A JAK AGRESJA
Przeklina pan czasem?
- Zdarza mi się.
Kiedy?
- Najczęściej, gdy jadę samochodem.
Na innych kierowców?
- Tak, zwłaszcza na tych, którzy nie myślą o innych. Ale teraz często wożę moją córkę. Więc z konieczności ten i ów jest tylko "łosiem", a nie gorzej.
A w polityce kto jest łosiem?
- Lista byłaby długa.
Słyszę gniew w głosie.
- Bo widzę prokuratora stanu wojennego, który stał się symbolem pseudonaprawy Trybunału Konstytucyjnego? Ludzie mi mówią: pan jest za grzeczny, trzeba mówić ich językiem. Ale nie chcę łgać w żywe oczy. Jak ja, prawnik, mam się nie wściekać, skoro wymiarem sprawiedliwości rządzi człowiek, który gardzi całym środowiskiem i udaje, że ma kompetencje? Który nigdy nie wykonywał zawodu prawniczego? A jego pryncypał tak chce dekomunizować kraj, że na czele kluczowej spółki skarbu państwa obsadził swojego kolegę, funkcjonariusza PZPR-u. No szlag mnie trafia!
Z JAK ZIOBRO. "Kieruje się swoją zemstą"
No to przeskakujemy w alfabecie do końca. Z jak Ziobro.
- Nie ma żadnych hamulców jako polityk. Pokazał to w latach 2005-2007, a teraz działa ze zdwojoną siłą i wykorzystuje stanowisko do załatwiania swojej zemsty. Bo chyba to nie jest przypadek, że funkcjonariusze wchodzą nad ranem do domów kilkunastu biegłych lekarzy, którzy wydawali opinie dotyczące ojca ministra Ziobry. W dodatku sprawą zajmuje się Prokuratura Krajowa. Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby kwestią błędu lekarskiego (lub jego braku) zajmowała się Prokuratura Krajowa. Mam wrażenie, że w wielu momentach Ziobrą kieruje wyłącznie chęć odwetu i zemsty. A jednocześnie mówi, że wszyscy są równi wobec prawa. Szczyt hipokryzji i obłudy.
Nie za ostro?
- Za ostro? Ten człowiek twierdzi, że nie kierują nim motywy osobiste. Nie wierzę, bo tak się składa, że sędzia, której cofnął delegację do sądu okręgowego, wydała wyrok w sprawie, w której był stroną i przegrał. To pokazuje jego prawdziwe oblicze. Jego ludzie przygotowują takie zmiany, by mógł jeszcze bardziej ingerować w sądy. Sędziów chce weryfikować minister, który sam nie ma kwalifikacji, by być sędzią. To sprawiedliwość ludowa, z PRL-u rodem.
A co zrobiliście, żeby sądy miały niezależność, kiedy rządziliście?
- Niezależność sądów to zasada konstytucyjna. Wystarczy jej przestrzegać. A my do tego, pamiętając pierwsze rządy Ziobry, rozdzieliliśmy funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Ziobro to odwrócił i przyznał sobie narzędzia wpływu na śledztwa, a na dodatek możliwość wydawania poleceń policji i służbom specjalnym. A prokuratura musi być niezależna.
Mówiłby pan tak samo jako minister sprawiedliwości?
- Byłem tym ministrem, tak mówiłem i tak uważam. I mogę tylko zapewnić, że zarówno PO, jak i ja osobiście będziemy bronić każdego sędziego i prokuratora, których niezawisłość spróbują złamać obecnie rządzący.
T JAK TRYBUNAŁ. "Będę bronił. Do upadłego"
No to idziemy do T. Jak Trybunał Konstytucyjny. Jest takie pana zdjęcie: załamany, czoło oparte na dłoni, ale druga ręka w górze, do głosu.
- Pamiętam. Północ, po kilkunastu godzinach pracy w komisji. Próbowaliśmy zablokować przyjęcie pierwszej ustawy paraliżującej TK.
