Rozmowa
Wojtek Drewniak (fot. Historia bez cenzury)
Wojtek Drewniak (fot. Historia bez cenzury)

Dostałeś kiedyś pałę z historii?

- Nie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba że ktoś nagle wygrzebie jakąś starą klasówkę, to będzie przypał. Choć z drugiej strony, nie ma się czego wstydzić, każdemu może się zdarzyć.

Historia sprawiała mi szczególną radochę. Jeżeli miałem do wyboru uczyć się chemii, matematyki lub historii - decyzja mogła być tylko jedna. Chemii, nawiasem mówiąc, nienawidzę do dziś.

We wstępie do wydanej niedawno książki "Historia bez cenzury" mówisz, że ludzie mają historię za coś równie atrakcyjnego, jak żarty na końcu "Teleexpressu". Dlaczego tak jest?

- To przez utarty pogląd, według którego jest ona zbiorem dat, nudnych faktów i mało interesujących kwestii politycznych. Tymczasem warto na nią spojrzeć jak na zbiór anegdot, które mogą być naprawdę ciekawe i mieć znaczenie często większe niż niejedna bitwa.

A daty? Nie są potrzebne. Mój kolega mawia, że umysł to nie śmietnik, zwłaszcza że mamy w telefonie internet . Zgadzam się z nim. Datę zawsze możemy sprawdzić, jeśli nie jesteśmy jej pewni. Najważniejszy jest kontekst wydarzeń.

Wojtek Drewniak (fot. Historia bez cenzury)

" Jebaking August II Mocny", "Ciota na tronie: Stanisław August Poniatowski", "Władca z jajami - Bolesław Chrobry" - to tytuły rozdziałów twojej książki. Nie za ostro?

- Nie, zdecydowanie nie za ostro. Żeby było jasne - książka nie jest agresywno-wulgarna. Na ponad 280 stronach znajdziemy jedynie siedem przekleństw. To chyba nie tak dużo?

Książka nie jest kierowana do historyków, a raczej do szerokiego grona odbiorców. Ma pokazać tę fajniejszą stronę historii. Została napisana językiem potocznym, powszechnie stosowanym. W statystykach naszego kanału mamy potwierdzenie, że taki język trafia do odbiorców.

Mam wrażenie, że książka jest jeszcze mocniejsza niż to, co można zobaczyć w waszym programie.

- Nie wszystko da się powiedzieć w 15-minutowym odcinku. W książce nie było żadnych ograniczeń. Każdy rozdział pisałem aż do momentu, w którym mogłem stwierdzić, że naprawdę wyczerpałem temat i że niczego superistotnego nie pominąłem. Miałem więc wiele okazji, by spointować wydarzenie historyczne w ostry sposób.

Myślisz, że gdyby któryś z twoich bohaterów żył, to chciałby cię pozwać za te tytuły i ostre pointy?

- Niewykluczone. Jak mniemam, znalazłoby się paru takich, ze Stanisławem Augustem Poniatowskim na czele, ale uważam, że akurat on sobie zasłużył na każde złe słowo.

(fot. Historia bez cenzury)

Korzystając z waszych filmów na YouTube można przygotować się do kartkówki?

- Wszystko zależy od pytań, ale myślę, że jeżeli ktoś dobrze zakombinuje, to jest na to szansa. Zresztą dostajemy mnóstwo wiadomości od uczniów - ale też i nauczycieli - że Historia bez cenzury przydała im się na sprawdzianie czy przy odpowiedzi ustnej. Największy odzew był jednak w zeszłym roku w maju. Otrzymaliśmy wiele maili od maturzystów, którzy podczas egzaminu dojrzałości z historii wykorzystali informacje z naszego kanału.

Zdali?

- Pewnie, że zdali!

Któraś z wiadomości od uczniów zapadła ci szczególnie w pamięć?

- Tak. Jej nadawca to polski uczeń, który był na wymianie w Stanach Zjednoczonych. Nauczycielka zleciła mu opracowanie tematu o losach jego narodu w trakcie II wojny światowej. Tak się złożyło, że w ramach dbania o nasze dobre imię za granicą zrobiliśmy film "Poland First to Fight", w którym opowiadamy o wkładzie Polaków w historię II wojny światowej. Ten chłopak puścił go na zajęciach. Jego kolegom aż oczy otworzyły się ze zdumienia, nauczycielka była zachwycona i zgrała sobie ten film, by pokazywać innym klasom. To nas bardzo wzruszyło, bo dokładnie po to zrobiliśmy ten odcinek. Cieszę się, że są jeszcze nauczyciele naprawdę otwarci i używają naszych materiałów na lekcjach. To jest bardzo budujące.

 

Studiowałeś historię, dlaczego nie zostałeś nauczycielem?

- Nigdy nie chciałem nim być. Myślę, że nauczyciel powinien mieć powołanie do tego zawodu, a ja go nigdy nie czułem. Moja mama jest nauczycielką i jest w tym świetna. Dzieci ją lubią. Potrafi się zaangażować. Ja bym tak nie umiał. Nic na siłę. To, co robię teraz, naprawdę sprawia mi przyjemność, a jeżeli przy okazji nosi to znamiona edukacji - supersprawa. Można powiedzieć, że mimowolnie w pewnym sensie zostałem nauczycielem.

Skąd czerpiecie ciekawostki do odcinków? Macie jakieś swoje tajne źródła, trudno dostępne dla innych?

- Nie, nie dorwaliśmy kluczy do archiwów watykańskich. Wszystko opieramy na naukowych publikacjach uznanych historyków i ogólnie dostępnych źródłach. Nie sczytujemy ciekawostek z egipskich murów.

Te informacje, które podajemy w kolejnych odcinkach, dostępne są w bibliotekach. Paweł Chilczuk, jeden ze współtwórców Historii bez cenzury, jest na studiach doktoranckich i ma stały dostęp do biblioteki uniwersyteckiej. Kiedy wybieramy sobie jakiś temat, to wypożycza kilka książek. Staramy się bazować na pozycjach cenionych autorów. To nigdy nie są popularnonaukowe brednie i nie wiadomo czyje wymysły, tylko informacje pisane przez zawodowców. Naszym zadaniem jest przefiltrowanie najciekawszych i najistotniejszych faktów, a następnie podanie ich w przystępny sposób. Paweł przekazuje mi kilkanaście stron suchych faktów, a ja je spinam w scenariusz i w narrację, używając języka, za który Historię bez cenzury się ceni.

Chcesz mi powiedzieć, że w bibliotece znajdę publikację, w której będzie napisane, że Henryk Walezy podpalał włosy łonowe prostytutkom?

- Tak, oczywiście. To jest w książkach, ale w szkole się o tym nie dowiesz, bo dużo prościej i bezpieczniej przekazać znacznie nudniejsze fakty o Henryku Walezym.

Konsultujecie swoje materiały z historykami?

- Zdarza się. Książka była konsultowana z historykami, aczkolwiek my nie mamy żadnych kompleksów. Paweł - jak już wspomniałem - jest doktorantem historii, ja jestem z wykształcenia historykiem, więc książka jest jak irlandzka whiskey - potrójnie destylowana. To sprawdzona wiedza.

Przy pisaniu konsultowaliśmy się z historykami z wydawnictwa Znak jedynie czysto merytorycznie. Nigdy nie usłyszałem, że mam coś zmienić czy napisać inaczej. Nikt niczego mi nie narzucał, pisałem, co chciałem, i to było super.

 

Uważasz, że uczymy się na błędach przodków?

- Nie, i to jest bardzo smutne. Wszystko, co dzieje się w historii, wydarzyło się już wcześniej przynajmniej raz. Przykład? Koronna kwestia z Iwanem Groźnym, który kiedy wjeżdżał do nas podczas wojny o Inflanty, to mówił: - Słuchajcie, to nie jest tak, że ja atakuję Polaków. Bronię mniejszość rosyjską przed Niemcami. 500 lat później mieliśmy Krym, na którym znowu odbyła się walka w obronie mniejszości rosyjskiej, a w międzyczasie - II wojnę światową, podczas której Rosjanie znaleźli się na naszym terytorium znów po to, by bronić Rosjan zamieszkujących Polskę.

Rosjanie jadą na taktyce oswobodziciela już prawie 500 lat, a my nadal nie możemy tego zrozumieć. Jeżeli ktoś wyłapie, że historia się powtarza, to może zostać świetnym politykiem albo bardzo bogatym człowiekiem. Niestety, to tylko jednostki, a one nie są w stanie zmienić świata na trwałe.

Często podkreślasz, jakim niezwykłym narodem jesteśmy. Czy Polacy nadal mają bardzo duże kompleksy, myślą, że są krajem drugiej kategorii?

- Mam dziwne wrażenie, że Polacy mają podwójny kompleks: niższości wobec Zachodu i wyższości wobec Wschodu. Wydaje się nam, że jesteśmy nie wiadomo kim w porównaniu z Białorusinami, którzy mają swój kraj od niedawna, podobnie jak Ukraińcy. A Rosjanie to w ogóle bydło. Dla nich wszystkich my jesteśmy wielkim Zachodem, byłym imperium. Ale z drugiej strony w porównaniu z Zachodem, nie wiem czemu, mamy kompleks niższości. Twierdzimy, że w Niemczech jest super, a u nas to "trzeci świat".

Tak naprawdę nie mamy się czego wstydzić, ale to nas nie usprawiedliwia przed tym, by się wywyższać. Oczywiście są tacy, którzy uznają, że tylko historia Polski jest godna uwagi i jesteśmy najwspanialszym narodem, a inni przy nas to podludzie, ale w takich kwestiach, jak to mawia klasyk - "szkoda strzępić ryja", bo i tak się delikwentów nie przekona. Zresztą historia wszystkich narodów się ze sobą przeplata, każda jest ciekawa, tylko trzeba się do niej dokopać.

"Polacy - zaj***sty naród #3. Łby nie od parady" to odcinek o naszych rodakach, którzy zmienili historię świata, są znani w innych krajach, a w Polsce nie są docenieni. Przykład? Wiedzieliście, że to właśnie Polacy wymyślili wykrywacz min, który odmienił losy II wojny światowej i nie opatentowali go, by każdy mógł korzystać z ich technologii? Jest ona nadal stosowana, chociażby w Afryce. Podsumowując, mamy kompleksy, ale to super, że możemy jakoś na nie oddziaływać i troszeczkę je leczyć, bo naprawdę jesteśmy ekstranarodem. Jednak żaden naród nie ma prawa się wywyższać.

Staracie się uciekać od polityki?

- Nie, ale nie zamierzamy jej wpychać zawsze i na siłę, bo to byłoby nudne, a także kategoryzujące, że jesteśmy kabaretem politycznym, a nie programem popularnonaukowym. Jeżeli natomiast znamy jakieś grube przekręty, to nie boimy się o nich mówić.

 

Jakich tematów domagają się widzowie, a wy niekoniecznie chcecie się ich podjąć?

- To nie jest tak, że nie chcemy. Czytamy wszystkie komentarze naszych fanów na YouTube, Facebooku, ale dostajemy tyle prywatnych wiadomości, że nie jesteśmy w stanie odpisać na każdą. Oczywiście, są tematy, których widzowie się domagają, i bywają one niesamowicie szerokie. Z nieba nam spadła opcja z książką, bo dzięki niej możemy niektóre prośby spełnić. Poruszyliśmy w książce pięć tematów, które były już na kanale, ale znajduje się w niej też pięć zupełnie nowych wątków, w tym o Józefie Piłsudskim i Władysławie Jagielle - to właśnie historie, których widzowie bardzo się domagali.

Są osoby zainteresowane odcinkiem o Lechu Wałęsie?

- Są, tak samo jak o Janie Pawle II, ale bezdyskusyjnie nie będziemy poruszać historii najnowszej. Już to deklarowaliśmy dawno temu i nie ma co liczyć, że zmienimy zdanie.

Dlaczego?

- Bo to są zbyt świeże sprawy, nie są do końca zbadane. Jeszcze wiele rzeczy siedzi w archiwach, niektóre fakty są utajnione, ciągle coś wypływa na światło dzienne. Na razie wiemy zbyt mało, a są to tematy bardzo kontrowersyjne, dlatego nie chcemy ich poruszać.

(fot. Historia bez cenzury)

Która polska postać historyczna była najbardziej wyrazista?

- Będę się upierał przy Józefie Poniatowskim, który zrobił mnóstwo dobrych, hardcorowych i pozytywnych akcji. Gość wyprawiał niesamowite imprezy, można powiedzieć, że to on założył pierwszy klub w Warszawie. Poza tym był świetnym wojskowym. Poniatowski niesamowicie zasłużył się dla pozytywnej historii Polski. Walczył z Napoleonem, w powstaniu kościuszkowskim... To taki żywy przykład, choć teraz już martwy, na to, że można być zaj***ście wyluzowanym gościem i wielkim patriotą.

Który okres historii jest ci najbliższy?

- Myślę, że z perspektywy historii czasy, w których teraz żyjemy, są naprawdę ciekawe, ale gdybym mógł się przenieść w przeszłość, to wybrałbym średniowiecze. Nie chciałbym jednak urodzić się jako chłopskie dziecko, bo szansa na to, że zmarłbym w wieku trzech lat, byłaby spora. Chciałbym zobaczyć życie na dworach, wśród rycerstwa.

Czym interesujesz się poza historią?

- Muzyką! Uwielbiam ją i im jestem starszy, tym jej spektrum mam szersze. Grałem na gitarze przez 13 lat, miałem swój zespół. Lubię mnóstwo rzeczy - od agresywnego łojenia po Pink Floyd, ważne, by muzyka coś za sobą niosła.

 

Historia bez cenzury to praca czy hobby?

- Nadal bardziej hobby. Pamiętajmy, że przy Historii bez cenzury pracuje obecnie pięć osób: producent Tomasz Okoń, Kamil Pankanin, Paweł Chilczuk, ja i od pewnego czasu również Marta Okapińska.

Jeżeli miałbym się tylko utrzymywać z Historii bez cenzury, to nie dałbym rady. Nie chcę kłamać, że na tym nie zarabiamy, ale zwykle po prostu wychodzimy na zero, nie są to kokosy. Nie mamy nadal funduszy, by robić tyle odcinków, na ile mamy ochotę.

Jest jakiś temat, który bardzo chciałbyś zrealizować, ale brakuje do niego materiałów?

- Materiałów nam nie brakuje, ale funduszy już tak. Nasz producent Tomek Okoń jest niesamowitym perfekcjonistą i niczego nie robi na pół gwizdka. Widać to zresztą. Widzowie doceniają naszą pracę i jestem naprawdę zadowolony, że trafiłem na taką ekipę.

Bardzo chcielibyśmy nagrać Bitwę o Anglię, usiąść w Spitfirze [brytyjski myśliwiec z II wojny światowej - przyp. red.] albo wykonać wielką rekonstrukcję o wojnie polsko-bolszewickiej, jak w "Sensacjach XX wieku" pana Wołoszańskiego. To mój ulubiony odcinek.

Na razie jesteśmy zadowoleni z tego, co robimy. Chociaż wiemy, że gdybyśmy mieli więcej hajsu, to moglibyśmy robić... O Matko Boska! Superwielkie rzeczy!

Spotkałeś się kiedyś z Bogusławem Wołoszańskim?

- Niestety nie. Pan Wołoszański miał wielki wpływ na mój sposób myślenia o historii. Ogromnie mi przykro, że został w pewnym momencie tak potraktowany i odszedł z mediów . Facet jest świetny w swoim przekazie, chciałbym przybić z nim piątkę. Moim małym marzeniem jest, by ktoś pokazał mu chociaż jeden nasz odcinek. Jestem ciekaw jego opinii.

"Historia bez cenzury", Wojciech Drewniak (fot. materiały promocyjne)

Historia bez cenzury . Kanał popularnonaukowy na YouTube , który tworzą: Tomasz Okoń, Kamil Pankanin, Paweł Chilczuk, Marta Okapińska i prowadzący Wojtek Drewniak. Mają blisko 300 tys. subskrybentów i ponad 18 mln wyświetleń. Mówią o tym, czego na pewno nie usłyszymy na nudnych lekcjach historii, w specyficznym młodzieżowym języku. Laureaci nagrody Grand Video Awards (pierwszego polskiego konkursu dla najlepszych youtuberów) w kategorii "Wideo popularnonaukowe". 4 kwietnia miała miejsce premiera książki autorstwa Wojtka Drewniaka pt. "Historia bez cenzury". Kanał jest zrzeszony w sieci partnerskiej Epic Makers.

Patrycja Marszałek . PR manager w Epic Makers. Publikuje również w magazynie CKM. Wcześniej dziennikarka w serwisie naTemat.pl. Nie wyobraża sobie dnia bez zerknięcia na YouTube.

(fot. Publio.pl)