Rozmowa
Jeden z Murali w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)
Jeden z Murali w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)

Czym dzisiaj przyjechałeś do Warszawy?

- Autobusem. Niestety, nie mam prawa jazdy, ale cały czas myślę o zrobieniu.

Mieszkasz na wsi bez prawa jazdy?

- Jest ciężko. Siostry muszą mnie ciągle gdzieś wozić i już mają tego dosyć.

Daniel Rycharski przed jednym z murali w Kurówku (fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta)

Studiowałeś w Krakowie i wróciłeś na prowincję. Jak to się stało, że wybrałeś rodzinne Kurówko, które ma niespełna 100 mieszkańców, na realizację projektów artystycznych?

- W naturalny sposób. Chodziłem do liceum plastycznego w Płocku. Mój dyplom częściowo dotyczył tekstów pisarza Sławomira Shutego, który otrzymał w 2004 roku Paszport "Polityki" w dziedzinie literatury. Jeździłem do niego do Krakowa. Mówił, że jak wybiorę tam studia, to będziemy razem robili projekty. Ale po trzech latach fascynacji miastem okazało się, że Kraków tak naprawdę nie jest mi bliski. Tam było centrum kultury, awangarda, ale to przeminęło. Z drugiej strony to, co chciałem zaproponować, zostało już zrobione.

Wracałem coraz częściej do Kurówka i Sierpca. Dostrzegałem różnice pomiędzy dużym miastem i kulturą szlachecką, miejskością i lokalnością. Ten kontrast mnie inspirował. Na studiach zrobiłem etiudę o mieszkańcach wsi. Pokazałem w Krakowie. Okazało się, że jest to coś egzotycznego. Pomyślałem: Po co mi 10 metrów kwadratowych nieogrzewanej pracowni w Małopolsce, jeśli mam 10 tysięcy metrów przestrzeni na Mazowszu. Zacząłem traktować Kurówko jako laboratorium, ale jeszcze wtedy nie myślałem, że mogę współpracować z mieszkańcami.

Czy polska wieś wydawała ci się wtedy być kulturalną pustynią?

- To nie jest takie proste. Wieś jest wykluczona z udziału w kulturze miejskiej. Co do tego nie mam wątpliwości. Ma jednak dostęp do własnej, wiejskiej kultury, której ludzie z miasta nie są w stanie rozpoznać.

"Galeria Kapliczka'' w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)

Czym właściwie jest kultura wiejska?

- Jak odbierałem Paszport "Polityki", powiedziałem, że myślenie ludzi z miasta jest częstym błędem, szczególnie inteligencji, która traktuje wieś kolonialnie: "Jeśli wy nie macie takiej kultury jak my, to nie macie żadnej". Kultura wiejska to muzyka disco polo, dożynki, ochotnicza straż pożarna.

One służą mieszkańcom do rozwijania ich aktywności. Na wsi wszystko musi być użyteczne, czemuś służyć. Dzięki straży na przykład wieś się organizuje. I nie chodzi tylko o pożary, bo ich w zasadzie nie ma. Strażacy spotykają się w świetlicy czy remizie i piją, słuchają disco polo, robią dyskoteki, ale są razem. Wokół nich tworzy się wspólnota. Ja też w tym roku wszystkie projekty będę opierał na współpracy ze strażą.

Jak zainteresowałeś sztuką mieszkańców Kurówka? Od razu pozwolili ci wejść na swoje podwórka, pola i dachy?

- Zaczęło się w 2009 roku, kiedy zrobiłem pierwsze murale na domu rodzinnym moich dziadków. Odwiedzali ich sąsiedzi i zwykle mówili, że im się to podoba. Chcieli mieć takie same. Później pojawiły się propozycje od kolejnych mieszkańców. Okazało się, że posiadanie murali stało się powodem do dumy.

''Pomnik Chłopa'' w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)

Jestem chłopakiem, którego miejscowi znają od dziecka, dlatego było mi łatwiej do nich dotrzeć. Z drugiej strony nie mogę być taki jak oni, bo zatrzymalibyśmy się w miejscu. To, że jestem wykształcony w dużym mieście i zwracam uwagę na inne rzeczy niż oni, jest wartością dodaną. Na innych falach nadaję w mieście, a na innych tam. Wczoraj w Kurówku strażacy poprosili, żebym zaaranżował im wnętrze odnowionej remizy. Wiesz, żebym poradził, gdzie mają powiesić sztandar, krzyż i godło.

Polska wieś jest otwarta, konserwatywna, a może, jak niektórzy sądzą, pijana?

- Konserwatywna wieś to mit. Jest bardzo dużo negatywnych stereotypów, które podtrzymuje kultura. W literaturze mniej, ale w kinie ciągle pokutuje mit wsi patologicznej, ciemnej, konserwatywnej. Mnie to denerwuje. W sztukach wizualnych natomiast wieś była nieobecna. Teraz się pojawia, ale ciągle za mało jest takich działań.

Ty zająłeś się wiejskim street artem. Czym on jest?

- To jedynie potoczna nazwa pierwszych projektów, które robiłem w przestrzeni publicznej na wsi. Na początku pracy w Kurówku współpracowałem z warszawską fundacją Vlepvnet, która zajmuje się  głównie street artem. W ramach tej współpracy powstało kilka murali. Wiele projektów było efemerycznych, bądź trwały krótko, np. projekt  "Gra Terenowa", polegający na poznawaniu lokalnych dzieł sztuki i zdobywaniu wiedzy na temat wsi. Inne realizacje znajdują stałe miejsce w krajobrazie Kurówka, jak np. "Galeria-Kapliczka", "Ogród zimowy" czy "Brama na 150. rocznicę zniesienia pańszczyzny".

''Brama na 150. rocznicę zniesienia pańszczyzny'' (fot. Daniel Rycharski)

Jedną z twoich pierwszych prac filmowych jest zapis performance cielesnego połączenia z ziemią. Podobał się w Kurówku?

- "Zapładnianie" to video performance, w którym nago uprawiam seks z ziemią. Jeśli ktoś wpisze w Google moje nazwisko, ten film wyświetla się jako pierwszy i źle ustawia moje inne działania. Część osób z Kurówka go widziała, ale jest on na tyle krępujący, że nie chcą o nim rozmawiać. Ja jednak nie będę robił tylko projektów, które się podobają, ale takie, jakie chcę.

Twój "Pomnik chłopa", czyli odlana z żywicy rzeźba mężczyzny siedzącego w pozie Chrystusa Frasobliwego na kance mleka, stał przy ul. Emilii Plater przed Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Odsłoniłeś go pod remizą strażacką w Kurówku i zadedykowałeś sołtysowi wsi.

- Pomnik przedstawia typowego rolnika. Ma na sobie spodnie od garnituru, sweter i kaszkiet. Ubrania należą do Adama Pesty, który był modelem do tego projektu. Jest przykładem rolnika z małym gospodarstwem, który po wejściu Polski do Unii Europejskiej wypadł z gry. Był już wtedy starszy, nie chciał inwestować, przez co stał się ofiarą transformacji. Wiem, że takich rolników było więcej.

A teraz 500 + pomogło mieszkańcom wsi?

- To kontrowersyjny program, ale bardzo potrzebny. Te pieniądze diametralnie zmieniły sytuację materialną moich znajomych. Dziś powodzi się im dużo lepiej i mogą żyć na innym poziomie. Zastrzyk gotówki spowodował również, że wręcz przetrwały niektóre rodziny, bo ludzie nie muszą już tak masowo wyjeżdżać za pracą. Zostali na wsi. Nie wiem, na ile to się przełożyło na kontakt z kulturą, ale w jakiś sposób na pewno.

''Ogród Letni'' w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)

W ramach projektu "Galeria-Kapliczka" dokonałeś współczesnej interpretacji przydrożnej kapliczki. Jak wygląda dziś podejście do religii na wsi?

- Religijność wiejska jest specyficzna. Mam wrażenie, że ludzie biorą udział w rytuałach, ale robią to bezmyślnie, dlatego że sąsiedzi też tak postępują. Widzę duży kryzys autorytetu Kościoła na wsi. Plebanie wiejskie są bardzo biedne, a księża trafiają tam za karę. Ale na zebranie ochotniczej straży, na którym będziemy omawiać tegoroczny plan działania, został zaproszony ksiądz, więc cały czas jest istotną częścią społeczności.