W rozgrywce o Trybunał Nowoczesna was wyprzedza.
- Nie, ta sprawa to nie wyścig. Jak będziemy się ścigać, to zatańczymy tak, jak prezes PiS nam zagra.
To Kamila Gasiuk-Pihowicz wbiła się na rozmowę Komisji Weneckiej ze Stanisławem Piotrowiczem i załatwiła spotkanie z opozycją.
- Ale tu była pełna współpraca na linii Nowoczesna - PO.
Nieformalna koalicja?
- Ludzie na ulicy do mnie podchodzą. I mówią, że są za PO albo za Nowoczesną. Jedni i drudzy mówią: musicie współpracować. I to robimy. Kamila momentalnie do mnie zadzwoniła, żebyśmy przyszli, bo załatwiła spotkanie. Poszedł Krzysiek Brejza, bo był w tym czasie w Sejmie. Wygraliśmy my wszyscy. I tak powinno być! To zabrzmi górnolotnie, ale gramy wspólnie o polską demokrację. Razem składamy wnioski do Trybunału, zaskarżamy PiS-owskie ustawy.
Schetyna zapowiadał obronę Trybunału. Jednym z obrońców będzie pan?
- Tak.
Jak długo?
- Do upadłego.
Znów górnolotnie.
- Serio. Biegam maratony. Nauczyłem się nie odpuszczać. Kolejna rozprawa w Trybunale już na początku listopada.
Przecież w obecnym Sejmie zawsze was przegłosują.
- Fakt, arytmetyka sejmowa jest nieubłagana. Przykre, że w Polsce można rządzić dzięki bucie, propagandzie i kłamstwie.
N JAK NARODOWY SOCJALIZM. "PiS nie jest partią konserwatywną"
Jakim kłamstwie?
- Cała kampania PiS była oparta na kłamstwie. PO święta nie była. Ale jak ktoś nie widzi, ile przez 8 lat zostało zrobione, i mówi, że Polska jest w ruinie...
To jest skuteczny.
- Nie, jest kłamcą! A my nie umieliśmy się przeciwstawić propagandzie pokazującej PiS jako partię konserwatywną. To nam odebrało część wyborców.
Zaraz, zaraz, to jaką partią jest według pana PiS?
- PiS to narodowy socjalizm.
Mocno. Zaraz panu wyciągną, że do Hitlera pan nawiązuje.
- Nie. Narodowy socjalizm nie musi kończyć się nazizmem, jak w Niemczech. Może pozostać narodowym socjalizmem Jarosława Kaczyńskiego.
Na czym miałby polegać narodowy socjalizm szefa PiS? !
- Proszę zobaczyć, jak sprytnie pozyskał elektorat socjalny. PiS jest najbardziej socjalną partią w parlamencie.
Po dziurze w budżecie pan poznał?
- Między innymi. A także po tym, że jak na razie inne partie lewicowe nie mają szans na ponad 5 procent głosów. Elektorat, który oczekuje opiekuńczego państwa, rozbudowanego socjalu, nie patrzy na światopogląd. Chce pieniędzy od państwa i od PiS je dostaje. Kosztem innych. Z kolei elektorat narodowy, który chce państwa mesjanistycznego, zmitologizowanego, także otrzymuje je na tacy od PiS. Przecież wszędzie próbuje się wtykać "naród" - narodowe media, narodowy plan gospodarczy, "repolonizacja". To sprawia, że Kaczyński pozyskuje elektorat narodowy, często nazywany skrajnie prawicowym.
Czyli udało mu się to samo, co przez lata udawało się PO - zebrać trochę z lewa, trochę z prawa pod swoje skrzydła i stworzyć w miarę akceptowalne dla wielu centrum. A wy to straciliście.
- Tylko że Kaczyński poszedł w skrajność, a nie w centrum. Ściągnął do siebie głosy skrajnej lewicy, tej socjalnej - i narodowej prawicy. Politycznie to bardzo skuteczne. W efekcie, gdy Grzegorz Schetyna mówił o konserwatywnej kotwicy Platformy, wszyscy uznali, że chce się z PiS na tę narodową prawicowość ścigać. Absolutnie nie! PiS nie jest klasyczną prawicą. Prawdziwi konserwatyści, ceniący wolność gospodarczą, prymat własności prywatnej, poszanowanie prawa, zostali oszukani przez PiS. Chcemy, by do nas powrócili.
Na razie zagłosowali za silnym państwem z twardym prawem w wersji PiS.
Ale ja też jestem zwolennikiem ostrego prawa karnego.
A la Ziobro?
- Nie. Twarde prawo nie musi być prawem populistycznym, idącym za emocjami rozjuszonego tłumu. Niestety, obecny minister sprawiedliwości, zamiast usprawniać pracę sądów, robi coś przeciwnego.
To znaczy?
- Około 200 etatów sędziowskich, wbrew prawu, jest nieobsadzonych, bo blokuje to właśnie Ziobro. A sędziów nie można osłabiać. Sędziów trzeba wzmacniać!
Wzmacniać?
- A kto, jak nie sędzia, ma być niezależny od polityków? Po co każdy sędzia czy prokurator ma publikować w sieci oświadczenie majątkowe? Czy państwo PiS jest tak słabe, że potrzebuje sąsiedzkich donosów, by zweryfikować prawdziwość takich oświadczeń?
K JAK KASA. "W kancelarii zarobiłbym więcej"
Skoro jesteśmy przy oświadczeniach majątkowych - pan miał kancelarię radcy, uposażenie poselskie, dwie uczelnie, a potem jeszcze pan został ministrem.
- Uposażenia poselskiego nie pobierałem, tylko dodatek za komisje. Bo pracowałem zawodowo.
A nie przerwał pan wykładów na uczelni, gdy został pan ministrem?
- Nie, bo to akurat był semestr letni. Nie miałem zajęć. Ale nie przerwałbym i tak. Nie ma lepszej rzeczy dla polityka niż kontakt z młodym pokoleniem, nawet jeśli to młode pokolenie wyleje czasem politykowi kubeł zimnej wody na głowę. A poza tym lubię uczyć.
Myślę o czymś innym. Ma pan kilka miejsc, w które musi pan zdążyć, dużo materiałów, które musi pan przeczytać, debaty i wykłady, do których musi się pan przygotować.
Umiem organizować czas.
Ale czas nie jest z gumy. A musi pan zrobić to wszystko dobrze.
- Gdy zostałem ministrem, przestałem pracować jako radca prawny. Gdy przestałem być ministrem, wahałem się, czy zostać posłem, czy wrócić do kancelarii. Wybrałem mandat poselski. Działalność radcy prawnego nadal mam zawieszoną.
Czyli teraz tylko uposażenie poselskie pan pobiera?
- Tak. I pracuję na jednej publicznej uczelni. W poniedziałki i czasami w weekendy. Ale dla mnie w polityce pieniądze nie są najważniejsze. W kancelarii zarobiłbym więcej. Mam to szczęście, że starcza mi na życie, a połączenie pracy posła i wykładowcy bardzo sobie cenię.
A ile pan zarabia?
- Na uczelni około 4 tysięcy na rękę. A w Sejmie około 8 tysięcy.
Razem 12 tys. zł. Dla przeciętnego Polaka to bardzo dużo.
- To prawda. Każdy polski rząd powinien mieć jako główny cel to, żeby pensje Polaków nie odbiegały od uposażeń polityków. Rząd Beaty Szydło robi odwrotnie. Teraz niektórzy cieszą się z programu 500plus. Niedługo wszyscy będziemy w programie 500 minus. Już są pierwsze sygnały, co będzie: podatki w górę, ceny wody i prądu w górę, zapowiedzieli likwidację liniowego podatku w działalności gospodarczej. Muszą sięgnąć do kieszeni Polaków, by rozdawać pieniądze.
