Dzwonili już od Ellen?
- Jeszcze nie.
A myślisz, że zadzwonią?
- Oczywiście.
Skąd ta pewność?
- Wiesz, jeżeli bym sądził, że nie zadzwonią, tobym nie robił tej akcji. Pracowałem nad nią przez trzy lata. Kiedy podejmujemy jakąkolwiek decyzję, wierzymy, że ma ona sens i doprowadzi nas do celu. Można to porównać do mojego programu - jak zaczynałem, wierzyłem, że przyjdą do niego goście i udało się. Mam nadzieję, że i teraz tak będzie. Nie wychodziłbym z domu, gdybym nie wierzył, że efektywnie przeżyję kolejny dzień.
Pytanie z internetu: dlaczego facet, którego śledzi 235 tysięcy ludzi, najbardziej marzy o tym, żeby wystąpić w programie amerykańskiej celebrytki telewizyjnej?
- To jest jedno z moich marzeń, choć nie największe. Dlaczego Ellen? Bo imponuje mi jej odwaga, jej styl prowadzenia rozmowy i życia, jakie prowadzi. Czuję ludzi. I wiem, że do Ellen ta akcja trafi.
Sęk w tym, że poświęciłeś prawie trzy lata, żeby zrobić fake newsa. A fake newsy są bliżej Donalda Trumpa niż Ellen de Generes.
- To nie tak, że dzień w dzień przez trzy lata każdą godzinę poświęcałem Ellen.
Ale zrobiłeś fake newsa. Wrobiłeś 235 tysięcy swoich fanów. Wielu jest wściekłych.
- Powiem tak. Miałem świadomość, że post, który opublikowałem na Instagramie, jest bliski przekroczenia moich życiowych zasad.
Uważasz, że ich nie przekroczyłeś?
- Nie. I nikt tu za mnie nie może odpowiedzieć na to pytanie, bo mówię tu o sobie. O swoich zasadach.
Jakich?
- Tym newsem mogę skrzywdzić co najwyżej siebie, i nikogo innego. Jeżeli skrzywdziłem kogoś innego, to na pewno nie mam prawa dyskutowania z tym, mogę tylko powiedzieć "przepraszam". Drugi powód, żeby to zrobić, był bardzo prosty. Potrzebowałem silnego buzzu w mediach.
Dlaczego?
- To proste. O Ellen pisze się, tak jak o innych bardzo znanych osobach, bardzo dużo. Tych treści pojawia się wiele i są publikowane codziennie. Na całym świecie. Ludzie z programu Ellen, tak jak wszyscy, prowadzą monitoring mediów. Jedna publikacja czy dwie nie zostałyby zauważone. Natomiast wiedziałem, że jeśli wygeneruję taki buzz, jaki wygenerowałem, to wtedy jest szansa, że to do niej dotrze. Ale nie sądziłem, że Ellen jest aż tak popularna i będzie aż taki szum. To mnie zaskoczyło.
Czy to nie jest dość cyniczne? Zakładasz, że wygenerujesz buzz, i z pełną świadomością robisz wpis, z którego wynika, że rzeczywiście dostałeś zaproszenie od Ellen de Generes. Jak go zobaczyłem, pomyślałem: wow, udało się facetowi! A niedługo później okazuje się, że to pic na wodę.
- Jesteś dziennikarzem. Wiesz, że dziś generuje się tysiące newsów dla klikalności. Tysiące newsów, które ranią innych ludzi. Są pozwy, media przegrywają z ludźmi, których skrzywdziły. Ja nie wyciąłem Lasu Kabackiego, nie głodziłem dziecka. Jedyną krzywdę mogłem wyrządzić sobie. I biorę za to pełną odpowiedzialność.
Tylko sobie? A nie podważyłeś wiarygodności także innych youtuberów których - przez swoją popularność - trochę reprezentujesz? Ludzie odpalają twój program, żeby dowiedzieć się o jakiejś prawdzie, o której mówią twoi goście. Na tym zbudowałeś popularność. A tu taka akcja.
- Przede wszystkim głęboko wierzę, że będę zaproszony. Więc liczę na to, że ta informacja okaże się prawdziwa.
