Rozmowa
(fot. PAWEL WYSZOMIRSKI/TESTIGO.PL)
(fot. PAWEL WYSZOMIRSKI/TESTIGO.PL)

W filmie "Nowy świat" gra pani transseksualną Wierę, Ukrainkę zaklętą w ciele mężczyzny. Dużo dała jej pani z własnej biografii?

- Kiedy czytałam scenariusz, miałam wrażenie, że jest oparty na moim życiorysie. Zwłaszcza relacje Wiery z ojcem wyglądają, jakby były jeden do jednego odbite z mojego życia. Dlatego zresztą zdecydowałam się wziąć udział w tym projekcie, pomimo braku jakichkolwiek doświadczeń aktorskich.

Szczerze mówiąc, do dzisiaj nie wiem, dlaczego właśnie mnie wybrano do tej roli. Słyszałam nawet wersję, że wcześniej zaangażowano aktora ze Stanów Zjednoczonych, którego potem zamieniono na mnie. Cieszę się, że tak się stało, bo dzięki temu mogłam wziąć udział w filmie, który ma szansę wykonać realną i ważną pracę społeczną. Warto było zaryzykować.

Karina Minaeva (fot. archiwum prywatne)

Mówiąc zaryzykować, ma pani na myśli brak doświadczeń aktorskich czy też konsekwencje przyjęcia takiej roli?

- Nie wiem, czy cokolwiek innego ryzykowałam, bo na Ukrainie taki temat nie był nigdy wcześniej poruszony. Dopiero po premierze w mojej ojczyźnie będę mogła się przekonać, czy komuś to się nie podoba. Ale nie sądzę, by ktoś się tym przejął bardziej niż tym, co robiłam wcześniej.

Co ma pani na myśli?

- Jestem na Ukrainie osobą znaną. Brałam udział w programie "Top Model", po którym pracowałam jako topmodelka. Nigdy nie ukrywałam tego, że jestem transseksualistką. Ludzie wiedzieli o tym z mediów od samego początku, tak samo jak zdawali sobie sprawę, że przygotowuję się do operacji zmiany płci. Wiedział też o tym mój ojciec.

Jak zareagował?

- Nigdy tego nie zaakceptował. Szanuję to. Każdy ma przecież prawo do swojego zdania. Ale jednocześnie uważam, że jeśli zaczniemy o transseksualizmie mówić głośno, wtedy takich historii rodzinnych jak moja będzie mniej. "Nowy świat" ma szansę przyczynić się do tego. Chciałabym, żeby mój ojciec ten film obejrzał. Wtedy mógłby lepiej mnie zrozumieć. Póki co pozostaje głuchy na to, co mówię. Może przemówić do niego jedynie ktoś z zewnątrz. Film wydaje się idealną formą. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Jak reagowali na wiadomość o pani transseksualizmie widzowie "Top Model"?

- Otrzymałam od nich wiele listów, w których dostawałam słowa otuchy i wsparcia. Umacniano mnie w mojej decyzji, kibicowano powodzeniu operacji korekty płci, którą planowałam. Ludzie zapewniali mnie, że rozumieją mój problem. Radzili mi dążyć do celu, mówili, że jestem odważna, że zdecydowałam się mówić o swoim problemie publicznie. Zdarzały się, oczywiście, wypowiedzi ludzi o zgoła odmiennym zdaniu, ale tych było mniej.

Kadr z filmu "Nowy świat" (fot. Paweł Wyszomirski / TESTIGO.PL)

Znajomi albo pracownicy telewizji odradzali pani publiczne mówienie o transseksualizmie?

- Były i takie sytuacje. Ale nie uważam, żebym miała się czego wstydzić. Mam prawo mówić o swoim problemie głośno, i tak właśnie robię. Wierzę, że dzięki temu inni uświadomią sobie, że nie są z nim sami, że ktoś przez coś podobnego też przechodzi.

Transseksualiści na Ukrainie zdają sobie sprawę, że nie są sami?

- A skąd mają o tym wiedzieć, skoro tego tematu w ogóle nie porusza się na Ukrainie? Unika się go jak ognia. To główny powód, dla którego mój ojciec nic nie rozumie. Ludzie postrzegają tę kwestię tak jak on, brakuje im jakiejkolwiek wiedzy.

"Nowy świat" może być dla nich pionierski. Sądzi pani, że film zostanie pokazany na Ukrainie?

- Tak, ale najwcześniej w przyszłym roku. I bardzo się z tego powodu cieszę. Jestem dumna z Polaków, że zdecydowali się poruszyć temat, na który inne kinematografie milczą. Polska wykonała w ten sposób ogromny krok naprzód.

Myślała pani o emigracji z Ukrainy?

- Wielokrotnie, ale nie zdecydowałabym się na to.

Dlaczego?

- Za bardzo kocham swoją ojczyznę. Zostawić ją to byłaby dla mnie najtrudniejsza decyzja. Tam się urodziłam, tam mam rodzinę i przyjaciół. Nie wyobrażam sobie, bym mogła się od nich odciąć. Tam też żyje moja druga połówka.

Kadr z filmu "Nowy świat" (fot. Paweł Wyszomirski / TESTIGO.PL)

Patriotka z pani.

- Chociaż mój kraj w wielu aspektach, choćby prawnych, dyskryminuje mnie, kocham go. Tam się wychowałam, tam doświadczałam radości i smutków. Nie umiałabym tego zostawić. Na pewno nie teraz, kiedy sytuacja jest tak trudna.

Ma pani na myśli nielegalną aneksję Krymu przez Rosję i jej konsekwencje? Co one dla pani oznaczały?

- Pochodzę z Krymu. Moi rodzice dalej tam mieszkają. Sytuacja polityczna wpłynęła na życie nas wszystkich. Sama odczułam ją bardzo mocno, kiedy na potrzeby roli w "Nowym świecie" ubiegałam się o paszport. Było z tym mnóstwo problemów. Zostałam zatwierdzona do roli bardzo późno, więc paszport potrzebny był na już, a cały czas opóźniał się proces jego wydania. Reżyser Łukasz Ostalski chciał mnie zabrać tydzień wcześniej przed zdjęciami do Polski, żeby ze mną pobyć i przygotować mnie do roli. Ale na to nie było szans. Reżyser specjalnie przyleciał więc do Kijowa, żeby ze mną popracować. Kiedy już wydawało się, że problem jest zażegnany, okazało się, że w moim paszporcie jest błąd. W związku z tym pracowaliśmy w Kijowie, dopóki ten błąd nie został naprawiony. Łukasz bardzo dużo ryzykował. Nie wiedział, czy ja się sprawdzę w tej roli. Szczerze mówiąc, sama nie wiedziałam, czy to wyjdzie.

Wspomniany błąd był przypadkowy, czy ktoś chciał powstrzymać panią przed opuszczaniem kraju?

- To był przypadek, na Ukrainie dopiero od niedawna zaczęto posługiwać się biometrycznymi paszportami. Ludzie, którzy je wydają, nie nauczyli się jeszcze właściwie z nimi obchodzić. Zdarzało się mnóstwo takich błędów. W związku z tym, że zaostrzyła się sytuacja polityczna na Ukrainie, zgłoszeń o paszporty było bardzo dużo. Ja nawet proponowałam reżyserowi, żeby nie ryzykował, tylko wziął inną osobę do tej roli, bo bałam się, że okaże się, że nie dostanę tego paszportu i nie przyjadę na zdjęcia. Ale on z ekipą nie ugięli się. Pisali wnioski do ambasady, przeszli przez wiele procesów biurokratycznych, żebym tylko ten paszport dostała na czas. I udało się.

Jakie wrażenie zrobiła na pani Polska?

- Polubiłam i Warszawę, i Trójmiasto. Pozostawiły dobre wspomnienia.... Bardzo mi się spodobało granie w filmie, zwłaszcza proces powstawania zdjęć, które kręcono w czasie siarczystych mrozów. Nieraz trzeba było bardzo wcześnie wstawać, ale mimo to ten czas zapisał się w mojej pamięci wyłącznie pozytywnie. Chciałabym to kiedyś powtórzyć. Choć może w lecie, bo plan był naprawdę trudny. Bardzo na nim marzłam, miałam pod nosem sople. Do kieszeni wkładano mi nawet specjalne ogrzewacze do rąk, żebym nie zamarzła kompletnie. Kiedy już zdjęcia były skończone, od razu przykrywano mnie kilkoma kurtkami, żebym choć trochę się ogrzała.

Kadr z filmu "Nowy świat" (fot. Pawe Wyszomirski / TESTIGO.PL)

Czuła się pani jak gwiazda?

- Oj, niejeden raz miałam humory, ale wszystkiemu winny był mróz! Mówiłam wtedy, że ja już nie dam więcej rady i że chciałabym przeprosić wszystkich, którzy ze mną pracowali i przygotowywali mnie do roli, ale to już koniec. Ostatecznie zostałam.

Za to na pewno nie gwiazdorzyłam wśród ekipy. Wszystkich traktowałam równo, zresztą oni mnie też. Do czasu pracy nad filmem w ogóle nie znałam języka polskiego. Nauczyłam się tylko, jak wymawiać kwestie fonetycznie. Jeszcze w Kijowie miałam korepetytorów, którzy mnie tego uczyli. Na planie potwierdziło się, że Polski jest bardzo podobny do ukraińskiego i nawet jak nie było tłumacza, to wiele rozumiałam. Z osobami, które przy filmie pracowały, porozumiewałam się tak, że oni mówili po polsku, a ja po ukraińsku. I świetnie się rozumieliśmy!

Jak przyjęła pani efekt w postaci gotowego filmu?

- Nie bardzo podobała mi się moja twarz na ekranie. Była za bardzo męska. Wizażyści robili wszystko, żebym miała zmarszczki, włosy smarowano mi tłuszczem, dorobiono siniaki. Nie podobało mi się to, ale taki był wymóg reżysera, który cały czas powtarzał, że jestem za bardzo kobieca. Chciał to zmienić.

Czy dzięki takim filmom zapatruje się pani inaczej na przyszłość osób transseksualnych w naszym obszarze Europy?

- Nie ograniczałabym się do tego obszaru globu, tylko popatrzyła na sprawę szerzej. Nie jest przecież tajemnicą, że dziś osoby transseksualne są dyskryminowane nawet w Stanach Zjednoczonych i zachodniej Europie. Potrzeba pobudzania świadomości społecznej i jak najwięcej takich filmów jak "Nowy świat", które przemówią do rozsądku rodzicom, bo tylko jeśli rodzice nauczą się akceptować transseksualne dzieci, to będą one umiały stawić czoła prześladowaniom i dyskryminacji otoczenia. Dopóki będą musiały żyć w strachu przed matkami i ojcami, dopóty sytuacja się nie zmieni, a prześladowcy będą bezkarni - będą robić dokładnie to samo, co rodzice.

Właśnie tak działa ciche przyzwolenie społeczne na prześladowanie nas. Wiem, o czym mówię, bo sama tego doświadczyłam. Musimy zrozumieć, że kiedy dziecko rodzi się z jakąś chorobą, to trzeba tę chorobę leczyć. Tak samo jest z transseksualizmem.

Karina Minaeva. Urodziła się na Krymie w 1990 r. Ukończyła uczelnię medyczną, równolegle studiując na kierunku stylista-fryzjer. Od 2010 roku mieszka w Kijowie, brała udział w projekcie "Supermodelka po ukraińsku", a także w ukraińskiej edycji "Top Model". Pracowała jako supermodelka. Rola Wiery w filmie "Nowy świat" jest jej debiutem przed kamerą. Obecnie mieszka w Dniepropietrowsku.

Artur Zaborski . Studiował krytykę literacką i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w portalach Onet.pl i Stopklatka.pl (w tym drugim szefował redakcji przez pół roku). Współpracuje z rozlicznymi mediami i festiwalami filmowymi. Zakochany w kulturze Iranu. Kibicuje transformacji Warszawy w miasto wielokulturowe.