S JAK SOCJAL. "Kolejne 500 zł mi się nie należy"
A pan 500plus bierze?
- Nie jestem uprawniony.
A wziąłby pan, gdyby pan był?
- Nie. I tak jestem utrzymywany po części przez podatników. Kolejne 500 złotych mi się nie należy. Dla mnie 500plus to demagogia. Pomoc państwa powinna być celowa, wyrównywać szanse dzieciom z ubogich rodzin.
Zarząd PO przyjął nowy program. Jeden z postulatów to 500 złotych na każde dziecko. Ścigacie się z PiS w rozdawnictwie pieniędzy?
- Platforma nigdy nie będzie się ścigać z nikim w populizmie. PiS stworzyło 500plus na kolanie. Efekt? Np. niższe alimenty przyznawane w sądzie. My wskazywaliśmy, gdzie są błędy w tym programie. Nie chcieli nas słuchać.
To teraz się posłom PiS nie mówi w Sejmie " cześć"?
- Nie, bez przesady. Wiele osób z PiS, tak po ludzku, lubię. Choć teraz trochę przeszliśmy z tym do konspiracji. Mogę im tylko współczuć. Wciąż się zastanawiam, czy myślą jeszcze samodzielnie, wpisując się w projekt polityczny Kaczyńskiego. Są tacy, którzy - gdy nie słyszą ich partyjni koledzy - swobodnie rozmawiają. Większość jest jednak zapatrzona w wodza.
PiS ma przynajmniej wodza. Dawny wódz PO pracuje w Brukseli. A nowemu wodzowi ubywa posłów, a nie przybywa poparcia.
- Grzegorz Schetyna przejął PO w trudnym momencie. Jest twardy. I doświadczony.
Ale to już prawie rok od wyborów.
- I cały czas odbudowujemy partię po porażce. Grzegorz wziął to na siebie. A jeśli ktoś go teraz krytykuje, to ja odpowiadam: każdy z nas mógł kandydować na szefa PO.
Pan też.
- Kandydowałem. I Tomasz Siemoniak również. Ale uznaliśmy, że zespół jest ważniejszy. Niezbędny do pracy u podstaw.
Jak to ładnie, grzecznie brzmi.
- Sęk w tym, że to prawda. Od paru lat tego brakowało. Nie musieliśmy jako posłowie "robić" polityki partyjnej, było zaplecze rządowe. A my mieliśmy przegłosowywać politykę rządu.
No i parę głosowań pamiętam, które nie wyszły, bo dyscypliny nie było.
- Pamiętam jedno szczególnie. W sprawie Trybunału Stanu dla Ziobry. Pamiętam, kogo nie było. Zabrakło kilku głosów. Do teraz, kiedy krytykuję Ziobrę, słyszę, że: "trzeba go było doprowadzić przed TS". Milczę wtedy i kiwam głową. Choć byłem wtedy w Sejmie i głosowałem "za".
Teraz druga strona może doprowadzić przed sąd waszego byłego szefa.
- Komisja śledcza ws. Amber Gold ma taki właśnie cel: grillowanie Donalda Tuska.
Myśli pan, że Tusk da się zgrillować?
- Zarzucił szefowi PiS manipulacje i wyzwał na debatę, Kaczyński odmówił. To o czymś świadczy.
Jeśli Tusk stanie przed komisją, media oszaleją z zachwytu. A teraz dochodzą słuchy z obozu PiS, i to od samego prezesa, że nie poprą Tuska na drugą kadencję szefa RE.
- Prezes przegrywał z Donaldem tyle razy, że mu tego nie wybaczy. PiS poświęci dobrą pozycję Polski w Unii, byle Kaczyński zemścił się na Tusku. Idiotyczne. Małostkowe.
