Boisz się?
- Trochę.
Pukali do drzwi?
- Nie, ale kiedyś usłyszałem od osoby bardzo blisko związanej z ludźmi, którzy działają na rynku reprywatyzacji, żebym uważał jak przechodzę na przejściach dla pieszych. Od tamtego czasu faktycznie na siebie uważam i jeżdżę na rowerze w kasku. Ale racjonalizuję sobie zagrożenie i wiem, że jest niewielkie.
Gdyby ktoś chciał mi coś zrobić, tak sobie to przynajmniej tłumaczę, to wywołałoby to piekło w tym mieście. Na razie wszystkie pozwy upewniają mnie, że jestem bezpieczny, bo nikt nie będzie chciał mi spuścić łomotu, jeżeli toczy się jakieś postępowanie.
Pudelek napisał , że jesteś pogromcą mafii.
- Tak, bo to jest mafia. Pudelek to medium, które trafia do ludzi i sprawia, że wielu po raz pierwszy usłyszy o aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie. Wiem, że niektórzy dziwią się, że udzieliłem temu portalowi wywiadu, ale uważam, że cel uświęca środki.
Rozmowa dotyczyła między innymi imienia twojego psa. Jak tu, w takim kontekście, rozmawiać o poważnych sprawach?
- Do głowy by mi nie przyszło, że nazwanie psa Kapitan Wrona godzi w kogokolwiek. Nie znam pana kapitana, ale bardzo go szanuję. A już poza wszystkim, to nie mój pies, tylko mojej narzeczonej i to ona wybierała mu imię.
Ludzie chcą się czegoś o tobie dowiedzieć.
- Od urodzenia mieszkam w Warszawie, piszę doktorat na socjologii. Jestem z mieszanej polsko-żydowskiej rodziny. Ale wracając jeszcze do poprzedniego pytania, zobacz: teraz o aferze mówi cała Polska, wszystkie media i tytuły. Także Pudel. Do tej pory zajmowały się tym tylko dwie redakcje. Wielkie chapeau bas dla "Gazety Wyborczej" i dziennikarek Małgorzaty Zubik i Iwony Szpali , które tyle lat się sprawą zajmują.
Mówią, że dziewczyny się narobiły, a ty spijasz śmietankę. Zostałeś bohaterem, chociaż to nie ty ujawniłeś kulisy reprywatyzacji.
- Chcesz, żeby to było w wywiadzie?
Tak.
- Nie chcę mówić za wiele, lepiej zapytaj Zubik i Szpali, ale dodałem swoje trzy grosze.
Czyli?
- Przychodzą do mnie pokrzywdzeni ludzie, dla których nie zawsze mam czas. Żeby ich nie zostawiać bez pomocy, proszę media, aby opisały ich sytuację. Tak było chociażby z Marszałkowską 43 i z cudownie odnalezionym zza grobu testamentem .
Dlaczego tak bardzo angażujesz się w ten temat?
- Bo nie zgadzam się na niesprawiedliwość, jestem wyczulony na krzywdę ludzką. Zdałem sobie sprawę z tej krzywdy ludzkiej w momencie, gdy zostałem radnym.
Wcześniej tego nie wiedziałeś?
- Wiesz, wcześniej jako aktywistę interesowała mnie ochrona zabytków i rowerki.
Jak słynna afera z kinem Femina?
- Dobry przykład. Ofiarą reprywatyzacji jest także kino Femina. Historyczne miejsce dla Warszawy przestało istnieć, bo przyszedł prywaciarz, wyłożył kasę, konserwator zabytków wydał zgodę na rozbiórkę i koniec końców w tym miejscu powstanie Biedronka. No powiedz, czy jako warszawiak się nie wkur***sz?
Można było Feminę uratować?
- Można było wpisać ją do rejestru zabytków. Mogła Feminę uratować sama Hanna Gronkiewicz-Waltz, gdyby uchwaliła kino w planie miejscowym dla tej części miasta. Jest za to kolejny dyskont. Nie mówię, że właściciel nie ma nic do powiedzenia. Chodzi o to, żeby powiedzieć takiemu biznesmenowi: Dostałeś prawie za darmo coś wartościowego dla ludzi, musisz uznać nasze zasady, a potem zarabiać pieniądze . Skoro warszawiacy mówili: Femina ma przetrwać, to ta wola powinna zostać spełniona. Na tym polega, kurczę, demokracja!
Było się położyć przed koparką może?
- Można było. Miasto Jest Nasze naprawdę długo prowadziło akcję ratowania tego kina.
Dziś prowadzisz inne akcje jako radny. Otwierasz drzwi do ratusza...
- Raczej wrota piekieł albo drzwi do cuchnącego szamba. Nagle okazuje się, że są biedni ludzie, których wyrzucają z domów albo podwyższają czynsze, aby ich zmusić do wyniesienia się z mieszkania!
Dla przykładu zawsze opowiadam o sytuacji lokatorów z Poznańskiej 14, gdzie dokonano eksmisji, toczy się postępowanie w prokuraturze, bo wiele wskazuje na to, że ta kamienica została najnormalniej w świecie ukradziona. Ktoś dokonuje przestępstwa, ratusz siedzi cicho, a koniec końców cierpi zwykły człowiek. Tak nie może być, dlatego działam.
Mocno atakujesz Hannę Gronkiewicz-Waltz, ale wielu mówi, że winę za bałagan w mieście ponoszą też jej poprzednicy. Dlaczego tylko ją atakujesz?
- Owszem, ale to Gronkiewicz-Waltz przez ostatnie 10 lat milczała na ten temat. Sama jest beneficjentem dzikiej reprywatyzacji, jej rodzina otrzymała przecież kamienicę przy Noakowskiego 16, która została po wojnie ukradziona żydowskim właścicielom . Musiała mieć świadomość, że reprywatyzacja w Warszawie to patologia i przestępczy proceder.
Mocne słowa to twój znak rozpoznawczy. Mają pokrycie?
- Miałem kilka procesów. Ale powiedz mi, jak to jest, że pojawia się jakiś facet znikąd i nagle mebluje pół miasta? Buduje biurowiec na placu Zamkowym, chce wyburzyć najlepsze gimnazjum w mieście na ulicy Twardej i chce budować wieżowiec przy Sali Kongresowej. Dla mnie ta historia bardziej pasuje do Kirgistanu niż Warszawy, a jednak dzieje się na naszym podwórku. Absurd!
Zadzwoniła kiedyś do ciebie pani prezydent i powiedziała, że nie masz racji?
- Nie, ale mogłaby zadzwonić i zaprosić na kawę, aby obgadać sprawy miasta. Ba, my chcieliśmy kiedyś z Platformą Obywatelską stworzyć koalicję. Niestety, taka forma "rozmowy" nie odpowiadała politykom.
Ale w 2006 roku byłeś w sztabie wyborczym Hanny Gronkiewicz-Waltz, która ubiegała się o fotel prezydenta.
- Tak, byłem wolontariuszem i na tym się nasza współpraca skończyła, bo ja nie byłem zainteresowany wchodzeniem do żadnej partii, tylko chciałem działać na rzecz miasta. Szukałem dla siebie miejsca.
Dużo krytykujesz, a jaki masz plan, by rozwiązać problem z reprywatyzacją? Może go nie masz?
- Plan jest prosty. Zrealizowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2015 roku dotyczącego podstawy prawnej, która teraz jest wykorzystywana do przejmowania budynków w naturze. Trybunał powiedział wtedy, że nie można tak robić i trzeba zmienić prawo. Parlament powinien uchwalić ustawę regulującą kwestię wypłacanych odszkodowań. Wzorem, choć niedoskonałym, może być na przykład rozwiązanie problemu mienia zabużańskiego. Udało się tę sprawę załatwić, a kwoty odszkodowań wyniosły 20 procent wartości.
Politycy mówią, że nas na twoje pomysły nie stać.
- Stać. Informacja, że nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, jest nieprawdziwa i jest wymówką dla polityków, bo uchwalenie ustaw o reprywatyzacji jest im nie na rękę. Uwierz mi, to nie jest żadna fizyka kwantowa, aby tego nie pojąć. Wystarczy trochę dobrej woli.
U wielu twoje zaangażowanie budzi wątpliwości. Pojawia się podejrzenie, że jesteś populistą.
- Wiem, ale moje zaangażowanie wynika bardziej z tego, że moja mama była społeczniczką, mój ojciec i dziadkowie także. Jestem z rodziny o tradycji żydowskiej, gdzie kwestia sprawiedliwości społecznej jest niewiarygodnie istotna. Rodzice wychowali mnie na historiach, jak przed wojną na szabat zapraszało się bezdomnego czy głodnego. To są moje korzenie. Dziwisz się, że mam potrzebę dbania o wspólnotę, a tym bardziej o słabszego?
Dziwię, bo mówi się, że "bogaty biednego nie zrozumie".
- Nie będę ukrywać, że miałem dobry start. Dobra sytuacja materialna w domu, wykształcenie dostałem od państwa. Jestem doktorantem. Dziś zarabiam jako radny dwa tysiące złotych. Piszę teksty do gazet, więc naprawdę nie jest mi źle. Ba, wziąłem mały kredyt na mieszkanie, bo resztę dołożyli mi rodzice. Czy to znaczy, że jestem gorszy, że nie mogę mieć dobrych intencji?
Mówisz, że od kiedy zająłeś się tematem reprywatyzacji, zacząłeś dostawać pogróżki. Twierdzisz, że za wszystkim stoi mafia, której się naraziłeś. Czy ojciec powiedział ci: "Synu, boję się o ciebie, zostaw temat reprywatyzacji"?
- Nie, częściej mówi: - Kopiesz się z koniem. Ale za to moja mama bardzo mnie wspiera. Mówi: - Nie można stać biernie, bo jak się milczy, to przyzwala się na zło. Często cytuje słowa niemieckiego księdza Martina Niemöllera: "Wreszcie przyszli po mnie i nie było nikogo, kto wstawiłby się za mną".
Od razu uprzedzę ewentualne pytania. Tak, mam też kuzyna, który ukradł pieniądze i pisały o tym media . Nie mam nic do ukrycia. Ale nie chcę, żeby ludzie sądzili mnie przez pryzmat mojego ojca czy rodziny.
Na koniec chciałbym zapytać: skąd ty to wszystko wiesz? Jesteś pewien swoich racji? Tego, że reprywatyzacja jest w Warszawie patologiczna ze względu na układ urzędników i prywaciarzy, którzy handlują gruntami w mieście?
- Przychodzą do nas ludzie i mówią.
Wierzysz im na słowo w tak poważnej sprawie, jak reprywatyzacja?
- Mam na wszystko kwity.
Pokażesz je?
- Niedługo będziemy publikować drugą mapę reprywatyzacji . Pierwsza w 2014 roku przyniosła ponowną falę zainteresowania tematem przejmowania gruntów w stolicy. Myślę, że ta też będzie ciekawą lekturą.
Jan Śpiewak. Radny warszawski, niezrzeszony z żadną partią. Przewodniczący stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, aktywista miejski. Doktorant socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Członek inicjatywy Otwarty Jazdów, od urodzenia związany z Śródmieściem.
Tomasz Golonko (ur. 1987). Dziennikarz społeczny i kulturalny. Pracował dla "Malemen", Natemat.pl oraz "KMAG". Dziś jest dziennikarzem portalu Gazeta.pl, dla którego pisze o ludziach i kręci o nich reportaże. Kocha kino. W wolnych chwilach pływa i czyta książki. Uczeń Teresy Torańskiej.