że "nawet, jak pokażą, że biłem, to ta pałka gdzieś zginie".
Skąd wziął się ten klimat, kojarzący się z przypadkami pobić w więzieniach, gdy jest jedna ofiara i siła złego na jednego? I do tego ta "sztama", jak w gangu.
- Jeżeli to nie był jednostkowy przypadek, to znaczy - i to jest poważniejsze oskarżenie i poważniejszy problem - że mogła się rozwinąć w policji pewna podkultura. Taka, jak wśród młodzieży czy - jeszcze trafniej - w więzieniu, gdzie oczywistą sprawą jest, że wszyscy do niej należą, i nikt nie doniesie, nikt nie powie, nikt niczego nie ujawni. Kiedy sprawa wyszła na jaw, to nagle z potępieniem meldują się wszyscy, od najwyższych czynników po najniższe. A przecież oni dobrze wiedzą, że to nie mogło się urodzić znikąd. Brak tu kondycji moralnej, która powinna być w menu profesjonalnego policjanta. I ten brak też nie wziął się znikąd.
Jakie są systemowe przyczyny tego braku kondycji moralnej? I co z tym robić?
- To będzie moja spekulacja, ale mam poczucie, że reforma policji obejmowała mundury, broń, technikę, za to w najpłytszym stopniu zmianę mentalności. Zabrakło wpajania poczucia, że policjant nie jest tylko reprezentantem władzy, organów ścigania, ale przede wszystkim obywatelem demokratycznego państwa prawa. Służby w Niemczech nazywa się "organami ochrony konstytucji". Służą dobru obywateli i ochronie ich najważniejszych praw. A u nas wydaje się, że te służby jakby służyły przede wszystkim władzy. Jakiemuś "komuś". Ten aspekt reformy się nie udał. To nie jest tak, że do śmierci Igora doszło tylko dlatego, że obecnie rządzi taka a nie inna władza.
Kolejne władze pomijały problem
...
- Aż rozkwitł. Obecna władza oczywiście lubi twardą rękę, takie pokazywanie, że jak trzeba, to nie znajdzie litości. A przykład idzie z góry. Nie mam dowodów na to, że "góra" mówi "dołom" na ucho, żeby były twardsze. Ale jeżeli przekaz medialny tej "góry" to twarde prawo, które trzeba twardą ręką wprowadzać, to "dół" to słyszy.
Co powinien zrobić systemowo minister Błaszczak?
- Musi się głęboko zastanowić nad szerszymi przyczynami zjawiska. Dlaczego wróciła w mentalności policji tradycja ZOMO, tradycja agresywnej milicji? Sprawa Grzegorza Przemyka się przypomina. Dlaczego wrócił taki klimat, że więcej wolno? Nie, nie wolno.
Wolno za to obywatelom nagrywać policjantów. Tym z Wrocławia bardzo się to nie podobało, zatrzymali nagrywających.
- Skoro trzeba przypominać, że obywatel w miejscu publicznym ma prawo nagrywać na komórkę funkcjonariusza publicznego, to ja przepraszam, na ch*j było te 27 lat ćwiczenia demokracji? Nie wiedzą, że ludzie mogą ich nagrywać, i jeszcze łapią tych, którzy to robią? Policjanci nie wiedzą, że ich ogranicza prawo? Jak to nie wiedzą?
Coś tu nie wyszło. Samochody im dali, pałki dali, paralizatory dali, pistolety dali, mundury dali, zamienili milicję na policję, ale coś zapomnieli chyba zmienić w głowie. I tu dobra zmiana nie zaszła.
Paweł Moczydłowski. Socjolog, kryminolog, publicysta i urzędnik państwowy, pułkownik Służby Więziennej. W latach 1990-1994 kierował Centralnym Zarządem Zakładów Karnych w Ministerstwie Sprawiedliwości. W Instytucie Socjologii UW obronił pracę doktorską pt. "Drugie życie" w instytucjach totalnych: o sposobach wglądu w sekrety stosunków międzyludzkich.. W latach 1977-2001 pracował w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji, potem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W latach 80. był uczestnikiem prac Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności. Zasiadał w Zespole Doradczym ds. Reformy Systemu Bezpieczeństwa Państwa w MSW (1990) i w Komisji ds. Reformy Prawa Karnego w Ministerstwie Sprawiedliwości (1991). Był także doradcą w Kancelarii Prezydenta RP w okresie prezydentury Lecha Wałęsy (1995). Od 1995 działa w sektorze pozarządowym. W latach 1995-1999 stał na czele Stowarzyszenia Penitencjarnego "Patronat". Od 2000 prowadzi własną działalność konsultingową. Współpracował z Open Society Institute jako ekspert ds. więziennictwa w postkomunistycznych krajach azjatyckich: Azerbejdżanie, Mongolii, Tadżykistanie, Kirgistanie i Gruzji. Prowadził również badania w wielu krajach Europy, Azji i obu Ameryk.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze .