Dla kogo pisałaś?
- Ta książka powstała przede wszystkim dla polskich kobiet. Chciałam się z nimi podzielić moim doświadczeniem. Wiem, że rzeczy, o których opowiedziałam, nie są przeszłością. Dla milionów kobiet to jest teraźniejszość. Piszą do mnie, że poznają siebie w tej opowieści. To jest dla mnie bardzo ważne.
Kiedy razem z mężem i dziećmi wyprowadziliście się z Polski?
- Bardzo szybko po katastrofie czarnobylskiej. To był taki katalizator, bo od dawna myślałam o tym, że w Polsce nic się nie zmienia, mimo że powstała Solidarność. Wtedy też nic nie zapowiadało runięcia muru berlińskiego, co stało się wkrótce po naszym wyjeździe. W tym czasie wielu moich przyjaciół zdecydowało się na emigrację. Taka była atmosfera. Nasze bliźniaki miały już cztery lata i byłam przerażona na myśl, że wkrótce będą musiały pójść do komunistycznej szkoły. Pojechaliśmy do Grecji, pracowaliśmy tam przez rok, po czym zdecydowaliśmy się na emigrację do Australii, gdzie mieszkamy do dzisiaj.
Kiedy wpadłaś na pomysł, żeby opowiedzieć o swoim dzieciństwie, dorastaniu, a przede wszystkim o swojej rodzinie?
- Cztery lata temu, kiedy przeczytałam powieść graficzną, memuar Alison Bechdel, "Czy jesteś moją matką?". Uderzyły mnie podobieństwa między jej opowieścią a moim dzieciństwem, mimo że działy się na innych kontynentach i w innych środowiskach. Ich wspólnym mianownikiem był dominujący ojciec i brak komunikacji w rodzinie.
Czy Twoja rodzina: siostry, mama i ojciec przeczytali już "Totalnie nie nostalgię"?
- Siostry już przeczytały. Reakcja każdej z nich jest inna. Dla nas wszystkich była to emocjonalna wyprawa w przeszłość. Mimo że wiele razy przedtem dyskutowałyśmy na temat naszego dzieciństwa i naszych ról w rodzinie, i wydawałoby się, że spoglądamy na nie - jako kobiety dojrzałe - z dystansu, z pozycji życiowej siły, to jednak komiksowa reprezentacja bolesnych i intensywnych momentów bardzo je poruszyła. Najtrudniej było im oglądać kadry przedstawiające przemoc ojca i wracać myślami do jego wpływu na ich wybory życiowe.
Mama jeszcze książki nie czytała i myślę, że będzie opóźniała lekturę, ale zapewniłam ją, że ją doskonale rozumiem i jeśli ma to być dla niej nieprzyjemnym doświadczeniem, nie spodziewam się, że to zrobi.
Dlaczego to może być dla niej przykre doświadczenie?
- Właśnie dlatego, że mama zna scenariusz "Totalnie nie nostalgii" i wie, że jest to graficzna, realistyczna opowieść m.in. o jej bardzo trudnym małżeństwie z moim ojcem - najbardziej bolesnym doświadczeniu jej życia. Nie ma ochoty "przeżywać tego jeszcze raz". Nie poruszyłam wszystkich tematów dotyczących historii mamy i jej małżeństwa, ale one nieuchronnie nasunęłyby się jej podczas czytania.
Czy masz kontakt z ojcem?
- Nie utrzymuję z nim kontaktu.
Czy sądzisz, że przeczyta komiks?
- Na pewno tego nie zrobi.
W "Totalnie nie nostalgii" piszesz o ojcu furiacie, który traktował rodzinę jak własny dwór, o przyszywanym dziadku i księdzu, którzy molestowali twoją siostrę, czy o nauczycielach, którzy byli oprawcami. Byli źli z natury, czy to system był chory?
- System był chory, instytucje były chore i dlatego choroba dotknęła wielu ludzi. W przypadku mojego dzieciństwa i dzieciństwa moich rodziców trzema głównymi źródłami klaustrofobicznego wychowania były patriarchalny Kościół, patriarchalne państwo i patriarchalne, zaściankowe społeczeństwo. Moje siostry i ja "wychowywane" zostałyśmy poprzez nakazy, zakazy, przykazania kościelne i w klimacie skorumpowanej politycznej ideologii. Ojciec, księża, szkoła i partia prali nam mózgi. Nie miałyśmy prawa kwestionować żadnego z tych autorytetów, a jeśli zaryzykowałyśmy sprzeciw, spotykała nas kara: byłyśmy bite pasem przez ojca, straszone piekłem przez Kościół, karane dwójami w szkole. Nie byłyśmy nigdy zachęcane do niezależnego myślenia, do podejmowania własnych wyborów, ryzyka. Na nasze pytania "dlaczego?" rodzice, nauczyciele i księża odpowiadali niezmiennie: "bo tak", "my wiemy lepiej".
Jako dziewczynki byłyśmy traktowane inaczej niż chłopcy, doświadczałyśmy seksizmu, przez rodzinę, Kościół, szkołę byłyśmy wtłaczane w stereotypowe role. W domu nakazywano nam "zachowywać się jak dziewczynki", to znaczy być skromnymi, posłusznymi, pomocnymi; nie wtrącać się do rozmów dorosłych, a najlepiej w ogóle nie zabierać głosu; nie interesować się chłopakami, nie myśleć ani rozmawiać o seksie; nie ubierać się "wyzywająco"; stawiać zawsze dobro innych przed naszym własnym. Moi rodzice hołdowali zasadzie "prania własnych brudów we własnym domu". Kościół uzurpował sobie rolę strażnika moralności społecznej, a jednocześnie jedna z moich sióstr była molestowana jako dziecko przez księdza. Szkoła zaś zakłamywała i gloryfikowała historię Polski i PRL-u.
