Z Bérénice Bejo spotykam się podczas festiwalu filmowego w Wenecji, gdzie odbyła się światowa premiera osadzonego na początku XX wieku ''Dzieciństwa wodza'' Brady'ego Corbeta. Gwiazda gra w nim oziębłą matkę kilkuletniego chłopca, żonę wiecznie nieobecnego amerykańskiego dyplomaty, pochłoniętego pracą nad traktatem wersalskim. Na ekranie towarzyszą jej Robert Pattinson, Liam Cunningham i Stacy Martin.
Aktorkę otacza wianuszek stylistów, dokładnie sprawdzają, czy sukienka gwiazdy się nie marszczy, poprawiają makijaż i układają włosy. Bérénice przyjmuje ich zabiegi ze stoickim spokojem, ale wydaje się myślami być zupełnie gdzie indziej. Kiedy wreszcie siada do stołu, z uśmiechem wita się z dziennikarzami.
Zanim jednak padnie pierwsze pytanie, Bérénice beztrosko wypluwa na dłoń gumę do żucia, rozgląda się w poszukiwaniu kosza na śmieci, aż w końcu bezceremonialnie przykleja ją do wypożyczonej torebki. ''Tak, a więc to jest najnowsza kolekcja Gucciego'', zaczyna, żartując ze swojej stylizacji.
Trudno rozpoznać w tej 40-letniej francuskiej aktorce o aparycji nastolatki zimną i surową matkę z ''Dzieciństwa wodza'', kobietę, której syn, wychowywany w domu bez miłości, wyrasta na jednego z najbardziej bezwzględnych dyktatorów XX wieku. Kiedy słucha się, jak Bejo rozmawia z dziennikarzami, żywo gestykulując i co rusz wybuchając zaraźliwym śmiechem, nie ma się wrażenia obcowania z wielką gwiazdą. Pod tym względem zdecydowanie bliżej jej do radosnej, trzpiotowatej Peppy Miller z ''Artysty'' roli, która przyniosła jej sławę i nominację do Oscara.
- Mam słodką buzię, wyglądam na najmilszą osobę na świecie - przyznaje sama. A jednak debiutujący za kamerą Brady Corbet nie bał się obsadzić jej zupełnie na przekór jej emploi. W dziewczęcej Francuzce urodzonej w Argentynie młody filmowiec dostrzegł bowiem skryty głęboko mrok, o jaki trudno byłoby ją podejrzewać. Wykazał się tym samym niezwykłą przenikliwością - rola Bejo w ''Dzieciństwie wodza'' to jedna z najciekawszych aktorskich kreacji w jej karierze.
Małgorzata Steciak: W ''Dzieciństwie wodza'' wcielasz się w matkę kilkuletniego chłopca, dobrze sytuowaną, wykształconą, ale nieszczęśliwą kobietę, dla której macierzyństwo stało się więzieniem, a syn przykrym znakiem utraconej wolności. Przyglądając się z pozoru zwyczajnej rodzinie z wyższych sfer, Brady Corbet opowiada o narodzinach faszyzmu w Europie. To historia konkretnego dyktatora?
Bérénice Bejo: To nie jest w stu procentach realistyczne kino, jego estetyka ma w sobie coś z sennego koszmaru. Dla mnie najważniejsza jest w nim atmosfera, klimat. Lata 20. i 30. XX wieku to był okres dziwnego zawieszenia między pierwszą a drugą wojną światową, pozornego spokoju podszytego zbliżającym się widmem katastrofy. To opowieść o tej epoce i jej konsekwencjach, a nie publicystyczne kino wskazujące winnych. Nie znajdziemy tu odpowiedzi na pytanie, czy ten słodki chłopiec o wyglądzie aniołka stał się tyranem z winy matki, czy nosił w sobie zło od zawsze. Czy to biografia Mussoliniego, Hitlera, Franco? Nie obchodzi mnie to. To mógłby być każdy.
To bardzo ambitne, autorskie kino. Co urzekło cię w wizji Corbeta?
- Prawdę mówiąc, kiedy po raz pierwszy przejrzałam scenariusz, byłam nieco zdezorientowana. To nie była przyjemna lektura. Czytałam go po angielsku i niektóre fragmenty były dla mnie wręcz niejasne, tajemnicze. Myślę, że tak naprawdę zrozumiałam go w pełni dopiero, kiedy obejrzałam gotowy film podczas premiery na festiwalu w Wenecji. To pierwszy film Brady'ego, ale już na tym etapie jego kariery widać, że jest niesłychanie ambitnym, pewnym siebie reżyserem z precyzyjną i osobną wizją kina. Nazywam go ''małym geniuszem''. Mimo młodego wieku i niewielkiego doświadczenia doskonale wie, czego chce. Od początku czułam, że ten film będzie czymś bardzo wyjątkowym. Poznałaś Brady'ego?
Tak, trudno go przeoczyć, ma niezwykle donośny głos. Wypełnia swoją osobą całą przestrzeń.
