Rozmowa
(fot. Zuza Krajewska)
(fot. Zuza Krajewska)

Przyjeżdżasz do zakładu poprawczego i co?

- Przyjeżdżam i najpierw rozmawiam długo z dyrektorem. On opowiada mi o zasadach panujących w ośrodku, o chłopakach, o tym skąd są, na co powinnam uważać. Poprawczak to jest takie miejsce, gdzie obok siebie siedzą chłopcy, którzy ukradli telewizor, i tacy, którzy kogoś pobili, zgwałcili albo zabili. I jedni, i drudzy są ze złych domów. Nastoletnie matki, pijani ojcowie, babcie, które potrafią uderzyć dzieciaka pieńkiem w czoło, wujowie recydywiści - w tle są niestety tego rodzaju historie. Oni, co zrozumiałe, potrafią być emocjonalnymi wampirami. Trzeba uważać, żeby nie dać się wkręcić lub wykorzystać.

Wiedząc to wszystko wchodzisz do nich z aparatem. Najpierw gadacie?

- Gadamy, ale od razu z aparatem. Nie było oczywiście tak, że wszyscy przybiegli pozować. Najpierw zakumplowałam się z kilkoma. Opowiedziałam im, co chcę zrobić, oni byli ciekawi, oglądali aparat. Przechwalali się, że takie aparaty kradli.

Zdjęcie, które prowadzi wystawę, to była pierwsza fota, którą tam zrobiłam, od razu przy pierwszej rozmowie.

Przedstawia dwóch chłopców, jeden patrzy w obiektyw, drugi chowa twarz.

- To bracia bliźniacy, trzynastoletni. Trafili do poprawczaka z jeszcze jednym kolegą. Wcześniej razem kradli. Ten trzeci początkowo nie chciał gadać, nie wiem nawet czy chciał być na zdjęciach. Dzisiaj, gdy przyjeżdżam mówi: "Jak się cieszę, że panią widzę" i przytula się na powitanie.

Adrian i Andrzej (fot. Zuza Krajewska)

Jak zdobyłaś ich zaufanie?

- Ja jestem bardzo otwartą osobą, ciekawą ludzi. Wychowałam się w Malborku, mama - lekarka, tata - ekonomista, ale ja bujałam się z różnymi dziewczynami i chłopakami, widziałam w życiu różne rzeczy. W Malborku w środku miasta jest więzienie, siedział tam jeden z moich kumpli i pamiętam, że wrzeszczał z okna. Możliwe, że wtedy już zakiełkował pomysł, by wejść do środka, zobaczyć, jak to wygląda. Nie oburzam się, nie oceniam. Gadamy o wszystkim, zadają mi mnóstwo pytań, tłumaczę im różne rzeczy. Wzajemnie jesteśmy sobą zaciekawieni i lubimy spędzać ze sobą czas.

Pewnie, to nie jest jakaś bajka. Tam mieszka pięćdziesięciu chłopaków, sfotografowałam mniej więcej trzydziestu. Niektórzy obiecują, że następnym razem już pozwolą, ale jednak uciekają. Do niektórych nadal nie mam dostępu.

Czasem próbują prowokować. Kiedyś robili jakieś seksualne żarty za moimi plecami, odwróciłam się tylko i powiedziałam: "Ej, chłopaki, serio?". Myślę, że pomaga nam, że mamy podobne poczucie humoru - złośliwe, trochę cyniczne. Któregoś dnia jeden z nich stwierdził, że czegoś nie zrobi, bo to pedalskie. "Jakie?" - pytam. "Pedalskie". Oni mają takie ołtarzyki: święty obrazek, zdjęcie dziewczyny, fejkowe paczki po papierosach. Wzięłam obrazek z Kaplicą Sykstyńską i mówię: "Wiecie, kto to namalował, panowie? Pedał! Sprawdźcie sobie". Zrozumieli i wyluzowali.

Adrian (fot. Zuza Krajewska)

Nie bałaś się ani przez chwilę?

- Początkowo, przyznaję, obawialiśmy się z Borysem, moim asystentem, zostawiać na wierzchu telefony czy kasę. Ale nic się nie stało. Zresztą to jest, pamiętaj, dość komfortowa sytuacja, są w zakładzie - co mogliby mi zrobić?

Jest takie zdjęcie, na którym chłopak ma piankę do golenia pod pachami. Wpuścili cię do łazienki!

- Wpuścili mnie nawet pod prysznic, ale tych zdjęć nie chcę publikować. Z tą pianką było tak, że stałam w korytarzu i fotografowałam chłopaka w pokoju. Były otwarte drzwi do łazienki, patrzę, a Dominik stoi z pianą pod pachami. "Dominik, co ty robisz?" - śmieję się. "Golę". No więc odwróciłam się i zrobiłam zdjęcie. To, że te zdjęcia są takie fajne, to jest ich zasługa, nie moja. Mnie nie przyszłoby do głowy, żeby go ogolić dla foty!

