Miałeś wylew. Tydzień temu wyszedłeś ze szpitala. Jak się czujesz?*
- Świetnie. Lepiej niż przed wylewem. Dużo się przez ten krótki czas zmieniło.
I gdzie teraz jesteś?
- Mniej więcej w połowie zaliczki.
Przy naszej pierwszej książce całą zaliczkę wydałeś jeszcze przed pierwszą rozmową. I dług zdążyłeś zaciągnąć.
- Też jestem w szoku! Odkąd nie wciągam kokainy, mam tyle pieniędzy, że nawet portfel sobie kupiłem.
Ale najpierw opowiedz, co ci się właściwie stało.
- Miałem wypadek rowerowy. Stłukłem nogę i rękę, ale byłem w kasku. Nie mogłem ruszać przegubem i palcami ręki, ale w głowę się nie uderzyłem. Tymczasem tylko ona mnie bolała. I to tak, że wyłem. Drugiego dnia zemdlałem z bólu.
(...)
Ale do szpitala jechać nie chciałeś...
- Bo ja nie lubię szpitali. Od zawsze bałem się, że jak już pojadę do szpitala na badania, to w nim zostanę. Co się zresztą sprawdziło. Słabo pamiętam, co działo się potem.
Na SOR-ze miałeś świetny humor. Wszystkich zabawiałeś. Jedna pani, która czekała z córką w kolejce na badania, popłakała się ze śmiechu, kiedy tablicę informującą o objawach wylewu wziąłeś za plakat wyborczy SLD.
- Tak, to pamiętam. I jeszcze zastrzyk w tyłek - strasznie bolał.
(...)
Zrobiłeś się jakiś taki... poważny?
Zastanawiałeś się nad tym, co będzie?
- Pamiętam noc przed operacją. Zastanawiałem się wtedy, jak to jest - otwierają ci czaszkę i wpada tam powietrze. A potem ją zamykają. I co się dzieje z tym powietrzem zamkniętym pod czaszką?!
Wielu ateistów w takim momencie zaczyna szukać wyjścia awaryjnego. Że może jednak coś jest po śmierci. Że może jednak Bóg jest.
- Nie miałem takich myśli. I żartowałem sobie z księdza, który uparcie chciał mnie wyspowiadać przed operacją. Myślałem sobie, że najwyżej się nie obudzę. Że to w sumie nie jest takie straszne - po prostu mnie nie będzie.
Nie wierzę. Nie bałeś się?
- Bałem się potwornie. Że obudzę się nie do końca sprawny. Było olbrzymie ryzyko, że tak właśnie będzie. Pierwsze, co pamiętam po operacji to lekarz, który każe mi dotknąć palcem nosa. Wykonałem to zadanie bezbłędnie i byłem z siebie niebywale dumny. Jak uczeń - siadaj, pięć. Potem było trudniejsze zadanie: piętą lewej nogi dotknąć kolana prawej, liczenie w przód i w tył. Kiedy to też się udało, odetchnąłem. Uznałem, że umysł i mechanika działają.
Czyli jednak masz w życiu szczęście.
- Mam! Po operacji dowiedziałem się, jak blisko byłem śmierci. Połowa ludzi umiera podczas takiego wylewu. Szok. Dwie kulki - czarna i biała. Wyciągaj z woreczka! (...) A ja przeżyłem i znów jestem kompletnie zdrowy. Nie ćpam. Pogodziłem się z rodziną. Nagle doceniłem wartość, jaką jest posiadanie bliskich - rodziny i przyjaciół. Ogromna liczba pozytywnych rzeczy się dzięki temu wylewowi wydarzyła.
(...)
Czy zdarzały ci się momenty zwątpienia w to, że Boga nie ma?
W szpitalu miałeś poczucie, że jesteś uprzywilejowany - znany rysownik etc.?
- Trudno powiedzieć. Po operacji przewieźli mnie ze szpitala MSW na oddział pooperacyjny do szpitala na Solcu. Było tam dość koszmarnie, ale nie mogę powiedzieć, że było źle. Wszyscy, którzy mnie tam odwiedzali, strasznie na ten szpital narzekają, ale ja się szybko do tego przyzwyczaiłem. Pielęgniarki były oschłe i ostre, ale - może to dziwnie zabrzmi - ich zachowanie wydawało mi się właściwe. Pacjenci są nieznośni. Ich rodziny też. Na tej samej zasadzie zrozumiałem surowość nauczycieli, kiedy w liceum miałem poprowadzić jedną lekcję.
(...)
Byłeś trudnym pacjentem...
- Z perspektywy pielęgniarek na pewno. Chociaż nie byłem upierdliwy, starałem się nie naciskać tego alarmowego dzwoneczka, nie zawracać im sobą głowy. Ciągle myślałem tylko o tym, żeby stamtąd uciec. I uciekałem. Raz policja mnie nawet szukała, jak pojechałem do domu wykąpać się w wannie. Przerażająca była szpitalna hierarchiczność. Niższe rangą pielęgniarki boją się tych wyższych rangą, młodsi lekarze boją się profesorów, a pacjent jest oczywiście gdzieś na szarym końcu tego łańcucha. Trochę jak w więzieniu - trzeba sobie wypracować miejsce, zawalczyć o szacunek. I chyba mi się udało. Nawet bym poszedł teraz do nich, przyniósł jakieś czekoladki, ale na samą myśl, że miałbym tam znowu wejść, ciarki przechodzą mi po plecach. Boję się, że znowu mnie nie wypuszczą.