To wszystko realnie wpłynęło na wasze życiowe wybory. A raczej ich brak, niemożność ich podjęcia...
- Nasz ojciec zmusił moje siostry do studiowania kierunków zupełnie sprzecznych z ich zainteresowaniami i pasjami. Kiedy spróbowały się sprzeciwić, wyszydził ich "ignorancję" i "brak doświadczenia". Mnie wyekspediował z domu w dziewiątej klasie do podwarszawskiego liceum matematyczno-fizycznego, które "wybrał" dla mnie, wyśmiewając się z mojej pasji do literatury i sztuki.
Starasz się zrozumieć swojego ojca, swoją rodzinę?
- Ustaliłyśmy już dawno wspólnie z siostrami, że nie jesteśmy w stanie ani też nie mamy najmniejszej ochoty na usprawiedliwianie ojca ani rodziny jako całości. Wiemy, że rodzina dysfunkcyjna jest zawsze rezultatem dysfunkcji w poprzednich pokoleniach, ale w ten sposób łatwo byłoby zwolnić sprawców przemocy z odpowiedzialności za własne zachowania, za potrzebę kontroli i dominacji. Zrozumienie motywów i mechanizmów ich zachowań jest pierwszym etapem do usunięcia z własnej psychiki wyrządzonych nam szkód. Ta książka jest rezultatem procesu oczyszczania, jaki przeszłyśmy z moimi siostrami.
Nie potrafisz rysować, dlaczego twój memuar przybrał postać komiksu?
- Jestem niedoszłą reżyserką filmową, po szkole w Katowicach. Film to moje niespełnione marzenie. Jestem wizualna, lubię sztukę łączącą tekst, obraz i dialog. Ale w tym momencie życia nie miałabym czasu ani możliwości, żeby zrobić film. Kiedy przeczytałam Bechdel, a po niej jeszcze wiele innych komiksów, zafascynował mnie gatunek powieści graficznej, jej luźne podobieństwo do medium filmu, a jednocześnie jej kompletna autonomia i specyfika jako gatunku literackiego. Stworzenie komiksu wydało mi się zupełnie w moim zasięgu, pod warunkiem - drobnostka! - że znajdę rysowniczkę albo rysownika! Ponieważ byłam przekonana, że moja opowieść jest świetnym materiałem na czarną powieść graficzną, i że dam sobie radę ze scenariuszem, zabrałam się za poszukiwanie współpracownika.
Musiałaś znaleźć rysownika i powierzyć mu swoje życie.
- Zaczęłam eksperymentować. Najpierw zaproponowałam współpracę japońsko-australijskiej rysowniczce. Wyobrażałam sobie, że może być to ciekawy eksperyment, zderzenie kultur. Jednak po pytaniu: "A gdzie w ogóle znajduje się Polska?" zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Nie wyszło. Potem był australijski malarz, który właśnie wrócił z artystycznego stypendium z Europy. Ta współpraca też się nie udała - PRL-owskie podwórko-studnia wyglądało w jego interpretacji jak neapolitańska ulica z prześcieradłami rozciągniętymi między kamienicami. Zrozumiałam, że ilustrator musi znać polskie realia. Musi być Polakiem. Nawiązałam współpracę z Jackiem Frąsiem, który okazał się doskonałym wyborem! Mimo że Jacek jest ode mnie o 20 lat młodszy, mógł się z łatwością odnieść do mojej opowieści, bo jest to rzeczywistość jego rodziców i dziadków.
Polska zmieniła się od czasów twojego dzieciństwa. Pytanie: jak bardzo?
- Wydaje mi się, że polskie społeczeństwo jest otwarte i coraz bardziej tolerancyjne. Za moich czasów na Uniwersytecie Wrocławskim, mojej Alma Mater, nie było Center for Gender Studies! Nikt nie znał pojęcia gender. To się zmieniło między innymi dzięki internetowi. Polki używając social mediów zorganizowały ogólnopolski Czarny Poniedziałek. I mam nadzieję, że to one pozbędą się ultraprawicowego fanatycznego rządu. Wszak nie są to już te same kobiety, które za czasów PRL-u przyjmowały z uśmiechem goździk i parę rajstop elastycznych na Dzień Kobiet oraz pozwolenie wyjścia z pracy o dwie godziny wcześniej. A potem spędzały te dwie godziny w kolejce po przydział na kartki.
Wanda Hagedorn. Autorka komiksu ''Totalnie nie nostalgia'', który ukazał się w języku polskim i francuskim. Urodziła się w Szczecinie. W 1986 roku wraz z mężem Markiem i bliźniakami Malwiną i Jędrkiem wyemigrowała do Australii. Przez ostatnie dziesięć lat pracowała w organizacjach pozarządowych, koordynując projekty na temat gender i zapobiegania przemocy przeciw kobietom.
Patrycja Wanat. Szefowa działu kultury w radiu TOK FM. Pytanie, które najczęściej zadaje to: "Co o tym myślisz?". Z uporem maniaka sprząta swoje kulturalne biurko, na którym wciąż rosną góry wycinków prasowych, zaproszeń, książek i płyt. Niczym przewodnik w dżungli prowadzi słuchaczy przez gąszcz informacji kulturalnej, radzi jak omijać grząskie bagna złych filmów i podpowiada, gdzie czają się smakowite muzyczne kąski. Przygotowuje m.in. codzienne serwisy kulturalne, prowadzi "Kulturę osobistą" oraz magazyn filmowy "Do zobaczenia". Założycielka radiowego klubu książki "Poczytalni".