Niełatwo się z tobą umówić, próbowałem wiele razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy. A jak już się udawało spotkać, twój czas zawsze był ograniczony.
- Przepraszam, ale od piętnastu lat mam taki okres w życiu. Wszędzie jestem przelotem. Na szczęście zdrowie jest dobre, co zawdzięczam genom, bo chyba nie trybowi życia. Między moimi trasami koncertowymi nie ma żadnych pauz. Jestem w drodze non stop. Ale w jakiś sposób kocham to szaleństwo.
Myślisz czasem, żeby zwolnić?
- Notorycznie o tym myślę, ale to taka robota - ciężko jest zwolnić.
Rozumiem, ale jak sam nawijasz na płycie: nigdy nie chciałeś być jak Mickey Rourke w "Zapaśniku". Film Darrena Aronofsky'ego opowiada historię byłej gwiazdy wrestlingu, która wiedzie szare i smutne życie, w cieniu chwały z dawnych lat. Czujesz się podobnie?
- Między wierszami zadaję pytanie: w imię czego się spalam? Jestem raperem i poza nagrywaniem płyt, co jest bardzo twórcze, muszę odgrywać pewną rolę. Trochę jak aktor teatralny, który musi co wieczór wychodzić i grać w tej samej sztuce, a przy tym zachować świeżość i autentyczność. Kolejna widownia widzi cię po raz pierwszy, ale ty mówisz ten sam tekst po raz tysięczny. Bardzo dziwne zadanie.
"Miodu" z Jamala [wywodzący się z Radomia zespół reggae, aktywny na scenie od 1999 roku - przyp. red.] powiedział, że kreatywność najbardziej zabijają koncerty, i moim zdaniem jest w tym sporo prawdy. Najważniejsze rzeczy dzieją się jednak wewnątrz ciebie, kiedy przekładasz myśli na tekst, później stajesz sam przed mikrofonem w studio i wyrzucasz to z siebie. Potem to już siermiężne, rapowe rzemiosło w terenie, ludzie płacą za bilet i mają dostać w zamian porządny koncert. Milan Kundera w "Nieznośnej lekkości bytu" napisał: W chwili, kiedy ktoś obserwuje nasze zachowanie, chcąc nie chcąc, dostosowujemy się do wzroku człowieka, który na nas patrzy, i nic z tego, co robimy, nie jest już prawdą. W tym sensie to wszystko teatr. W dodatku dość amatorski.
Tematem przewodnim "Magnum Ignotum..." zdaje się być rozgoryczenie. Dostaje się przede wszystkim współczesnemu człowiekowi.
- Poszliśmy, jako ludzkość, w technologie, naukę, "szkiełko i oko". Duchowość stała się tabu we współczesnym świecie. Wielu uważa, że nie wypada o niej nawet rozmawiać, ale dla mnie bez duchowości technologiczna sfera naszego rozwoju nie ma najmniejszego sensu, a wręcz jest destrukcyjna. Mówię o tym w moich tekstach, zaczynam jednak od samego siebie, jestem przecież częścią tej gry. My, raperzy, mamy tendencję do narracji, która mówi, że cały świat jest fałszywy, a my jesteśmy "prawdziwi". G***o prawda. Jesteśmy częścią tego wszystkiego.
Mówisz tu również o wszechobecnej technologii. Jej zgubny skutek zdaje się być jednym z motywów twojej obecnej twórczości: "(...) wszystko się zrobiło wirtualne / Nachalne, sterowane zdalnie, banalne".
- Zaczynamy ograniczać kontakty międzyludzkie, a całą uwagę kierujemy na kilkucalowy ekranik. To nie ma najmniejszego sensu. Wyobraź sobie przez chwilę, że nie wiesz, czym jest smartfon. Wychodzisz na ulicę i obserwujesz ludzi, którzy są wgapieni w to małe okienko. Nie zwracają uwagi na świat dookoła, tę niesamowitą przestrzeń, która ich otacza. Filtrować i poznawać rzeczywistość przez taki mały przesmyk, to jest po prostu smutne. Media społecznościowe nie są dobrą "pastylką" dla Polaków, którzy nie do końca stali się społeczeństwem obywatelskim. Zamiast łączyć, internet oddala nas od siebie.
W singlowym numerze "Reflektory" czuć natomiast nostalgię za latami dziewięćdziesiątymi.
- U mnie na podwórku dziewczynki grały w gumę, młodsze rodzeństwo biegało ze starszym, chłopaki śmigały po dachach i kradły jabłka. Pewnie moja zawodna pamięć idealizuje tamte siermiężne skądinąd czasy, jednak wydaje mi się, że teraz wszędzie jest pusto. Wszyscy siedzą w domach. To się odbije na dorastającym obecnie pokoleniu. Ja jestem jednak już za stary i się nie znam, przyjdą po mnie młodsi i mądrzejsi, to oni ci powiedzą, co i jak...
Czekaj, czekaj. Masz dopiero trzydzieści pięć lat.
- Nasze poczucie czasu przypomina ruch jednostajnie przyśpieszony. Kiedy jesteśmy mali, czas jest rozwlekły, a przestrzeń jest ogromna i niczym nieograniczona. Obserwuję ten stan umysłu u moich dzieci, ale i trochę go jeszcze pamiętam. Jedno wielkie niekończące się TERAZ. A potem wszystko ulega zmianie, kurczy się, przyspiesza. Lubię o tym rozmawiać z ludźmi, którzy przeżyli już te siedemdziesiąt i więcej lat. Ich czas pędzi, ale jednocześnie szukają ukojenia we wspomnieniach "wolnego" czasu z dzieciństwa.
Zatem jak "stary człowiek" patrzy na zmiany, które dokonały się w naszym kraju na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat?
Chyba życie społeczne zmieniło się na lepsze, bo poziom naszej egzystencji znacząco wzrósł, podróżujemy do bardziej i mniej rozwiniętych regionów świata, porównujemy, uczymy się. Ziścił się sen o Europie, choć teraz dowiadujemy się, że trzeba o nią dbać, a nie tylko doić.
Staliśmy się też dużo bardziej tolerancyjni dla drugiego człowieka. W latach dziewięćdziesiątych w Poznaniu, ale i innych miastach w kraju, obserwowałem bardzo dużo agresywnych zachowań, wiele wzajemnej nieufności, niechęci. Za granicą z Polonią było podobnie. Kiedyś, jak jeździliśmy na koncerty np. do Anglii, to ludzie cięli się nożami, lali się po mordach, ciągle się awanturowali. Pewnego razu na koncercie w Irlandii po kolejnej awanturze przyjechała policja. Patrole tamtejszej Gardy [An Garda Siochána - policja irlandzka - przyp. red.] były nieuzbrojone, stały się zatem również celem ataku. Zrobił się totalny młyn. Dziś to już się nie zdarza. Teraz odwiedzam te same miejsca i spotykam uprzejmych i w dodatku dobrze wyglądających Polaków. Emigrantów, którzy zaakceptowali reguły nowego kraju, jego obyczaje. To jest wielka zmiana na lepsze.
Mówisz, że zrobiliśmy się bardziej tolerancyjni jako społeczeństwo, jednak gdy raper Sobota wrzucił na Facebooka zdjęcie z czarnoskórym synkiem , posypały się rasistowskie komentarze pod jego adresem. Sprawa poruszyła cię na tyle mocno, że postanowiłeś zabrać głos w telewizji.
- Był to bliski mi problem, bo moja żona jest czarnoskóra i dzieciaki są "zmiksowane". Bardzo niedobrze się dzieje, jak ktoś obraża dziecko ze względu na jego kolor skóry. Nie miałem wątpliwości, że muszę wyrazić swój sprzeciw.
Swoją żonę i dzieci nazywasz na płycie "różą i trzema wulkanami", nawiązując do "Małego Księcia".
- Mały Książę bardzo kochał swoją różę, tak jak ja kocham moją żonę. Podziwiam ją za to, że jest ze mną - to pewnie nie jest łatwe. A że Książę mieszkał na wulkanicznej planecie, stąd porównanie do trójki moich dzieci, które są wyjątkowo wybuchowe.
Po kim mają charaktery?
- Nie wiem. Dziwne osobowości, nie do końca je rozkminiam. Na pewno jednak jest to najlepsza ekipa, jaką w życiu spotkałem. Sporo się od nich nauczyłem i mam nadzieję, że jeszcze się nauczę.
Co ty przekazujesz swoim dzieciom?
- Czytam książkę i moje córki uważnie słuchają, podczas gdy synek bryka i niby go nie ma. Po dwóch dniach przychodzi i cytuje mi jakiś fragment. To dowód, że czasem nie jest potrzebny bezpośredni kontakt, aby sztuka do ciebie trafiła. Poza tym uczę ich, że ważny jest las, słońce, wiatr czy szczera rozmowa. I że nie wolno deptać mrówek. Takie normalne sprawy.
A twojej mamie podoba się "Magnum Ignotum..."?
- To osoba dobrze wychowana, więc mówi, że płyta jest "ładna".
Pytam o to dlatego, bo jak byłeś nastolatkiem, twoja mama zabrała cię na wycieczkę po paryskich muzeach, która była dla ciebie katorgą. Po latach jednak zapałałeś pasją do malarstwa, co ma bezpośrednie przełożenie na ten album - każdy utwór ma swoje odzwierciedlenie w konkretnym obrazie.
- Moja mama jest plastyczką z artystyczną duszą. Miałem kilkanaście lat, kiedy zabrała mnie do Luwru i przeciągnęła przez każdą możliwą wystawę. Nudziło mnie to strasznie. To była w zasadzie moja pierwsza podróż na Zachód i bardziej mnie interesowało, żeby pograć w kosza z czarnoskórymi, czy coś kupić od Arabów. Coś jednak we mnie zostało i zakiełkowało. Jak widać, te nasionka miały bardzo grube skorupki. Dziesięć lat temu sam z siebie zacząłem chodzić na różne wystawy. Nawet na sztukę nowoczesną czy abstrakcję, której kompletnie nie rozumiałem. Dziś się tym pasjonuję. Uważam, że u hip-hopowców graffiti szczególnie wyrabia wrażliwość na sztuki wizualne. Warto stymulować swoje dzieci różnymi formami sztuki, bo nigdy nie wiemy, co je zainspiruje.
Zainspirowała cię nie tylko sztuka, ale również rosyjska literatura - na płycie znalazł się utwór pt. "Raskolnikov", który nawiązuje do tragicznej postaci z powieści Fiodora Dostojewskiego.
- Utwór jest o tym, co Raskolnikow czuł, zanim dokonał zbrodni. O uczuciu, które ci towarzyszy, kiedy nie masz dokąd pójść, kiedy świat staje się obcym miejscem.
Czy czułeś się kiedyś podobnie zagubiony?
- Tak żeby kogoś zamordować? (śmiech) Mówiąc na serio, znam dobrze uczucie zagubienia. W przypadku "Zbrodni i kary" interesowała mnie psychologia głównej postaci. To, co się z nią działo, zanim doszło do zbrodni na lichwiarce. Rapuję: Kiedy nie masz dokąd uciec nawet wzrokiem, gdy jak Raskolnikov nie masz dokąd pójść / Wokół ludzie, twarze, światła, tysiąc okien Świata balon, a ty trzymasz w ręku gwóźdź. Ten stan umysłu jest bliski ludziom, którzy kiedykolwiek tkwili w biedzie, w niezrozumieniu, w samotności. Inna sprawa, że takie egzystencjalne zagubienie nie musi się wiązać z brakiem tego lub nadmiarem tamtego. Może przydarzyć się o każdej porze dnia i nocy.
Podobno kiedyś do twojego domu wdarł się chory psychicznie człowiek.
- Mam dużo tego typu historii, bo ta muzyka przyciąga wariatów, gdyż opowiada o styku normy i odstępstwa od niej, jednostka kontra system itd. Raz rzeczywiście przyszedł do mojego domu pewien człowiek. Żona otworzyła drzwi, a tam stoi facet, który jak gdyby nigdy nic mówi, że jest umówiony z Guralem, bo nagrywa płytę. Był przekonujący. Nie było mnie w okolicy, ale jak usłyszałem od żony, jaka jest sytuacja, zadzwoniłem do kolegi i zanim dotarłem przed dom, sześć samochodów stało na podjeździe. Jednak faceta już u mnie nie było. Wyruszyliśmy na patrol po okolicy, znaleźliśmy go jak rozmawiał z samochodem. Zabrała go karetka, a ja się skontaktowałem z jego matką.
Wychodzi z ciebie empatia.
- Różnie to bywa. W jakimś sensie utożsamiam się z każdym człowiekiem.
Uważasz się za ekscentryka?
- Młody Gural powiedziałby: jestem poj***ny. Nie przywiązuję się zbytnio do teorii, że człowiek przez całe życie jest tą samą osobą. Wisława Szymborska w jednym ze swoich wierszy spotyka samą siebie, kiedy była mała. I okazuje się, że nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Jedyne, co je łączy, to elementy ubioru. Idąc tym tropem - nie widzę siebie jako konkretnej osoby.
Jesteśmy bardziej sytuacjami. Staram się to zgłębić, ale nie dotarłem na razie do żadnych wiążących wniosków. Przeszłość, przyszłość, teraźniejszość - to jest konstrukcja, w którą tak do końca nie wierzę.
Powiedzmy jednak, że teraźniejszość istnieje. Wiemy, że jesteś w ciągłym ruchu, ale czy jesteś osobą spełnioną?
- Nie czuję się spełniony, ani niespełniony, nie o to w tym wszystkim chodzi. Rzecz w tym, że wysiadłem z pociągu pełnego potrzeb. Zrezygnowałem z tego wszystkiego. Zostawiam po sobie na tej planecie dzieci i tym się jaram bardziej niż dziedzictwem artystycznym, które nie jest dla mnie kluczowe.
Piotr "Donguralesko" Górny . Raper, producent, wydawca i przedsiębiorca. Urodzony w 1980 roku w Poznaniu. Inicjator powstania niezależnej wytwórni muzycznej Szpazydor Records oraz współwłaściciel dedykowanej słuchaczom hip-hopu firmy odzieżowej El Polako. Artysta jest aktywny na scenie od połowy lat 90. Karierę zaczynał w takich zespołach jak Killaz Group oraz K.A.S.T.A. W 2002 roku ukazała się pierwsza solówka rapera pt. "Opowieści z betonowego lasu". Od wielu lat pozostaje jednym z najpopularniejszych reprezentantów gatunku. Jego teledyski osiągają wielomilionowe wyświetlenia w internecie, a sam raper jest nieprzerwanie w trasie koncertowej. Konsekwentnie nie przyjmuje wyróżnień od Związku Producentów Audio-Video za wyniki sprzedaży swoich albumów, w związku z niejasnym systemem działalności instytucji. W listopadzie ubiegłego roku ukazał się najnowszy album artysty "Magnum Ignotum Preludium", na którym znalazł się utwór "Apartament", promujący również film o Janie Pawle II o tym samym tytule.
Bartek Strowski . Aspirujący scenarzysta, fanatyk NBA, kolekcjoner płyt i ciężkostrawnych przyzwyczajeń. Przeprowadzał wywiady dla CGM.pl, Enter the Room.pl oraz na antenie Trójki Polskiego Radia w audycji "Soul Muzyka Duszy" Hirka Wrony. Prowadzi fanpage Discmen .