Obecny szef PO nie żywi wielkiej miłości do byłego szefa. I co, stanie przed kamerami i wyrazi poparcie dla Donalda Tuska?
- To pytanie do obu panów. Ale nikt nie będzie się odcinał od Tuska. Schetyna nieraz deklarował, że gdyby Tusk wrócił do polskiej polityki, byłby naturalnym kandydatem całej opozycji na prezydenta.
P JAK PRZYZWOITOŚĆ. "Wyjaśnienie tej afery jest w naszym interesie"
Kłopoty ma też Hanna Gronkiewicz-Waltz. PO będzie ratować panią prezydent Warszawy?
- Będziemy dążyć do wyjaśnienia wszystkich spraw reprywatyzacyjnych. Pani prezydent dostała silne wsparcie - Witolda Pahla, znakomitego prawnika niezwiązanego ze środowiskiem warszawskim. Jeżeli doszło do działań niezgodnych z prawem, kolejne sprawy trafią do prokuratury. Ale trzeba też pokazać, że niektóre działania, które były w oczywisty sposób nieetyczne, niekoniecznie były niezgodne z prawem.
Jak to?
- Bo tego prawa po prostu nie było. I to bardzo długo.
W efekcie grunty odzyskują kupcy roszczeń, a nie spadkobiercy.
- Skoro nie było prawa, które tego zakazywało...
A co pan powie jako człowiek, nie jako prawnik? Skoro wiemy, że jest luka w prawie, ale to, co można dzięki niej zrobić, jest nieuczciwe, to jak możemy to robić? To jest czysty cynizm.
- Urzędnik, niestety, działa na podstawie prawa, a nie sumienia.
Ale jeżeli ma wątpliwości, powinien zgłosić je przełożonemu.
- Zgadza się. Z tego, co wiem, to były takie działania urzędników. Mało tego, były przypadki, kiedy Samorządowe Kolegium Odwoławcze zmieniało decyzję na korzyść właścicieli roszczeń.
Czegoś tu zabrakło.
- Elementarnej ludzkiej przyzwoitości. I rozwiązań, które by w czytelny sposób zablokowały te mechanizmy.
Osiem lat na to mieliście.
- Dwadzieścia siedem lat wszyscy na to mieli i nikt nie podjął rękawicy. Choć w 2001 roku powstała ustawa reprywatyzacyjna - zawetował ją prezydent Aleksander Kwaśniewski. A przecież nie można udawać, że państwo polskie zaraz po wojnie nie ograbiło obywateli z majątku. Dopiero nam, w ubiegłym roku, udało się uchwalić tzw. małą ustawę reprywatyzacyjną.
Ostatecznie rachunek zapłaci Hanna Gronkiewicz-Waltz i Platforma.
- Jeżeli nie znajdziemy sposobu, żeby winnych ukarać, to poniesiemy konsekwencje. Dlatego wyjaśnienie wszystkich tych spraw jest w naszym interesie, prawda?
Ś JAK ŚWIATOPOGLĄD. "Nie chcę nikomu narzucać"
Cały czas słyszę bardziej prawnika niż polityka.
- Bo przede wszystkim jestem prawnikiem - to z człowieka nie wychodzi. A jako polityk jestem konserwatywnym liberałem. Państwo powinno obywatelom dawać dużą wolność.
Wolność do czego?
- Do deklarowania poglądów i życia w zgodzie z nimi. Wolność to fundament godności człowieka. Na przykład jestem przeciwny zmianom w prawie aborcyjnym, natomiast poparłbym ustawę o związkach partnerskich. Ale bez zrównywania małżeństw różnopłciowych i jednopłciowych.
Dlaczego?
- Bo na to konstytucja nie pozwala.
Czy w Polsce jest łamana teraz godność człowieka?