Pamiętasz tę scenę z "Wszyscy mówią: kocham cię" Woody'ego Allena, kiedy okazuje się, że syn głównych bohaterów po operacji tętniaka zmienia kompletnie orientację polityczną? Przed operacją był czarną owcą, republikaninem w rodzinie demokratów, po operacji - demokratą do potęgi.
- Pamiętam. Pytasz, czy boję się, że mnie też ta operacja jakoś zmieniła? No jasne, że się boję. I widzę w sobie zmiany. Nie chce mi się pracować, znowu - po kilkunastu latach - stałem się miłośnikiem wychodzenia z domu, łażenia po mieście, strojenia się. Zrobiłem się trochę taki, jaki byłem przed laty. Ale to chyba normalne, nie mam już w domu takich pasjonujących zajęć, jakie miałem kiedyś.
Czyli jakich?
- Nie ćpam. Bardzo za tym tęsknię, ale wiem, że było, minęło. Pogodziłem się z tym. To takie uczucie, jak rozstanie z kimś bliskim - jest tęsknota, ale trzeba sobie powiedzieć: trudno, powrotu nie będzie.
Gdybyś dostał od prezydenta Dudy order - poszedłbyś go odebrać?
To wróćmy do pytania o to, gdzie teraz jesteś?
- Jestem na trudnym etapie po rozstaniu. Jest smutek, ale też pogodzenie się z losem i nadzieja na nowe. Po wyjściu ze szpitala byłem już na dwóch imprezach, widziałem wysypaną kreskę, palono przy mnie jointy, pito przy mnie wino i wódkę, i dałem radę. Tęsknota za kokainą w końcu minie i może pojawi się jakaś nowa pasja? Nie mogę się już doczekać.
Chciałbyś teraz zachorować na jakąś niegroźną chorobę, na którą lekarstwem jest medyczna marihuana?
Bałeś się, że wylew, a potem operacja na otwartym mózgu mogą uszkodzić ci talent?
- Byłem tym przerażony. I nadal jestem. Bo nie mogę, nie potrafię wrócić do pracy. Po wyjściu ze szpitala niczego jeszcze nie narysowałem. Ciągle jadę na tym, że wszyscy mnie zapewniają, że jeszcze nie muszę. Wielokrotnie już próbowałem sobie powiedzieć: "Dzisiaj wracasz do pracy", ale nic z tego. Po prostu nie wiem, co narysować. Nic nie wydaje mi się godne pierwszego rysunku.
Może po prostu boisz się tego pierwszego rysunku? Że musisz nim udowodnić, że na trzeźwo potrafisz rysować co najmniej tak samo śmiesznie, jak naćpany?
- Na pewno. Zdaję sobie sprawę, że ludzie uważają, że połowa mojego sukcesu wynika z tego, że wspomagam się różnymi substancjami. Poza tym muszę udowodnić, że mimo wylewu mózg mi działa jak dawniej.
A jeśli okaże się, że na trzeźwo już nie potrafisz? Co wtedy?
- Wtedy wrócę do ćpania. Nawet kosztem życia.
***
* Rozmowa została przeprowadzona w lipcu. Marek Raczkowski odbył odwyk i znowu rysuje.
Poprzednią książkę Marka Raczkowskiego i Magdaleny Żakowskiej, pt. "Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki", można kupić w Publio.pl
Marek Raczkowski . Artysta plastyk, rysownik, od 2003 roku związany z tygodnikiem "Przekrój". Pochodzi z artystycznej rodziny. Po studiach na Wydziale Architektury Wnętrz warszawskiej ASP zajmował się malarstwem oraz scenografią. W 1992 roku zadebiutował jako rysownik w "Obserwatorze Codziennym". Współpracował z "Życiem", "Polityką", "Zwierciadłem" oraz portalem "Gazeta.pl". Jest laureatem nagrody Grand Press 2003 w kategorii publicystyka, oraz nagrody Fundacji Kultury Polskiej przyznanej mu w 2004 przez Sławomira Mrożka. W 2013 roku opublikowany został wywiad rzeka Magdy Żakowskiej z Markiem Raczkowskim pod tytułem "Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki". Jego kontynuacja - "Książka, która napisałem, żeby mieć na odwyk" - ukazała się w 2015 roku.
Magdalena Żakowska (ur. 1978). Dziennikarka. Pracowała m.in. w "Dzienniku", Radiu Roxy i magazynie "Duży Format" w "Gazecie Wyborczej". Obecnie związana z miesięcznikiem "Uroda Życia". Wspólnie z Markiem Raczkowskim napisała "Książkę, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki" i "Książkę, którą napisałem, żeby mieć na odwyk". Prywatnie mama 8-letniego Stefana i biegaczka.