Czy twoje działania dają mieszkańcom Kurówka dodatkową energię? Ludzie mówią: uwierzyliśmy w siebie, wreszcie coś się dzieje, czy raczej dziwią się, przyglądając się projektom?

- Na pewno uwierzyli w siebie. Zmienili swoje podejście do sztuki, nie boją się o niej rozmawiać. Moja obecność powoduje, że dostają powera. Może to być niebezpieczne, bo zaczynam obserwować, że niektórzy są za bardzo we mnie wpatrzeni. Rolnik z okolicy chce o mnie zrobić film. Mówię mu: nakręć film o swoich problemach  i swoim  życiu. Z drugiej strony wiedzą, że jestem rodzinnie związany z Kurówkiem i ciągle jestem jednym z nich. Zdarza się jednak, że traktują mnie niepoważnie.

To znaczy?

- Zatrudniłem część mieszkańców Kurówka i Służewa przy projekcie "Muzeum alternatywnych historii społecznych", który robię we współpracy z Szymonem Maliborskim, kuratorem z Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Punktem wyjścia dla naszych działań stał się konkretny wiejski dom oraz historie związane z nim i jego dawnymi mieszkańcami. Kiedy moja współpraca z mieszkańcami się nie układała, zdarzało mi się sprowadzać kuratora z Warszawy i przypominać, że pracuję przy poważnym projekcie, za którym stoi instytucja.

Mural w jednym z domów w Kurówku (fot. Daniel Rycharski)

Ale największym problemem wsi są konflikty wewnętrzne. Walka o władzę. Sołtys jest w konflikcie z komendantem ochotniczej straży pożarnej. Mają remizę, ziemię, ale nie mogą się dogadać. Dlatego potrzebna jest osoba z zewnątrz, która będzie ponad tym. Ja i zaproszeni przeze mnie kuratorzy i goście możemy pokazać inną twarz polskiej wsi. I coś zmienić.

Na przykład?

- Mam pomysł, jak skorzystać z kapitału symbolicznego, jaki ma Kurówko. Dzięki moim działaniom stało się rozpoznawalne w Polsce. Chłopaki ze straży pożarnej będą na przykład organizowali w remizie wesela za pieniądze. Takie imprezy wracają na wieś, bo ludzie już nie chcą płacić fortuny za wynajem sal w miastach. Wójt gminy zrobił wielki prezent mieszkańcom i odremontował remizę. A ja chcę działać w nurcie postartystycznym i zmienić tę przestrzeń na miejsce, w którym mieszkańcy będą zarabiali. Na takie wesela kobiety będą piekły ciasta, przygotowywały jedzenie, a grał będzie zespół z pobliskiego Kurowa. Są strażacy, jest infrastruktura.

Będziesz managerem?

- W pewnym sensie tak. Chcę wykorzystać sztukę jako narzędzie do społecznej zmiany. Realnej. Oczywiście w tym wszystkim będzie plastyka, bo pomogę im to wszystko zaaranżować, ale przede wszystkim wykorzystam kapitał symboliczny sztuki jako recepty na rzeczywistość.

Daniel Rycharski przed swoim domem w Kurówku (fot. archiwum prywatne)

Daniel Rycharski. A rtysta wizualny, doktor na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Urodził się w 1986 roku w Sierpcu na Mazowszu. Po studiach w Krakowie powrócił do rodzinnej wsi Kurówko, gdzie realizuje wspólnie z mieszkańcami działania artystyczne. Cykl kilkudziesięciu malowideł - na stodołach i przystankach autobusowych - sprawiał, że Rycharskiego określono twórcą wiejskiego street artu. W 2012 roku otrzymał tytuł Kulturysty Roku przyznawany przez Program Trzeci Polskiego Radia. W 2016 roku otrzymał Paszport "Polityki'' w dziedzinie sztuki wizualne . Integruje wiejską społeczność, tocząc dyskusję na temat sztuki współczesnej.

Marcin Radomski . Dziennikarz, krytyk filmowy. Ukończył kulturoznawstwo na UW. Studiował również na Uniwersytecie w Amsterdamie i w Collegium Civitas. Robi wywiady, pisze o polskim i zagranicznym kinie. Uwielbia festiwale filmowe i rozmowy z twórcami. Miłośnik reportażu i filozofii chodzenia. Współpracował z TVP Kultura. Redaktor w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich.