Rozmowa
Jurek Owsiak (fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)
Jurek Owsiak (fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)

Masz żal do TVP?

- Co tu dużo gadać, mam olbrzymi żal. Finał WOŚP robiła z nami w TVP fantastyczna ekipa. Świetni operatorzy, technicy, scenografowie. Łącznie ze strażnikami, którzy wpuszczali ludzi do studia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego TVP zrezygnowała z czegoś, co budowała z nami przez 24 lata. To był najbardziej profesjonalny tego rodzaju przekaz na świecie. Niepowtarzalny show. I nagle, choć nic nie przeskrobaliśmy, telewizja z dnia na dzień, tylko ze względu na swoją ideologię, z nas zrezygnowała.

Więc w tym roku gracie z TVN.

- Najpierw wysłaliśmy list do TVP. Gdy ta milczała, napisaliśmy do TVN. To nie było tak, że to TVN do nas zapukał. W porównaniu do TVP telewizja TVN jest na maksa oszczędna. To dobrze skonstruowany biznes, tam się liczy każda minuta, nie ma przerostu zatrudnienia. Swoją drogą, TVP ostatnim razem dała na finał 800 tysięcy złotych, a my przynieśliśmy w reklamach 1,3 miliona. Bo pamiętaj, proszę, że producentem finału jesteśmy my. To my, jako Złoty Melon przy Fundacji WOŚP, organizujemy miasteczko, szukamy sponsorów. I my za to płacimy. Telewizja daje nam antenę.

Jurek Owsiak (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Jak Wielki Finał będzie wyglądał w tym roku?

- W tym roku planujemy relacje reporterskie z ośmiu miast. Sama transmisja będzie o 30 minut dłuższa, kończymy o 00.30. Jak o tym usłyszałem, powiedziałem: "Ludzie, dbajcie o moje gardło". Oczywiście, chcemy wszystko zrobić jak najlepiej, przy wykorzystaniu wszelkich możliwości technicznych: drona i światłowodów. Ale wiesz, co jest najtrudniejsze? Zrobienie szatni dla ośmiuset osób. W TVP wolontariusze wszędzie rzucali ciuchy, ktoś ich musiał pilnować. Teraz mamy wielki namiot tylko na ubrania.

Będą jakieś specjalne atrakcje w związku z jubileuszem? Gracie przecież już 25. raz.

- Tak jak zawsze: koncerty, licytacje i mnóstwo dobrej zabawy. Ale będzie też inaczej.

Nie boisz się, że w TVN zniknie niekomercyjny duch tego przedsięwzięcia?

- Nie. W TVN grają fair. Wiedzą, że nie można zabić Orkiestry komercyjnym stylem. Wręcz powiem, że o wiele łatwiej było z tym w Telewizji Polskiej. Tam, gdy przychodził ktoś, kto prowadził jakąś działalność, podawaliśmy po prostu, że to pan X z firmy Y. W TVN jest inaczej. W studiu pojawi się na przykład Magda Gessler, ale trzeba o niej mówić "pani Magda". A przecież wiadomo, że to jest ta pani Magda, która gotuje i której nazwiskiem są sygnowane restauracje. Ale w TVN nie ma przebacz. To jest pani Magda. Wszystko musi być oparte na zasadach, które obowiązują w stacji.

Jurek Owsiak (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Skąd w tobie wciąż tyle zapału? Mnie, jak widzę ataki na ciebie, czasem aż trzęsie

.

- Dostałem z Nowej Zelandii świetnego bourbona o nazwie Woodstock. Powiedz, jak cię zatrzęsie. Poleję ci i przejdzie. A poważnie mówiąc - rok temu było dużo gorzej. A najgorzej było trzy lata temu. Wtedy miałem poczucie, że to zorganizowana akcja. W pewnym momencie pojawili się hejterzy, którzy pisali to samo. I nagle, prawie równocześnie, zniknęli. A z drugiej strony wydaliśmy właśnie książkę z opowieściami ludzi, którym pomogła Orkiestra, którzy czują się z nią związani. To nas trzyma.

Zdarzają się też różne dziwne sytuacje. Wszyscy wiedzą, że Poczta Polska nie wydrukuje nam w tym roku znaczków. Nie zrobiliśmy nic, co mogłoby tłumaczyć taką decyzję. Chodzi tylko o ideologię. A dzisiaj dostaliśmy od pracowników Poczty Polskiej maila ze słowami: "Chcemy z wami grać, chcemy mieć swoje stanowisko. Weźmiemy te znaczki, które podobno leżą w magazynie i...".

To jednak one są?!

- Nikt tego nie wie. To nie pracownicy Poczty Polskiej - mój listonosz czy bardzo miła pani z okienka - są winni tej sytuacji. Winny jest szef Poczty, który wbrew zarządzeniu ministerstwa podjął taką, a nie inną decyzję. I chcę mu teraz powiedzieć: Proszę pana, za rok, pięć czy dziesięć lat będzie panu cholernie wstyd. Bo życie pisze różne scenariusze. Będzie trwoga w rodzinie, zachoruje ktoś bliski i znajdzie się dla niego superłóżko, superrespirator czy superpompa strzykawkowa z naszym serduszkiem. I jak pan wtedy wydrukuje te znaczki, to ja pana przytulę i powiem: "Chłopie, było, minęło".

Polacy, którzy mają sztaby WOŚP w Brukseli, zamówili na poczcie piękne znaczki dla Orkiestry. Ktoś inny zamówił w Stanach. Więc nie mamy nerwa żadnego. Żadnej zadry.

Krzysztof Dobies i Jurek Owsiak przed 25. Finałem WOŚP (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

A nie masz zadry w związku z tym, że teraz TVP gra z Caritasem?

- Nie. Kiedy umierał mój teść, pomogli mu właśnie ludzie z pobliskiego Caritasu. Parę ładnych lat temu rozmawiałem z szefem tej instytucji. Powiedział mi: "Naszym największym bólem jest to, że ludzie nas porównują. My do tego nie dążymy".

Na najbliższym finale będziemy się dzielić najnowszymi wynikami badań. Pytano w nich ankietowanych, jak oceniają Orkiestrę, a na końcu o to, na kogo głosowali. Zebraliśmy dobre opinie, a 87 procent tych, którzy je wygłosili, głosowało na PiS! Okazuje się, że my na tych ludzi patrzymy przez pryzmat wodza PiS, Jarosława Kaczyńskiego. A nie powinniśmy, nawet na polityków z tej partii. Owszem, czasem wyskoczy jakiś pojedynczy i chlapnie bzdurę, jak poseł Stanisław Pięta. Ale to nie oznacza, że reszta posłów jego ugrupowania myśli tak samo.

Uważasz, że Polacy mogliby przestać się ścierać? Że moglibyśmy się pogodzić?

- To bardzo trudne. Nie chciałbym być złym wróżbitą, ale okazuje się, że jednoczy nas zagrożenie z zewnątrz. Polska w 1939 roku miała podobny układ polityczny i napięciowy jak teraz. Wróg sprawił, że podziały choć na chwilę zniknęły. Żebyśmy my, Polacy, zakopali topór, musi się nad nami pojawić czarna chmura. Wtedy wszyscy razem będziemy szyli ogromny parasol, żeby się obronić.

A obecna sytuacja? Wszystkie jej przyczyny są bardzo dobrze znane. Ktoś o kogoś nie zadbał, ktoś o kimś powiedział, że jest gorszy, a jeszcze inny, że tych gorszych nigdy nie zauważano. Mamy poczucie, że nasze życie jest pyłem dla polityków. I dlatego powstaje zadra, która wychodzi na wierzch przy okazji wyborów. "A to zagłosuję komuś na złość!" Niestety, podział wśród Polaków każdego dnia się pogłębia.

I nic się nie da zrobić?

- Myślę, że potrzebny jest ktoś spoza polityki, kto by spróbował nas połączyć.

Jurek Owsiak (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Może ty?

- O, dziękuję ci bardzo. Jeszcze chcę spokojnie usiąść sobie w domu po pracy i wypić drinka. No i spokojnie robić finał WOŚP.

Nie jest tak, że Orkiestra gra z kimś, z tym czy innym prezydentem. Przez 25 lat rządziła strona prawa, lewa, centrum, a jak ktoś miał ochotę, to przyszedł do studia, nieważne z jakiej partii był. Jeśli prezydent ma ochotę, niech przyjdzie. Pod warunkiem że jego ochrona nie wstrzyma całego finału. To miejsce jest otwarte.

Myślisz, że osobą, która by nas pogodziła, mógłby być prezydent?

- Niestety nie. Przez rok nasze sprawy zaszły tak daleko, a w osobie pana prezydenta nie znaleźliśmy wsparcia. A szkoda. Uważam, że jego najlepszym doradcą jest jego żona. Ja z moją tworzymy Fundację i muszę przyznać, że wiele moich postanowień wypływa z rodzinnych rozmów. Kobiety są racjonalne. Mówią, że może trzeba zwolnić albo spojrzeć na coś inaczej. Pan prezydent powinien się więc oprzeć na małżonce, która wydaje mi się rozsądna.

Agata Kornhauser-Duda podczas Świątecznej Zbiórki Żywności (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Jurek, nazwisko mediatora poproszę.

- Mieliśmy kilka autorytetów, które odrzuciliśmy, chociażby profesora Władysława Bartoszewskiego. Rozsądnym głosem jest dla mnie też biskup Tadeusz Pieronek. W tym, co mówi, nie ma cienia zadry. Z kolei biskup Henryk Hoser niepotrzebnie podkręca sytuację.

Cóż, ciężko jest znaleźć taką osobę. Widzisz, partie, które triumfują w wyborach, wygrywają na tym, że zazwyczaj mówią o Polsce źle. A ja bym chciał, żebyśmy wygrywali, mówiąc, że będzie jeszcze lepiej. Zawsze zagłosowałbym na Elżbietę Jaworowicz. Może ona nas pogodzi?

Jurek Owsiak. Dziennikarz radiowy i telewizyjny, showman, działacz społeczny. W marcu 1993 roku założył Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, której coroczny finał jest jedną z największych akcji charytatywnych w Europie. Z kolei wymyślony przez niego Przystanek Woodstock jest największym w Europie festiwalem pod gołym niebem. Honorowy obywatel miasta stołecznego Warszawy. Jego żona jest w zarządzie Fundacji WOŚP, mają dwie córki.

Angelika Swoboda . Dziennikarka weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.