Rozmowa
ks. Michał Misiak (fot. Bartosz Józefiak)
ks. Michał Misiak (fot. Bartosz Józefiak)

Ksiądz Michał Misiak z parafii Przemienienia Pańskiego jest znany w Łodzi i okolicach. W Pabianicach zasłynął modlitwami pod sklepem z dopalaczami oraz spowiedzią w trakcie spaceru. W Łodzi i Bełchatowie robił Chrystoteki: dyskoteki ewangelizacyjne, na których goście bawią się bez alkoholu, ale za to mogą się wyspowiadać w darkroomach. Na łódzkich osiedlach majowe nabożeństwa odprawiał w piaskownicy i na boiskach. Jest aktywny na Facebooku. Wierni w komentarzach zostawiają mu nazwiska osób, za które chcieliby, żeby się pomodlił. Tym razem zasłynął nietypową kolędą. W domu publicznym .

Po co ksiądz tam poszedł?

- Takie moje powołanie. Szukać tych, którzy cierpią, którzy się pogubili. Jezus przyszedł przecież do chorych, a ja mam naśladować tego Lekarza. Swoją drogą, na tej ulicy miałem wyznaczone domy do kolędy. Nasz proboszcz uczula, żeby pukać w każde drzwi.

Skąd ksiądz wiedział, że tam jest dom publiczny?

- Gdy zaczynam pracę w nowej parafii, zawsze robię rozeznanie pod tym kątem. Rozmawiam z bezdomnymi, uzależnionymi, ludźmi na ulicy. Tutaj po pierwszym tygodniu wiedziałem, że mam na swoim terenie sklep z dopalaczami, kilka melin, no i ten dom publiczny. Zabrałem kiedyś materiały ewangelizacyjne i poszedłem do tej agencji. W środku pani, która zobaczyła mnie w sutannie, powiedziała, że tylko tu sprząta. Zostawiłem numer telefonu. Nikt się nie odezwał.

Spróbował ksiądz ponownie.

- Tym razem było inaczej. Gdy szedłem na kolędę, zobaczyłem piękną kobietę. Szła tam, gdzie ja chciałem wejść od czterech miesięcy. Pomyślałem, że wejdziemy razem. Przeszła przez ulicę i skierowała się w stronę furtki. Podbiegłem. Poprosiłem, by wpuściła mnie do środka. Za drzwiami czekała właścicielka. Zapytała, czy wiem, co to za miejsce. Powiedziałem, że od dawna modlę się, żeby tu wejść. Wpuściły mnie. Były we dwie.

Jak się ksiądz czuł w takim miejscu?

- Poczułem się potrzebny, bo tam, gdzie potęguje się grzech, tam Bóg jeszcze mocniej chce wylewać swoją miłość. Czułem, że jestem na swoim miejscu.

Co ksiądz mówił do tych dziewczyn?

- To sprawa między nami. Choć nie było tam jeszcze spowiedzi, z szacunku do tych pań obowiązuje mnie dyskrecja. Zapytałem, czy możemy przejść do jakiegoś spokojnego miejsca, by się pomodlić. Zaprosiły mnie do różowego pokoju z rurą do tańczenia na środku. To było idealne miejsce na modlitwę. Tu na co dzień zwyciężał szatan, a dziś miało zatryumfować miłosierdzie Boże. Zaśpiewaliśmy kolędę, odmówiłem egzorcyzm, prosiłem Tatę w Niebie o miłość, bezpieczeństwo i nowe życie dla pań, które tam przychodzą. Były łzy i głęboka, pełna szacunku rozmowa.

Święcić takie miejsce? Z artykułami erotycznymi na półkach?

- No jasne. A co, mamy święcić tylko święte miejsca? Trzeba też gromić demona na każdym kroku i w każdym miejscu, by nie mógł szkodzić ludziom.

Zobacz wideo Katolik-gej: "To nie bohaterstwo. Bóg jest miłością"

Nie bał się ksiądz? Na przykład ochroniarzy, którzy wyrzucą za drzwi, pobiją?

- Nie. Ufam tym, którzy stają w prawdzie. No i swoją drogą jeżeli ksiądz idzie w imię Jezusa, to zawsze jest bezpieczny.

Tak?

- Tak. Choć ja lekko dostałem już w zęby. Nieraz.

Jak to się stało?

- Chodzę ulicami po nocach. Trochę zaczepiam młodzież, zagaduję. Ostatnio spotkałem grupkę mężczyzn koło trzydziestki. Dostałem od jednego za pierwsze "Szczęść Boże". Naskoczyli na niego koledzy: "Co ty debilu, do księdza skaczesz?" Tłumaczyłem, że chcę z nim tylko porozmawiać. Gadaliśmy później z godzinę. Wrócił z Holandii. Dorobił się i chciał zrobić niespodziankę dziewczynie. Zastał ją w łóżku z kolegą. Od trzech dni pije. Wszystkie pieniądze przebalował. Pomodliłem się za niego. Powiedziałem: "to nie była kandydatka na żonę. Bóg ma inne plany dla ciebie. Prześpij się i zacznij nowe życie. A tamtej dziewczynie przebacz i ją sobie daruj".

