Rozmowa
Fragment performansu Przemysława Branasa w mauzoleum gen. Bema w Tarnowie (fot. archiwum prywatne)
Fragment performansu Przemysława Branasa w mauzoleum gen. Bema w Tarnowie (fot. archiwum prywatne)

W warszawskim CSW do 9 października trwa wystawa " Praca - technika". Pokazujesz na niej dzieła, których bohaterem jest Józef Bem. To nietypowy dla współczesnej Polski bohater.

- W Tarnowie, w Parku Strzeleckim, na środku stawu, w pięknym sarkofagu umieszczonym na gigantycznych kolumnach spoczywa polski bohater narodowy, który jest jednocześnie bohaterem Polski, Turcji i Węgier. Bem walczył w powstaniu listopadowym, Wiośnie Ludów i armii tureckiej.

Dziś za bohaterów narodowych uważa się niemal wyłącznie tzw. prawdziwych Polaków, sytuacja Bema jest więc niemal perwersyjna. Dodatkowo Józef Bem dokonał przed śmiercią konwersji na islam. Umarł w 1850 roku w Aleppo jako muzułmanin. Wielonarodowy bohater wyznania islamskiego nie umarł na polu walki. Zmarł na pospolitą malarię, którą roznoszą komary.

Gdy zaproszono mnie do zrobienia wystawy w ramach cyklu ProjectRoom, wraz z kuratorem Wojtkiem Szymańskim stwierdziliśmy, że musimy pokazać tam prace związane z generałem Józefem Bemem i z tym, co stało się 70. lat po jego śmierci.

Sprowadzenie zwłok gen. Bema do Polski (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe) ()

W międzywojniu sprowadzenie zwłok Józefa Bema do Tarnowa stało się częścią polityki wzmacniającej polską tożsamość narodową. Potrzebowano starych bohaterów i nowych uroczystości. Powtórny pogrzeb Bema był jednym z najważniejszych patriotycznych wydarzeń II Rzeczpospolitej. Nadrabiano czasy zaborów, budowano ikonografię nowego państwa, nowej Polski.

- W 1929 roku, 70 lat po śmierci Józefa Bema, dokonano ekshumacji jego zwłok. Wróciły do Polski pociągiem. W trakcie przejazdu oddawano im cześć. W Kiskoros, w mieście, z którego pochodzi najważniejszy węgierski poeta romantyczny Sándor Petofi, odbyła się wielka uroczystość przypominająca spektakularny parateatralny performans ze zwłokami w roli głównej. W Budapeszcie jego trumna wystawiona została przed Muzeum Narodowym. Witający martwego Bema Kraków był odświętnie przystrojony. W Tarnowie, w miejscu urodzin Bema, odbył się uroczysty przemarsz z Dworca Głównego do Parku Strzeleckiego, gdzie stanęło wielkie mauzoleum. Tarnów został z tej okazji częściowo odnowiony. W mieście posadzono dużo zieleni. 6 czerwca 1929 r. prochy Józefa Bema spoczęły w mauzoleum zaprojektowanym przez wybitnego architekta Adolfa Szyszko-Bohusza. Nad powtórnym pochówkiem czuwał pracownik cmentarza z Aleppo, świadek syryjskiego pogrzebu Bema sprzed 70. lat.

Tarnów to prowincjonalne miasto o fascynującej, multikulturowej historii, w którego honorowym punkcie spoczywa Józef Bem, polsko-węgiersko-turecki bohater narodowy.

Dlaczego ta historia jest dla ciebie ważna?

- Niechrześcijańskie religie są dziś dla Polaków czymś obcym i dalekim, niepolskim. Ludzie je wyznający wzbudzają agresję, która narasta. Mało kto zdaje sobie sprawę, że mieliśmy islamskiego bohatera narodowego, który w dodatku umarł w Aleppo - mieście, którego mieszkańców tak bardzo się dziś boimy. Polacy nie chcą przyjmować syryjskich uchodźców z jednego z najbardziej zniszczonych miast na świecie. Takich niechrześcijańskich bohaterów jak Bem było w polskiej historii więcej.

Kolejną istotną kwestią jest przemysł zbrojeniowy. Polska produkuje amunicję kasetową, taką, jakiej używa się w Syrii. Wewnątrz rakiet ukryte są mniejsze pociski. Rakieta kasetowa niszczy najpierw górną cześć budynku, a następnie jego dolne partię, następnie piwnice i schrony.

Polska nie podpisała konwencji, która zobowiązuje do zaprzestania produkcji broni, służącej do masakrowania ludność cywilnej. Jednocześnie rząd nie czuje się odpowiedzialny za żadną ze współczesnych wojen.

