Artykuł opublikowany został w marcu 2017 r.
Żyjemy w niepewnych czasach.
- Nasi dziadkowie i rodzice w większości też twierdzą, że ich młodość przypadła na niepewne czasy. Zawsze są jakieś problemy i obawy dotyczące przyszłości, ale tylko wojny czy inne duże kryzysy w bardzo wyraźny sposób zmieniają sytuację.
Poza tym jedni są niezadowoleni z zachodzących w kraju czy na świecie zmian, a inni uważają, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ludzie też różnią się między sobą odpornością na czynniki zewnętrzne oraz tolerancją na zmiany.
W jakim stopniu nasz dobrostan zależy od nas, a w jakim od czynników zewnętrznych?
- Warunki życia, ekonomiczne, społeczne, mają jakiś wpływ na poczucie bezpieczeństwa każdego człowieka, sytuację zawodową, materialną czy rodzinną. Ale badania pokazują, że nasz dobrostan w większym stopniu zależy od nas samych. Okoliczności zewnętrzne mogą wywoływać przejściowe stany pozytywne lub negatywne, ale rzadko trwale zmieniają poziom satysfakcji z życia.
Jeśli ktoś liczył, że na emeryturze będzie zwiedzał świat, a tu się okazuje, że ledwo starczy mu na utrzymanie, to raczej nie ma się z czego cieszyć.
- Jesteśmy wyposażeni w różne sposoby radzenia sobie z rozczarowaniami. Możemy zmienić plany, oczekiwania, przewartościowywać cele, do których dążymy. Ktoś, kto liczył na wyższą emeryturę i możliwości podróżowania, skoro go na to nie stać, może postawić na inne wartości. Myśli sobie na przykład, że fajnie będzie spędzać czas z rodziną, w domu na wsi, zająć się ogrodem i w końcu nigdzie nie gonić. Taka perspektywa również może nieść satysfakcję.
Poza tym każdy człowiek w naturalny sposób dąży do maksymalizacji pozytywnych emocji z jednej strony, a z drugiej do minimalizacji negatywnych. Bierzemy to pod uwagę, wybierając kierunek studiów, partnera, miejsce zamieszkania. Ale dotyczy to też bardzo drobnych rzeczy, jak chociażby sposób spędzenia dzisiejszego wieczoru.
Wszyscy jesteśmy wyposażeni w mechanizmy, które pozwalają nam przetrwać trudne chwile i czuć się szczęśliwymi. Ale niektórzy przyszłość widzą w ciemniejszych barwach niż inni.
- Odpowiadają za to i geny, i wrodzone predyspozycje, i doświadczenia życiowe. Człowiek, który ma biologicznie niski próg wrażliwości na niekorzystne bodźce albo przeżył poważną katastrofę życiową, może być bardziej podatny na sygnały zagrożenia i w związku z tym przeceniać trudności czy przykrości. Inni z kolei są przekonani, że mimo pewnych przeciwności jednak wszystko zmierza w dobrym kierunku, mają skłonność do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Poza wrodzonymi lub nabytymi predyspozycjami nasze samopoczucie zależy też od tego, co robimy dla osiągnięcia dobrostanu.
Co możemy zrobić, żeby czuć więcej satysfakcji i radości, pomimo nie zawsze sprzyjających okoliczności.
- Wbrew pozorom bardzo wiele. Przede wszystkim pracować nad nastawieniem do życia; robić rzeczy, które niosą dobre doświadczenia. W psychologii nazywamy to priorytetyzacją pozytywności, czyli świadomym dążeniem do przeżywania pozytywnych emocji; stawianiem sytuacji, które dają takie możliwości, wysoko w hierarchii ważności.
W jaki więc sposób priorytetyzować pozytywność?
- Wprowadzić pozytywne emocje do codzienności, do nawet najbardziej prozaicznych jej obszarów. Mamy do wykorzystania olbrzymią gamę takich emocji: uniesienie, podziw, zachwyt, ciekawość, radość, duma i wiele innych.
Na przykład codziennie decydujemy, co na siebie włożymy. Można się ubrać tak, żeby było ciepło, ale można też włożyć dodatkowo coś ładnego, co pozwoli czuć się atrakcyjnie. Możemy zjeść byle co i byle jak, na szybko, albo możemy przyrządzić smaczną potrawę i ładnie ją podać. Jeśli przyjmiemy, że szczęście jest naszym priorytetem, to istnieje wiele sytuacji, w których mamy pole do działania, żeby poczuć się dobrze.
Czy to jest naprawdę tak proste, że wkładamy coś ładnego albo przyrządzamy smaczną potrawę i czujemy się szczęśliwi?
- Na poczucie szczęścia składają się różne czynniki, ale emocje to jeden z tych bardzo ważnych. Wielkich, życiowych wyborów dokonujemy stosunkowo rzadko, nieczęsto też przeżywamy przełomowe, doniosłe chwile. Na nasze życie emocjonalne w przeważającej mierze składają się uczucia związane z codziennością. Badania pokazują, że ludzie, którzy priorytetyzują pozytywność, naprawdę są szczęśliwsi niż ci, którzy niczego w tym kierunku nie robią.
Aby dostarczać sobie przyjemności, trzeba siebie znać: jedni czują się dobrze, kiedy ładnie wyglądają, innym radość niosą spotkania z przyjaciółmi, wykwintne jedzenie, rozmowa z kimś bliskim, czytanie książki, spacer, sport itd. Żeby wiedzieć o sobie, jakie pozytywne emocje można przeżywać i jak sobie je zapewnić, trzeba takich emocji doświadczać w różnych sytuacjach. Nie wszyscy taką wiedzę na swój temat posiadają.
Od czego to zależy?
- W dużej mierze od wychowania. Jeśli w domu rodzinnym jedzenie podawało się nie tylko po to, aby się odżywiać, ale też aby przeżyć coś przyjemnego - był pięknie nakryty stół, cała rodzina zasiadała do wspólnego posiłku, przy stole toczyła się miła rozmowa - to czerpanie zadowolenia z jedzenia stało się nawykiem. Podobnie w drugą stronę, jeśli w domu jadło się byle jak, to istnieje ryzyko "dziedziczenia" takiego sposobu życia i wtedy posiłki nie będą brane pod uwagę jako potencjalne źródło radości.
W niektórych metodach wychowawczych pozytywne emocje nie tylko się bagatelizuje, ale wręcz deprecjonuje. Dziecko nie jest chwalone za dobrą ocenę, ale ganione za złą. Słyszy: Nie ciesz się tak z piątki z polskiego, lepiej popraw słabe stopnie z fizyki. Albo kiedy opowiada o jakimś sukcesie, jest besztane za przechwalanie się i brak skromności. Rodzice mogą upominać córkę czy syna za "strojenie się przed lustrem", bo przecież w życiu są ważniejsze sprawy niż wygląd. Na różne sposoby dziecko może być zniechęcane do przeżywania pozytywnych emocji.
Jak to wpłynie na nie w przyszłości?
- W życiu dorosłym takiej osobie trudno jest myśleć o własnych przyjemnościach, raczej im zaprzecza i unika ich na zasadzie: "Po co jechać na urlop, od leżenia na plaży pieniędzy nie przybędzie" czy "Mam w domu bałagan, więc nie mogę iść na wiosenny spacer" albo "Nie mogę podzielić się swoimi sukcesami, bo nieładnie jest się chwalić". Łatwiej jest osiągnąć szczęście tym, którzy byli wychowywani w domu, gdzie pozytywne emocje były doceniane i wzmacniane, np. sukcesy były przeżywane wspólnie.
A jeśli ktoś celebrowania miłych chwil nie wyniósł z domu, z natury jest pesymistą, to czy bycia szczęśliwym może się nauczyć?
- Słyszę to pytanie od około 20 lat, czyli od kiedy pojawiła się psychologia pozytywna. Zawsze odpowiadam, że tak, ale skoro ono wciąż wraca, to znaczy, że nadal trudno w to uwierzyć. Nie tylko możemy się uczyć bycia szczęśliwymi, co więcej, uczymy się tego spontanicznie. Wyniki badań pokazują, że ludzie z wiekiem stają się coraz szczęśliwsi, np. dlatego, że rozwijają mądrość.
Jak to rozumieć?
- Pod pojęciem mądrości kryją się szczególne kompetencje poznawcze, które pozwalają widzieć zdarzenia w całej ich złożoności. Dochodzimy do nich dzięki drążeniu różnych życiowych spraw, czyli próbom zrozumienia tego, co się dzieje i przeanalizowania konsekwencji ze wszystkich możliwych stron.
Im człowiek starszy, tym mądrzejszy?
- Kompetencje intelektualne rozwijamy przez całe życie. Poziom ich zaawansowania wzrasta z wiekiem i doświadczeniem, ale badania pokazują, że nie odbywa się to liniowo. W okresach, które wymagają większego zaangażowania intelektualnego, jak życiowe zwroty, momenty przełomowe czy kryzysy, może nastąpić skokowy wzrost mądrości, a potem, w czasie względnego spokoju, przejściowa stabilizacja już osiągniętego poziomu.
Dzisiaj mamy kult młodości. Starość nie jest postrzegana jako szczęśliwy okres w życiu.
- A jednak ludzie z wiekiem są coraz mądrzejsi i coraz szczęśliwsi. Z czasem uczą się tak rozumieć życie i gospodarować swoimi możliwościami, żeby czerpać z niego jak najwięcej dobrych doświadczeń. Lepiej znają siebie: wiedzą, czego unikać, a do czego dążyć, jak organizować relacje ze światem i innymi ludźmi, żeby niosło to jak najwięcej satysfakcji.
Inna interpretacja mówi, że ludzie starsi mają mniej obowiązków, więc są mniej obciążeni problemami. Pewne cele zostały osiągnięte, a to czego, nie udało się zrealizować, już im nie spędza snu z powiek. W naturalny sposób proporcja pozytywnych i negatywnych emocji przesuwa się na stronę pozytywnych.
Czy mądrość możemy nabywać tylko poprzez doświadczenie?
- Istnieją specjalne programy stymulujące rozwój mądrości od wczesnych lat życia, na przykład edukacyjny program "Nauczanie dla mądrości". Polega na zachęcaniu dzieci do zaangażowania intelektualnego w to, czego uczą się w ramach różnych szkolnych przedmiotów. Można więc w sposób świadomy zadbać o rozwój mądrości. To, na ile człowiek jest mądry w wieku dojrzałym, w pewnej mierze zależy od tego, jak jego intelekt rozwijał się od dzieciństwa.
Rozumienie siebie, innych ludzi i świata to niejedyna droga do szczęścia. Na przykład na każdym etapie życia warto gromadzić dobre wspomnienia. Wiążą się z przeżywaniem szczególnie korzystnej emocji - nostalgii. To przyjemnie zabarwiona tęsknota za czymś bezpowrotnie utraconym. Długo miała złą sławę, jako skutecznie odwracająca uwagę od chwili obecnej, była nawet początkowo uważana za chorobę psychiczną. Jeszcze podczas I wojny światowej żołnierzy, którzy oddawali się nostalgicznym wspomnieniom, odsyłano do domu z powodu, jak mniemano, utraty zdolności bojowych. Dopiero pod koniec XX wieku nostalgia została zrehabilitowana jako korzystna emocja. W wielu badaniach stwierdzono jej dobroczynne skutki.
Na czym one polegają?
- Dziś wiemy, że używanie perspektywy czasowej do poprawiania samopoczucia może być bardzo skuteczne. Kiedy teraźniejszość doskwiera, korzystnie jest powrócić myślami do przyjemnych chwil z przeszłości. Także wybieganie w przyszłość pomaga radzić sobie z teraźniejszością, pod warunkiem oczywiście, że patrzymy na nią z optymizmem. Nadzieja to potężna siła.
Prof. Ewa Trzebińska. Zajmuje się psychologią kliniczną (psychoterapią, zdrowiem psychicznym) oraz psychologią pozytywną. Na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia na temat psychoterapii, psychologii pozytywnej, zaburzeń osobowości oraz klinicznej diagnozy osobowości. Kieruje Katedrą Psychologii Pozytywnej.
Monika Stelmach . Dziennikarka. Publikuje w "Dwutygodniku", "Wysokich Obcasach" i tygodniku "Polityka". Stypendystka "Młodej Polski" MKiDN. Specjalizuje się w wywiadzie i reportażu.