To, że z jednej strony to są chłopcy piękni i młodzi, a z drugiej - już zniszczeni, poranieni, z bliznami, to jest bardzo ciekawe. Potrafią być ciepli i ufni, ale też bezwzględni i bezmyślni, okrutni - jak dzieci.

Po lewej Dominik. Obok "Gruby" (fot. Zuza Krajewska)

Zdjęcie, gdzie siedzą przy stole i kadr wygląda jak "Ostatnia wieczerza" wygląda na inscenizację.

- A jednak nie. To były urodziny wychowawczyni. Cola, ciastka, siedzą i jedzą. Po drugiej stronie tej sali jest stół do bilarda, stanęłam tam, popatrzyłam z dystansu i mówię: "Ostatnia wieczerza"!

Chwyciłam za aparat, a oni natychmiast wczuli się w sytuację, zaczęli się wygłupiać, ten, który siedział po środku, krzyknął: "Frajerzy, przytulcie się do Jezusa!".

"Ostatnia wieczerza" (fot. Zuza Krajewska)

Na co dzień robisz zdjęcia mody, fotografujesz gwiazdy. Jak godzisz te światy?

- One się aż tak nie różnią. Ludzie są tacy sami wszędzie. Tak samo musisz się przebić, polubić, spełnić po drodze jakieś marzenie albo kogoś wysłuchać.

Chłopaków z poprawczaka ciekawi twoja praca?

- Nie za bardzo. Nie znają świata glamour, pism o modzie. Oczywiście, jeśli przyjeżdżam do nich po południu, a rano miałam sesję z gwiazdą, to opowiadam, pokazuję. Ale dla nich to jest abstrakcja. Kiedy raz przyjechałam pożyczonym BMW, zaraz pomyśleli, że zarobiłam na ich zdjęciach. Wtedy miałam z nimi poważną rozmowę. Powiedziałam, ile mnie ten projekt kosztuje, ile kosztuje każdy dzień pracy Borysa, że płacę za benzynę. "To po co pani to robi?" - pytali. "Dla siebie. I trochę dla was". Nie rozumieli. Zupełnie nie mogli zrozumieć, że można coś robić dla nich.

Dominik (fot. Zuza Krajewska)

Właśnie. Po co? Dla siebie, bo co?

- Z artystycznej ciekawości. Pierwszy raz ośrodek w Studzieńcu zobaczyłam dwa lata temu, przejeżdżaliśmy obok z moim chłopakiem. Byłam wtedy w ósmym miesiącu ciąży. Zobaczyłam przez płot XIX-wieczny gmach, konie, tych chłopaków. Zaciekawiło mnie to. Kiedy Lula, moja córka, trochę podrosła, pojechałam zobaczyć, co i jak. To była najczystsza rzecz, którą mogłam zrobić. Nie ma klienta, zlecenia, celu nawet. Cel wykluł się w trakcie pracy. Początkowo sądziłam, że pojadę tam kilka razy. Jeżdżę już osiem miesięcy i jeszcze nie skończyłam.

A dla nich?

- Może trochę im pochlebia, że przyjeżdżam i po prostu jestem. Jest kilku, którzy sami pchają się do zdjęć, są tacy, którzy chcą przytulać się na powitanie - to najwyższy wyraz aprobaty dla mnie. Z trzema czy czterema mam kontakt mailowy, gdy są na przepustkach - w zakładzie nie mogą korzystać z internetu. Myślę, że oni pójdą za mną dalej w życiu, będę miała takich ziomeczków z poprawczaka. Są zdolni, mają pasje - jeden ma talent stolarski, drugi interesuje się tatuażami, końmi, rapem. Kupiłam mu album o tatuażu, a potem dowiedziałam się, że chłopak jest słynnym w swoim środowisku naziolem. Czeka nas chyba poważna rozmowa.

Pewnie chcieliby więcej. Korzystając ze znajomości z Sokołem, przywiozłam im Sokoła na jedno spotkanie, dostali bluzy PROSTO. Teraz ciągle słyszę, czy dałoby się jeszcze spodnie. No więc pewnie chcieliby dół od dresu, a najbardziej pieniądze.

Dawid (fot. Zuza Krajewska)

Jakie są relacje między nimi?

- Walczą, oczywiście, o dominację. Ja między tym jakoś lawiruję. Czasem biorę stronę najsłabszych i mówię im: "Zobaczysz, za dziesięć lat będzie odwrotnie". Bo często jest tak, że najbardziej gnębieni potem w życiu, gdy przydaje się upór i samozaparcie, wygrywają.

Oni mają szansę wygrać w życiu?

- Mają na starcie dramat i złe perspektywy. Jeśli wrócą do domu, znów zostaną chłopcami na posyłki mafii albo pójdą coś ukraść, bo potrafią, albo przynajmniej nie będą kupowali biletu miesięcznego i wpadną w długi. Już jeden wrócił z przepustki z 800 zł długu, bo jeździł na gapę ekspresami - odwiedzał kolegów w różnych miejscach Polski. Inni coś zarobili i połowę z tego wydali na narkotyki i wódę. Borys ich pytał dlaczego. Nie zastanawiali się nad tym. Niektórych przeniesiono do innych zakładów, jednego za to, że odwirował kota i przemycił w d***e narkotyki. Bardzo inteligentny chłopak, jeden z moich ulubieńców. Kolegujemy się na Facebooku. Pocisnęłam mu, że wstyd. On wstydzi się, ale jednak to zrobił.

Słowem - oni mają złe nawyki i trzeba naprawdę dużej determinacji, żeby się z tego wyrwać. Byłam na uroczystości 145-lecia istnienia ośrodka, przyjechało tam piętnastu absolwentów, opowiadali swoje historie. Jeden miał totalnie optymistyczną - jest kucharzem, ma dziewczynę, wszystko się ułożyło. Inne były takie sobie - o depresji, odrzuceniu, myślach samobójczych. Dobrze zakończone, ale z wielkim trudem.

Patryk (fot. Zuza Krajewska)

Można coś zrobić, żeby było inaczej?

- Jestem pewna, że jeśli poda im się rękę, to większość z nich wyjdzie na prostą. Nie wszyscy, bo są oczywiście uwarunkowania psychiczne, są chłopcy z rodzin, gdzie od pokoleń wszyscy są w recydywie, to ich świat, im na pewno będzie trudno. Ale reszta ma szansę. Pytanie, kto im może podać rękę - pomóc znaleźć mieszkanie i pracę, która pozwoli im to mieszkanie opłacić. Są fundacje, ale system państwowy praktycznie nie działa. W zakładzie uczą się ciekawych rzeczy - stolarki, gotowania, malowania, ogrodnictwa, pracują przy koniach. Dyrektor czasem zatrudnia absolwentów, to już jest jakiś start. Jednak kiedy gadamy o różnych rzeczach, okazuje się nagle, że przeraził ich Brexit. Bo jeśli znają jakieś pozytywne historie ze swojego otoczenia, to wszystkie są związane z wyjazdem za granicę. Po normalny pieniądz.

Do tego dochodzi odium. Chłopak z poprawczaka, nawet utalentowany, zawsze będzie miał trudniej.

- Dlatego tak zaangażowałam się w ten projekt. Robię aukcję zdjęć, żeby zebrać pieniądze na minimalną chociaż pomoc. Trwają jeszcze ustalenia, jak je wydamy. Opowiadam o chłopakach w mediach, bo mam nadzieję, że to pomoże zdjąć z nich właśnie to odium. Zasługują na dobre życie, a sami go sobie nie zorganizują.

Mateusz (fot. Zuza Krajewska)

Jeździsz do Studzieńca od stycznia. Co zmieniło się w tym czasie w ośrodku?

- Niektórych przeniesiono do innych zakładów. Przyszło kilku nowych. Chłopak z pierwszego zdjęcia, ten, który chował twarz, nie żyje. Podczas przepustki kąpał się z wujkiem w zalanej wodą żwirowni. Głupia, banalna śmierć. Niedopilnowane dziecko.

* Wystawa IMAGO potrwa od 16 do 25 września w Griffin Art Space, Dom Słowa Polskiego, ul. Miedziana 11, Warszawa. Oprócz zdjęć Zuzy Krajewskiej będą fotografie Anny Grzelewskiej z cyklu "Julia Wannabe", których bohaterką jest córka autorki.

16 września o godz. 19 odbędzie się aukcja 65 zdjęć, z których dochód zostanie przeznaczony na pomoc chłopakom ze Studzieńca.

Zuza Krajewska. Fotografka, absolwentka gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Publikowała m.in. w "Elle", "Szumie" i "KMagu". Swoje prace pokazywała na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, m.in. w CSW Zamek Ujazdowski ("Efekt czerwonych oczu", 2008), Muzeum Narodowym w Warszawie ("Ars Homo Erotica", 2010; "Wywyższeni. Od faraona do Lady Gagi", 2012), PGS w Sopocie ("Miłość własna. Czyli artyści kochają siebie", 2014) czy BWA Warszawa ("Przesilenie", 2013). Selekcję prac serii "Imago" prezentowała na Photo London ("Future Visions", 2016) oraz w magazynach, m.in. "Vogue Italia", we włoskim, brytyjskim i polskim "I-D", brytyjskim "Hunger", brazylijskim "Fort". Artystka mieszka i pracuje w Warszawie.

Aleksandra Boćkowska. Dziennikarka, redaktorka. Przez wiele lat sekretarz redakcji w "Elle" i "Viva! Moda", współpracuje m.in z Weekend.gazeta.pl i Magazynem Świątecznym Gazety Wyborczej. Autorka książki "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne), pracuje nad książką o luksusie w PRL.

(fot. Publio.pl)