Polska broń używana jest w Syrii?

- Żadna z polskich firm zbrojeniowych nie udzieliła mi informacji komu i gdzie sprzedaje swoje produkty. Sam fakt ich produkcji jest jednak hańbiący.

Sprowadzenie prochów generała Józefa Bema do Polski - uroczystości pogrzebowe w Tarnowie (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe) ()

Na wystawie pokazujesz m.in. rakietę kasetową oklejoną starymi polskimi banknotami dziesięciozłotowymi z wizerunkiem Józefa Bema. Nawiązujesz do współczesnej wojny, którą metaforycznie łączysz z historią podróży zwłok Bema.

- "Praca - technika" polega na powtórzeniu podróży, którą przebyła trumna Bema. Chciałem przejechać trasę Tarnów - Aleppo. Jechałam tą samą drogą, ale w odwrotnym kierunku. Wyruszyłem 14 sierpnia 2016 roku. Wiedziałem, że prawdopodobnie nie dojadę do ogarniętego wojną Aleppo. Nie wiedziałem, gdzie skończy się podróż. Dotarłem do Kilis - tureckiego miasta w Kurdystanie, które znajduje się 60 kilometrów od Aleppo, tuż przy granicy turecko-syryjskiej. W Aleppo trwały wówczas naloty. By wjechać do Syrii, potrzebna jest trudna do dostania wiza. Granicę mógłbym jednak przekroczyć bez problemu. Była to najprawdopodobniej jedynie kwestia łapówki. Na granicy powiedziano mi, że mogę wjechać, ale bardzo trudno będzie mi się z Syrii wydostać.

Jak jest przy granicy? Świszczą kule i panuje chaos?

- W Kilis jest przepięknie. Przy granicy jest dość spokojnie, choć kilka kilometrów dalej toczy się brutalna wojna. Napięcie jest co prawda bardzo odczuwalne, ale jedyne, co słychać, to śpiewy muezina i syreny policyjne. W Turcji panuje stan wyjątkowy. Policja i wojsko mają nieograniczoną władzę i możliwości kontroli.

Miałeś z nimi kontakt?

- Jadąc z Istambułu do Kilis, w trakcie 23-godzinnej podróży autobusem, mieliśmy trzy kontrole. Na dwóch checkpointach proszono nas o dokumenty i pytano, gdzie nocujemy. Na jednym żołnierze weszli do autobusu i poprosili stewarda o zimne napoje. Byli spragnieni. Kiedy do autobusu wchodzą żołnierze z karabinami, sytuacja jest zwykle napięta. Nie wiesz, co się zaraz wydarzy. A tu zmęczeni żołnierze poprosili o sok i wodę.

Oczekiwałeś opresji, a zobaczyłeś zmęczonych ludzi.

- To był bardzo ludzki moment. Na chwilę zeszło ze mnie ogromne napięcie. To, że wokół są uzbrojeni żołnierze przestało być nagle istotne.

A byłeś w obozie dla uchodźców?

- Na granicy niedaleko Kilis znajdują się dwie bramy. Jedna to przejście graniczne, a druga to wjazd do największego w Turcji obozu dla uchodźców. Mieszka tam kilkanaście tysięcy ludzi. Finansuje to Unia Europejska. W obozie bywa Angela Merkel. Jest meczet. Ludzie dostają zasiłki. Mogą też wychodzić i pracować, jeśli oczywiście znajdą pracę. Trafiłem akurat na moment, w którym kilka tysięcy Syryjczyków wychodziło z obozu na zakupy. Było wśród nich wielu żebraków i wiele biednych kobiet z dziećmi.

Wszedłeś do obozu?

- Obóz jest pilniej strzeżony niż granica. Nie mogłem do niego wejść jako artysta, a zależało mi na tym, żeby przejechać drogę Bema bez legitymacji prasowej czy oficjalnych zezwoleń. Nie chciałem korzystać z pomocy instytucji. Chciałem być jak najdalej od polityki i systemu.

A jak się przekracza pilnie strzeżoną granicę między Unią Europejską a Turcją?

- Granicę bułgarsko-turecką przekraczałem o świcie. Zamiast pociągu podstawiono dla nas autobus. Było w nim tylko sześć osób. Przed przekroczeniem granicy policja kazała nam wejść do ciemnego pomieszczenia. Nagle zaświecono światło i zaczęto sprawdzać dokumenty. To była pierwsza opresyjna sytuacja w trakcie mojej podróży.

Fragment performansu Przemysława Branasa (fot. Paweł Dudziak) ()

Stambuł jest fascynujący, w nim poczułeś spokój?

- Spałem w części azjatyckiej w dzielnicy Kadiköy, tuż przy dworcu Haydarpasa Gari, do którego przywieziono ciało Józefa Bema. Byłem w cudownym kosmopolitycznym mieście, w którym tuż przed moim przyjazdem zgwałcono i spalono żywcem transseksualną aktywistkę Hande Kader, a syryjskiemu gejowi odcięto głowę. Rząd turecki daje na to ciche przyzwolenie. Radykalne grupy powołujące się na wartości religijne dokonują tu najokrutniejszych zbrodni.

W Stambule dużo myślałem o Polsce, gdzie nikt jeszcze nikogo nie zabija, ale bije się ludzi po twarzy, gdy w tramwaju mówią po niemiecku. Moja podróż zbiegła się z incydentem, podczas którego w warszawskim tramwaju pobity został profesor Jerzy Kochanowski. Bierny stosunek rządu tureckiego przypomina bierność polskich władz. W Turcji dochodzi do zbrodni. W Polsce na razie mamy do czynienia z brutalnymi incydentami, które powoli stają się regułą. Co będzie dalej?

A jak wyglądała podróż przez Europę Środkowo-Wschodnią i Bałkany?

- Ludzie są tu bardzo gościnni. Pociągi są wygodne. Miałem dużo czasu na myślenie, oglądanie krajobrazów. Nie czułem żadnego strachu. Nuda.

W CSW zobaczymy dzieła sztuki opowiadające twoją nieskończoną podróż do Aleppo.

- Szkieletem wystawy jest film dokumentujący trzy performansy. Pierwszy - "Generał Bem daje mi znak do podróży" - powstał w Tarnowie. Miałem wizję, przeczucie, że potrzebuję symbolicznego znaku od Bema. Chciałem, żeby pozwolił mi pojechać śladami swojej trumny. Zasłoniłem więc sarkofag srebrną folią, tak by odbijał światło, żeby dawała mi znak świetlny. Prochy Bema znajdują się wysoko nad wodą, na wysokich kolumnach. Bem przeszedł na islam, dlatego nie mógł zostać pochowany w chrześcijańskiej polskiej ziemi. Jego prochy umieszczono więc pod niebem.

W trakcie performansu pod sarkofagiem znajdował się aktor ubrany w srebrną maskę. Maska wydawała charakterystyczne piski. Dawał mi sygnał do podróży.

Druga część filmu to dokumentacja z podróży. Trzecia to performans zrealizowany na granicy turecko-syryjskiej, który polegał na powtórzeniu konwersji Bema. Wypowiedziałem formułę przejścia na islam w meczecie, w obecności świadków.

Zupełnie jak Józef Bem.

Jesteś muzułmaninem?

- To nie jest istotne. Działanie miało charakter performatywny. Ważne są momenty, w których sztuka, podobnie jak religia, pyta o prawdę, o to czy dany gest był prawdziwy, rzetelnie wykonany i czy był zgodny z wolą wykonującego.

Performatywna konwersja była też prześmiewczym gestem wobec strachu przed islamem.

Generał Józef Bem od lewej w okresie powstania węgierskiego, jako dowódca armii węgierskiej i w podeszłym wieku (fot. Wikimedia Commons/public domain) ()

Na wystawie znajdziemy dwie fotografie. Jedna z nich przedstawia kanapkę...

- Fotografia spleśniałej kanapki szkolnej zawiniętej w aluminiową folię należy do cyklu "W obawie przed złem całego świata buduję sobie własne schrony". Ludzie od wieków, w różny sposób przygotowują się do wojny. Gromadzą jedzenie, budują schrony, domy na wyspach, konstruują sejfy. Gdy przychodzi jednak prawdziwa wojna, to wszystkie schrony zwykle okazują bezużyteczne, a jedzenie gnije.

Zgniła kanapka zagrała również w filmie.

- Parę dni przed wyjazdem spotkałem się z moją kuzynką, która na co dzień mieszka w Szwajcarii. Spotkaliśmy się w Krakowie, do którego kuzynka przyjechała prosto po wizycie u naszej wspólnej babci. Babcia mieszka w Rzeszowie. Kuzynka przekazała mi kanapkę od babci i zabrałem ją ze sobą do Turcji. Mój plecak znowu śmierdział zbutwiałym masłem, zupełnie jak w szkole. Kanapkę zostawiłem przy meczecie, w którym dokonałem konwersji. Leży tam bardzo dużo śmieci.