- A przy tym jest niesamowitą gadułą. Bez przerwy zasypywał nas nowymi pomysłami, wciąż szukał kolejnych inspiracji. Pamiętam jedną z naszych pierwszych rozmów, przez dwie godziny paplał bez przerwy i nie dopuścił mnie do słowa. Mogłam mu przerwać tylko, kiedy brał oddech. W międzyczasie sprawdzałam w internetowym słowniku wszystkie mądre słowa, jakich używał, żeby mieć pojęcie, o czym on mówi.
Zanim w ogóle rozpoczęły się zdjęcia, on wiedział: to będzie długie ujęcie, a muzyka pojawi się dopiero w tym momencie, kamera będzie za twoimi plecami... Mówił o kompozycjach Scotta Walkera, kostiumach, kolorach, fakturze obrazu, wszystko miał przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. To było niesamowite, ten chłopak robił przecież swój pierwszy film.
Nie bałaś się pracy z debiutantem?
- Szczerze mówiąc, po lekturze scenariusza nie byłam pewna, co wyjdzie z samego projektu, ale wiedziałam, że na pewno nie będziemy się nudzić. Takie spotkania przytrafiają się nam, aktorom, bardzo rzadko. W takiej sytuacji nie możesz odmówić. Chcesz przekonać się, czy efekt końcowy będzie przynajmniej w połowie tak porywający, jak wizja twórcy, która cię uwiodła.
Rola matki znacząco odbiega od twoich dotychczasowych aktorskich dokonań. ''Dzieciństwo wodza'' to opowieść o rodzeniu się tyrana, ale jednocześnie poruszające studium kobiecej frustracji.
- To była postać bardzo trudna do obsadzenia, na papierze wydawała się zbyt surowa, jednoznaczna. Bardzo się ucieszyłam, że wreszcie będę miała okazję zagrać rolę nieprzystającą do mojego dotychczasowego wizerunku. To kobieta jednocześnie bardzo złożona i taka, której trudno współczuć. Nie wiadomo, kim tak naprawdę jest, jakie są jej motywacje. Brady powiedział mi, że właśnie m.in. z powodu mojego wyglądu to był castingowy strzał w dziesiątkę. Czuł, że widzowie będą mogli utożsamić się z moją bohaterką, bo nie wyglądam na niemiłą osobę.
Ta przepaść między tobą a twoją bohaterką nie była dla ciebie przeszkodą?
- Decydując się na rolę, nigdy nie myślę w ten sposób. To, że moja bohaterka jest zupełnie inna niż ja, nie stanowi problemu. Paradoksalnie czasami to granie kogoś, kto jest do ciebie bardzo podobny, może być bardziej wymagające. Największym wyzwaniem na planie ''Dzieciństwa wodza'' było dla mnie granie po angielsku i praca nad długimi ujęciami. Patrząc na nią z dystansu, mogę z przekonaniem powiedzieć, że to była najtrudniejsza rola w mojej karierze.
Zdecydowanie więcej tu dialogów niż w ''Artyście''.
- O, tak! I dużo mniej ekspresji. Tutaj wszyscy graliśmy na ściszonych emocjach. Nie mogliśmy ich okazywać, a jednak musieliśmy pokazać, że ekran aż kipi od uczuć schowanych pod fasadą konwenansu i pęczniejącej frustracji.
Jak znalazłaś w sobie zniszczoną, nieszczęśliwą i okrutną matkę Prescotta?
- Zwykle szukam inspiracji u innych. Brady zasugerował, bym obejrzała filmy Michaela Hanekego, a także ''Gertrudę'' Carla Theodora Dreyera i ''Jesienną sonatę'' Ingmara Bergmana - opowiadające o dojrzałych kobietach zmagających się z własnymi demonami. Muszę przyznać, że Dreyer bardzo pozytywnie mnie zaskoczył - nie znałam wcześniej jego twórczości. No cóż, kiedy 25-letni reżyser mówi ci, że naprawdę powinnaś znać ten film, robi ci się trochę głupio, ale jednocześnie myślisz: hej, skoro on może to obejrzeć, to ja też dam radę (śmiech ). Nie byłam jednak w stanie przemóc się i dokończyć ''Białej wstążki''. Kiedyś to zrobię, obiecuję! Ale teraz, kiedy sama mam małe dzieci, czuję wewnętrzną blokadę, sprzeciw. Wiem, że to arcydzieło, ale po prostu nie potrafię emocjonalnie znieść tego chłodu i przemocy.
Ciekawe, że wspominasz akurat o ''Białej wstążce''. Zarówno film Hanekego, jak i Corbeta zdają się sugerować, że XX-wieczne totalitaryzmy są do pewnego stopnia konsekwencją surowego wychowania i nieumiejętności okazywania uczuć w domu rodzinnym. ''Zimny chów'', jaki serwują Prescottowi rodzice, jest prostą drogą do zła. Kto jest potworem - syn wyrastający na brutalnego dyktatora czy matka, która nie potrafiła go pokochać?
- To bardzo dobre pytanie, na które ''Dzieciństwo...'' nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Każdy z widzów musi sam ocenić, czy zło to kwestia wrodzonych predyspozycji, czy może ono tkwi w każdym z nas, i wyłącznie od okoliczności zależy, czy staniemy się potworami. Myślę, że to, co narasta w mojej bohaterce przez lata, to frustracja. Urodziła się w Niemczech, wychowywała we Francji i Stanach Zjednoczonych. To niezwykle inteligentna kobieta, wykształcona, władająca biegle kilkoma językami. Zwiedziła kawał świata tylko po to, by na końcu utknąć na prowincji, gdzie najjaśniejszym punktem jej dnia jest wybór menu kolacji. Uwięziona w złotej klatce, wikła się w niebezpieczną grę ze swoim synem.
Myślisz, że robi to z wyrachowania?
- Myślę, że na początku ona świetnie się bawi, ale zanim zorientuje się, że posunęła się za daleko, jest już za późno. Jakaś część mnie zastanawia się jednak, czy ona nie zrobiła tego specjalnie.
Sama jesteś matką, myślisz, że dzięki temu jesteś w stanie ją zrozumieć, usprawiedliwić?
- O nie... Mam nadzieję, że nie mam z nią absolutnie nic wspólnego. No cóż, zobaczymy, mój synek ma dopiero 8 lat (śmiech ).
Masz dwójkę dzieci, które wychowujesz wspólnie z mężem, reżyserem Michelem Hazanaviciusem. Trudno jest wam pogodzić pracę z życiem rodzinnym?
- Nasze dzieci? Oh, po prostu podrzucamy je znajomym albo wywozimy gdzieś na odludzie (śmiech ). A na poważnie, to dziadkowie bardzo nam pomagają. Na przykład teraz syn i córka są u nich, ponieważ Michel towarzyszy mi podczas promocji filmu. Zwykle staramy się jednak dopasować nasze grafiki w taki sposób, by się wymieniać. Kiedy ja pracuję, Michel ma wolne. I odwrotnie. Ostatni rok był dla mnie pod tym względem wyjątkowo wymagający. Dużo podróżowałam, czasami nie było mnie w domu nawet przez kilka tygodni. Ale nie lubię tego, więc staram się tak często nie wyjeżdżać. Teraz pora na zmianę - Michel będzie pracował, a ja zajmę się dziećmi, żeby miały poczucie stabilizacji.
Jak wygląda dynamika waszej relacji na planie?
- Reżyser jest dla mnie święty, ale zawsze najważniejsza jest dobra ekipa, ludzie, którzy stwarzają na planie prawdziwie rodzinną atmosferę. Wtedy znacznie łatwiej poradzić sobie z konfliktami. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i bardzo pomaga. W końcu to właśnie ci ludzie są moją pierwszą publicznością i dlatego zawsze buduję z nimi bardzo mocną więź. Jesteśmy drużyną.
Nie lubię za to, kiedy ktoś usiłuje wejść w buty reżysera, podważyć jego autorytet. Stawia to aktora w bardzo niewygodnej pozycji, bo totalnie zaburza układ sił na planie, a to w konsekwencji sprawia, że wszystko zaczyna się psuć. Potrafię się wtedy bardzo zdenerwować. A kiedy się wściekam, lepiej zejść mi z drogi. Mogę mieć wyłącznie jednego reżysera naraz. Tylko jego słucham.
Twoje oddanie reżyserom to zasługa doświadczenia wspólnego życia z jednym z nich?
- Czuję wyjątkową więź z reżyserami, to pewnie dlatego, że Michel dokonał ''lobotomii'' na moim mózgu (śmiech ). Dzięki niemu uwierzyłam, że reżyser jest bogiem, najmądrzejszą osobą na świecie i zawsze ma rację. Dlatego za każdym razem, kiedy zaczynam nowy projekt, wchodzę w niego z przeświadczeniem, że jestem najlepszą koleżanką reżysera, jego pupilem. Powtarzam sobie, że jestem najwspanialszą aktorką, o jakiej może marzyć, bo zawsze staję po jego stronie.
Do tej pory zrealizowaliście wspólnie z Michelem cztery filmy. Waszym kolejnym wspólnym projektem będzie komedia ''Redoubtable'', w której wcielisz się w przyjaciółkę samego Jeana-Luca Godarda.
- Bardzo się ucieszyłam na tę współpracę, film opowiada o romansie Jeana Luca-Godarda z 17-letnią Anne Wiazemsky, która później zresztą została jego żoną. W roli głównej występuje Louis Garrel, ponownie spotkałam się na planie także ze Stacy Martin, z którą grałyśmy wspólnie w ''Dzieciństwie wodza''. Nie gram pierwszoplanowej roli, więc była to ciekawa odmiana w mojej relacji z Michelem. No i zdjęcia odbywały się w Paryżu, więc nie odbiło się to na naszym życiu rodzinnym.
Bérénice Bejo. Ur. 1976 r. Francuska aktorka filmowa nominowana do Oscara i Złotego Globu za rolę Peppy Miller w ''Artyście''. Za rolę Marie Brisson w ''Przeszłości'' Asghara Farhadiego zdobyła nagrodę dla najlepszej aktorki na 66. Festiwalu Filmowym w Cannes.
Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.
Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku