Ile prawdziwego Czesława jest w Czesławie M.?
- Czesław M. jest taki, jakim czytelnicy portalu plotkarskiego chcieliby widzieć Czesława Mozila. Daję im więc to, czego oczekują. I prztyczka w nos. Bo upadek prawdziwego Czesława się nie wydarzy. To ja będę gasić światło.
Na początku filmu twoi znajomi opowiadają trochę o tobie, a trochę o twoim bohaterze. Nergal mówi, że masz parcie na szkło. Prawda czy prowokacja?
- Kocham Nergala, ale jak mówi o mnie, że mam parcie na szkło, to słyszę w jego głosie autoironię (śmiech ).
Cezik twierdzi za to, że nie umiesz śpiewać.
- Cezik twierdzi, że Czesław M. nie umie śpiewać. Musimy to rozgraniczyć, bo Czesław M. to mimo wszystko postać fikcyjna. Przecież nigdy nie pojechałem do Świnoujścia, żeby zakładać szkołę uwodzenia ze stoczniowcami.
"Szkoła uwodzenia" łączy abstrakcyjny czeski humor z zacięciem społecznym brytyjskich komedii. To w polskim kinie nowość.
- Tak, to lekka komedia podszyta melancholią. Reżyser Aleksander Dembski zgłosił się do mnie trzy lata temu z pomysłem na film inspirowany prawdziwą historią górników z Bełchatowa, którzy po zamknięciu kopalni założyli szkołę uwodzenia. Chciał pokazać dramat utraty pracy przekuty w sukces.
Ciebie śmieszy taki melancholijny humor?
- Lubię komedie, na których nie śmieję się do rozpuku z gagów, tylko uśmiecham pod nosem, bo wprowadzają mnie w stan między śmiechem a melancholią. Jak wtedy, gdy oglądam serial "The Office" albo duńskiego "Pajaca" o dwóch komikach, którzy grają samych siebie.
Granie w komedii działa terapeutycznie?
- Gdy dostałem propozycję zagrania siebie, pomyślałem, że może lepiej tej historii nie ruszać. Na szczęście nieźle się z tego zadania wywiązałem, choć nie nazwałbym siebie aktorem. To nie był łatwy proces. Po raz pierwszy od dawna mam potrzebę wakacji. Na początku filmu wykorzystano moją wypowiedź o tym, że nigdy nie wystąpię w telewizyjnym show, a zaraz później pojawia się przebitka z "X-Factora". Tę wypowiedź nagrałem dawno temu dla żartu, gdy już wiedziałem, że będę jurorem w programie. Ale część osób oglądając film pomyśli, że dałem się przekupić. To taki mój mały trolling.
Czyli doświadczenie w rozśmieszaniu już masz. A w uwodzeniu?
- Nie, nie czuję się ekspertem od uwodzenia. Jak widzisz w filmie, tak naprawdę nie znam żadnych trików (śmiech ). A prywatnie w takie triki nie wierzę. Ale wiem, że jest mi łatwiej poznawać kobiety, bo to, że występuję na scenie, skraca dystans.
A Polki uwodzi się inaczej niż Dunki?
- Kiedyś myślałem, że z Dunkami łatwiej się dogadać niż z Polkami. Ale przeczytałem potem tekst dziennikarza, który objechał cały świat, żeby opisać kobiety z każdego kraju. Twierdzi, że samowystarczalne Dunki poderwać najtrudniej, bo zatraciły kobiecość, są zimne, trudno przy nich poczuć się prawdziwym mężczyzną.
Gdy w filmie pytasz mężczyzn, klientów szkoły uwodzenia, o jakich dziewczynach marzą, każdy ma zadziwiająco sprecyzowany typ.
- Jeden z nich nawet szczerze przyznaje, że chciałby, żeby jego kobieta była jak jego mama. To było tym śmieszniejsze, że improwizowane. Ja nie potrafiłbym w taki sposób określić mojego typu, chociaż wiem, że na to, kto mi się podoba, wpływa to, że w moim domu twardą ręką rządziła matka.
Lubisz silne kobiety?
- Lubię równowagę. Jestem teraz w związku z cudowną kobietą, z którą wiążę swoją przyszłość. Wiem, że nie jest ze mną łatwo żyć, bo bywam egoistyczny i mocno skupiony na sobie. Czasem się zapominam i nie widzę nic poza czubkiem własnego nosa. To utrudnia życie we dwoje, ale wytrwale uczę się tej sztuki, bo mi naprawdę zależy.
A to skupienie na sobie nie jest ceną, którą płacisz za bycie artystą?
- Ale nie chciałbym, żeby tę cenę płaciła moja dziewczyna. Przecież każdy, także artysta, może stać się lepszym partnerem. Każda osoba w związku ma swoje potrzeby. Zarówno moja partnerka, jak i ja chcemy się rozwijać, więc powinniśmy się w tym wspierać. Chciałbym wspierać ją jeszcze bardziej.
Filmowa Anna, twoja dziewczyna, mówi, że może gdybyście wzięli jamnika zamiast husky, dalej bylibyście razem. To znaczy, że mężczyźni wciąż uciekają od odpowiedzialności?
- Cóż, ten film nie wystawia mężczyznom laurki. Niektórzy nigdy nie nauczą się odpowiedzialności. Sam znam pięćdziesięcioletnich Piotrusiów Panów. Nie chciałbym tak skończyć. Jestem już nieco dojrzalszy. Uspokoiłem się.
No właśnie. Tak jak w filmie, który pokazuje, że współcześni mężczyźni uczą się rozmawiać o emocjach.
- Tak, mówienie o emocjach i słabościach jest niezbędne, żeby się rozwijać. A przecież czasami wyzwaniem jest samo to, żeby powiedzieć komuś prawdę o sobie, bo jesteśmy wychowani na twardzieli. Nie jest łatwo się otworzyć, jak pochodzi się z domu, w którym wszystko zamiatało się pod dywan. Ale jak ostatnio pojechałem na mecz Polska - Niemcy do Paryża z moimi kumplami, to poczułem, że mam inspirujące grono przyjaciół, złożone z takich właśnie, gotowych na rozmowę, współczesnych mężczyzn.
Mężczyzna czuje się ze sobą lepiej, jeśli godnie zarabia?
- Tak, fajnie nie musieć się bać, czy starczy na chleb. Ja chciałbym zabezpieczyć finansowo siebie i swoją rodzinę.
Łatwo ulec pokusie przepychu, gdy zostaje się gwiazdą?
- Po pierwsze, nie wszystkie gwiazdy żyją w przepychu. To mit. Po drugie, mnie przepych nie dotyczy, chociaż rozumiem, że to kwestia definicji. Po trzecie, pamiętam czasy, kiedy żyłem z dnia na dzień i nigdy nie zapominam, że to, co mam dzisiaj, jutro mogę stracić. Tym bardziej jestem wdzięczny za to, co mam teraz.
A co cię uszczęśliwia?
- Do szczęścia wystarczy mi to, że są ludzie, którzy lubią moje piosenki. I to, że mam wygodną pozycję, bo wciąż jestem uważany za muzyka trochę alternatywnego. Paparazzi mnie nie śledzą, bo jestem za grzeczny (śmiech ). Tak zostałem wychowany.
Tak, czyli jak?
- W szacunku do drugiego człowieka. Niestety, gwiazdorstwo miewa mroczną stronę. Niektórym się wydaje, że sława uprawnia ich do gorszego traktowania "zwykłych" ludzi. Artysta może mieć fochy, bywać diwą, pokazywać się w kolorowych gazetach, ale nie wolno mu wykorzystywać swojej pozycji, żeby zyskać przewagę nad innymi.
Twoje gwiazdorstwo ma tylko jasną stronę?
- Chyba tak. Jestem szczęśliwym grajkiem, któremu muzyka daje możliwość rozwoju także w innych dziedzinach. Dla większości jestem Czesławem, który Śpiewa , ale dla dzieciaków, które oglądały "Krainę lodu", już zawsze będę bałwankiem Olafem.
A dla ogromnej rzeszy telewidzów pozostaniesz jurorem "X-Factora". Nie żałujesz udziału w tak wielkim show?
- No coś ty, to było cudowne przeżycie! Nie tylko dowiedziałem się, jak działa telewizyjna machina, ale pomogłem odkryć talenty. Dawid Podsiadło już stał się gwiazdą! Jestem też dumny z Grzegorza Hyżego, a na płycie Eweliny Lisowskiej zagrałem na akordeonie. Fajnie widzieć, że ci młodzi ludzie, którzy zestresowani przychodzili do programu, teraz są gwiazdami.
Nie myślisz o nich jako o konkurencji?
- Są dla mnie konkurencją, ale to świetnie, bo konkurencja jest potrzebna. Ale może najrozsądniej byłoby powiedzieć najlepszym uczestnikom programu "nie" (śmiech ).
Nagrałeś płytę z wierszami Czesława Miłosza. To dowodzi twojej ogromnej wrażliwości na słowo.
- Wciąż nie znam polskiego na tyle dobrze, żeby pisać w tym języku teksty. Dzięki współpracy z poetami i pisaniu melodii do wierszy uczę się polskiego. Teraz z Michałem Zabłockim nagrywamy płytę "Księgę emigrantów. Tom II", która ukaże się na wiosnę. Bierzemy na warsztat popularne wiersze - "Lokomotywę" czy "Kłamczuchę" - i przerabiamy je, zastanawiając się, jak będzie wyglądać Polska za sto lat. To taka fantazja o Polsce z pozycji emigranta.
Stawiasz sobie coraz trudniejsze wyzwania. To kwestia ambicji?
- Jestem pracoholikiem, ale nie wiem, czy to dowód na moją ambicję. Po prostu staram się jak najlepiej robić to, co lubię. Czasami wychodzi mi to lepiej, czasem gorzej. O to, czy jestem ambitny, powinnaś zapytać moich fanów, współpracowników, znajomych.
Płyty, które teraz nagrywam, są trudniejsze niż te, które nagrywałem na początku. Ale może czas powrócić do lekkich?
Co masz jeszcze w planie?
- Wkrótce ruszam w trasę z zespołem. Mam farta, bo moją pracą jest to, co kiedyś było moim hobby, czyli granie muzyki z przyjaciółmi. Chciałbym też zagrać w kolejnym filmie. Nie wiem tylko, czy ewentualny sukces "Szkoły" ułatwi mi dalszą karierę w kinie, czy utrudni, bo wzrosną oczekiwania. Chciałbym też założyć rodzinę. Jestem na to gotowy.
Czesław Mozil (ur. 1979 r.). Urodził się w Zabrzu, a wychował się w Danii. Do Polski przyjechał w wieku 28 lat. Gra w zespole Czesław Śpiewa. Jego największym przebojem jest "Maszynka do świerkania". Był jurorem programu TVN "X-Factor", teraz zagrał swoje alter ego, Czesława M. w komedii "Szkoła uwodzenia Czesława M.".
Anna Konieczyńska . Sekretarz redakcji magazynu "InStyle", jedna druga agencji kreatywnej ThinkFashion.pl , połowa duetu serialowego QKmal, doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Lubi pisać, pracować, plotkować.