W CSW znalazła się też plastelinowa tablica.

- Wykonałem ją na podstawie bocznej tablicy z sarkofagu tarnowskiego Mauzoleum Bema. Tablicę ufundował, w hołdzie Bemowi, rząd turecki. Napis Ferki Murad Pasza wykonany jest po arabsku. 1929 to ostatni rok, w którym w Turcji używało się języka arabskiego. Ferki (generał) to tytuł, który władze tureckie nadały Józefowi Bemowi, a Murad Pasza to jego islamskie imię.

Umieszczona w Zamku Ujazdowskim kopia tablicy wykonana jest z plasteliny. Obiekt nawiązuje do tego, w jaki sposób w polskiej szkole uczy się historii. Bohaterowie narodowi są zwykle bohaterami pustymi, są pozbawionymi prawdziwych przeżyć rzeźbami z plasteliny.

(fot. Paweł Dudziak) ()

Nie tylko "Praca-technika" była skoncentrowana na tematyce śmierci. Twoje dzieła często się do niej odnoszą. W Galerii Labirynt w Lublinie, do końca października, oglądać można twoją pracę "Hiena", która podobnie jak "Praca - technika", wiąże się z polskimi grobami i -podobnie jak tablica - wykonana jest z nieszlachetnego i delikatnego materiału.

- Interesuje mnie szeroko rozumiany problem śmierci. W Jarosławiu chodziłem na cmentarz z koleżanką, która odwiedzała grób mamy. Sam nie chodzę na cmentarze. Nie uczestniczę w pogrzebach. Boję się. Z nią chodziłem dla towarzystwa. Kiedy pomagałem jej sprzątać grób to zauważyłem, że w śmietniku jest mnóstwo materiału rzeźbiarskiego. Ludzie wyrzucają prawie niezużyte znicze. Zacząłem szukać artystycznej formy dla niewykorzystanej stearyny.

Wykonałem skrzynię w kształcie XIX-wiecznych trumien chłopskich. Znalezione wkłady roztapiałem w garnku na domowej kuchence i wlewałem je do wykonanej z desek formy. Przyszła rzeźba stała w bloku, w mieszkaniu. Gdy przyjechała moja mama, która na co dzień mieszka za granicą, była przerażona. Dom śmierdział zniczami. Plastikowe pojemniki po stearynie wypełniały pokój. "Hienę" musiałem kończyć w piwnicy. Najpierw wytapiałem znicze na kuchenkach elektrycznych. Kuchenki nie wytrzymywały jednak pracy. Garnki pełne gorącej stearyny musiałem znosić do piwnicy z mieszkania. W rezultacie, po trzech tygodniach, powstał obiekt postminimalistyczny. Waży ponad 70 kg i jest dokumentacją chodzenia na cmentarz.

"Hiena" stanęła najpierw w BWA w Tarnowie, na wystawie "Ars Moriendi". BWA mieści się w Pałacyku Strzeleckim, do którego w 1929 roku przywieziono szczątki Józefa Bema. Były tu, zanim pochowano je w mauzoleum. "Hiena" stanęła w tym samym pomieszczeniu, co kiedyś prochy Bema. Cynowa trumna bohatera, utrwalona na czarno-białym zdjęciu, które wisi w Pałacu Strzeleckim, do złudzenie przypomina "Hienę".

- Faktycznie! Jest w tym jakaś perwersja. Teraz już wiem dlaczego zająłem się Bemem (śmiech).

Przemysław Branas (ur. w 1987 roku). Artysta. Doktorant Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Absolwent Wydziału Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Brał udział m.in. w festiwalu Embodied Action (Hong Kong, 2016), GUYU ACTION Performance Art Festival (Chiny, 2016), Polish Performance Night (Le Lieu Gallery, Quebec, 2014). Autor wystaw indywidualnych "Moro" (Galeria Wschodnia, Łódź, 2013) oraz wystawy "Czkawka" w ramach Miesiąca Fotografii w Krakowie (MOCAK, Kraków, 2014). Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2013). Laureat nagrody Fundacji Gray House Szara Kamienica (2015).

Marcin Różyc . Krytyk mody i kurator. Autor książek "Nowa moda polska" i "Dźwięki i szwy". Współpracuje z "KMAG-iem" i Polish Cultural Institute w Londynie. Kurator wystaw: "Krzyk Mody" w Warszawie, "Chrysalis" w Londynie i "Wykrój.Miasto.Tarnów" w BWA Tarnów. W Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW prowadził autorskie zajęcia - "Moda jako wyobrażenie i wyznacznik kulturowych przemian".

(fot. Publio.pl) ()