Rozmowa
Ryszard Kalisz z Konstytucją przed Pałacem Prezydenckim (fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Wyborcza.pl)
Ryszard Kalisz z Konstytucją przed Pałacem Prezydenckim (fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Wyborcza.pl)

R JAK RODZINA

Inicjały RRK na koszuli to...?

Ryszard Roman Kalisz. Jest jeszcze Robert z bierzmowania.

A mawiał pan: "ja jestem tylko skromny Ryś"

- Nie za często używałem tego sformułowania, ale podoba mi się. Wszyscy, żona i mama też, mówią do mnie "Ryszard".

Skromny Ryś z wizerunkiem lwa salonowego.

Prowadziłem intensywne życie towarzyskie przez lata. Nie ma w tym nic złego. Ale to przeszłość.

Dlaczego?

- Bo od kilku lat jestem przykładnym ojcem rodziny i to mi się podoba.

Patchworkowej rodziny.

Tak.

Synek żony, pański synek i wspólny synek pana i żony. Dobra logistyka jest potrzebna. Czas. I pieniądze.

- Tak (śmiech) . Ale daję radę. Przy dobrych chęciach żony i moich wszystko się da zrobić. I mam z tego olbrzymią satysfakcję.

Ryszard Kalisz jeszcze jako poseł, na ostatnim posiedzeniu Sejmu poprzedniej kadencji, 09.10.2015 r. (fot. Sławomir Kamiński/AG)

P JAK PIENIĄDZE

Ile pan zarabia?

Nie mam pojęcia. Niech pan mi wierzy.

A widełki jakieś?

Moja kancelaria jest nowa. Musiałem wynająć lokal, zatrudnić ludzi. Przez wiele, wiele miesięcy był deficyt.

A teraz już nie jest?

- Nawet nie wiem.

To ma pan duży finansowy komfort, jak pan nie wie, czy pan aktualnie zarabia, czy traci.

To nie do końca tak. Pieniądze muszą być konsekwencją mojej pracy. Ale nie chcę, by były dla mnie wyznacznikiem wszystkiego. Jak pan widzi, kancelaria adwokacka funkcjonuje, więc na koszty zarabiam.

A na co pan lubi wydawać? -

Prezenty lubię robić. Żonie i moim chłopakom zwłaszcza, mamie.

Chłopaków ma pan trzech, jest co kupować.

- I sprawia mi to olbrzymią radość. A tak poza tym, to wydaję pieniądze normalnie: żeby się ubrać, zjeść, pojechać gdzieś, jakoś się przemieszczać.

Dalej tym słynnym Jaguarem?

- Nieee, już od dawna go nie mam. I to było zupełnie inaczej, niż wszyscy myślą.

No to jak było?

Wcześniej jeździłem mniejszym autem - Toyotą Yaris. Wszyscy się ze mnie nabijali, paparazzi mi robili zdjęcia. A ja lubiłem i do dziś lubię prowokacje. Kiedyś wszedłem do salonu sprzedaży samochodów używanych i zobaczyłem klasycznego Jaguara... I pomyślałem: "a ja się z was pośmieję". Miałem na myśli tabloidowych dziennikarzy i paparazzi. Kupiłem tego jaguara. Był oczywiście...

...drogi jak cholera?

- Wręcz przeciwnie. Był używany. Miał kilka lat. W dodatku to był czas, gdy dolar kosztował dwa złote. A Jaguar był sprowadzany z Ameryki. Korzystnie go kupiłem. A sprzedałem potem za 36 tysięcy. Jak pan widzi - żadna fortuna.

Leszek Miller, Ryszard Kalisz, po lewej Jaguar Ryszarda Kalisza (fot. Wojciech Surdziel/AG)

H JAK HIERARCHIA

Hierarchia ważności się panu pozmieniała. Kiedyś na pierwszym miejscu była polityka. Było też prawo. I panie. Różne.

- Teraz na pierwszym miejscu jest rodzina. Potem państwo. Potem prawo i Kancelaria Adwokacka "Ryszard Kalisz". Na końcu polityka. A pani w moim życiu jest jedna - moja żona. Jest najmądrzejszą i najwspanialszą kobietą, jaką kiedykolwiek w życiu poznałem. Jest wyśmienitym adwokatem. Ma wspaniały gust.

To pan jest spełnionym, szczęśliwym człowiekiem.

Tak. Tak! I wie pan, jeszcze 10 lat temu, to...

...to by pan grzmiał w Sejmie, że aktualny rząd państwo psuje.

Dokładnie. 8 lat temu, po pięćdziesiątce, wydawało się, że nie będę miał rodziny ani dzieci, a tu widzi pan? I wszystkich do tego namawiam!

Nie ma pan poczucia, że pan razem z lewicą wypadł z obiegu?

- Niespecjalnie. Choć paru spraw nie dokończyłem.

Których?

Przewidywaliśmy, że Konstytucję z 1997 roku po 10 latach przejrzymy i zmienimy. Uważam, że powinna być zmieniona, w kilku punktach.

A chciałby pan, żeby to obecna większość ją zmieniała?

- Oj, nie! Na szczęście nie tak łatwo Konstytucję zmienić - musi być referendum ogólnokrajowe z progiem 50 proc. frekwencji. Obecna władza zmieniłaby ją na gorsze. Jarosław Kaczyński chce państwa z pozakonstytucyjnym ośrodkiem decyzyjnym. I tego nie ukrywa. Niestety, jeżeli Trybunał Konstytucyjny został anihilowany, to władza może w ustawie uchwalać przepisy niezgodne z Konstytucją. Czyli praktycznie ją unicestwić.

30. posiedzenie Sejmu VIII Kadencji, Jarosław Kaczyński, prezes PiS (fot. Sławomir Kamiński/AG)

K JAK KACZYŃSKI

No to pierwsze K. Jak prezes Kaczyński.

- Jest bardzo inteligentnym człowiekiem. Miał kilka przebłysków olbrzymiej zdolności politycznej. Na przykład gdy wymyślił słowo "układ".

To jest przebłysk zdolności politycznej?

- Tak. To trafiło do wielu ludzi, bo każdy ma swój układ. Dla rolnika układem jest wójt, dla przedsiębiorcy skarbówka, dla innych prezydent, bo jest uosobieniem władzy. Dla zwykłego człowieka na przykład rektor szkoły wyższej, do której córka się nie dostała. Narracja o układzie była socjotechnicznie znakomita. Jednak była przeciwko dobru wspólnemu.

Narobiła szkód.

Kazała na wszystkich patrzeć podejrzliwie, kazała myśleć, jak zwalczyć sąsiada. Kaczyński może i potrafi słuchać, natomiast nie zna życia... Nie jeździ za granicę. Nie ma kontaktu z ludźmi - poza najbliższymi współpracownikami partyjnymi. O tym, że nie zgadzam się z jego koncepcjami politycznymi, nawet nie będę wspominał. Ale powiem panu: ja myślę, że on się z niektórymi swoimi koncepcjami sam nie zgadza.

Miałby je wdrażać wbrew sobie, bo się społeczeństwu podobają?

- Wdraża je, bo to jest efektywne politycznie.

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Z JAK ZIOBRO

Ma od tego ludzi. Z jak Ziobro.

- Eeeech!

A coś więcej?

- Ziobro chyba często nie czuje się ze sobą zbyt dobrze. Kiedyś na rynku w Krakowie, przy SPATIF-ie, latem, siedziałem w kawiarni. Nagle podchodzi do mnie facet i mówi: ja jestem tym kolegą Ziobry, którego on przez 12 lat ścigał po sądach.

Przerażająca konsekwencja.

- Wie pan,  uważam, że prawo karne powinno być stosowane w ostateczności. Najpierw w człowieku należy widzieć dobro. Dopiero wtedy, gdy się go nie da zauważyć, albo jest przytłumione przez zło, powinno się uruchamiać procedury prawa karnego. Prawo karne nie zlikwiduje niepłacenia podatków ani nie sprawi, że kobiety przestaną przerywać ciążę. Ziobro uważa, że wszystko można rozwiązać za pomocą prawa karnego. To populizm, gra na niskich emocjach.

Wznowił śledztwo ws. willi Kwaśniewskich.

- To jest po prostu "Kafkaland", jak powiedział Józef Pinior. Jak z "Procesu" Kafki. To śledztwo umorzono w 2010 r. Teraz wszczęła je ponownie prokuratura w Katowicach, mentalnie bliska Prokuratorowi Generalnemu. Kwaśniewscy zresztą nie są w nim stroną. Oni, najbardziej zainteresowani, nie mają dostępu do akt. Nie wiedzą, jakie to nowe dowody, czy w ogóle jakieś są?

Aleksander Kwaśniewski się pewnie wściekł.

- Nie. To bardzo spokojny człowiek. I ma świadomość toczących się w Polsce procesów politycznych i charakterów pewnych ludzi.

Aleksander Kwaśniewski i Ryszard Kalisz (fot. Tomasz Rytych/AG)

K JAK KWAŚNIEWSKI To on wciągnął pana do polityki. Karierę mu pan zawdzięcza.

- Nie tylko do polityki, on mnie do Polski ściągnął.

Właśnie, w latach 80. studiował pan w Szwajcarii. Co się stało, że pan wrócił?

- Już tam trochę się zadomowiłem, gdy zadzwonił Kwaśniewski.

Który to był rok? -

1986. Wtedy został po raz pierwszy ministrem. I mówi: "Słuchaj, ja cię bardzo proszę, ty wracaj do Polski. Bo mamy coś jeszcze w tej Polsce do zrobienia. Żeby była demokratyczna".

Tak mówił w 1985 roku Kwaśniewski?

Tak. Wiem, że trudno dziś uwierzyć, że mówił tak on, minister w PRL-owskim rządzie. A ja do dziś pamiętam sformułowanie, którego użył. Powiedział, że wolałby być ministrem rządu, który ma legitymację z demokratycznych wyborów. A nie rządu, który tej legitymacji nie ma.

Kalisz i Kwaśniewski. Prawdziwa przyjaźń w polityce?

- Tak. Znamy się już tyle lat, poznaliśmy się w organizacji studenckiej. Na początku mieliśmy spięcia przez nasze charaktery. Jesteśmy obydwaj dosyć wyraziści, mamy swoje zdanie. Jednocześnie potrafimy słuchać innych. I..szybko doszliśmy do harmonijnych relacji i przyjaźni. Dogadaliśmy się. Aleksander Kwaśniewski ma więcej wyczucia politycznego. Najlepiej nam szło, jak on zajmował się sprawami politycznymi, a ja prawnymi.

Mówili o panu "prawnik prezydenta".

-  Pan Prezydent Kwaśniewski dzięki mnie miał pełną informację dotyczącą przepisów i ich wykładni. A ja stosowałem prawo w polityce, w praktyce. Okres, gdy kierowałem Kancelarią Prezydenta, był jednym z najlepszych w moim życiu zawodowym.

Nie ma pan niedosytu?

- Nie.

Ryszard Kalisz na konferencji prasowej SLD (fot. Sławomir Kamiński/AG)

N JAK NIEDOSYT I NIENAWIŚĆ

Naprawdę? Od paru lat nie ma pan na nic w polskiej polityce wpływu. A kiedyś - szef Kancelarii Prezydenta, szef MSWiA, współautor Konstytucji.

- To nie tak.  Komentuję politycznie i prawnie wiele zdarzeń. Jestem aktywny publicznie, ale formalnie ma pan rację: żadnego wpływu i funkcji państwowych w tej chwili nie mam.

Ambicja nie gryzie?

- Moje ambicje to nie było pełnienie funkcji. Choć, nie ukrywam, możliwość wpływu na to, co się dzieje w skali państwa, Europy, mnie rajcowała. Wtedy byłem najbardziej wydajny. Potrafiłem cały czas pracować, prawie przez całą dobę.

To było przyjemne uczucie, mieć ten wpływ?

- Tak. Ale nie tyle chodzi o stanowiska, co o świadomość działania na rzecz funkcjonowania państwa. I dlatego dzisiaj, kiedy prowadzę kancelarię adwokacką, nie brakuje mi funkcji państwowych.  Klientem polityka jest cała Polska, jako adwokat mam konkretnych klientów - osobę fizyczną, firmę. Reprezentuję ich prawa, również wobec organów władzy państwowej.

Pytam o niedosyt, bo zaczął pan swoją książkę " Ryszard i Polska. Dlaczego jest, jak jest?" z wysokiego C. Od Mieszka I.

- Zastanawiało mnie, jak to było, zanim my, Polacy, się ochrzciliśmy.

Przecież wtedy trudno mówić o jakiejkolwiek świadomości narodowej.

A właśnie! Cały problem polega na tym, że wcześniej istnieliśmy, tak? Dla wielu Polaków przed chrztem Polski jest czarna dziura. Pytanie brzmi: w jaki sposób nasza tożsamość kulturowa jest kształtowana przez okoliczności, które na nas wpływają? Bo ja stawiam w książce tezę: kiedy Polacy poddają się tradycyjnym fobiom, potrzebie izolacji, strachu przed innymi, to jest źle. A właśnie się poddajemy.

Pisze pan, że przeszkadza panu polski konserwatyzm.

- Nie konserwatyzm jako formuła ideowa. Tylko, że w Polsce niektórzy skrajni "konserwatyści" wykluczają innych, którzy maja inne poglądy, inny sposób życia. To sprawia, że ludzie zamykają się na innych od siebie. Jak Polska zamyka się na świat, to się nie rozwija. A do tego dzieli się wewnętrznie. Ja ten podział, który mamy dzisiaj, nazywam - i mam do tego prawa autorskie - sporem agralnym.

Jakim?

- Agralnym.  Nie dotyczącym rolnictwa, tylko tego: kto kogo "do ziemi".

Brutalne.

- Bo to jest podział nienawiści. Są ludzie, którzy chcą tych z  drugiego plemienia po prostu wyalienować. Ten podział jest stary, moim zdaniem rozpoczął się w latach 60. XIX wieku. Takie różnice polityczne były już w powstaniu styczniowym. A potem szło dwoma torami. W II Rzeczypospolitej nurty piłsudczykowskie przeciwko endeckim - to wszystko po sobie następuje.

Ryszard Kalisz przed Pałacem Prezydenckim (fot. Sławomir Kamiński/AG)

O JAK OJCZYZNA

Wzrusza się pan, jak słyszy pan hymn? Jak polska flaga idzie na maszt?

- Tak.

Były takie chwile.

Kiedy?

Jak Polska wchodziła do UE. Byłem szefem MSWiA, stałem na placu Piłsudskiego 1 maja 2004 r i się wzruszyłem. Wcześniej się tak wzruszyłem, jak w referendum w sprawie akcesji do UE wygrali zwolennicy Europy. A jeszcze wcześniej, jak zawarto porozumienie Okrągłego Stołu i Tadeusz Mazowiecki został premierem.

Wtedy pan nie był jeszcze w polityce.

- Miałem 33 lata, byłem adwokatem.

Lata 80. w Polsce to nie był dobry czas. -

Ze Szwajcarii wróciłem między innymi właśnie dlatego, że jestem patriotą. Czułem, że wtedy bym kraj zostawił. A ja zawsze chciałem go zmieniać.

Wie pan, pamiętam, jak w 1977 r. w Londynie spaliśmy w hoteliku na Earls Court. W kilku na jednej kanapie w małym pokoiku. Żeby umyć ręce, trzeba było siedzieć w kucki nad maleńką półokrągłą umywalką. Pracowałem wtedy na budowie i w punk rockowym klubie muzycznym Speakeasy przy Margaret Street. Dziś nie istnieje, ale jak mam chwilę czasu i jestem w Londynie, jadę w to miejsce. Wtedy, gdy tam siedziałem, zastanawiałem się, dlaczego ja, Polak, muszę pracować na czarno dla tych Anglików? Dlaczego my, Polacy, nie potrafiliśmy sobie ukształtować własnego kraju tak, żeby żyć na poziomie?

Panie mecenasie, wtedy to akurat dlatego, że w kraju bardzo nieprzyjazny ustrój panował. A Wielki Brat patrzył ze wschodu.

- Pełna zgoda. Nie byliśmy w pełni suwerenni. Ale mieliśmy swój kraj. To była Polska, mówiliśmy po polsku, mogliśmy tworzyć mniej czy bardziej swoją własną historię i kulturę.

Tradycyjna interpretacja polskiej lewicy. Ale jest też i inna - że nie byliśmy wolni.

Gdyby takie strajki, jak w 80. roku, odbyły się w ZSRR za Breżniewa... to byłoby zupełnie inaczej. A to był nasz kraj. Byłem dumny, jak otworzyli Wisłostradę. Były mistrzostwa świata w piłce nożnej. Cieszyłem się. Jako młody chłopak nie miałem świadomości zniewolenia.

A równocześnie pana ojciec przyjaźnił się z opozycjonistami.

Bo my zawsze byliśmy dziwną rodziną! Ja zresztą też miałem bliskie relacje z osobami, które kontestowały ówczesny system polityczny.

I jak się pan wtedy czuł?

Jestem świadomy wszystkich moich wyborów. Człowiek nie funkcjonuje sam, tylko wśród ludzi. Wie pan, ja miałem - i mam - po prostu dużo kontaktów w różnych środowiskach. Do dziś jestem zaprzyjaźniony z ludźmi z ówczesnej opozycji, ale też funkcjonujących w organizacjach wtedy oficjalnych. Moje poglądy zawsze były lewicowe. Do tego studiowałem prawo. W tamtym czasie na Wydziale Prawa i Administracji UW prawie wszyscy profesorowie byli partyjni, nawet ci, którzy byli w opozycji. A ja szybko zacząłem działać w organizacjach studenckich. Na naszym wydziale miało ono taki "bratniacki", koleżeński charakter, polityka była gdzieś z boku. Dyskutowaliśmy na zajęciach o przekształceniach systemu, które - wciąż w ramach układu wschodniego - spowodowałyby demokratyzację.

I wyście w to wtedy wierzyli?!?!

- W demokratyzację tak. Wszyscy mieliśmy świadomość, iż PRL-owski system nie ma legitymacji społecznej. Chcieliśmy go zmieniać. Nikt nie wierzył, że ten system padnie. Jeszcze w 1987 r. nikt nie wierzył, że ZSRR padnie. Nasza koncepcja, którą wymyśliliśmy z Kwaśniewskim i Jerzym Koźmińskim w 1980 roku, już po Sierpniu, sprowadzała się do jednego zdania: "partia musi oddać część swojej władzy, a "Solidarność" musi się samoograniczyć".

Tak wam wyszło, że to partia oddała całą władzę.

- I dobrze!

Ryszard Kalisz jako szef MSWiA (fot. Sławomir Kamiński/AG)

L JAK LEWICA

Powiedział pan, że gdyby wpakować różne środowiska lewicowe do bębna losowania numerów w totku i potem wyjąć, to wyszłaby nowa lewica. No to teraz wyszła, nazywa się Razem. Tylko nie ma w niej Ryszarda Kalisza.

Bardzo cenię Razem. Ludzie, którzy tam są, to wspaniałe, ideowe osoby. Ale dla mnie to lewica o charakterze marksistowskim. Dla nich ważne są kwestie socjalne, które wywodzą się z konfliktu między pracodawcą a pracobiorcą. Najłatwiej je wyczuwają, jeżeli jest konflikt między wielką korporacją kapitalistyczną a pracownikiem. A dla mnie najważniejszy jest wolnościowy system polityczny, prawo swobodnej kreacji własnej osobowości i ochrona praw człowieka i wspólnoty obywateli.

To pan wściekły musi być dzisiaj, bo ta nasza wspólnota obywateli kiepsko sobie radzi.

- Wściekły to nie. Smutno mi. Bo wygrała w Polsce wspólnotowość wykluczająca, negatywna. Wspólnotowość ludzi, którzy kogoś nienawidzą. Mamy plemiona. Widział pan spotkanie Rodziny Radia Maryja? Jak wspólnie buzują nienawiścią do innych plemion, które myślą inaczej, niż one?

Tylko że to te środowiska, o których pan mówi, są w tej chwili lepiej zorganizowane i odnoszą sukcesy.

Dlatego PiS wygrał. Bo się na nich oparł.

A lewica i liberałowie są...

- Rozbici.  I nie tylko u nas. Na całym świecie. Widać po zwycięstwie Donalda Trumpa i po Brexicie, i po Francji, że mamy do czynienia ze szczególnym populizmem - populizmem buntu zubożałej klasy średniej, która jest jednocześnie najbardziej narodowa i zamknięta, konserwatywna, zachowawcza, a z drugiej strony - najbardziej antyestablishmentowa. Jak w Polsce mieliśmy rok temu zwycięstwo PiS, to czarnym ludem był w ustach Kaczyńskiego establishment. To on decydował, kto jest establishmentem, a kto nie. Tylko zapomniał, że tym establishmentem to jest on! Bo to on jest od 30 lat w polityce. To on kieruje partią polityczną. To on dziś jest nadprzywódcą.

Polacy lubią nadprzywódców. Miller, Tusk, teraz Kaczyński.

- A mi to właśnie nigdy nie odpowiadało. Dlatego zawsze w okresach przewodnictwa Leszka Millera w SLD ja z tego SLD wypadałem. Aż mnie w końcu Miller z Joanną Senyszyn wyrzucili.

Ryszard Kalisz i Leszek Miller podczas demonstracji przeciwko ustawie o doświadczeniach na zwierzętach (fot. Przemek Wierzchowski/AG)

M JAK MILLER

Wodza Millera pan nie lubił.

- W partiach wodzowskich zbyt dużą władzę zdobywa aparat partyjny. Aparat eliminuje wszystkich mądrzejszych od siebie. Miller, trzeba mu przyznać,  potrafił takim ludźmi kierować. Osiągnął bardzo dużo - był przecież premierem RP. Szybko i dobrze się uczył, choć błędów popełnił dużo. Był dużo lepszym przywódcą partyjnym niż premierem. Niepotrzebnie ponownie został przewodniczącym SLD.

Zakopali panowie topór wojenny?

Spieramy się. Ale to nie tak, że mamy wojnę. Różnimy się ostro, ale jak się widzimy, to podajemy sobie rękę, rozmawiamy.

A myślałem, że to taka nienawiść na zimno.

Nie, ja tak nie potrafię.

Pan chyba nie lubi z ludźmi być "na zimno".

- Tak. Mam szacunek do ludzi o odmiennych poglądach.

Jak bardzo odmiennych?

- Do takiego momentu, do którego ci ludzie uważają, że ci, którzy myślą inaczej niż oni, mają do tego prawo.

W jak wolność?

- Dokładnie.

W JAK WIARA

Jak się ma wiara do wolności?

- Mógłbym odpowiedzieć, że wiara to sprawa prywatna każdego człowieka. Ale jestem osobą publiczną, więc odpowiadam. Z Bogiem mam poukładane.

Może jeszcze na religię pan chodził?

- Mało tego, maturę z religii robiłem! Urodziłem się w rodzinie przestrzegającej świąt kościelnych, chodziłem do kościoła. Tylko za moich czasów religia była w salce katechetycznej. Ale jednocześnie w mojej rodzinie zawsze na pierwszym miejscu była wolność. I poszanowanie godności każdego człowieka, a to bardzo lewicowa wartość. To, że jestem wierzący, nie oznacza, że mam akceptować wszystkie decyzje Kościoła.

Kościół jest dzisiaj w centrum tego, jak będzie wyglądać nasze państwo.

- Cieszę się, że  papież Franciszek widzi wielkie wyzwania, jakie stoją przed Kościołem. Niektórzy polscy biskupi nadal ich nie widzą. W efekcie polska religia jest narodowo-fundamentalistyczna. Prymat mają w niej dziś ci, którzy preferują zamknięcie, a nie otwartość.

Skąd się nam wziął ten narodowy fundamentalizm po 27 latach wolności?

- On się znikąd nagle nie wziął. On w nas tkwi. Między 1989-2005 było inaczej - był podział na postkomunę i postsolidarność. I to był podział konstruktywny. Po wyborze Lecha Kaczyńskiego na prezydenta R.P. w 2005 r.  powrócił jako główny ten stary podział  - na Polskę progresywną i Polskę konserwatywną. To dwa plemiona Polski. Problem moim zdaniem w tym, że ten podział jest naturalny. On gdzieś w nas, Polakach, tkwi. Jest jednak destrukcyjny.

Święto Niepodległości 11.11.2004 r. Od lewej gen. Cz. Piątas, J. Szmajdziński (wówczas MON), L. Pastusiak (wówczas marszałek Senatu), prezydent A. Kwaśniewski, marszałek Sejmu Józef Oleksy, premier M. Belka, szef MSWiA Ryszard Kalisz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

O JAK OLEKSY Cały rozdział o tym podziale pan napisał. Ale i Józef Oleksy się na cały rozdział załapał.

- Józef Oleksy to była instytucja. A teraz Józef Oleksy to jest legenda.

Aż tak?

- Wspaniały kompan. Wielokrotnie się spotykaliśmy, były długie rozmowy. Był fajnym człowiekiem, po prostu. I ludzie go kochali.

Na jakiej podstawie pan tak twierdzi?

W Nowym Sączu, skąd pochodził, lewica jest obecnie szczątkowa. A on został honorowym obywatelem miasta. I ja widziałem, jak go ludzie w tym Beskidzie Sądeckim szanują.

Ale widział pan też, jak wyglądał, gdy został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji*.

Tego dnia pojechaliśmy na Parkową, gdzie mieszkał, z Aleksandrem Kwaśniewskim. Wyglądał paskudnie. Był przybity. Miał świadomość, że nawet jak sąd stwierdzi jego niewinność, to i tak to wszystko dzieje się w przestrzeni publicznej. I że to odium bardzo długo będzie się od niego odklejało. To się działo na oczach całej Polski i Europy. Wiedział, że wykorzystano jego empatię, ciepło, jego bycie blisko z ludźmi.

Nie wierzy pan w to, że Oleksy mógł być winny?

Totalnie nie wierzę. Przede wszystkim dlatego, że ja wiem, że on był niewinny.

Pytanie, kto był Olinem?

- Zostawmy to zdanie ze znakiem zapytania.

Książka Ryszarda Kalisza "Ryszard i Polska. Dlaczego jest, jak jest" ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse Polsk a.

*Józef Oleksy w 1996 roku został oskarżony o działalność szpiegowską na rzecz Rosji pod pseudonimem "Olin". Zarzuty te nie zostały potwierdzone, jednak Oleksy ustąpił z zajmowanego wówczas stanowiska - premiera RP.

Ryszard Kalisz i okładka jego książki 'Ryszard i Polska. Dlaczego jest, jak jest' (fot. Sławomir Kamiński/AG/mat. wyd. Edipresse)

Ryszard Kalisz. Adwokat, były minister spraw wewnętrznych i administracji, były szef kancelarii prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Wieloletni poseł na Sejm RP, współtwórca Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Przez lata pozostający w ścisłej czołówce polityków obdarzanych największym zaufaniem.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze .

Zobacz wideo