- W niektórych obszarach tak.
A gdy dwie osoby nie mogą wstąpić ze sobą w związek małżeński, bo są dwiema kobietami albo dwoma mężczyznami?
- Konstytucja określa, co jest małżeństwem. Ale co stoi na przeszkodzie zalegalizowania związków partnerskich? Nic. Nie chcę natomiast deklarować się co do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Nie jestem ekspertem, obawiam się, że mógłbym kierować się stereotypami.
Jakimi?
- Że dziecko powinno być wychowywane tylko w klasycznej rodzinie. Ale nie chcę nikomu narzucać poglądów. Politycy zbyt często to robią. O tym, czy zgwałcona kobieta ma czy nie ma urodzić dziecko pochodzące z tego gwałtu, nie może decydować 60-letni pan w garniturze. Więcej zaufania do człowieka.
Czy PO, zamiast prób walki o konserwatywny elektorat zabrany przez PiS, nie powinna raczej powalczyć o liberałów i lewicę?
- A kto wsparł in vitro, wydłużył urlopy rodzicielskie, wprowadził urlopy "tacierzyńskie"? Pomoc socjalna za rządów PO to były miliardy złotych rocznie. Tylko wydawanych celowo, bez pompy i politycznego PR. Może to był błąd.?
Ale statystyki wam nie rosną, a wyborców lewicowych i liberalnych zabierają wam Razem i Nowoczesna. To jaka chce być ta Platforma? Głosowaliście przeciw liberalizacji ustawy aborcyjnej .
- Nie chcemy naruszania praw polskich kobiet. Ale nie chcemy też naruszania kompromisu aborcyjnego. Kolejnej wojny polsko-polskiej. Wie pan, Polacy nie lubią państwa, które im za bardzo wchodzi do łóżek. Lubią wolność, tymczasem wolność według PiS to kolejne ustawy dające coraz więcej władzy państwu. Oni nie wierzą ludziom.
To komu lub w co wierzą?
- Wierzą w omnipotencję prawa. Wierzą, że dodamy jeden przepis i będzie dobrze. Nie będzie. Bo prawem, nawet dobrym, nie zastąpimy zmiany społecznej. Rozsądku. Tego, że to człowiek powinien kierować swoim postępowaniem. Nie chcę anarchii, ale mamy inflację w Polsce - inflację bubli prawnych.
B JAK BUBLE PRAWNE. "Hipokryzja do kwadratu"
To wymieńmy pięć największych bubli prawnych od ostatnich wyborów.
- Po pierwsze - ustawa o Trybunale Konstytucyjnym w każdej wersji. Były już cztery. Jedna gorsza od drugiej.
Bubel nr 2.
- Prawo o prokuraturze. Usankcjonowało to, za co Ziobro miał stanąć przed Trybunałem Stanu. Czyli możliwość zdradzania informacji z toczących się śledztw osobom postronnym i wydawania poleceń każdemu prokuratorowi, służbom i policji przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie. To już było widać - po nakazie zwolnienia tych, którzy zbezcześcili grób Bieruta. Nikt nie zastanawiał się nad tym, jak podważono zaufanie policjantów do zwierzchników. Jeżeli minister - prokurator generalny - sięga po słuchawkę i interweniuje w indywidualnej sprawie, to pokazuje, jakie PiS stworzył prawo.
Bubel nr 3.
- Ustawa inwigilacyjna - przez uprawnienia, jakie daje służbom. Bardzo nieprecyzyjne przepisy, które dają możliwość śledzenia obywateli.
Zabezpieczył pan telefon?
- Nie. Nie mam nic na sumieniu. Ale samo to, że można tak obywateli potraktować, po prostu mnie przeraża.
Może jak pan dzwoni do żony, to jakiś smutny pan tego słucha.
