Czy ty w ogóle mogłaś być kimś innym niż aktorką?
- Często kiedy dziecko widzi, jak zajęci są tata i mama, jak wygląda ich życie prywatne, chce robić coś dokładnie odwrotnego. W moim przypadku sprawa była jednak od zawsze oczywista. Nie brałam pod uwagę tego, że zostanę prawniczką albo lekarką. Odkąd pamiętam, marzyłam o kreatywnych zawodach, takich jak aktorka, piosenkarka, malarka albo tancerka. Nie było innej opcji.
Czy teraz, gdy wykonujesz tę samą pracę, co twój ojciec, pytasz go czasem: "Jak to zagrałeś?".
- Nie oglądam jego filmów ( śmiech ) . Naprawdę. Kiedyś śledziłam jego dokonania, ale nigdy nie siadałam z nim, żeby wspólnie patrzeć na jego filmy. Tak samo ja nie oglądałabym moich filmów z nim. Nie rozmawiamy o pracy. On jest tak niesamowicie utalentowany, wszystko przychodzi mu z taką łatwością, że nie ma chyba sensu pytać, w jaki sposób coś zrobił ( śmiech ) .
Ze względu na popularność rodziców jesteś cały czas obiektem zainteresowania dziennikarzy i paparazzi. Czy to dla ciebie duży problem?
- Szczerze mówiąc, nie. Jeżeli chce się robić karierę w przemyśle filmowym, trzeba się liczyć z konsekwencjami. Uważam, że we wszystkim trzeba znaleźć umiar, a już zwłaszcza w narzekaniu na to, co się robi. Bo przecież, na Boga, gdybym została politykiem albo lekarzem, to konsekwencje mojego zawodu byłyby znacznie poważniejsze - odpowiadałabym za czyjeś zdrowie i życie albo za budżet całego kraju. A rozpaczanie, że ktoś chce mi zrobić zdjęcie albo poprosi o autograf? Naprawdę, nie przesadzajmy, że to takie straszne. W moim przypadku zalety bycia aktorką zdecydowanie przeważają. Najbardziej istotne jest dla mnie to, żeby spełniać się artystycznie. Mogę ponieść koszt bycia na świeczniku. Nie lubię być sławna, chciałabym tego uniknąć, ale liczyłam się z tym od początku.
Jesteś samoukiem. Nie chciałaś iść do szkoły aktorskiej?
- Aktorstwo to zawód, w którym zdecydowanie więcej można się nauczyć poza szkołą. Zaczęłam edukację od bardzo dobrej szkoły, w której nauczano w sposób typowo akademicki. Nie czułam się tam dobrze, bo nie nakręca mnie rywalizacja z innymi, a tam każdy walczył o jak najlepsze oceny, o jak najbardziej prestiżowe miejsce w college'u. Jednak gdybym tam nie trafiła, nie poznałabym przyjaciół ani nie przeczytałabym wielu fantastycznych książek, byłabym więc zupełnie inną osobą, niż jestem. Doceniam to, co stamtąd wyniosłam, ale więcej doświadczeń zdobywam w codziennym życiu, niż siedząc na zajęciach. W ostatnim roku mnóstwo podróżowałam, pracowałam z fantastycznymi ludźmi. Nadal czytam książki czy oglądam filmy. Ale aktorstwo dało mi zdecydowanie więcej, niż odrabianie pracy domowej z matematyki ( śmiech ) .
Czy jako nastolatka buntowałaś się przeciwko radom rodziców?
- Nie byłam trudnym dzieckiem, wręcz przeciwnie - spokojną, grzeczną, ułożoną dziewczynką. Każdy przechodzi przez czas buntu w trudnym okresie dojrzewania, mnie to również nie ominęło, ale rodzice zawsze obdarzali mnie dużym zaufaniem. Sama też ufam sobie, swojemu instynktowi.
Nakręciłaś filmy z dwiema francuskimi reżyserkami. To "Tancerka" Stéphanie Di Giusto i "Planetarium" Rebekki Zlotowski, które właśnie wchodzi na ekrany polskich kin. Celowo szukałaś takich projektów, które pozwolą ci zaistnieć aktorsko w Europie?
- Nie planowałam tego. Po prostu trafiły w moje ręce dwa wspaniałe scenariusze. A dobry scenariusz to jedyne, co może mnie przekonać do przyjęcia roli. Nie zagram postaci, która nie jest interesująca, pogłębiona.
Ważne jest dla mnie także to, żeby współpraca z reżyserem odbywała się bez zbytnich zgrzytów. Ale nie jestem fanką rozróżniania na reżyserki i reżyserów. To krzywdzące dla kobiet w tym zawodzie. Zaznaczenie tego, że autorką filmu jest kobieta, sprawia wrażenie, jakby było to coś nienormalnego.
W przemyśle jest ich jednak znacznie mniej niż mężczyzn.
