Twoja książka "Muskając aksamit" prowokuje od początku, właściwie już samym tytułem.
- Owszem, przy czym trzeba wiedzieć, co on oznacza!
Muskanie aksamitu to jedno z określeń miłości francuskiej.
- Tak mówiło się w czasach wiktoriańskich i jestem bardzo dumna, że przyczyniłam się do odrodzenia tego sformułowania we współczesnym języku.
Ponoć nie było łatwo znaleźć wydawcę dla tej powieści, która zresztą była twoim debiutem.
- No cóż, około dziesięciu odesłało mnie z kwitkiem, następnie moja agentka próbowała u jeszcze kilku, zanim zgłosiła się do mojego obecnego wydawcy, Virago. Ta liczba wydawała mi się wówczas przytłaczająca, ale dziś jestem innego zdania. Trzeba trafić na odpowiedniego wydawcę, który "łapie", o co chodzi w książce. W przypadku powieści o dziewiętnastowiecznych lesbijkach w męskim przebraniu nie było to takie proste.
Nancy, bohaterka twojej powieści, dorastała w ciepłym, konserwatywnym domu. Ku zgrozie otoczenia odkryła, że jest lesbijką. Potem została prostytutką w męskim przebraniu, a nawet stała się seksualną niewolnicą. To mogło być niestrawne nie tylko dla zatwardziałych konserwatystów. Z jakim przyjęciem spotkała się ta powieść?
- Nancy posuwa się do różnych rzeczy, lecz powieść jest przede wszystkim romantyczna, zabawna i zmysłowa. I chyba właśnie tak została odebrana. Nie wydaje mi się, aby kogoś szczególnie zgorszyła. Nawet mojej mamie się podobała. O wiele bardziej gorszy mnie wiele heteroseksualnych wycinków z mainstreamu, na przykład teledyski, w których notorycznie degraduje się młode kobiety. W "Muskając aksamit" nie ma idiotycznego kręcenia tyłkiem!
Książka ukazała się w 1998 roku, jej pierwsze polskie wydanie ujrzało światło dzienne dopiero w 2005 roku, a drugie kilka tygodni temu. Jak ją odbierają dzisiejsi czytelnicy, osiemnaście lat po premierze?
- Oczywiście wówczas nie mogłam tego przewidzieć, ale "Muskając aksamit" urosła do rangi "klasyki". Virago wznowiło nawet książkę w ramach serii "współczesna klasyka", obok powieści między innymi Daphne du Maurier, Mai Angelou i Patricii Highsmith, co jest dla mnie wielkim zaszczytem.
Popularność książki ogromnie zwiększyła się dzięki serialowi na jej podstawie [pod tym samym tytułem, z 2002 r. - przyp. red.]. Uznano go za dosyć śmiały, choć kiedy go dzisiaj oglądam, wydaje mi się nieszkodliwy i trochę naiwny. W ubiegłym roku doczekaliśmy się też kapitalnej adaptacji teatralnej.
Twoje nowsze powieści są bardziej powściągliwe, nie ma w nich tyle seksu. Weźmy chociażby "Za ścianą", którą sama nazywasz "love story".
- "Muskając aksamit" to powieść o odkrywaniu swojej tożsamości seksualnej, a zatem sceny erotyczne są chyba zrozumiałe. Poza tym chciałam ukazać lesbijski seks bez osłonek i w pozytywnym świetle, jako coś naturalnego i pięknego. W "Za ścianą" też mamy kilka ważnych scen miłosnych, gdyż pociąg fizyczny między bohaterkami, Frances i Lilian, odgrywa kluczową rolę. A zatem tak, jest to powieść miłosna, ale seks stanowi ważny aspekt romantycznej miłości, więc też musiał się tam znaleźć.
Po przeczytaniu twoich książek można by pomyśleć, że niektóre postępki bohaterów wynikają z ich orientacji seksualnej, że całe zło sprowadza się właśnie do ich "inności, nienormalności". To grząski grunt?
- Nigdy nie było moim zamiarem przedstawiać homoseksualistów jako świętych. Dla pisarza największą sztuką jest ukazać bohaterów w całej ich niedoskonałości, wręcz narazić ich na niechęć czytelników - innymi słowy, obnażyć ich człowieczeństwo. Nie licząc "Muskając aksamit", nigdy nie pisałam konkretnie o orientacji moich bohaterów: owszem, są homoseksualistami, ale ich historie dotyczą czegoś innego, pożądania, straty, zdrady etc. - rzeczy, które stają się udziałem wszystkich. Czasem popełniają straszne czyny, zgadza się. Ale nie robią tego z powodu swojej orientacji seksualnej - ona jedynie wpływa na to, w jaki sposób ich doświadczają.
Twoje powieści są osadzone w czasach bardziej pruderyjnych od naszej epoki - historia Nancy dzieje się pod koniec XIX wieku. Mam wrażenie, że chyba zapomnieliśmy, jaką przeszliśmy drogę...
- Kiedy byłam młoda, nie miałam pojęcia, że homoseksualizm ma długą historię, że jest ona tak bogata i fascynująca. To odkrycie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Pamiętam, że jedną z pierwszych zakupionych przeze mnie książek o tej tematyce była "Surpassing the Love of Men" Lilian Faderman, historia miłości między kobietami od czasów renesansu aż do współczesności, i to było objawienie. Moim zdaniem powinno się tego nauczać w szkole. W ramach obowiązkowego programu.
Kiedy po raz pierwszy zainteresowałaś się tym tematem?
- Po "wyjściu z szafy" czytałam wszystkie branżowe książki, jakie mi się nawinęły. Szczególnie upodobałam sobie powieści utrzymane w mainstreamowym duchu: kryminały, science fiction i historyczne. Myślałam, że to wymaga nie lada odwagi, aby na wskroś heteroseksualne gatunki przerabiać na homoseksualną modłę. W przypadku powieści historycznych dochodziła jeszcze sprawa zakwestionowania historii. Homoseksualiści zostali wymazani z dziejów, zepchnięto ich na margines i pozbawiono racji bytu. Dlatego tak cudowne i ważne jest przywrócić im zasłużony status.
Z literatury gejowskiej zrobiłaś doktorat.
- Podczas zbierania materiałów do pracy doktorskiej chyba najbardziej zdziwiło i zachwyciło mnie odkrycie ogromu tekstów z tej dziedziny. Etykietka "gejowski" jest siłą rzeczy bardzo współczesna, jednakże zawsze istnieli ludzie, którzy czuli, że odstają od powszechnie obowiązujących kanonów seksualnych - ludzie tworzący związki, rodziny i społeczności o zdecydowanie homoseksualnym wymiarze. Często też szukali wzorców w przeszłości, na przykład w osobach Safony i Aleksandra Wielkiego. Odkrycie tego rodzaju tradycji i historii podnosi morale, gdyż gejów i lesbijki nawet w dzisiejszych czasach często traktuje się jak odmieńców, ludzi z "problemem", skazanych na smętny, wyalienowany żywot. Nic bardziej mylnego. Jesteśmy tu od bardzo dawna.
Jak wyglądało twoje "wyjście z szafy"? Jak zareagowali twoi rodzice, przyjaciele, otoczenie? Jak sama to przeżyłaś? Koniec końców, zostałaś aktywistką i sławną pisarką.
- Nie nazwałabym siebie aktywistką - byłoby to obrazą dla prawdziwych aktywistów, którzy walczą o polityczne zmiany i przy okazji nieraz nadstawiają karku. Ja tylko napisałam kilka powieści...
Ujawniłam się przed rodziną i przyjaciółmi na długo zanim przyszło mi do głowy zostać pisarką. I choć bywało ciężko - to nie byle jakie przeżycie, zwłaszcza dla młodej osoby - sprawiło mi to wielką ulgę. Rodzice nie byli zachwyceni, ale wspierali mnie na każdym kroku i z czasem się z tym oswoili, moja partnerka należy do rodziny. A powodzenie moich powieści to powód do wielkiej dumy dla moich bliskich.
Prawdę powiedziawszy, mój coming out wydaje się czymś z innej epoki, zarówno mojego życia, jak i brytyjskiej historii. Miał miejsce przed dwudziestu pięciu laty. Wiele zmieniło się na dobre od tamtej pory.
Mieszkasz w Londynie. Czy ludziom w wielkich aglomeracjach łatwiej zaakceptować homoseksualistów?
- Tak mi się zdaje. Jedną z rzeczy, które najbardziej kocham w dużych miastach jest to, że skupiają najróżniejszych ludzi. Londyn ma długą tradycję środowisk gejowskich, są dowody na to, że działały tam one już w XVIII wieku. Jednakże mniejsze miejscowości również bywają przychylnie nastawione do gejów. Jednym z takich szczególnie przyjaznych miejsc jest Brighton, nadmorskie miasto na południowym wybrzeżu, z długą historią "alternatywnych" trendów.
Polscy homoseksualiści obawiają się publicznego okazywania uczuć. Czy zaobserwowałaś coś takiego z własnej perspektywy? Czy sytuacja wygląda inaczej w dużych miastach i na prowincji?
- W Wielkiej Brytanii było podobnie, lecz ostatnio wiele się zmieniło i w Londynie często widuje się dwóch mężczyzn lub dwie kobiety idące za rękę, co w czasach mojej młodości uchodziło za niebywale śmiałe. Ale zgadza się, w małych miastach to chyba rzadszy widok - a gdzieniegdzie można by wręcz za to oberwać...
Czy twoim zdaniem geje mają trudniej? Bo dla wielu osób lesbijka to nic niezwykłego. Więcej, lesbijki odgrywają istotną rolę w męskich fantazjach erotycznych.
- Męskość zawsze rządziła się swoimi twardymi prawami, toteż wyjście poza narzucone ramy wywołuje gwałtowną reakcję: ujawnienie swojej orientacji bywa wręcz niebezpieczne. Rola lesbijek w męskich fantazjach jest faktycznie niezaprzeczalna - co nie pomaga prawdziwym lesbijkom, które często nie przypominają swoich pornograficznych odpowiedników i niejednokrotnie budzą w mężczyznach poczucie zagrożenia. Warto również wspomnieć o ciążących na kobietach seksistowskich wzorcach fizycznych. Lesbijki wysłuchiwały latami, że są nie dość kobiece, nienaturalne, szpetne, dziwne i nie mogą uprawiać seksu, bo do tego potrzeba mężczyzny...
Niektórzy utożsamiają lesbijki z brzydkimi babochłopami.
- Babochłopy pokroju Jodie Foster, Portii de Rossi, Ellen Page...? Lesbijki zawsze preferowały nieco męski styl - bardzo atrakcyjny, moim zdaniem. Jeśli komuś on nie odpowiada, to jego problem. Przecież nie trzymamy się żadnych oczywistych reguł. Bywamy piękne, bywamy brzydkie - jak wszyscy.
Czy przez tych osiemnaście lat od wydania "Muskając aksamit" sposób postrzegania homoseksualistów w Wielkiej Brytanii uległ zmianie?
- Owszem, i to bardzo, zwłaszcza odkąd zostałam pisarką. Obecnie korzystamy z praw jako partnerzy, rodzice, pracownicy i konsumenci, co było nie do pomyślenia przed dwudziestu laty. Homofobia wciąż ma się dobrze - na przykład niełatwo być nastolatkiem gejem - ale homoseksualiści silnie zaznaczają swoją obecność w sztuce i nauce, kulturze popularnej, polityce, sporcie, wojsku, policji - wszędzie. Życzyłabym sobie, aby reszta świata była równie postępowa.
Książki Sarah Waters są dostępne w Publio.pl>>>
Sarah Waters. Popularna i wielokrotnie nagradzana brytyjska pisarka, autorka znanych na całym świecie powieści historycznych z wątkiem homoerotycznym. Znawczyni powieści wiktoriańskiej, ma doktorat z literatury brytyjskiej w zakresie gay and lesbian historical fiction. Otrzymała nagrodę British Book Awards w kategorii autor 2003 roku. W roku 2002, za książkę "Złodziejka", dostała nagrodę Stowarzyszenia Autorów Powieści Kryminalnych w dziedzinie kryminalnej powieści historycznej.
Milena Buszkiewicz. Absolwentka polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Od kilku lat związana z rozgłośniami radiowymi, obecnie współpracuje z Radiem ZET Chilli, portalami Xięgarnia i Booklips oraz magazynem Highlife. W pracy dziennikarza najbardziej ceni przyjemność rozmowy z drugim człowiekiem.