Rozmowa
Podpułkownik Krzysztof Przepiórka (fot. Paweł Sowa/Agencja Wyborcza.pl)
Podpułkownik Krzysztof Przepiórka (fot. Paweł Sowa/Agencja Wyborcza.pl)

Dowódcą elitarnej jednostki GROM został pułkownik Mariusz Pawluk, który przez kilka lat był poza wojskiem i nie miał nic wspólnego z siłami specjalnymi . Jak pan to skomentuje?

Poproszę o kolejne pytanie.

Równocześnie, podobno właśnie z powodu nominacji Pawluka, z wojska odszedł kolejny doświadczony generał, Jerzy Gut. Niepokoi to pana?

- Dymisje w wojsku to rzecz naturalna. Powodowane są zmianami organizacyjnymi czy wiekiem żołnierza. Ale te, które odbywają się dziś, mają posmak czystki. Niestety. Polskie siły specjalne są towarem eksportowym, wszyscy na świecie się nimi zachwycają, bo mamy znakomitych specjalistów. I oto w krótkim czasie odeszli dowódcy trzonu tych służb - mam na myśli generałów Piotra Patalonga i Jerzego Guta oraz pułkownika Piotra Gąstała, dowódcę GROM-u. To musi budzić zaniepokojenie i sprzeciw.

Generał Piotr Patalong (fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta)

Bo?

- Bo co się takiego stało? Jeżeli jesteśmy tacy dobrzy, to czemu mają służyć te zmiany? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem nie mają one żadnych podstaw merytorycznych. Jest też drugi aspekt tej sprawy, a mianowicie stygmatyzowanie oficerów, którzy byli nominowani na wyższe stopnie przez poprzednią ekipę rządzącą. Chcę podkreślić, że żołnierz nie służy żadnej ekipie, tylko Rzeczpospolitej. A politycy z obecnego rządu mówią wprost, że nie mają zaufania do ludzi, którzy byli awansowani przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.

To pana zdaniem błędne rozumowanie?

- Fatalne. Trudno mi jako żołnierzowi to skomentować, bo nie znam odpowiednich słów, żeby się do tej sytuacji odnieść.

Ale wśród wojskowych, którzy odeszli byli też nominowani przez prezydenta Andrzej Dudę.

- Proszę pani, prezydent Duda się przecież wycofał. Niepodzielnie rządzi minister Antoni Macierewicz. Tak naprawdę przejął on dowodzenie polską armią. Dowódcy, którzy odeszli otwarcie mówią o zjawisku Misiewicza.

Prezydent Andrzej Duda i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz (fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta)

Co to znaczy?

- Dowódcy są ubezwłasnowolnieni, pomijani w procesie podejmowania decyzji. Na spotkania z Macierewiczem są wzywani oficerowie niższego szczebla dowodzenia. To chyba najgorszy dla żołnierza stan. Stan bezsilności. W tej sytuacji jedynym możliwym sprzeciwem jest dymisja.

Rządzący twierdzą, że ci dowódcy, którzy odeszli, nie powinni się wypowiadać. Dlaczego? Skoro zdjąłem mundur to jestem normalnym obywatelem i jeżeli coś się w moim kraju dzieje źle, to wręcz mam obowiązek o tym mówić.

Na czym dokładnie polega "zjawisko Misiewicza"?

- To dyskredytujące gesty, które określiłbym jako symboliczne policzki, które minister wymierza oficerom. Jak upodlić żołnierza? Oto jaskrawy przykład komendanta WIML-u (Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej - przyp. red), który jest psychiatrą a skierowano go na dowódcę batalionu czołgów. Bez żadnych podstaw merytorycznych. To pastwienie się nad ofiarami i czerpanie z tego zoologicznej satysfakcji. Nie winię samego Misiewicza, to młody człowiek, który dostał ogromną lecz nieformalną władzę. Jeździł sobie po różnych jednostkach wojskowych i był traktowany jak najwyższej rangi przełożony. Regulamin wojskowy wyraźnie precyzuje komu żołnierze mają oddawać honory. Przede wszystkim prezydentowi, premierowi, ministrowi obrony. Nie ma nawet wymienionych wiceministrów, już nie mówiąc o Misiewiczach.

Bartłomiej Misiewicz (fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta)

Takie sytuacje są dla żołnierzy poniżające?

- Trudno się im z tym pogodzić. Żołnierze, którzy wyrażając swoją opinię w mediach nie są czynnymi żołnierzami i jak każdy obywatel, który widzi to co się aktualnie dzieje w wojsku mają prawo a wręcz obowiązek mówienia o tym.

Co pana zdaniem powinien zrobić prezydent?

- Wie pani, żołnierz ma wiele obowiązków, ale ma jedno niezbywalne prawo. Ma być dobrze dowodzony. Jeżeli są sygnały od żołnierzy, chociażby tak delikatnie przedstawione jak to zrobił generał Różański, to nie mogą one być lekceważone. Większość dowódców, którzy podali się do dymisji, to stosunkowo młodzi ludzie. Jesteśmy chyba bardzo bogatym krajem, skoro możemy sobie pozwolić na to, by ci oficerowie po wielu studiach w kraju i za granicą, trwających średnio po 6 lat, odchodzili z armii. To marnowanie dorobku tych ludzi, a w konsekwencji obniżanie wartości bojowej naszego wojska.

Według danych MON w kilkanaście miesięcy wymieniono 92 proc. dowódców w Sztabie Generalnym i 82 proc. w Dowództwie Generalnym.

- MON prezentuje te dane z jakąś dziką satysfakcją. Przepraszam, ale czyja to jest armia? Znakomita większość tych oficerów kończyła szkoły i była awansowana po 1989 roku już w wolnej Polsce. Te dane pokazują, że odeszło dziewięciu na dziesięciu oficerów na kluczowych stanowiskach w systemie dowodzenia.

Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz (fot. Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta)

Czym to grozi, zwłaszcza w razie sytuacji kryzysowej?

- Destabilizacją tego systemu. Bo zanim następcy pułkowników i generałów wdrożą się w nowe obowiązki na swoich stanowiskach, minie sporo czasu.

Jakie są nastroje wśród wojskowych?

- Mogę mówić o żołnierzach sił specjalnych. Tam morale zawsze było bardzo wysokie i trudno jest je obniżyć, ale każde tąpnięcie, każda zmiana dowódcy powoduje w żołnierzach niepokój i niepewność. A żołnierz nie może czuć się niepewnie.

Zmiany będą także w Biurze Ochrony Rządu, które ma dostać nową nazwę i nowe uprawnienia.

- Wie pani co? Jak słyszę takie wiadomości, mam wrażenie, że służby specjalne traktowane są dzisiaj przez polityków jak zabawki, gadżety.

Gadżety czy straszaki?

- Spróbujmy sobie wyobrazić, że wszystkie służby są jakimiś jednostkami broni. GROM to fantastyczny pistolet, światowy top. Poszczególne służby, takie jak CBA, ABW i tym podobne również. Tylko taki pistolet, nawet jeśli będzie najlepszy na świecie, na nic się zda, jeśli mamy kiepskiego strzelca.

Krzysztof Przepiórka. Podpułkownik, komandos i weteran elitarnej jednostki "GROM". Obecnie w rezerwie i z przydziałem mobilizacyjnym.

Angelika Swoboda . Dziennikarka weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Zobacz wideo