Rozmowa
Dawid Podsiadło (fot. Łukasz Ziętek)
Dawid Podsiadło (fot. Łukasz Ziętek)

Kuba Wojewódzki kiedykolwiek cię pochwalił?

- Szczerze mówiąc - nie wiem. U niego to nigdy nie jest oczywiste.

Bo zemściłeś się strasznie na roaście Wojewódzkiego. Wbiłeś go na rożen.

- Eee, ja? To, co mówiłem, to akurat delikatne było.

Poza tym, że zakpiłeś z całego show-biznesu, kiedy wszedłeś na tę salę pełną śmietanki medialnej i powiedziałeś, że niedawno założyłeś działalność gospodarczą, a potem zapytałeś, czy forsę za ten występ można "na fakturkę"...

- Jeżeli idziesz do TV, to zgadzasz się na to, jacy ludzie tam są, i na to, co robią. Bywa fajnie: sympatyczni goście, miła atmosfera. Ale to mimo wszystko praca. To chyba uczciwe, że dostajesz za nią wynagrodzenie.

Dawid Podsiadło (fot. Łukasz Ziętek)

Swoją drogą wczoraj obejrzałem rozmowę Kuby z Kasią Nosowską. Mówiła, że zawód, który uprawia od wielu lat, niezmiennie sprawia jej radość. Ja to czuję jeszcze mocniej, bo w moim przypadku te wszystkie fajne rzeczy wydarzyły się bardzo szybko.

Właśnie - 23 lata, Fryderyki na koncie, a teraz wypadałoby pogratulować ci platynowej płyty.

- Dzięki! Mam już ją w domu, stoi oparta o kaloryfer, czeka na przewiezienie do Dąbrowy Górniczej.

Udało ci się stworzyć muzykę, której słuchają trzy pokolenia: w wieku od 15 do 50 lat i więcej. Dwie moje znajome, 30-latki, były na koncercie i wyszły zachwycone.

- Zabawne, że wymieniłeś tylko dziewczyny. Ale chyba faktycznie mamy więcej fanów wśród kobiet. Może dlatego, gdy jakiś facet mi powie albo napisze, że moja muzyka jest w porządku, to myślę: "O! Fajnie!". (Dawid klaszcze w dłonie)

Komentarz użytkowniczki z Facebooka: "Taki młody, a już taki zdolny".

- Codziennie zaglądam na Facebooka. Co ciekawe - jak się pojawię w TV, liczba wiadomości wzrasta. A jak długi czas się nie pojawiam - spada. Siła telewizji!

Obchodzi cię, co ludzie piszą? Bardzo intensywnie kontaktujesz się z fanami przez media społecznościowe.

- Obchodzi mnie, co ludzie o mnie myślą. I chcę dzielić się z nimi tym, co ja myślę i na czym mi zależy.

Dawid Podsiadło na scenie (fot. Michał Murawski/ishootmusic.eu)

"Podsiadło poszedł na siłownię i wycisnął 120 łez na klatę". Tak koledzy występujący na roaście Wojewódzkiego dworowali sobie z twojej emocjonalności i otwartości.

- "X Factor" to była emocjonalna sinusoida. Pierwszy raz wyjechałem na dłuższy czas z domu. Z mniejszego miasta przeniosłem właściwie swoje życie do Warszawy. Byłem momentami skołowany, miałem typowe dla takich sytuacji prywatne rozterki, zauroczenie i zachwyt innym światem. No wiesz, jakbyś odkrył Amerykę. Mówisz: Wow, ten świat jest ciekawszy niż to, co za sobą zostawiłem". Ale miałem przyjaciół i kontakt z rodziną, a po kilku miesiącach dowiedziałem się, co jest dla mnie najważniejsze. Wyszło, że muzyka.

Na roaście jednemu z chłopaków żartem odpowiedziałeś: "Idź pan w ch...j".

