Rozmowa
Starachowice z lotu ptaka (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)
Starachowice z lotu ptaka (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

Jak pan wygrał, to media pisały "najmłodszy prezydent miasta w Polsce".

- Zgadza się. Rocznik 1989.

Pierwszy dzień kadencji, wchodzi ten najmłodszy prezydent miasta do urzędu. Bał się pan?

- Nie, bo i czego tu się bać.

Niejeden na pana widok pewnie pomyślał: "co za smarkacz będzie mną rządził". Jakie były pierwsze decyzje?

- Bardzo możliwe! (śmiech), choć nikt nie dał mi tego do zrozumienia. Nie kombinowałem, jak przekonać ludzi do siebie, tylko zacząłem realizować to, co sobie zaplanowałem. Pierwszym ruchem było obniżenie wynagrodzeń prezesom miejskich spółek. Przyniosło to duże oszczędności, a sytuacja spółek wygląda dziś o wiele lepiej, niż wcześniej.

Dzień Pracownika Samorządowego. W pierwszym rzędzie obecny i byli prezydenci miasta (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

I jak po niecałych dwóch latach? Nie żałuje pan, że został prezydentem miasta?

- Nie! Absolutnie nie. W samorządzie można zrobić lepszą robotę dla ludzi, niż w partii.

Pan był kiedyś politykiem partyjnym.

- Partyjnym? To stwierdzenie trochę na wyrost. Wyrzucono mnie z Platformy. Oficjalnej przyczyny nikt nie podał mi do tej pory. Z wieloma osobami z PO nadal mam dobre kontakty i sobie je cenię. A to, jak się partia zachowała, to raczej problem partii, a nie mój.

No właśnie. Wyrzucony z partii 25-letni facet nie wyjeżdża za granicę do roboty, tylko staje przeciwko doświadczonym konkurentom i... wygrywa. Skąd decyzja o pozostaniu w Starachowicach - i kandydowaniu?

- To moje miasto, bardzo mi na nim zależy. Chciałbym, żeby się rozwijało, żeby wykorzystało szansę, jaką daje nam obecne rozdanie środków europejskich. Żeby w przyszłości było miejscem, w którym dobrze się żyje i pracuje. Dlatego zostałem i walczyłem o urząd prezydenta.

Jak polityk wcześniej typowo partyjny odnalazł się w samorządzie?

- Partyjne doświadczenie pozwala mi lepiej rozumieć mechanizmy życia politycznego. W samorządzie denerwuje mnie biurokracja, opieszałość, przerzucanie się odpowiedzialnością. I brak kompetencji. Kompetentni pracownicy są na wagę złota i warto o nich dbać i zabiegać. Kilku nowych ściągnąłem, są pomocni w rozwoju miasta. Mam nadzieję, że dojdziemy do momentu, gdy wszyscy będą się angażować tak, jak jest to potrzebne. Ale w samorządzie lepiej być bezpartyjnym.

Pamiątkowa ciężarówka STAR (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

Został pan prezydentem miasta z 400-letnią historią, ale ostatnio znanego głównie z afer korupcyjnych.

- Prezydentem miasta z piękną, przemysłową tradycją - zresztą to nadal miasto przemysłowe. Co do afer: nie ma znaczenia to, co działo się wcześniej. Skupiam się wyłącznie na swojej wizji rozwoju Starachowic. Na tym, jak powinny się one zmieniać.

Ale ma pan do tego aparat urzędniczy, który pan zastał. Zasiedziały.

- I staram się współpracować z tymi ludźmi, którzy są gotowi do współpracy. A z tymi, którym coś nie odpowiadało, trzeba było się pożegnać na początku kadencji.

W urzędzie miasta pozostają zatrudnieni ludzie związani z aferą starachowicką. Wyjaśniał pan, że niektórzy poszli na zwolnienia i trudno było się ich pozbyć.

-  W momencie, kiedy wracają ze zwolnień, rozstajemy się.

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, mówił mi, że nie interesuje go, jakie jego współpracownicy mają poglądy polityczne, tylko to, żeby ściągali do miasta jak najwięcej inwestorów .

- Podpisuję się pod tym obiema rękami.

A co pan robi, żeby tak było w Starachowicach?

- Musiałem zacząć od nadrabiania zaległości.

To znaczy?

- Zaniedbania w mieście są wieloletnie. Nie wynikają z działań tego czy innego prezydenta, tylko są efektem wielu zmarnowanych kadencji, podczas których władzę sprawowali przedstawiciele różnych opcji politycznych. Mnóstwo rzeczy pozostawiono nieuregulowanych, nieuporządkowanych.

A co konkretnie?

- Słowo-klucz to własność ziemi. Dam panu przykład. W Starachowicach są trzy zbiorniki wodne. Jeden należy do miasta. Dwa pozostałe - do różnych właścicieli - PKP, Skarbu Państwa i tak dalej. Przez to miasto nie może ich zagospodarować dla potrzeb mieszkańców. Chcę je skomunalizować, żeby przeszły na własność gminy. Są drogi, które użytkują mieszkańcy, ale leżą np. na terenach Lasów Państwowych czy PKP. I dlatego mamy problemy z ich przebudową czy remontem. Uregulowanie własności jest więc dla mnie priorytetem.

Jeden z akwenów wodnych w Starachowicach (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

P orządek musi być?

- Tak. A żeby można było mówić o porządku w mieście, to muszę zacząć od własności. Obywateli nie interesuje, że droga nie należy do miasta, tylko do powiatu czy kolei. Ich obchodzi tylko to, kiedy prezydent miasta im tę drogę zbuduje lub naprawi. Dokumentacja i własność powinny interesować mnie, mieszkaniec musi mieć drogę.

Ktoś panu napisał na Facebooku, że śmietnik się spalił. Dwie godziny później był nowy kosz. Inna pani skarżyła się, że przez remont ulicy trudno jej dostać się do własnej firmy. No to pan załatwił. Przez sieć komunikuje się pan bezpośrednio z mieszkańcami. Nowa jakość?

- To mieszkańcy są aktywni. Przychodzą z interwencjami do urzędu, przysyłają maile, dzwonią, piszą na Facebooku. Staram się wykorzystywać te wszystkie kanały komunikacji z mieszkańcami.

W komentarzach pochwały, że się prezydent angażuje, i krytyka, że siedzi na Facebooku zamiast pracować.

- Bardzo szybko odpisywałem, gdy byłem na urlopie. Teraz niestety mam kilka nieodebranych wiadomości na Facebooku - po prostu nie wyrabiam się z odpowiedziami, bo zajmuje mnie bieżąca praca. Na tyle, na ile jest to możliwe, staram się odpisywać i przekazywać konkretne sprawy właściwym urzędnikom. Niestety, nie wszystkie sprawy udaje się załatwić.

Co wtedy?

- Wtedy uczciwie mówię mieszkańcom, że coś nie będzie załatwione. Albo że nie może być zrobione teraz, tylko w innym terminie. Ewentualnie wskazuję drogę, którą może da się to załatwić: budżet obywatelski, program inicjatyw lokalnych, który zaczął wreszcie działać.

Ludzie zaangażowali się w budżet obywatelski?

- Tak! Jest więcej projektów niż w ubiegłym roku, choć oczywiście zawsze mogłoby być więcej. Ale wiele osób wykorzystuje budżet obywatelski, żeby na swoim osiedlu zrobić to, czego najbardziej potrzebują.

I czego potrzebują?

- Miejsc do rekreacji, placów zabaw, siłowni plenerowych, remontów chodników i zwiększenia liczby miejsc parkingowych. Te pozycje dominowały przez ostatnie trzy lata.

Street Workout Park (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

Z czego jest pan w swoim mieście dumny?

- Z ludzi.

Z ludzi?

- Tak. Z mieszkańców, bo potrafią świetnie się odnaleźć w rzeczywistości, w której żyjemy i pracujemy. Jestem dumny, że mają swoje pomysły i nie boją się ich realizować. Potrafią tworzyć miejsca pracy dla innych, np. dla swojej rodziny. U nas są lokalne firmy, które wyrosły z małych podwórkowych warsztatów do przedsiębiorstw zatrudniających kilkaset osób, eksportujących do dwudziestu krajów. Ich twórcy to ludzie, którzy przez ostatnie 27 lat, od kiedy tylko mogli prowadzić działalność gospodarczą, wykonali olbrzymią pracę. Kapitał społeczny w Starachowicach to coś, co warto docenić i zauważyć. Mam nadzieję, że on zostanie w sposób znaczący w najbliższych latach wykorzystany. Chylę czoła przed tymi ludźmi. Małe i średnie firmy to jest sól tej ziemi.

Stereotyp małego i średniego miasta w Polsce jest taki, że to dziura bez nadziei, bez szans na rozwój, z której trzeba uciekać do dużego miasta, żeby porządnie się wykształcić i zdobyć pracę.

- Wyjdźmy z takiego myślenia.

Jak rozmawiam z włodarzami polskich miast, to odnoszę wręcz wrażenie, że Polska mniejszymi i średnimi miastami stoi.

- Bo tak jest. Wyjdźmy, naprawdę, wyjdźmy z myślenia, że małe miasto jest gorsze od dużego. Każde ma swoją specyfikę, a dla wielu ludzi mieszkanie w miejscowości rozmiaru Starachowic jest lepsze niż życie w metropolii. Jest spokojniej. Życie płynie w trochę innym tempie. Terenów wokół, gdzie można odpocząć, jest więcej i są po prostu bliżej. To naprawdę jest ważne.

Jakby przyjechał do pana teraz ktoś z Gdańska, Poznania, Warszawy, Krakowa i zaczął pytać: po co tu mieszkać? Co by mu pan odpowiedział?

- Jeśli ktoś widzi moje miasto jako miejsce, w którym nie ma po co mieszkać - ma do tego prawo, ja mu swojego zdania nie będę narzucał. Będziemy robić swoje. Pytał pan, co robię, żeby ściągać do miasta inwestorów. Najpierw trzeba mieć im coś do zaoferowania. A inwestycji nie robi się "ot tak". Gdy rozpoczynałem swoją kadencję, nie było przygotowanych żadnych projektów, albo były na bardzo wstępnym etapie. A duże inwestycje trzeba przygotować. Mieć koncepcję, dokumentację, pozwolenie na budowę, uzyskać dofinansowanie i dopiero budować. I my tak działamy. Musimy nadrobić podstawowe zaniedbania, żeby móc ruszyć dalej i przyciągać do miasta kapitał z innych rejonów Polski i zza granicy.

A jest coś, co już ruszyło?

- Pozyskujemy środki na modernizacje dróg i nadrabiamy wieloletnie zaległości w tym obszarze. W przyszłym roku rozpocznie się modernizacja Parku Miejskiego. Zdobyliśmy też środki w ramach Modelowej Rewitalizacji Miasta.

Co to takiego?

- Pomysł Ministerstwa Rozwoju. Wybrało dwadzieścia gmin w Polsce, na których mają wzorować się inne samorządy. Gminy dostały pieniądze na przygotowanie kompleksowego procesu rewitalizacji miasta. Wybraliśmy obszar najbardziej zdegradowany. Zbadaliśmy dokładnie, jakie są w nim problemy, z jakim typem bezrobocia itd. Konsultowaliśmy to z mieszkańcami. Szykujemy się do uchwalenia gminnego programu rewitalizacji.

Jak dużą wagę przywiązuje pan do konsultacji z mieszkańcami?

- Staram się wszystkie najważniejsze sprawy dotyczące mieszkańców z nimi konsultować. Można uniknąć błędów, które "wychodzą" zazwyczaj dopiero po zrealizowaniu inwestycji. Mam jeszcze niedosyt - chciałbym, żeby większa liczba mieszkańców angażowała się w te konsultacje. Być może nie wierzą, że to coś da. Ale mieszkańcy tych osiedli, którzy zgłosili swoje uwagi, docenią po pewnym czasie - jak myślę - to, co zmieniliśmy w realizacji inwestycji zgodnie z ich życzeniami.

Jaki pomysł na miasto ma prezydent?

- Jesteśmy i pozostaniemy miastem przemysłowym. Taki po prostu od dziesięcioleci mamy charakter. Owszem, STAR upadł. Ale w jego miejsce postało kilkadziesiąt firm, które się rozwijają, zatrudniają kolejnych pracowników. Trzeba tworzyć dla nich jak najlepsze warunki do życia i pracy. Zresztą firma MAN, który zatrudnia łącznie 2 400 osób, nawiązuje do motoryzacyjnego charakteru miasta - obecnie produkuje autobusy miejskie.

Fabryka autobusów (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

A macie te autobusy, produkowane w Starachowicach, na ulicach?

- Jak najbardziej! Co więcej - już niedługo w Starachowicach autobusy będą montowane w całości. MAN koncentruje u nas większość produkcji. Jest też dużo zakładów, które kooperują z firmami motoryzacyjnymi. Są zakłady produkujące wiązki elektryczne, zatrudniające ok. 2 tys. osób. Są zakłady eksportujące swoje produkty - związane z branżą metalurgiczną - do wielu krajów. Jest Animex, z branży mięsnej. Zatrudnia też około 2 tys. osób i produkuje dla największych marek.

A jak tam w Starachowicach z pensjami? Rosną?

- Powoli, ale rosną. Tego wymaga rynek. Szczególnie docenia się tych najlepiej wykwalifikowanych pracowników.

Trudności, na jakie Pan napotyka?

- Przeszkadzają rozmaite przyzwyczajenia, zaszłości, rutynowe sposoby realizacji spraw. Ale za kilka, kilkanaście lat, mam nadzieję, to miasto będzie wyglądało inaczej.

Czyli jak?

- Dookoła miasta są lasy, środkiem płynie rzeka, mamy trzy zbiorniki wodne i około 10 ha parku w samym centrum miasta. Chcę rozwijać tę wspólną przestrzeń dla mieszkańców. Marzę, żeby ludziom chciało się w Starachowicach żyć, pracować, wychowywać dzieci, inwestować pieniądze. Jak mi się uda, to odniesiemy sukces jako miasto i mieszkańcy wspólnie. To nie będzie mój sukces, tylko nasz.

A jak się nie uda?

To będzie trzeba zabrać się za coś innego i oddać pole innym, którzy zrobią to lepiej ode mnie

Prezydent miasta Starachowice, Marek Materek (fot. archiwum Urzędu Miasta Starachowice)

Marek Materek. Prezydent Starachowic od 2014 r. Najmłodszy prezydent miasta w Polsce (rocznik 1989). Skończył politologię i stosunki międzynarodowe oraz podyplomowe studia w zarządzaniu nieruchomościami. Jest twórcą stowarzyszenia Projekt: Starachowice. Należał do PO, został z niej wyrzucony. Twierdzi, że do dziś nie przedstawiono mu oficjalnych powodów. W 2014 jako kandydat bezpartyjny w wyborach na prezydenta Starachowic zwyciężył w II turze, zdobywając 58,54% tj. 9583 głosy.

Michał Gostkiewicz . Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej w dziale zagranicznym "Dziennika" i w tygodniku "Newsweek". Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze i Instagramie .