Rozmowa
Daniel Olbrychski (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl)
Daniel Olbrychski (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl)

Nigdy nie ukrywał pan swoich poglądów.*

- To prawda. Od pięćdziesięciu paru lat, jak tylko zacząłem je mieć.

Bacznie obserwuje pan polityków. Co dziś pan widzi?

- Patrzę na to, co dziś się dzieje, z ogromną satysfakcją. Że doczekałem się normalności tego rodzaju.

Wie pani, ja większość życia spędziłem w systemie jednopartyjnym. To było proste - był system totalitarny i ludzie dzielili się na tych, którzy się z tym godzą, albo przynajmniej siedzą cicho, i na tych, którzy są w opozycji. Aż wreszcie przyszło spełnienie naszych marzeń: demokracja. I pluralizm, wyrażający się nie tylko w różnicy poglądów osobistych, ale i w przynależności do różnych partii. No i teraz mam, co chciałem! Muszę się godzić z tym, że wygrywa partia, którą niekoniecznie darzę zaufaniem i sympatią. Bo tak wybrało społeczeństwo. Oczywiście to zaledwie 18 procent, ale w takim razie - co robiła reszta?

Jeśli mam o coś pretensje, to tylko o to, że Polacy nie umieją korzystać z demokracji. Nawet jak idę na marsz KOD-u, to zapytuję ludzi w różnym wieku, czy byli na głosowaniu w październiku...

I co odpowiadają?

- Powiem pani, że czworo na pięcioro pytanych nie było. I to są zwykle ci najbardziej aktywni w tej chwili.

Marsz KOD "Wszyscy dla Wolności" (fot. Sławomir Kamiński)

Mówią panu, że są niezadowoleni?

- Tak. A ja im odpowiadam: - Na własne życzenie. Państwo żeście tego chcieli.

Często pan chodzi na marsze organizowane przez KOD?

- Staram się nie opuścić żadnego.

Po co?

- Żeby zobaczyć inną twarz społeczeństwa. Że raptem ktoś ludzi zorganizował w fajny sposób. Bo sami z siebie Polacy tego nie umieją. Musi dziać się coś złego. Zgadzam się z Norwidem, który powiedział, że jesteśmy wielkim narodem przez duże "N", ale żadnym społeczeństwem. To jest dziś wyjątkowo aktualne. To budzi wręcz kabaretowy śmiech, że "Polak w Polaku jest olbrzym, a obywatel karzeł". Norwid pisze, że "jesteśmy żadnym społeczeństwem, jesteśmy wielkim sztandarem narodowym".

Smutne.

- Norwid był gorzki, dlatego go nie lubiano. I dlatego również go nie znano.

Przyznaje pan, że nie darzy PiS-u sympatią, ale o Lechu Kaczyńskim wyrażał się pan zawsze niezwykle pochlebnie.

- To był bardzo sympatyczny człowiek. Oni się z bratem szalenie różnili. Jarosław Kaczyński jawi mi się jako Ryszard III. Tak się zaczyna monolog Szekspirowskiego Ryszarda III: (cytuję z pamięci) Jestem mały, jestem brzydki. Psy na mój widok wyją, kobiety nie chcą ze mną tańczyć. Co mam zrobić? No muszą się mnie bać. A żeby się go bali, musi mieć władzę. Żeby zaś mieć władzę w tamtych czasach, trzeba było mordować. I tak się rozwija historia Ryszarda III, a kończy się jak wiadomo - konia, konia, królestwo za konia. Tylko jeszcze trzeba umieć jeździć konno, żeby móc uciec...

Pan umie.

- Ale ja nie potrzebuję konia do ucieczki. Nie mam przed kim uciekać, nikt mnie nie goni.

Daniel Olbrychski (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

A gdyby pan miał dziś do Sejmu pójść z szablą?

- Nie. Szabla się łączy ze mną w rodzaj awanturnictwa. Zajściem w Zachęci e chciałem zwrócić uwagę na skandal, że zostały złamane prawa autorskie. I to mi się udało. W Sejmie szabla jest niezasadna.

Chodziło mi o szablę w przenośni.

- Rozumiem, ale od tego to ja mam swoich przedstawicieli. Bardzo ciekawe rzeczy mówi na przykład syn moich przyjaciół, Rafał Trzaskowski . I nie najgorzej sobie radzi. Życzę mu, by radził sobie tak dobrze jak były szef PO Donald Tusk. Tak, chciałbym, żeby Rafał sobie tak dobrze poradził. Zresztą w Sejmie jest wielu mądrych ludzi, tylko nie są w przewadze. Ale Polacy sami to sobie zafundowali nieobecnością w wyborach.

Podlasie, z którego pochodzę, cały ten blok wschodni, to wyborcy PiS-u. Nie dałbym sobie ręki uciąć, że ludzie ze stadnin, o których się tyle mówi ostatnio , nie głosowali właśnie na PiS. A teraz mają za swoje.

I nie cieszy pana na przykład pomysł robienia sztuki narodowej? Przecież to coś dla pana.

- Wystąpiłem już we wszystkim, w czym można było wystąpić. Kluczowy jest punkt widzenia. Czy robi się film z punktu widzenia Żeromskiego albo Norwida - przedstawicielem tego sposobu uprawiania sztuki jest oczywiście Andrzej Wajda, on reprezentuje gorzkie spojrzenie na historię, bardzo pouczające. Czy też robi się coś ku pokrzepieniu serc, jak u Sienkiewicza. Ja akurat wystąpiłem w jednym i w drugim.

Daniel Olbrychski i Andrzej Wajda (fot. B. Bugiel / wikimedia.org / domena publiczna)

A w tej chwili co? Jakie tematy zadać nam mogą prezes Jarosław Kaczyński czy minister Piotr Gliński? Przecież to jest śmieszne. Każda sztuka robiona na polityczne zamówienie kończy się porażką artystyczną. A w zasadzie porażką propagandową.

Czyli nie kupuje pan tego pomysłu?

- Uważam go za groteskowy. Ktoś powie na przykład: proszę robić sztukę śmieszną.

Albo proszę nie robić.

- No właśnie. To wszystko są bzdury, z mydła bańki, które mieliśmy już w historii. I nawet tak głupio nie myślało Stowarzyszenie Grunwald, które miało wsparcie konkretnych, podłych polityków. U nich, jeśli ktoś był zdolny, robił zupełnie przyzwoite filmy, jak Bohdan Poręba "Hubala". A w grze Ryszarda Filipskiego, który był dobrym aktorem, nie przeszkadzały nuty idiotyzmu ideologicznego, które się zresztą nie przebiły.

Zresztą ich hasło sztuki narodowej brało się stąd, żeby zrobić coś przeciwko zdolniejszym od nich. Celem ich ataków byli Wajda, Swinarski i Hanuszkiewicz. Mieli zielone światło, tylko niestety, prawie wszystkim im talentu zabrakło...

Rozumiem, że pan trzymałby się od takich przedsięwzięć z daleka?

- Jeśli czułbym, że coś jest robione na zamówienie polityczne, to jakakolwiek by ta rzecz nie była, trzymałbym się od niej z daleka. Bo to śmierdzi.

To nie to, co chociażby taki "Pan Tadeusz". Jaki to jest okrutny portret Polaków. Jaką okropną postać ja tam zagrałem. Demagoga. Na czym polega jego patriotyzm? No na tym, żeby nadawać na sąsiada, oczywiście.

"Pan Tadeusz" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Daniel Olbrychski jako Gerwazy (fot. kadr z filmu)

A tak poważnie - na czym polega patriotyzm według pana?

- Nie lubię snuć rozważań na ten temat. Ale skoro pani zapytała, to powiem - wydaje mi się, że polega na robieniu jak najlepiej tego, co się ma do zrobienia. Mimo że jestem wychowany na romantyzmie, mam na to pozytywistyczne spojrzenie.

Pan realizuje ten patriotyzm, świetnie grając.

- Tak bym nie powiedział. Ja po prostu wykonuję z pasją swój zawód, czasami występując w sztukach narodowych. Zdarzało mi się recytować romantyków w kościołach w stanie wojennym. Czyli w czasach ciężkich. Ale i ta literatura była napisana w czasach ciężkich. W takich momentach, w chwilach takiej samej wibracji z widzem, aktor ma poczucie, że się unosi nad ziemią - cytuję mistrza Osterwę. Wielokrotnie, w kilku okresach historycznych, miałem to poczucie. Tu w kraju. W kościołach, w Stoczni Gdańskiej, ale też będąc na emigracji.

I od razu, żeby się tak nie puszyć, przychodzi mi do głowy list pewnego ziemianina, który po upadku powstania listopadowego pojechał do Paryża. Napisał on do rodziny: Byłem wczoraj w hotelu Lambert. Chopin grał, Mickiewicz improwizował. Nudno jak zwykle. Autentyk! Zawsze jak wchodzimy w tony patriotyzmu czy sztuki narodowej, przypominam sobie tę anegdotę.

Dzisiaj miewa pan jeszcze to uczucie unoszenia się nad ziemią?

- Miewam. Na przykład kilka dni temu grałem z wybitnym skrzypkiem Krzysztofem Jakowiczem. Robimy razem koncerty poetyckie "Ulubione strofy, ulubione nuty". Pan Krzysztof gra piękną muzykę, a ja wybieram Lechonia, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida. Zawsze spotyka nas owacja na stojąco. To ciągle, tu i teraz, w sposób szczególny trafia do serc i do mentalności Polaków. Sprawia mi to ogromną radość. Że to, co mówię do tych słuchaczy, jest dla nich ważne.

Daniel Olbrychski (fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Aktorstwo sprawia panu jeszcze satysfakcję?

- Tak. Dziś jest wiele nowych możliwości uprawiania tego zawodu, co jest piękne. Kino, telewizja, koncerty. Można się spełniać na wiele sposobów i przy okazji zarabiać na życie.

Na przykład w serialach.

- Ja bardzo lubię oglądać polskie seriale! I czasem gościnnie w nich występuję. Czynię to z dużą radością, ponieważ gra tam czołówka polskich aktorów. Są to moim zdaniem seriale na wyższym poziomie niż niemieckie, brytyjskie albo amerykańskie.

Który się panu podobał najbardziej?

- Och, na przykład uwielbiałem "Ranczo", "Rodzinę zastępczą", "Świat według Kiepskich" czy "Daleko od noszy". To wręcz surrealistyczny humor, jak z Gombrowicza czy Mrożka. I do tego jak grane! Kiedy późno wieczorem wracam z teatru, włączam sobie powtórki. I w dużo lepszym nastroju idę spać.

Relaksuje to pana?

- I to jak. To komedie na najwyższym poziomie i przy okazji opowiadają o Polsce. A to Polska właśnie.

Zostawmy Polskę. Co prywatnie sprawia, że się pan unosi nad ziemią? Jazda konna?

- O tak, koń frunie! Bez jazdy konnej ja bym sobie nie wyobrażał życia. Jeżdżę co najmniej cztery razy w tygodniu. Inaczej byłbym mniej zdrowy. I koń też. To potrzebne i jemu, i mnie.

Co to panu daje?

- Szczęście. Arabscy poeci twierdzą zresztą, że prawdziwe szczęście można znaleźć właśnie na grzbiecie wierzchowca. Niczego nie ujmując kobietom, oczywiście.

Odczuwam też przyjemność widza, który ogląda piękny film, albo gdy widzę świetnie grających aktorów w teatrze. Jestem bardzo wdzięcznym i dobrym widzem. No i namiętnym czytelnikiem. Przy moim stoliku nocnym jest chyba ze 30 książek, które biorę zależnie od nastroju. Czasem czytam tę samą po raz kolejny.

Jakie ma pan jeszcze życiowe przyjemności?

- Ja po prostu lubię żyć. Jak powiedział Tołstoj, "największym szczęściem w życiu jest żyć". Zachłannie to realizuję. I z wiekiem mi ta zachłanność nie mija, może nawet rośnie. Bo wiem, co jest ważne. I jak to krótko trwa. Jak się szybko kończy.

*wywiad opublikowany w lipcu 2016 r.

Daniel Olbrychski. Jeden z najznakomitszych polskich aktorów. Pierwszą dużą rolę zagrał w "Popiołach" Andrzeja Wajdy, wystąpił też m.in. w takich filmach jak "Pan Wołodyjowski", "Ogniem i mieczem", "Pan Tadeusz", "Przedwiośnie". Z powodzeniem gra w zagranicznych produkcjach - w 2010 roku w filmie "Salt" partnerował Angelinie Jolie. Ma troje dzieci z różnych związków. Jego trzecią żoną jest Krystyna Demska-Olbrychska. Od młodości uprawia boks i jeździ konno.

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

(fot. Publio.pl)