- O, to dobre powiedzonko, lubię je. Ale rzadko używam.

A jak ktoś się czepia na poważnie, jak reagujesz?

- To może zabrzmi nieładnie, ale chyba lubię zemstę. Mściłbym się jednak tylko na takich ludziach, którzy naprawdę mnie skrzywdzili. Gdyby chodziło o naprawdę intymne sprawy, to czuję, że mógłbym mocno zareagować.

Jest taki teledysk, niejakiego Dawida Podsiadły, gdzie Dawid gra pana w dresie.

- I to też jest inspirowane prawdziwym życiem, tym, co spotyka w nim mnie i moich przyjaciół.

Zostałeś kiedyś pobity?

- Niespecjalnie, raz czy dwa dostałem, ale bez przesady. Miałem szczęście, bo ogromny nie jestem, nie stwarzam wokół siebie aury respektu, no i mam problemy z cerą, jestem "pryszczatym chłopakiem", i zawsze byłem takim małomównym gościem. Ale gorzej oberwali kilka razy moi koledzy z zespołu. Nienawidzę przemocy. Miałem to szczęście, że dorastałem w cudownym domu ze wspaniałą rodziną. Ale przemoc - fizyczna i psychiczna - była obecna w moim otoczeniu, widziałem sytuacje przepełnione agresją, takim chamstwem pospolitym. Przemoc jest dla mnie tak idiotyczna, że chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to błędne koło, to sam mam czasami ochotę z bezsilności przywalić komuś, kto ją stosuje.

A czego się boi gość, który w twojej piosence "W dobrą stronę" wychodzi z więzienia?

- O, właśnie. Tam pokazuję bezsens agresji. Ten facet boi się najbardziej tego, żeby jego kumple nie stwierdzili, że do nich nie pasuje. Że nie jest, w ich rozumieniu, "twardy". W pewnym momencie gość mówi, że w sumie do gejów nic nie ma i są spoko. Ale te sceny są przeplatane tymi, gdy razem z ziomkami goni parę chłopaków homoseksualistów i spuszcza im wpier...l. Chcieliśmy pokazać, że nie każdy, kto źle traktuje innych, wierzy w to, że ci przez niego krzywdzeni to jest jakiś gorszy sort człowieka. Nie każdy wierzy, że jest lepszy od innych, i że tych innych powinno się tępić. To często wynik presji ze strony środowiska i otoczenia, w którym ci ludzie się wychowują i żyją.

Czułeś się kiedyś gorszym sortem?

- W sensie społecznym - nie. Zawsze miałem całkiem spore poczucie własnej wartości. A teraz nawet podoba mi się to, że mógłbym się nazwać gorszym sortem ze względów politycznych.

Dawid Podsiadło (fot. Michał Murawski/ishootmusic.eu)

A jak to jest z generacją 20-latków? Ty masz przekaz pozytywny. Z kolei artyści, socjolodzy, dziennikarze opisują przykłady tego, jak my się w Polsce nawzajem nie lubimy.

- Czuję tę nienawiść, kłębiącą się zwłaszcza w młodych ludziach. Cieszę się, że są tacy artyści jak Marysia Peszek, którzy - może i przerysowanymi tekstami - nakreślają oś sporu. Cytowała np. wiadomości do siebie. Też dostałem podobne teksty, wiem, czym pachnie nienawiść.

Tylko skąd ona się bierze? Bo jeden jest łysy, a drugi ma długie włosy?

- Też tego nie rozumiem. Ostatnio krążył filmik z Poznania, gdzie grupa bandziorów terroryzowała ludzi w tramwaju. W pewnym momencie padło tam hasło, które wyjaśnia moim zdaniem sposób myślenia takich ludzi. Bo ty nigdy nie zrozumiesz, o co nam chodzi, bo jesteś inny, jesteś z innej opcji. Dla mnie oczywiste jest to, że po pierwsze: każdy ma swoje poglądy, a po drugie: każdy ma prawo je mieć. Mogę się z innymi nie zgadzać, ale nie zakładam, że to, co ja myślę, to jest ta najprawdziwsza prawda, i to, w co ja wierzę, jest lepsze od tego, w co wierzą inni.

Nie dałbyś komuś po głowie dlatego, że myśli inaczej.

- I to jest ta różnica. Zresztą nie mam w zwyczaju przekonywać ludzi do swoich racji, czy namawiać do zmiany poglądów. Oczywiście, jak pytają, to mówię, co myślę. I będę pewnie w moich tekstach coraz więcej mówił: o tym, na co mam nadzieję i w jakim stanie chciałbym widzieć społeczeństwo, świat. I w jakie wartości wierzę.

A jaką masz hierarchię tych wartości?

- Szacunek do drugiego człowieka jest tu bardzo wysoko. I rodzina. Bo bardzo dobrze wiem, jakim potrafi być wsparciem.

Jesteś rodzinnym facetem?

- Tak. Tak. Tak. Tak, tak, tak, tak!

Nie ma jak obiad u mamy?

- No pewnie! Najlepsza rzecz na świecie! Teraz w trasie jadłem... różne rzeczy. Nie były takie dobre! Nastrój domowy kojarzy mi się z totalnym bezpieczeństwem. Nigdy nie miałem poczucia, że wracam do domu i boję się tego powrotu. Wyrosłem w rodzinie, która naprawdę całe swoje serce i siły wkładała w to, żebyśmy byli szczęśliwi i mieli dobre życie. Bywało oczywiście ciężko i mam świadomość, że wielu ludziom ciężko jest teraz. Ale życzyłbym sobie, żeby potrafili sobie radzić z przeciwnościami głową, nie pięścią.

Dawid Podsiadło, 09.12.2015 Palladium, Warszawa (fot. Rafał Nowakowski/ www.sportografia.pl)

Masz hejterów?

- Większość wiadomości, jakie dostaję, to sam pozytyw. Tym bardziej rzucają się w oczy te inne. Ciężko rozpoznać, czy to hejter, czy troll. Dostałem np. jakiś "spust", pisany z wciśniętym Caps Lockiem. Trudno, olać, idziemy dalej. Są też anonimowe komenty w sieci, na YouTube. No ale to jest np. jakiś frustrat, któremu zamiast pornola, który chciał obejrzeć, wyskakuje jakiś Podsiadło. No to pisze, że kto to jest ten Podsiadło, że słuchać się nie da, że psy jakieś biegają.

Właśnie, psy. Przed kim ucieka Forrest z twojej piosenki? Albo za kim goni?

- Ha, ha, to nieoczywiste, prawda? Główny moment w tym klipie to - przynajmniej ja to tak interpretuję - ten, gdy biegacz wybiegł z domu, by pozbyć się czegoś. Być może z poczucia winy, że znów coś popsuł i obudził się sam. Potem się okazuje, że nie jest sam. Końcówka to dla mnie moment, w którym udaje mu się trochę wybaczyć samemu sobie. I wraca do domu, gdzie okazuje się, że jest w stanie jeszcze próbować o coś dalej walczyć. Psy symbolizują różne problemy człowieka, które go ścigają i które udaje mu się zostawić na zewnątrz, za drzwiami.

Siedzą i czekają na trawniku przed domem. Trochę poszczekują nawet.

- Ale w środku, w domu, gdzie jest bohater i ta kobieta, psów nie ma. Czyli: "damy radę".

Teksty po polsku na płytę, bardzo osobiste, pisałeś - z wyjątkami - sam.

- To jest ekstra, bo właśnie o nie najbardziej się bałem. Zadziałały tak, że mogę na koncercie w dowolnym momencie przestać śpiewać "W dobrą stronę", a ludzie dalej śpiewają sami. To jest genialne. Z drugiej strony wydaje mi się, że jest duża grupa ludzi, którzy nie poświęcili czasu na to, by sprawdzić, o czym jest tekst, i odbierają ten utwór jako skoczną piosenkę.

Co się dziwisz? Wpada w ucho. Może znalazłeś swoją specjalność?

- Wydaje mi się, że tak. Przykro mi! Jestem tu trochę spaczony - lubię ładne piosenki. Potrafię się zachwycić piosenką, nawet jeżeli wiem, że jej aranżacja jest kiczowata, że to wszystko wisi na włosku, o krok od disco polo. Ale jeżeli jest w niej jakaś melodia, jeżeli jest ta moja ukochana piosenkowość, ładna kompozycja, do tego jakaś prawda, to to jest muzyka, to jest w porządku.

Dawid Podsiadło (fot. Daniel Kapusta)

Jaka piosenka zrobiła na tobie takie wrażenie, że "dostałeś nią w pysk" i stwierdziłeś: nigdy w życiu czegoś tak dobrego nie napiszę?

- Mam tak z tekstami Marysi Peszek. Nie wiem, czy nigdy czegoś takiego nie napiszę, bo jeszcze nie próbowałem. Myślę, że jestem jeszcze ciut za młody, i nie mam na tyle dobrego pojęcia o świecie, by ustawiać się w pozycji autorytetu i w tak ostry, definitywny sposób komentować rzeczywistość.

Pokora przez ciebie przemawia.

- Na razie nie czuję, że jestem w miejscu, w którym mógłbym mówić: "To jest OK, to jest nie OK". Mam swoje zdanie, ale wolę je trzymać w tajemnicy.

A miałem nadzieję, że mi je zdradzisz.

- Jeszcze wiele się muszę nauczyć, by mówić na głos takie ważne rzeczy.

Peszek pozwoliła sobie na porównanie przejawów nienawiści człowieka do człowieka w dzisiejszej Polsce do Holokaustu. Oberwała za to strasznie, i być może słusznie. A ty, choć dopuszczasz satysfakcję czerpaną z zemsty, to jednak mówisz, że jesteś pacyfistą, przeciwnikiem wojen i konfliktów, i nie lubisz używać słowa "nienawidzę".

- Tak. I chcę to mocno podkreślić.

To o tekstach. A kto zaśpiewał coś tak, że go podziwiasz?

- Sprawa prosta. Queen, "Don't Stop Me Now", gdzie Freddie Mercury robi piękny ornament wokalny (Dawid nuci). To jest taki moment, że po prostu... Kiedyś próbowałem to na zapętleniu sobie zaśpiewać. Sęk w tym, że ja... jeśli chodzi o czysto techniczne elementy mojego śpiewania, nie jestem świetnym wokalistą, robię dużo błędów. Na szczęście nie zawsze jest to aż tak ważne. Thom Yorke z Radiohead też robi błędy, a śpiewa tak, że trudno mi wyrazić słowami emocje, które odczuwam, jak go słyszę. No więc próbowałem wielokrotnie powtórzyć ten "spadek" Freddiego z "Don't Stop Me Now" i raz mi się udało. I to był taaaki moment! Pomyślałem: "Okej, jak poćwiczę, to się uda!".

Dawid Podsiadło (fot. Daniel Kapusta)

Na koncercie na Wembley z 1986 roku Mercury przekomarzał się z publicznością, każąc jej powtarzać po sobie coraz trudniejsze wokalizy. W końcu "nadał" niesamowicie trudny motyw. A 80 tysięcy ludzi bezbłędnie powtórzyło. On popatrzył przez chwilę na publiczność i rzucił ze śmiechem do mikrofonu: "Walcie się!". A ludzie jeszcze bili mu brawo.

- Charyzma. Po prostu. Niesamowita charyzma.

A ty, jako artysta, czujesz, że ją masz?

- Ooo, uważam, że bardzo dużo. (Dawid szeroko się uśmiecha) Ale ostatnio przeczytałem relację z naszego koncertu chyba w Gdańsku. Nie była negatywna, ale autor pisał m.in., że lider zespołu jest "kompletnie pozbawiony charyzmy", a sam zespół "ledwo rusza się na scenie".

To zabolało, bo chociaż ja w relacjach z drugim, nieznanym jeszcze człowiekiem odgrywam trochę neurotyczną postać, która trochę się jąka, trochę stęka, nie wie, co powiedzieć, to nie robię tego z premedytacją. Mam też dowody na to, że takie akcje bawią moich rozmówców. No więc muszę - w kontrze do tej recenzji - twardo powiedzieć, że tak, uważam się za charyzmatycznego gościa! (śmiech)

Mam nadzieję, że gdy śpiewam, to widać, ile wkładam w to serca i szczerości, że to nie jest tylko moja praca, choć tak ją czasem nazywam. Mam nadzieję, że jak śpiewam, to jestem charyzmatyczny.

Lubisz ludzi?

- Nie wiem.

Jak to?

- Mam świadomość, że musi być we mnie trochę narcyza - to jest niezbędne, żeby mieć odwagę i bezczelność wyjść do ludzi ze swoim przekazem, tekstami, piosenkami. Łapię się na tym, że chyba bardziej lubię to, że oni mnie lubią, niż to, że ja ich lubię. Komfortowo czuję się w Zielonej Górze, gdzie mam bliskich znajomych, ale trudniej mi poznawać nowych. Lubię oczywiście fanów, którzy przychodzą na moje koncerty - od razu jest powód, żeby poczuć do siebie wzajemną sympatię.

Dawid Podsiadło (fot. Michał Murawski/ishootmusic.eu)

Czego w ludziach nie lubisz?

- Jak ktoś ściemnia. Słowem, zachowaniem, sposobem bycia. Czy to w życiu prywatnym, czy w biznesie. Jak wyczuję albo dowiem się, że delikwent jest nieszczery, fałszywy, natychmiast tracę ochotę na jakąkolwiek interakcję czy współpracę.

A jak trzeba z kimś po prostu ubić interes? Przecież ty robisz w biznesie, show-biznes to biznes.

- Wiem, że biznes tego wymaga. Ale tego nie znoszę. Na szczęście mam teraz sprawny management. Mogę skupić się na tym, co wychodzi mi lepiej, czyli na muzyce. Mogę tylko grać.

Zdarzyło się, że nie chciałeś grać, a właśnie miałeś wyjść na scenę?

- Zdarzyło się. Kilka razy. Zwłaszcza jak są koncerty dzień po dniu, to się nie chce. Panowie, damy radę zagrać? Bo ja nie mam siły. Ale wszystko mija w sekundę...

...w tym momencie, gdy wychodzisz i widzisz tłum skandujący twoje imię?

- Wtedy wszystko staje się jasne. Że przecież to jest najfajniejsza rzecz na świecie i my właśnie po to tam jesteśmy tego wieczoru. I że życie jest ekstra.

Dawid Podsiadło. Piosenkarz, wokalista, lider zespołu Curly Heads, zwycięzca programu X-Factor, laureat Fryderyków i wielu innych nagród. Wydał dwie solowe płyty: "Comfort and Happiness" oraz "Annoyance and Disappointment" - pierwsza ma status diamentowej, druga - platynowej. Łącznie sprzedały się w nakładzie ponad 180 tys. egzemplarzy.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl, wcześniej w Dzienniku.pl i tygodniku "Newsweek". Rozmawiał m.in. z Richardem Bransonem, Benjaminem Barberem, Robertem Biedroniem i prezydentem Andrzejem Dudą. Prowadzi blogi Realpolitik i Szybciej, Wyżej, Dalej oraz bywa na Twitterze i na Instagramie . Gdy nie pracuje, chodzi po górach i robi zdjęcia.

(fot. Publio.pl)