- Wciąż mają pod górkę, zwłaszcza w Hollywood. Nie można ignorować tego faktu. Francja, w której 25 proc. reżyserów to kobiety, jest na świecie niesamowitym wyjątkiem. Ale czy 25 proc. to naprawdę powód do świętowania? Trzeba walczyć, żeby tę sytuację zmienić, ale nie zgadzam się też, żeby ktoś miał fory tylko dlatego, że jest kobietą.
Jako osoba publiczna masz obowiązek walczyć o prawa kobiet?
- Oczywiście. Zawsze powinno się walczyć o to, w co się wierzy, zwłaszcza mając do tego środki. Wykorzystuję fakt, że udzielam sporo wywiadów, a to, co powiem, media chętnie podchwytują. Nie staram się jednak zmieniać świata, tylko dobrze wywiązywać ze swoich obowiązków.
Które z nich są najtrudniejsze?
- Weźmy rolę w "Planetarium" - nigdy nie myślałam, że będę w stanie płakać na żądanie. To było prawdziwe wyzwanie. Gdybym nie podołała, byłabym na siebie naprawdę wściekła, bo zawiodłabym całą ekipę, która pracowała przy tym filmie. A ona była jak jedna wielka rodzina. Wiele osób już wcześniej ze sobą współpracowało. Mimo to przyjęli mnie ciepło. Czułam się w ich towarzystwie znakomicie, w pełni komfortowo. Z wieloma z tych ludzi się zaprzyjaźniłam - z Rebeccą i z Natalie Portman utrzymuję kontakt cały czas.
Traktowałaś Portman jak mentorkę?
- Patrzę z podziwem na jej osiągnięcia aktorskie, jestem jej oddaną fanką. Tym bardziej że jest przy tym skromna i ciepła, a nie despotyczna i rozkapryszona. Nie jest kimś, kto rozstawia innych po kątach. Doceniam takie osoby. Ja z kolei jestem obserwatorem. Dużo się uczę, kiedy podpatruję innych. Kiedy patrzyłam na to, jak ona przygotowuje się do konkretnych scen, jak je wykonuje na planie, nauczyłam się znacznie więcej, niż gdyby ktokolwiek tłumaczył mi, jak powinnam grać. Oglądanie Natalie, kiedy przypomina sobie swoje kwestie i staje się swoją postacią, jest jak misterium.
Czy dlatego, że jesteś młodą aktorką, ktoś rozstawiał cię kiedyś po kątach na planie?
- Mam małe doświadczenie i mnóstwo do nauczenia, ale nie pozwoliłabym sobie na to, żeby inni mówili mi, co mam robić. Na szczęście dotąd nie miałam takich doświadczeń, nikt na planie nie próbował mną rządzić, nie rozkazywał mi ani nie narzucał tego, jak moja gra ma wyglądać. Dzięki obserwacji, a nie poleceniom, uczę się znacznie więcej.
Zastanawiasz się, dlaczego reżyserzy powierzają role akurat tobie?
- Nie, mam nadzieję, że sprawa jest oczywista i obsadzają mnie dlatego, że jestem dobra ( śmiech ) .
Role są ci proponowane czy bierzesz udział w przesłuchaniach?
- Zawsze biorę udział w przesłuchaniach. Jestem sceptycznie nastawiona do ofert, które przychodzą do mnie, zanim ktoś sprawdzi moje umiejętności. Nie jestem głupia. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moje nazwisko dobrze wygląda na plakatach. Wiem, że "Lily Rose-Depp" w materiałach promocyjnych dużo znaczy. Muszę więc świadomie podchodzić do wyboru ról, bo nie chciałabym kiedykolwiek dostać pracy za to, kim są moi rodzice. Wolę brać udział w przesłuchaniach i zostać wybrana jako jedyna ze stu dziewczyn, niż dostać rolę od kogoś, kto nawet nie widział moich poprzednich filmów, ale zna mojego ojca albo matkę.
Lily-Rose Melody Depp. Francusko-amerykańska supermodelka, aktorka i prawdziwa gwiazda Internetu. Na Instagramie śledzi ją ponad 2,5 mln użytkowników. Ma 17 lat. Jest córką aktora i muzyka Johnny'ego Deppa oraz modelki i aktorki Vanessy Paradis. Debiutowała w epizodycznej roli u Kevina Smitha w filmie Kieł (2014). Produkcja doczekała się spin-offu Yoga Hosers (2016), w którym zagrała już główną rolę. W 2015 roku została modelką marki Chanel i nową twarzą zapachu No 5 L'Eau. Zagrała również w filmie Tancerka, w którym wcieliła się w Isadorę Duncan i otrzymała za tę rolę nominację do Nagrody Lumieres dla najbardziej obiecującej młodej aktorki. Występ u boku Natalie Portman w Planetarium to jej pierwsza główna rola w tak dużej produkcji.
Artur Zaborski. Studiował krytykę literacką i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w portalach Onet.pl i Stopklatka.pl (w tym drugim szefował redakcji przez pół roku). Współpracuje z rozlicznymi mediami i festiwalami filmowymi. Zakochany w kulturze Iranu. Kibicuje transformacji Warszawy w miasto wielokulturowe.