Rozmowa
Stanisław Piechula (fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Wyborcza.pl)
Stanisław Piechula (fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Wyborcza.pl)

Ogłosił pan w lutym na Facebooku, że ma pan romans z asystentką . Dlaczego?

- Wie pani, bardziej niż politykiem jestem szczerym i prawdziwym działaczem. Poza tym ludzie oczekują, że będę transparentny, także w swoich prywatnych sprawach. Dlatego, skoro tak się potoczyło moje życie, wyjaśniłem sprawę na Facebooku. I uważałem ją za zamkniętą.

A

le zamknięta nie jest.

- I ja, i Aleksandra musimy poukładać nasze prywatne sprawy. Trzeba jasno powiedzieć, że jest nowe szczęście, ale dzieją się też złe rzeczy, i akurat tym nie ma się co chwalić. Bo to nasze szczęście wiąże się z nieszczęściem naszych rodzin.

Rodziny to jedno, a praca to drugie. Trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie pana odwołania. Pana przeciwnicy twierdzą m.in., że źle pan zarządza miastem.

- Niektórzy oczekiwali, że przyjdzie nowy burmistrz i w rok czy dwa wszystko zmieni. Ale jak się przejmuje miasto z długami, to nie jest to takie proste. Jednak udało mi się te długi zrestrukturyzować i wyemitować obligacje pod ich dalszą spłatę oraz pod inwestycje. Moim zdaniem miasto się rozwija.

Moi przeciwnicy raz mówią, że w mieście się nic nie robi, innym razem na sesji rady pada zarzut, że w mieście jest za dużo inwestycji i przez to miasto może się zadłużyć.

Czyli jest pan zadowolony z siebie jako burmistrza?

- Ruszają inwestycje. Przebudowaliśmy wjazd do Mikołowa, bo most groził zawaleniem, rozbudowaliśmy szkołę podstawową, jesteśmy w trakcie budowy mieszkań komunalnych. Liczę, że w tej kadencji pozyskamy 50 milionów na nowe inwestycje, także z finansów unijnych.

Grupa, która zbiera podpisy pod referendum, zarzuca panu, że awansował pan obecną partnerkę i teraz z nią pracuje.

- O referendum zabiega grupa przegranych radnych. Są z ugrupowań, których kandydaci wypadli z miasta. Zabiegają też ci, którzy się dostali, ale stanowią mniejszą grupę opozycyjną. W grupie inicjatywnej referendum jest też niezadowolony przedsiębiorca, który w pobliżu domków jednorodzinnych wybudował skład węgla i miasto, zgodnie z planem zagospodarowania, wydało nakaz usunięcia tego składu. Zresztą mieszkańcy też przeciwko temu składowi protestowali.

Stanisław Piechula (fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta)

Innym z zarzutów pana przeciwników jest to, że zatrudnia pan znajomych i krewnych.

- Nie mam żadnego zaplecza politycznego. W czasie kampanii wyborczej poszukiwałem przez Facebooka osób, które chciałyby  wystartować razem ze mną, bo musiałem mieć 11 kandydatów na radnych. Gdy szukałem osoby na stanowisko współpracownika z organizacjami pozarządowymi, zgłosiła się aktywistka. Była bezkonkurencyjna. Tak się złożyło, że nazywała się Warzecha. Ktoś znalazł informację, że jakiś mój pradziad z drugiej linii miał tak na nazwisko. I tak poszło w świat, że zatrudniłem kogoś z rodziny.

Wie pani, obecnie w urzędzie pracują krewni i znajomi poprzednich burmistrzów czy radnych. Ale to dobrzy pracownicy, więc nie widzę powodu, by ich zwalniać.

Pana przeciwnicy grzmią, że awansował pan swoją partnerkę i że nadal pracuje ona w urzędzie.

- Moja partnerka pracuje w urzędzie od wielu lat. Była moją asystentką, ale gdy się związaliśmy, na wniosek radnych i za jej zgodą przeniosłem ją z urzędu do innej jednostki - do Centrum Usług Wspólnych. Ma odpowiednie kompetencje na to stanowisko.

Liczy się pan z tym, że referendum może się odbyć?

- Przypuszczam, że organizatorzy uzbierają 3 tysiące podpisów i referendum odbędzie się w sierpniu. Pytanie, co zdecydują mieszkańcy. Gdyby mnie odwołano, to najprawdopodobniej na rok, do kolejnych wyborów samorządowych, premier Beata Szydło wyznaczy zarządcę w mieście. Będzie on miał związane ręce. Nie będzie mógł zacząć zaplanowanych inwestycji ani wykorzystać środków z UE. Jeżeli 7 tysięcy osób z 11 tysięcy, którzy wzięli udział w wyborach burmistrza, nie pójdzie do referendum, będzie ono nieważne.

Żałuje pan, że się przyznał do romansu z asystentką?

- Na pewno był to akcent, który mnie w oczach wielu ludzi osłabił. I dodał im wiatru w żagle. Czy żałuję? Trudno powiedzieć. Ale cieszę się, że postawiłem sprawę jasno i szczerze. Gdybym tak nie zrobił, to pewnie ciągle ktoś by drążył tę sprawę. Mają mnie na talerzu. Drugi raz zrobiłbym tak samo. Na tym stanowisku jestem osobą publiczną.

Stanisław Piechula . Pochodzi z Mikołowa. Skończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Zanim został burmistrzem był radnym. Żonaty, ma dwoje dzieci.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

Zobacz wideo