To ona teraz jest nieprawdziwa, a potem będzie? Uprawdziwi się?
- To, że nie jest prawdziwa, jest faktem. Ale ludzie podzielili się na trzy grupy: jednym się podoba i akceptują, innym się nie podoba i nie akceptują i trzecia grupa, dla mnie zaskakująca, to ci, którzy obejrzeli program - wizualizację, gdzie na początku jest napisane, o co chodzi, czyli że to wizualizacja, a potem mówią: "fejk". I to ta grupa jest najgłośniejsza. OK, ma prawo. Jeżeli ja kogoś skrzywdziłem, nie mam prawa z tym dyskutować.
Dziś wiarygodność jest bezcenna. Dziś ktoś, kto produkuje audycje, programy, filmy, które pokazują prawdę, wygrywa.
- Moja prowokacja była potrzebna do tego, żeby projekt się udał.
Robiona trzy lata bez żadnej pewności, że się uda.
- Czy to nie jest zaj***te?
Czy nie bardziej zaj***ste byłoby robić coś, o czym wiedziałeś, że będzie miało ciąg dalszy?
- Nikt nigdy nie da ci pewności, że twój cel zostanie osiągnięty. Jeżeli będziesz czekał na to, aż ktoś ci ją da, to będziemy stali w miejscu. Oczywiście liczę, że będzie ciąg dalszy.
Ile zarobisz na zrobieniu 235 tysięcy fanów w balona?
- Nie wiem, nie analizowałem tego.
A analizowałeś, ile możesz stracić?
- Nie.
Nie szacowałeś zysków i strat?
- Zyski tak. I zyski są takie, że realizuję swoje marzenia i pokazuję ludziom, że można walczyć o swoje. Liczba maili i wiadomości, jakie spłynęły do mnie po tym materiale, jest olbrzymia. Nikt nie napisał nic negatywnego.
Ja takie opinie widziałem w sieci, ale z tego, co mówisz, najwyraźniej bezpośrednio do ciebie nikt nie skierował krytyki.
- No właśnie. Uważam, że to coś znaczy. Rozmawiałem ostatnio z pewną dość kontrowersyjną osobą, która również zbiera hejt w mediach. Zapytałem, czy ktoś potrafił podejść do niej na ulicy i powiedzieć jej coś w twarz. Odpowiedziała, że nie. Tak mocni jesteśmy tylko w internecie.
Mówisz o programie z sobowtórem Ellen jako o wizualizacji swojego celu. To tak, jakbym ja zapowiedział, że opublikuję tekst w "Washington Post" i dostanę za niego Pulitzera, a potem wziąłbym jakąś lokalną gazetę, zakleił jej tytuł logo "Washington Post" i tam opublikował ten tekst.
- Napisz ten tekst, tekst na miarę Pulitzera.
Napiszę i co z tego?
- Napisz i go opublikuj. Dostaniesz wtedy nagrodę.
Chodzi mi o to, że tak jak ty miałeś w programie fejkową Ellen, tak ja mogę mieć fejkowy "Washington Post". Pewnie, to się da zrobić. Tylko czy ja się w ten sposób zbliżę do celu?
- Nie wiem. Tak samo jak nie wiem, czy ja się zbliżyłem. Ale na to liczę.
A jak się nie uda?
- Najczęściej uczymy się na błędach. Jak jest dobrze, to nie pracujemy nad sobą i usypiamy swoją czujność. Jeżeli nie wyjdzie, nie mogę żałować, bo trzy lata uczyłem się, jak współpracować z dużą liczbą ludzi, koordynować ich pracę, jak tworzyć złożony projekt medialny, pisać jego scenariusz. To był challenge .
Lubisz się sam challenge'ować?
- Uwielbiam. Tylko w taki sposób mogę zagłębiać się w siebie, szukać odpowiedzi i przesuwać się na linii życia do przodu. Wiesz, dostawałem informacje typu "znam kogoś, kto pracuje dla Ellen, mogę się skontaktować". Powiedziałem "nie". Nie interesuje mnie załatwienie tego przez znajomości, a przez kreatywność i moje działanie.
Dlaczego?
- Gwarantuję ci, że ludzie, którzy będą siedzieć w domu, oglądać telewizję z piwkiem w ręku i nic nie robić, daleko w życiu nie zajdą. Staram się być szczery z tobą, mówię jak jest: nie zamierzam być ani biały, ani czarny, są różne odcienie szarości i bardzo mi się to podoba, że można być innym. Ktoś z branży napisał, że przestałem być zupą pomidorową, którą lubią wszyscy.
A co przez to rozumiesz?
- Między innymi to, że szanuję negatywną ocenę tego, co robię, i uważam, że ci oceniający mają do tego pełne prawo. Staram się odnaleźć w tej sytuacji. Jeśli przetrwam, będę silniejszy.
Masz plan B?
- Mam, ale jeszcze za wcześnie, by o nim mówić. A jeśli się nie uda - to zostanie mi doświadczenie i również pozytywne reakcje ludzi. Ja wiem, że to jest hard level, jeśli chodzi o spełnianie marzeń.
Ludzie naprawdę piszą, że pokazałeś w ten sposób, jak walczyć o swoje i docierać do celu?
- Tak.
A nikt nie napisał: "pokazałeś, że ci się nie udało"?
- Mam wrażenie, że troszkę należysz do tej grupy, która obejrzała, zobaczyła informację, że to fejk, i potem pisze "fejk". Nie wszyscy rozumieją słowo "wizualizacja".
Ja też nadal nie do końca rozumiem, o co w niej chodzi.
- Wizualizacja marzeń to dla mnie jedno z najsilniejszych narzędzi motywacyjnych. Przykład: to, co się dzieje, cały wydźwięk i publikacje wokół mojej prowokacji, jest dla mnie podbiciem mojej motywacji. Pokazuje przedsmak tego, co by się stało, gdybym naprawdę dostał zaproszenie do Ellen. Weźmy twój przykład z "Washington Post" i "Dziennikiem Lokalnym". Ważniejsze jest to, co opublikujesz, a nie gdzie.
"Gdzie" też jest ważne.
- Wizualizacja tego "gdzie" ma wywołać w nas motywację do działania. Ja przez cel generuję w sobie głód działania. Wyobrażałem sobie nieraz, jak jestem u Ellen. Ale sama ta wizyta to by było 15 minut. I co by mi po niej zostało w praktyce? Wiedziałem, że muszę widzieć dużo więcej. Nie tylko to, co będzie, jak dostanę się do jej programu, ale także to, co będzie, jak już od niej wyjdę. Czyli to, co otrzymam. Idziesz do pracy, bo wiesz, że pod koniec miesiąca otrzymasz wynagrodzenie.
Nie masz wrażenia, że dołożyłeś swoje do medialnej papki?
- A jaki plotkarski portal ma Agora?
Plotek.
- To jest hipokryzja na najwyższym poziomie. Ile razy media były pozywane za kłamstwa na temat innych osób? Każdego dnia media piszą newsy dotyczące gwiazd, które nie mają nic wspólnego z prawdą. (od 3.5 roku Plotek.pl nie opublikował żadnego materiału, za który zostałby pozwany. Przez cały okres swojego istnienia, czyli 10 lat, serwis przegrał tylko jedną sprawę - red.). Takimi newsami, jakie generują niektóre media, można skrzywdzić człowieka. Stacje telewizyjne i radiowe wkręcają gwiazdę i śmieje się pół Polski. Jednocześnie niszczą jej dobre imię. Ja nikogo nie ośmieszyłem.
Tyle że ostatnio sam udzieliłeś wywiadu Plotkowi. W którym mówiłeś, że lecisz do Los Angeles, że jesteś zaproszony do programu Ellen, opowiadałeś, co się może wydarzyć w tym show. Szedłeś po bandzie, jakby to była prawda. Nie wystarczył sam post na insta, tylko udzieliłeś wywiadu mediom, pociągnąłeś to dalej.
- Mam nadzieję, że nikogo tym nie uraziłem. Bardzo na to liczę. Jeśli uraziłem - mówię przepraszam. No, chyba że uraziłem Ellen, jeżeli tak, to chętnie przeproszę, oczywiście osobiście.