- Śmiejemy się z tego z żoną i ze znajomymi. Ale czasem człowiek sobie przypomni, jak można wyrwać słowa z kontekstu i użyć ich w walce politycznej. I już nie jest śmiesznie.
Bubel nr 4.
- Ustawa o służbie cywilnej, upolityczniająca ją. Z mocy prawa nie trzeba było nic zrobić, by wylać z pracy blisko 2 tysiące urzędników. Ustawa nie wyłączyła nawet kobiet w ciąży!
A to jest zgodne z konstytucją?
- I tę ustawę zaskarżyliśmy do Trybunału. A wie pan, co było najbardziej podłe? Dzięki temu prawu zwierzchnicy nie musieli ludziom mówić w twarz, że zostaną zwolnieni. Po prostu ich zatrudnienie z mocy prawa wygasało. To jest zwykłe tchórzostwo.
Bubel nr 5.
- Ustawa o ziemi. To jest hipokryzja do kwadratu. Udając, że się chce bronić polskiej ziemi, dorzyna się polskich rolników.
W jaki sposób?
- Prowadzą działalność gospodarczą i często mają kredyty pod hipotekę nieruchomości. Wartość tych nieruchomości spadła, bo nie można ich sprzedać. Banki już chcą dodatkowych zabezpieczeń.
Chyba na razie nie osłabiło to poparcia PiS na wsi.
- Skutków 500plus też nie odczuliśmy. Jeszcze. Na razie, wbrew zapewnieniom rządu, nie pobudziło to popytu, nie rozruszało gospodarki. Dziura budżetowa rośnie, wskaźniki, na których oparty jest budżet, są wyśrubowane, więc PiS szuka źródeł dochodów. Dlatego kolejny raz oszuka Polaków.
Oszuka? A jak miałby to zrobić?
- Może podnieść VAT, który od 2017 roku miał być obniżony. I pewnie dołoży kilka podatków.
A robi pan zakupy w niedzielę?
- Robię.
Pomysł z zakazem handlu w niedzielę jest...
- ...delikatnie mówiąc nieprzemyślany.
Dlaczego?
- Po pierwsze, państwo ma dawać możliwości. A jak nie będą potrzebni ludzie do pracy, to ją stracą. A po drugie - to ideologizacja gospodarki. Jeżeli religijność ma być narzucana przepisami, to ja dziękuję.
Pan jest religijny?
- Nie nadmiernie.
To znaczy?
- Nie jestem zaangażowany w życie Kościoła. Nie czuję się uprawniony, by pouczać innych w kwestiach religijnych, narzucać komuś mój światopogląd. Ale jeżeli religijność ma polegać na tym, że państwo musi tworzyć przepisy, które zmuszają obywateli do dostosowania się do nakazów religii, to to jest chore.
S JAK STRACH. "O państwo się boję"
Czego się pan najbardziej boi?
- Prywatnie zawsze o najbliższych. Nie mają łatwo przez tę moją politykę, nocne komisje i obrady Sejmu. A jako polityk o państwo się boję.
O coś konkretnie?
- Gorzej, ogólnie. Że ogólnie niedługo nie będzie czego zbierać.
A nie boi się pan, że przestanie być posłem?
- Nie. Wrócę wtedy do zawodu radcy prawnego. W przeciwieństwie do obecnego ministra mam do czego wracać. Dla mnie polityka nie jest wszystkim.
Czyli sondaży się pan też nie boi?
- Nie. Ale patrzę na nie. Bo to ocena tego, jak wykonuję swoją pracę.
Zagłosowałby pan wbrew sobie, za to tak, żeby poparcie nie spadło?
- Nigdy! W imię zasad.
Borys Budka. (ur. 1978 r.) Prawnik. Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej. Jest radcą prawnym, wykłada w Katedrze Prawa na Wydziale Finansów i Ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Poseł na Sejm VII i VIII kadencji. W 2015 r. był ministrem sprawiedliwości w rządzie Ewy Kopacz.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie .