Jak to jest znaleźć największego latającego gada sprzed 230 milionów lat?
- Wie pani, przede wszystkim czuję się niezręcznie, bo głównym autorem tego sukcesu jest profesor Jerzy Dzik. Mnie przypadło w udziale opowiadanie o ozimku, ale nie ukrywam, że odczuwam ogromną radość. W końcu po 13 latach prac udało nam się to wielkie odkrycie ogłosić światu i pokazać, że polska paleontologia wciąż może zaskakiwać.
I zaskoczyła.
- Ozimek volans jest szczególnym odkryciem, bo niezwykle rzadko udaje się znaleźć tak kompletne szkielety. Owszem, kości są trochę poprzesuwane, ale wszystkie należące do jednego osobnika znajdują się w jednym miejscu, stąd jesteśmy pewni, że to zwierzę rzeczywiście tak dziwnie wyglądało. Ma bardzo długą szyję, długi ogon i cieniutkie kończyny. I specyficzne połączenie kości barku. To naprawdę dziwaczna konstrukcja, nowa dla nauki.
Latał?
- Przypuszczamy, że był zwierzęciem szybującym. Nie znaleźliśmy co prawda błony, więc sztywnego dowodu nie mamy, ale świadczy o tym cała budowa tego szkieletu. Długo się zastanawialiśmy, jak inaczej można wytłumaczyć tryb życia tego zwierzęcia i uznaliśmy, że miał błonę lotną między kończynami.
Myślę, że był sprawny w locie, potrafił manewrować. Jak dobrze zawiało, wznosił się naprawdę wysoko.
Co jeszcze wiemy o ozimku?
- Był dość duży, a co ciekawe, kości miał w środku prawdopodobnie wypełnione jedynie tkanką tłuszczową, co powodowało, że mało ważyły. Zupełnie jak u ptaków. Kręgi szyjne miał bardzo długie, przypominające rurki. To było zwierzę typowo drapieżne. Ozimek wdrapywał się na drzewa, a polując, skakał z nich i za pomocą długiej szyi wyłapywał owady i drobne kręgowce. Po ziemi poruszał się raczej słabo, bał się innych, sprawniejszych drapieżników, na przykład polonozuchów. Tak nazwaliśmy innego gada, którego znaleźliśmy w Krasiejowie. Polonozuch łatwo by ozimka złapał i chętnie schrupał.
Ozimki były długowieczne?
- Wiemy, że znaleziony przez nas okaz żył 230 milionów lat temu. Jak długo żył? Możemy przypuszczać, że kilkanaście lat, jak dzisiejsze jaszczurki. Ale żadnych wskazówek czy danych nie mamy.
Można zaryzykować porównanie ozimka do wielkiej jaszczurki?
- Z wyglądu bardziej przypominał węża ze skrzydłami, a z trybu życia raczej kalugo, czyli szybującego ssaka. Trudno o porównania, bo to zupełnie nowa forma życia, której wcześniej nie znaliśmy. Nowa pod każdym względem. Myślę, że powtórzy się historia silezaura. Jak profesor Dzik pisał o nim w 2003 roku, było to zupełnie zaskakujące, niepodobne do żadnego zwierzę. A potem okazało się, że podobne kości znaleziono już wcześniej, ale pojedynczo, więc naukowcy nie potrafili ich zaklasyfikować.
W Krasiejowie mamy takie bogactwo szkieletów, że dzięki odkryciu silezaura powstała nowa rodzina Silezauridae. Bo okazało się, że podobne okazy były znane z Ameryki Południowej, Północnej i z Afryki. Myślę, że z ozimkiem może być podobnie. Jak go opiszemy, może się okazać, że bywał też w innych częściach świata. I powstanie rodzina Ozimkidae na przykład. Trudno to przewidzieć.
Ile mogło być ozimków w Polsce?
- Pewnie setki takich gadów żyły obok jeziorzyska w Krasiejowie. Ale zachowało się może z kilkanaście szkieletów, i to nie w całości. Jednak to i tak cud, bo normalnie kości po prostu gniły. Musiały nastąpić wyjątkowe okoliczności, by skamieniały i przetrwały do naszych czasów. To się zdarza niezwykle rzadko. Dlatego zachęcam, by oglądać skamieniałości ozimka w Muzeum Ewolucji. Wisi tam też jego trójwymiarowy model zrobiony przez doskonałą rzeźbiarkę Martę Szubert.
Krasiejów to niesamowite miejsce.
- Tak, niezwykłe. Znaleźliśmy tam wiele gatunków gadów, a nawet małże i skorupiaki ze skrzelami, co jest naprawdę rzadkie. Zresztą przez tamtejsze wykopaliska przewinęło się około tysiąca osób. Kopali studenci i z Polski, i z całego świata. Można oglądać wykopane przez lata kości w miejscu, gdzie je znaleziono. Gmina postawiła tam wielkie muzeum, można chodzić po szklanej podłodze i oglądać skamieniałości. Dookoła muzeum jest Jura Park z modelami dinozaurów.
Przewiezienie skamieniałości do muzeum było kłopotliwe?
- Cały blok skalny wkładamy w gips i tak go wieziemy autem. Po prostu.
Jakoś go pieszczotliwie nazwaliście?
- Nie. Ale studenci rzeczywiście nadają imiona szkieletom, które znajdują, piszą nawet o nich piosenki. Powstała na przykład piosenka o metopozaurze, którego też znaleźliśmy w Krasiejowie. Zaśpiewam pani, to idzie tak, na melodię "Anna Maria": "Metopozaur płaską ma twarz...".
Fascynującą ma pan pracę.
- To prawda. Chociaż ostatnio częściej zmagamy się z właścicielami gruntów, którzy nie pozwalają nam na prowadzenie drobnych prac wykopaliskowych. Na przykład w Woźnikach, gdzie znaleźliśmy wiele kości i czaszek, zmienił się właściciel i zakazał nam kopać. Na szczęście to rzadkość. Większość ludzi na hasło "dinozaury" mówi: "No dobra, to kopcie".
W Starym Testamencie w Księdze Ezechiela jest taki fragment, jak prorok ma wizję, że widzi kości, które na jego oczach przybierają mięśnie i stają się żywymi ludźmi. My, paleontolodzy, znajdujemy kości i w pewnym sensie przywracamy je do życia. Wie pani, kiedyś psychoterapeuta powiedział mi, że nasza praca jest podobna. Badamy przeszłość, by zrozumieć teraźniejszość. Ciekawe, prawda?
Prawda.
- Powiem też pani, że ozimek to nie jest nasze ostatnie słowo. Pracujemy jeszcze nad innymi ciekawymi skamieniałościami, między innymi z Woźnik.
Coś zaskakującego mówią one o nas, ssakach?
- Owszem. Ale za wcześnie, by o tym mówić.
Tomasz Sulej . Doktor habilitowany, paleontolog w Instytucie Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk. Skończył biologię na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się triasowymi gadami i płazami z Polski i świata. Właśnie opracowuje materiały z ekspedycji w Grenlandii.
Angelika Swoboda . Dziennikarka weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.