Wiesz, pół roku temu zabrałem rodzinę na wakacje. Lecieliśmy helikopterem nad miastem. Kiedy wsiedli, mój tata powiedział: "synu, po raz pierwszy lecę helikopterem". Dosyć silnie do mnie to dotarło. Zapamiętałem to, bo radość moich bliskich - rodziny i przyjaciół - jest dla mnie największą motywacją.
Tylko to z helikopterem to było coś namacalnego. Coś, co się udało. A u Ellen jeszcze nie byłeś.
- A lepiej mówić, że jesteś wygranym czy przegranym? Bo dla mnie to proste - lepiej mówić, że jesteś wygranym.
"Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą". To hasło niczym z fanpejdża "Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty".
Rozumiem, że to tak może dla niektórych brzmieć. Dla mnie nie. A z tej sytuacji wyjąłem coś realnego - radość moich bliskich. To, co dla mnie najważniejsze.
U Ellen to ty byłbyś przepytywany. A z kim sam byś najchętniej zrobił wywiad?
- Ze sobą sprzed 15 lat.
O co byś zapytał?
- Dlaczego nie działałem.
To znaczy?
- Dlaczego liczyłem na zbawienny cud, na to, że ktoś zadzwoni i złoży mi propozycję. Na szczęście wziąłem się za siebie. Ale chciałbym zweryfikować, dlaczego te kilkanaście lat temu nie potrafiłem.
A domyślasz się?
- Tak. Rozmawiałbym z chłopakiem, który był przez całe otoczenie wytykany za zeza. Jestem po czterech operacjach oczu. Mój kompleks na punkcie zeza przekułem w energię do działania.
A oprócz siebie z kim byś pogadał?
Na pewno muszą to być ludzie pokazujący, jak przełamywać bariery.
Co rozumiesz pod tym ogólnym hasłem "przełamywać bariery"?
- Nie chcę używać najbardziej oklepanego pojęcia "wychodzenia ze swojej strefy komfortu", ale trochę to na tym polega. Wiesz, kogo lubię zapraszać do 20m2? Debiutantów. Inspirują mnie. Dziś rozmawiałem z Majlo. Młody jest, a już epkę i płytę wydał. Nagrał genialny materiał. W mediach go nie ma. Jestem zafascynowany jego twórczością. Jeżeli tylko mogę pomóc komuś takiemu jak Majlo czy Ralph Kamiński, to zapraszam. Bo oni dopiero zaczynają. I działają.
Mówisz dużo o wykładach motywacyjnych, bo je wygłaszasz. A sam na nie chodziłeś? Pomogły ci?
- Tak. Zdobyłem dużo wiedzy. Pamiętam wykład, który mnie zainspirował do działania. To, co się w moim życiu wydarzyło, wynikało także z tych wykładów.
Były potrzebne? Nie wystarczyło bardzo chcieć?
- Bardzo chciałem. Leżałem w łóżku i dalej bardzo chciałem. I nic. Chciałbym, żeby wystarczyło. Ale to dzięki tym wykładom wiem, skąd się bierze we mnie motywacja. Pracowałem nad sobą, zapisywałem to, co mnie motywuje: możliwość wygenerowania radości moim bliskim, przyjaciołom. I motywuje mnie, jeżeli ktoś we mnie nie wierzy. Nazywam to motywacją ambicjonalną.
Czyli skuteczniejsze jest: "Jakóbiak, nie uda ci się".
- Działało już wtedy, gdy mnie wytykali palcami za zeza. Ale potrzebowałem wsparcia motywacyjnego.
Samym Jakóbiakiem się nie dało?
- Samym Jakóbiakiem da się wiele zrobić, ale musi wiedzieć, jak zacząć. Teraz już wie.
Łukasz Jakóbiak. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Osobowość internetowa, obecnie jest związany z siecią partnerską LifeTube. Pomysłodawca i prowadzący talk-show na YouTube "20 m2", który nagrywa w swojej kawalerce. Grał w reklamach, wystąpił też w klipie "Testosteron" Kayah. Od 2013 roku prowadzi szkolenia i wykłady pod hasłem: Znajdź siłę i Bądź zachłanny, znajdź siłę, wygraj życie.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze.