Rozmowa
Krzysztof Piersa (fot. materiały prasowe)
Krzysztof Piersa (fot. materiały prasowe)

W co teraz grasz?

- Obecnie nie gram w żadną grę. Niedawno skończyłem "Fallout New Vegas" - męczyłem to przez dwa miesiące. Miałem do wyboru siłownię i keyboard, więc komputer poszedł w odstawkę. Wcześniej grałem w "Mass Effect", do tej gry wracam co jakiś czas.

Komputerowy ćpun z ciebie żaden. Dziś potrafisz spokojnie wybrać pomiędzy grą a innymi aktywnościami. Nie zawsze tak było.

- Kiedyś potrafiłem sobie powiedzieć, że: "w sumie to tak bardzo nie chce mi się iść na siłownię, na pewno jest za dużo ludzi, a w ogóle to mam zakwasy!". Dzisiaj nie mam już takiego problemu. Jeżeli mam coś zrobić, to po prostu to robię. Nie zaniedbuję codziennych obowiązków, mam wiele różnych zainteresowań. To różnica pomiędzy graczem-pasjonatem a graczem patologicznym, czyli ćpunem komputerowym. Osoba uzależniona zawsze szuka wymówki, aby pograć chwilę dłużej, aby uniknąć obowiązków.

Jakich wymówek używałeś najczęściej?

- Na pierwszym miejscu było: "szukam inspiracji". Przez wiele lat starałem się zostać pisarzem-beletrystą (cóż, do tej pory próbuję) i zawsze potrafiłem sobie wytłumaczyć, że gram, bo szukam motywacji, inspiracji do pisania opowiadań o wielkich herosach walczących z jeszcze większymi smokami.

Automatycznie szło za tym: "gram, bo lubię fantastykę". Gry to kawałek tego samego tortu, w którym znajdują się książki, filmy, komiksy, gry planszowe i wiele innych, które możemy podpiąć pod fantastykę. Kiedy się czyta jedną czy dwie książki rocznie, trudno jednak nazwać się fantastą, prawda?

No i oczywiście moje ulubione: "zamiast grać, mógłbym ćpać". Wielu graczy tak myśli. Jestem taki grzeczny, mądry i spokojny. Mógłbym w tym czasie marnować sobie życie na tysiące różnych sposobów. Narkotyki, alkohol, hazard, sekty, mafia i wiele innych. Jednak w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego

,

że jeżeli grasz osiem godzin dziennie, poświęcając tej czynności każdą wolną chwilę, to rezygnacja z tysiąca złych dróg nie czyni tej tysiąc pierwszej o wiele lepszą.

Krzysztof Piersa mówi, że uzależnienie od gier sprawiło, że stał się "komputerowym ćpunem" (fot. materiały prasowe) ()

Komuś z zewnątrz komputerowy nałóg może wydawać się niegroźny. Uzależnionych od alkoholu widujemy z rozbitymi głowami w rowach albo słyszymy o wypadkach drogowych, które spowodowali pijani. Czy rzeczywiście nałogowe granie jest niewinne?

- Ten nałóg nie jest oczywiście niewinny, choć mimo wszystko bywa bezpieczniejszy. Nie możemy z graczy robić jednostek patologicznych do granic, jak alkoholicy i narkomani. Uzależniony gracz zniszczy co najwyżej swoje życie, ewentualnie swoich bliskich, ale działa to na zasadzie niszczenia relacji i marnowania szans. Gracz pod wpływem gier nie rozbije samochodu, a żeby dalej grać, raczej nikogo nie okradnie ani nie zabije. Nałóg ten nie jest tak destrukcyjny i być może dlatego do tej pory pozostaje niezrozumiany.

W książce przedstawiasz historię znajomego, który nieomal dostał zawału podczas wielogodzinnego maratonu gry. Opisujesz również historie zawalenia studiów, rozpadu związków, zwolnień z pracy - wszystko spowodowane nałogową grą. Może brak spektakularnych dramatów - samobójstw i zabójstw - sprawia, że nie dostrzegamy wielu tragedii, które rozgrywają się w czterech ścianach przed ekranem?

- Tragedia nałogowego gracza jest niepozorna. Zaprzepaszczamy swoje talenty, tracimy szanse, które los nam zsyła. Jest to taka złudna nieszkodliwość, bo faktycznie na co dzień nie słyszymy o "spektakularnych końcach", jak to określiłeś. Większość dramatów rozgrywa się w najbliższym otoczeniu gracza, czasem tylko w jego głowie. Owszem, zdarzają się sytuacje, że ktoś z powodu nałogu komputerowego się zadłuża - są takie gry, jak WOW ["World of Warcraft" - przyp. red.], które wymagają miesięcznego opłacania abonamentu, ale to pojedyncze przypadki.

Nie jest to jednak absolut. W książce przedstawiłem też wiele przykładów, gdy gry komputerowe pomogły ukierunkować ludzi na niezwykłe rzeczy. To nie jest zła rozrywka, niszcząca życie. To ludzie potrafią podchodzić do niej w patologiczny sposób, grając zbyt dużo, zatracając się w tym. "Normalni gracze" nierzadko dzięki swojej pasji zostają wielkimi pisarzami, artystami, inżynierami. Miłośnicy gier często myślą w niezwykły, kreatywny sposób. Znam operatora dronów, który jest genialny w swoim fachu właśnie dlatego, że pasjonuje się grami komputerowymi. Dzięki nim świetnie czuje przestrzeń, a obsługę kontrolera ma w małym paluszku.

Granica pomiędzy pasją a uzależnieniem bywa cienka. Co sprawia, że z normalnego gracza stajemy się nałogowcami? Chęć zdobycia uznania w wirtualnym świecie, potrzeba odbicia sobie porażek w realnym życiu, łatwość i dostępność gier, czy po prostu nuda?

- Pasjonat wywiązuje się ze swoich obowiązków. Po prostu. Kiedy zawołamy nałogowca do pomocy, będzie się wymigiwał. "Nie mogę", "zaraz", "już idę", "nie mogę tego zatrzymać, to jest on-line", "moja drużyna mnie potrzebuje" - to tylko część odpowiedzi. Potrafi, grając, przesiedzieć cały weekend przed komputerem i nie czyni go to nałogowcem. To tak, jakby każdy z nas był alkoholikiem, bo upił się na imprezie. Po takim weekendzie maniak wraca do codziennych obowiązków, pracy czy nauki.

Nałogowiec będzie przepraszać za niezrobiony projekt, za niedokończone zadanie. Znajdzie tysiące wymówek, głównie brak czasu, choć cały dzień przesiedział przy swoim biurku. Często gracze decydują się na uzależniające gry, bo chcą być kimś. Chcą osiągnąć sukces. W końcu te wirtualne zwycięstwa stają się sensem ich istnienia. Pochłonięci grą nie zauważają, jak powoli oddalają się od realnego życia. Po pewnym czasie stają się samotnikami lub zamykają się w grupie podobnych sobie nerdów. Resztę ludzi zaczynają traktować z pogardą, bo przecież oni "nic nie rozumieją".

Uzależniony gracz popadając w nałóg izoluje się od bliskich, niszczy relacje w rodzinie i często marnuje swoje szanse na normalne życie (fot. Derek Mindler / Flickr.com / CC BY-SA 2.0) ()

Jakie gry są najbardziej wciągające i mogą najłatwiej uzależnić?

- Zdecydowanie gry MMORPG (Massive Multiplayer Online Role Playing Game), do których należą na przykład "World of Warcraft" czy "Star Wars: The Old Republic". Tworzymy w nich swojego avatara, idealną wersję siebie samych. Do wyboru mamy silnych wojowników, potężnych magów, druidów, szamanów. Te gry nie wymagają od nas żadnych umiejętności, wystarczy poświęcenie im odpowiedniej ilości

czasu, ewentualnie przeczytanie kilku artykułów w necie. Twórcy tych gier dbają, aby rozgrywka trwała w nieskończoność. Co jakiś czas wychodzą nowe dodatki pozwalające zdobyć jeszcze lepsze uzbrojenie i zmierzyć się z jeszcze trudniejszymi wrogami. I tak bez końca.

Groźne są również gry typu Multiplayer Online Battle Arena, czyli popularne, zwłaszcza wśród młodzieży szkolnej, "League of Legends" i "Defence of the Ancients". W praktyce klikamy myszką na tych samych planszach tymi samymi bohaterami. Gracze mają do wyboru dziesiątki herosów, ale i tak każdy ma 5-10 swoich ulubionych, którymi rozegrał setki meczów, wyglądających niemal identycznie. Gry tego typu są niezwykle szybkie, bardzo dużo dzieje się na ekranie. Ich plusem, w porównaniu z MMO, jest limit czasowy. Każdy mecz prędzej czy później musi się skończyć, więc możemy sobie powiedzieć: "gram jeden mecz i wracam do pracy". Co nie zawsze, niestety, musi być prawdą.

Ostatnim, choć nie najsłabszym przykładem są gry przeglądarkowe.

Ich główną cechą jest to, że nie możemy przegrać. Sadzimy rośliny, zarządzamy stacją kosmiczną albo średniowiecznym miastem. Zbieramy surowce, budujemy nowe miejsca. Czujemy satysfakcję z osiągniętego sukcesu. Do tego, jeżeli nagle się wylogujemy, bo akurat przechodzi szef, nic się nie stanie, bo postęp w grze jest tak znikomy, że nie odczuje ona naszego braku. Są to gry zbierające żniwo zwłaszcza wśród graczy pracujących.

Cechą wspólną tych gier jest niepisany przymus logowania się codziennie, czasami nawet o określonej godzinie. Wiąże się to ze specjalnymi nagrodami, loteriami, dziennymi losowaniami, rzeczami, których sami nie zdobędziemy. W ten sposób gra przyciąga nas przed monitor. Trudno o podobne przymuszenie choćby w "Mass Effect", "Elder Scroll: Skyrim" czy "God of War".

Najbardziej uzależniające są gry MMORPG (Massive Multiplayer Online Role Playing Game) (fot. Laurence Simon / Flickr.com / CC BY-SA 2.0) ()

Jak skutecznie walczyć z uzależnieniem?

- Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie problem. Samemu przed sobą. Czy chcemy grać, czy musimy. Jeżeli sami nie zdajemy sobie sprawy z uzależnienia, to żadna siła nas nie uświadomi, a co dopiero mówić o wyrwaniu się z nałogu. Osoby w naszym otoczeniu mogą nam pomóc, naprowadzić nas, żebyśmy zobaczyli problem, ale to od nas samych zależy, czy podejmiemy walkę. Dopiero później zaczyna się konkretne wychodzenie z uzależnienia, i nie jest to najłatwiejsze. Mnie samemu zajęło to długie lata. Na pewno pomoże całkowita abstynencja od gier, zerwanie z toksycznymi znajomościami, poszukanie zajmującego czas hobby lub rozwijanie dotychczasowych pasji, na które nie mieliśmy czasu.

Podam przykład. Zajmowałem się modelarstwem praktycznie przez 12 lat, ale bez większych sukcesów. Spychałem swoje hobby na dalszy plan, na rzecz komputera. Gdy przestałem nałogowo grać, o wiele więcej czasu poświęcałem modelarstwu. Z każdą pomalowaną figurką byłem coraz lepszy. W końcu pomyślałem, że warto wziąć udział w zawodach modelarskich i... wygrałem! Dostałem wyróżnienie, koledzy modelarze bili mi brawo. To nie były jakieś prestiżowe zawody. Raptem lokalne - olsztyńskie, ale nigdy wcześniej nie czułem się tak wspaniale, żadna gra nie dała mi tego poczucia realnie spełnianych marzeń.

Uświadomienie sobie problemu bywa bardzo trudne. Może potrzebne jest wsparcie innych? Jak otoczenie i bliscy mogą pomóc uzależnionym?

- Wskazać uzależnionemu rzeczy o wiele istotniejsze niż siedzenie przed komputerem przez wiele godzin dziennie. Porozmawiać z nim i zapewnić mu wsparcie. Bardzo często nałogowi gracze mają zaburzoną interakcję ze społeczeństwem. Nie wiedzą, jak załatwia się podstawowe rzeczy, gdzie płaci się rachunki, jak robi się zakupy, jak rozmawiać z innymi. Tu pojawiają się znajomi, którzy mogą i powinni służyć pomocą. Mogą na przykład zainteresować sportem, który sami uprawiają.

Ważne jest, by nie potępiać gracza i nie szydzić z niego. Bardzo często otoczenie uzależnionego tak robi. "Wreszcie zostawiłeś ten komputer", "ogarnąłbyś się", albo: "skończysz jako stara panna". Takie teksty naprawdę nie pomagają, wzmagają wręcz u gracza poczucie alienacji i potrzebę ucieczki w wirtualny świat.

Nie ma jednego idealnego schematu, jak wyjść z uzależnienia, bo różni ludzie są mniej lub bardziej wciągnięci w nałóg. Dużo też zależy od wieku osoby uzależnionej. Inaczej będzie wychodzić z uzależnienia dorosły, a inaczej dziecko.

Przymus abstynencji może być konieczny u dziecka, które nie jest do końca świadome, co jest dla niego dobre, a co złe. Rodzice powinni pilnować, czy i jak długo siedzi przed komputerem, tak jak kontrolują, czy pije alkohol lub bierze narkotyki. Trzeba też interesować się tym, w co gra dzieciak. Powiedzieć "gra na komputerze" to jak "ogląda telewizję", a przecież w komputerze dziecko może znaleźć zarówno program edukacyjny, jak i film pornograficzny.

Czasami możemy bardzo późno uświadomić sobie problem. Na przykład gdy jesteśmy dorośli, mamy 30 lat, kiepską pracę, wciąż mieszkamy u rodziców, a znajomych widujemy na Facebooku. Jednak nawet wtedy nie jest za późno na zmianę.

Gracze decydują się na uzależniające gry, bo chcą osiągnąć sukces (fot. Glnny / Flickr.com / CC BY-SA 2.0) ()

Jak wyglądała twoja droga z nałogu do wolności?

- Była długa i wyboista. Przez gry cierpiały moje kontakty z otoczeniem. W pewnym momencie zauważyłem, że nie mam kumpli, unikam imprez, potrafię gadać tylko o graniu. Na szczęście na studiach poznałem niezwykłego człowieka. Tak jak ja grał na komputerze, ale mimo to miał świetne kontakty z ludźmi, dobrze się ubierał i można było na niego liczyć. Widząc go, zawsze myślałem: "chcę być taki jak on". Zacząłem z nim rozmawiać i obserwować go. Dzięki niemu wpadłem w wir zajęć dodatkowych. Zacząłem stopniowo rezygnować z gry na rzecz innych zajęć. Nurkowałem, chodziłem na siłownię, nawet na chór akademicki. Pisałem opowiadania. Nie było żadnego magicznego momentu, odchodziłem od nałogu krok po kroku.

Twoja książka to osobista spowiedź, czy raczej poradnik dla uzależnionych?

- Zdecydowanie poradnik dla uzależnionych. Chciałem uniknąć wypisywania tekstów na swój temat w stylu: "patrzcie na mnie, byłem uzależniony od komputera". Opisałem swój przykład, żeby każdy, kto sięgnie po książkę wiedział, że nie mówi do niego laik, tylko ktoś, kto faktycznie siedzi w temacie. Mimo to, pisząc rozdział o sobie, kiedy przypomniałem sobie te wszystkie lata, było to coś w rodzaju spowiedzi, czy może raczej pogodzenia się ze sobą.

Cieszy mnie jednak, że nałogowe granie to zamknięty rozdział mojego życia i każdego dnia mogę podziwiać postępy, jakie zrobiłem. Widzę, kim byłem kiedyś, a kim jestem teraz.

Książka to dla mnie argument w dyskusji. Codziennie ścieram się z graczami i młodzieżą na spotkaniach autorskich i debatach internetowych. Kiedy ktoś mówi, że gry nie mają negatywnego wpływu na ludzi, mogę śmiało powiedzieć, że to nieprawda. W moim życiu właśnie tak było, a skoro było tak w moim przypadku, to znaczy, że jest to możliwe.

Chciałbym poprzez książkę pokazać ludziom, że można mieć wspaniałe życie i być graczem jednocześnie. Być graczem i być ekstrawertykiem. Być graczem i mieć dobrą sylwetkę. Wiele stereotypów o graczach pokutuje w społeczeństwie i mam zamiar z nimi walczyć. Tak jak mnie pomógł kolega na studiach - mój "osobisty bohater", jak określiłem go w książce - tak teraz ja chcę pomóc innym, którzy szukają ratunku.

Książka "Komputerowy ćpun" jest dostępna w formie e-booka w Publio.pl

Krzysztof Piersa, "Komputerowy ćpun" (fot. materiały prasowe) ()

Krzysztof Piersa . Dziennikarz telewizyjny i internetowy. Operator kamery i drona. Pasjonat fantastyki, modelarstwa, filmów science fiction i sportów sylwetkowych. Autor pierwszego w Polsce poradnika dotyczącego uzależnienia od komputera.

Rafał Pikuła . Promotor kultury, copywriter i dziennikarz. Publikował m.in. w "Polityce", "Przeglądzie", Newsweek.pl. Włóczy się po świecie zbierając ciekawe opowieści. Chętnie napiłby się z Wieniediktem Jerofiejewem, Bohumilem Hrabalem i Thomasem Mannem.