Ks. Michał Misiak (fot. Bartosz Józefiak)

Ta kolęda to nie była pierwsza modlitwa księdza z prostytutkami.

- Zatrzymuję się w miejscach, gdzie stoją. Są zawsze zdziwione, gdy staram się z nimi porozmawiać. Trudniej jest z dziewczynami z innych krajów. Nie mówią po polsku. Stawiam im wtedy krzyżyk na czole i jadę dalej. Na dziś tylko jedną prostytutkę udało się uratować. Dwa lata temu.

Kilkadziesiąt prostytutek, jedna uratowana. Niezbyt dużo. Warto to robić?

- Jedna osoba uratowana na parę lat to dla mnie bardzo dużo. Gdy ta kobieta zerwała z prostytucją, musiała przejść egzorcyzm.

Dlaczego?

- Była opętana. Szatan bardzo nęka osoby, które weszły w bagno nieczystości.

To znaczy?

- Zazwyczaj zaczyna się od pornografii, później przychodzą zdrady i tak aż do myśli samobójczych. To jego droga. Ta kobieta wybrała drogę, którą jest Jezus. Zaświadczam, że dziś jest bardzo szczęśliwą osobą.

Może te kobiety potrzebują pomocy finansowej bardziej niż gazetek ewangelizacyjnych i egzorcyzmów?

- Nie. Tu paradoksalnie nie chodzi o pieniądze. One potrzebują miłości. A przecież Bóg jest miłością. Po co dużo szukać. Tu chodzi o wiarę. Te kobiety nie znają Boga żywego. Owszem, często są ochrzczone, nieraz chodzą nawet do kościoła. Ale to jeszcze nie znaczy, że idą za Jezusem, że znają Boga. A Bóg dla każdego człowieka ma plan na jego życie. W tym planie nie ma prostytucji.

Wiele prostytutek robi to, co robi, bo zmusza je do tego sytuacja życiowa.

- Poznałem prostytutkę, która przyjechała do nas z Rumunii. Zbierała w taki sposób pieniądze na operację synka. Ja zjawiam się w imię Jezusa i mówię takim osobom, że jest alternatywa.

Klub nocny (fot. pixabay.com)

Może muszą tak, bo inaczej nie wykarmią dzieci.

- Nie. Mam przykład z dziś. Pewna kobieta potrzebowała dla dzieci tysiąc pięćset zł. Poszła do swojego wikariusza. Ksiądz sięgnął po swoje odłożone pieniądze, liczy i wychodzi mu tysiąc sześćset złotych. Dał, bo potrzebowała. Bóg się o nas troszczy. Dla każdej osoby potrzebującej jest rozwiązanie. Tamten ksiądz miał tyle, a ktoś ma może szesnaście tysięcy i da.

Jest ksiądz pewien, że da?

- Tak, da. Bogaci, wierzący ludzie dzielą się tym, co mają. Jeżeli Bóg dotknie ich serca, to zawsze pomogą. Tylko problem w tym, że w Polsce jest bardzo mało wierzących ludzi.

Jak to? Ponad dziewięćdziesiąt procent!

- Ochrzczonych. Ale wierzących o wiele mniej. Z dziesięć procent może. Katolicyzm w Polsce jest bardzo powierzchowny, tradycyjny i trudno go zawsze wiązać z wiarą. Zanim ktoś uwierzy w Jezusa, często już jest karmiony sakramentami. Przez to wielu z nas nie ma dojrzałej wiary. To tak, jakbyśmy niemowlakowi dawali schabowego. Niemowlak musi dostać mleko. A kiedy człowiek będzie gotowy, dostanie swego schabowego.

Czym jest to mleko? Co symbolizuje?

- Mleko to owoc ewangelizacji. Czyli doświadczenie, że Bóg mnie kocha, że jestem grzesznikiem, że jedyną drogą do Ojca jest Jezus, którego muszę wybrać świadomie i dobrowolnie na Pana mojego życia. Często w Polsce ludzie nie czytają Biblii, nie mają relacji osobowej z Jezusem, a przyjmują sakramenty.

Czy to nie wina księży?

- Tak, głównie to nasza wina. Łatwo odprawić mszę, rozdać komunię, ale trudniej zaprowadzić kogoś do żywej wiary. Na to potrzeba czasu i samemu trzeba mieć głęboką więź z Jezusem. Co masz, to dasz.

Ks. Michał Misiak jest wikariuszem w parafii Przemienienia Pańskiego w Łodzi. Wywiad opublikowaliśmy po raz pierwszy w styczniu 2017 roku.