Praca nad "Chemią" na pewno nie była dla ciebie łatwa. To fabuła, ale inspirowana twoim życiem.
- Emocje były, oczywiście. Znana już jest historia, że po scenie z goleniem głowy Lenie, głównej bohaterce filmu, dostałem nagle 41 stopni gorączki. Padłem po prostu, wycięło mnie totalnie. Ja też goliłem Magdzie głowę... Cały czas jeszcze dochodzę do siebie, jeszcze ten kubeł pomyj przeze mnie przeleci i już w listopadzie będzie spokój. Odpocznę, pogodzę się ze wszystkim.
Jaki kubeł pomyj? Masz na myśli komentarze, że chciałeś zarobić na śmierci żony? Wypłynąć?
- Wiadomo. "Robi karierę na śmierci żony", "Dużo mówi o kasie". Wiesz, te pozytywne recenzje w zagranicznych mediach to dlatego, że ja jestem Żydem. Że kasa. Parę osób już ma do mnie jakieś pretensje, a jeszcze nie widziały filmu.
Nie mów, że to na ciebie działa.
- Momentami działa, tylko wiesz, ja już przeżyłem swoje trzy lata temu i trochę mnie to zahartowało. Za mną stoi jakaś prawda. Moja prawda. Ja wiem, z jakich pobudek zrobiłem ten film, wiem, jak mi było na planie, z jakimi ludźmi to kręciłem. Kompletnie się tego nie wstydzę i jestem zadowolony z zespołu, który udało mi się zgromadzić, i z filmu, który powstał. Jest szczery, a ja na razie nie przytuliłem jeszcze ani złotówki. Pieniądze wydano uczciwie, niczego nie mam pochowanego na kontach, jak to czasem bywa w polskich produkcjach.
Po zarzutach, że po śmierci Magdy za szybko wszedłeś w nowy związek, pojawią się być może zarzuty, że za szybko zrobiłeś ten film.
- Ja mam 43 lata, na co mam czekać? Wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Film powstał wtedy, kiedy miał powstać. Zrobiłem go w jedynym właściwym i słusznym momencie.
To jakaś forma zamknięcia tego rozdziału w twoim życiu?
- Nie myślałem o tym w ten sposób, nie było to moim celem. Po odejściu Magdy przez dwa lata chodziłem na terapię. Rozpoznano u mnie schorzenia psychiczne związane z silnym stresem porównywalnym do tego, jaki mają żołnierze wracający z misji. Zresztą główny bohater mówi w filmie: - To jest rak, a my z nim mamy wojnę .
Jednak... na samym końcu mojej pracy okazało się, że film coś zamknął. Czuję to. Domyka pewną dekadę. Pewna paczka zostaje zapakowana i odłożona na bok. Pewien skoroszyt, w którym są albumy, zdjęcia i wspomnienia, zapiski, wnioski, przemyślenia i emocje, wędruje na półkę. I on tam będzie sobie leżał.
Ale będzie pod ręką.
- Tak. Jak będę chciał z niego skorzystać, to po niego sięgnę. Relacja z kobietą, dziecko, seks, ból, brak... Wszystko tam jest. Ale czy to forma terapii? Nie. Terapię, tak jak powiedziałem, odbyłem z profesjonalistą. Ale film na pewno był dla mnie pewnego rodzaju uwolnieniem. Chociażby takim, że jak następnym razem się spotkamy i będziemy rozmawiali o moim kolejnym projekcie, to nie będzie on już dotyczył tak bolesnych sytuacji, jak odchodzenie i śmierć. Tylko może bardziej przyszłości.
"Żyj tak, jakby nie było jutra", prawda?
- Tak jest. No bo jutra nie ma. Nie wiemy, co nas może spotkać. Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz mu o swoich planach. Oczywiście plany i marzenia trzeba mieć, ale życie i tak ułoży się po swojemu. Ale wiesz, trzeba oczekiwać dobrego, bo jeśli oczekujesz złego, to zło przyjdzie. Ciesz się na to, co ma być. Ja w ogóle uważam, że do tych myśli o przyszłości nie można się przywiązywać za bardzo.
O tym, między innymi, jest twój film. Ale obalasz w nim też tabu. Pokazujesz, że chory jest zazwyczaj traktowany przez otoczenie jak święty.
- Dość mocno to podkreślam, ale tak naprawdę jest - osoba chora ma odrobinę łatwiej. Ma jasny rozkład dnia, ma zadanie: wyzdrowieć, przeżyć, wygrać. I wiele rzeczy zostaje temu podporządkowane. Niemal wszystko, jeśli to jest choroba ciężka, terminalna. Podporządkowany jest też świat wokół niej, otoczenie zresztą na to pozwala. Wiemy, że chemioterapia poraża centralny układ nerwowy i powoduje zmianę osobowości. Ale mówiąc o cierpieniu chorego, zapominamy, że osoba współtowarzysząca również ma serce, emocje, swoje życie i też ją coś może boleć. I jeżeli doskwiera jej coś fizycznie, to chory nie powinien mówić: - Co ty wiesz o bólu, mnie to dopiero boli . Każdy ma swój próg wytrzymałości i każdy ma swoje doświadczenia, które są bolesne.
Często porównuję to do wielkiego słonia, który wypełnia sobą przestrzeń. Osoba chora też ją wypełnia. W pokoju, a nawet w całym mieszkaniu. Nie ma takiej możliwości, że jak się obróci, to kogoś nie nadepnie, nie potrąci, nie przygniecie, czegoś nie stłucze. A z drugiej strony jest tak, że osobie współtowarzyszącej trudno jest postawić granicę. Powiedzieć: - Kurczę, a ja? Ja też czuję, też pragnę, też żyję. No k***a mać, to jest moje życie.
Chcesz się śmiać, być zadowolonym. Mówisz: - Spójrz na mnie, przytul mnie, daj mi odrobinę ciepła. Przecież ja też żyję, rok za rokiem mi mija. Jestem z tobą, więc daj mi odrobinę wdzięczności . To nie jest egoizm. Każdy potrzebuje ludzkich odruchów, jakiejś wymiany. A osoba chora wchłania wszystko, bez opamiętania. Ma do tego prawo, bo ją boli, bo cierpi, bo może umrze. Ale dlaczego w tej sytuacji nie otworzyć się na innych? To jej decyzja, do czego wykorzystuje cierpienie. Czy tylko do pogrążania się w żalu, smutku i złości.
Nie chcę odnosić tego wyłącznie do swoich doświadczeń, ale... Bywało tak, nawet nieświadomie, nieintencjonalnie, że pojawiała się u Magdy złość, że ja jestem zdrowy. To był rodzaj wyżywania się. A jak na przykład byłem słaby i zemdlałem, to usłyszałem, że próbuję na siebie zwrócić uwagę. To są ciężkie relacje.
O których nie boisz się opowiadać w "Chemii". To szczery obraz.
- Szczery, ale nie do bólu. Subtelny zarazem. Nie jest psychologicznym gwałtem na odbiorcach. Gdybym pokazał wszystko, nie byłoby żadnej przestrzeni dla widza. Jednego wzrusza Lena, drugiego Benek. A jeszcze kogoś ich córka. Po projekcji podszedł do mnie chłopak. Płakał. - Mnie też tak odchodził ojciec - powiedział.
Pod koniec Lena i Bolek jedzą razem ostatnią kolację. Uroczystą, z winem. Wy z Magdą taką zjedliście?
- Nie. My się nie pożegnaliśmy. Magda nie brała pod uwagę tego, że umrze. Nie przygotowała siebie, mnie, Leosia...
Tak nie jest lepiej?
- Jak się jest chorym przez kilka lat? Nie. Lepiej powiedzieć: - Odchodzę. Nie martw się. Wiem, że zostajesz z dzieckiem, że będzie ci cholernie ciężko, ale dziękuję za ten czas . Wyjąć z tego ciężkiego plecaka, który zostaje dla tej drugiej osoby do dźwigania, parę kamieni: - Weź się zakochaj szybko. Życie jest krótkie, stary. Dziecko będzie potrzebowało rodziny. Nie żyj w tej żałobie, ona jest niepotrzebna. Grób jest tylko jakimś symbolem, nie przychodź za często. Ja i tak będę w naszym dziecku, w pamięci tych lat. Zapal świeczkę raz na jakiś czas albo sobie o mnie pomyśl. Ale bądź wolny i szczęśliwy...
Wiesz, to jest najwyższy poziom pogodzenia się i akceptacji. Nie zostawia się bliskich w żalu, który i tak będzie.
Ale jak się jest z kimś bardzo blisko, to się to wszystko chyba wie?
- Wcale nie. Dopóki pewne rzeczy nie zostaną powiedziane, to ich nie ma. Partner nie zawsze musi wiedzieć, co siedzi ci w środku. To jest właśnie powód nieporozumień w różnych relacjach. - Myślałam, że ty wiesz... . No nie wiem. - A dlaczego mi nie mówisz, że jestem piękna? - No bo jesteś . - Ale ja chcę, żebyś mi to przypominał chociaż raz dziennie. - Aha, to trzeba było mi powiedzieć . - Ja myślałam, że ty wiesz, że ja potrzebuję . - Nie wiem. - Aha.
Wiesz, mamy w głowach wiele rzeczy. Ale dopóki ta energia nie wyjdzie w świat, to jej nie ma. Nie możemy się domagać od partnera, żeby czytał w naszych myślach.
Jest w tobie jakiś żal o słowa, które nie padły...
- Staram się nie mieć żalu. Padło bardzo dużo okropnych słów i bardzo dużo takich, które nie padły, a mogłyby paść.
Gdybym potrafił wtedy żyć inaczej, tobym żył. Bo chciałbym żyć dobrze. Gdyby Magda potrafiła się dobrze zachować, toby się pewnie zachowała. Gdybanie o przeszłości dla mnie nie istnieje, bo tego już nie ma.
Ile twoim zdaniem powinna trwać żałoba?
- To jest osobnicze. Szykując się do czyjegoś odejścia, można tę żałobę zacząć przeżywać dużo wcześniej. Pożegnać tę osobę w sobie. Mojej koleżance po długiej chorobie umarła mama. Zapytałem: - Co czujesz? Odpowiedziała: - Tak szczerze? Ulgę. Już jej ostatnio tak było mało w niej. No bo co to jest żałoba? Żal po stracie. U kogoś trwa tyle, a u kogoś tyle.
A z drugiej strony, żałoba może być wymówką. - Nie mogę się cieszyć, bo jestem w żałobie - mówi ktoś, kto w żałobę ucieka. Ale małe dziecko, które żyje z takim smutnym ojcem, mówi: - Tato, ale moje dzieciństwo jest teraz. Chcę, żeby było dobre. Elementem szczęśliwego dzieciństwa mojego syna, który ma teraz 8 lat, jest w miarę szczęśliwy ojciec. Ja jestem jego najbliższym światem i dobrostanem. Jeżeli ten dobrostan jest, to jego świat będzie miał zupełnie inną jakość.
Rozmawiacie o Magdzie?
- Codziennie się pojawia, że coś było wtedy, kiedy żyła mama . To też jest rzeczywistość. Na przykład w Dzień Matki, kiedy pani w szkole daje mu wierszyk o mamie. Mówię: - Czy pani zwariowała? Przecież on się z tym konfrontuje, słyszy: - Mama, o mamie, dla mamy . Wie, że jego mama jest w niebie, rysuje ją, ma zdjęcia, chodzimy czasami na grób. No i tyle.
Chcieliście zrobić ten film razem z Magdą.
- Dawno temu, jak żyła Magda, powstał pierwszy scenariusz. To było, kiedy ruszała fundacja Rak'n'Roll, i pomyślałem wtedy, że dobrze byłoby zrobić film, który obrazowałby ideę rak'n'rolla. Ja przede wszystkim chciałem zrobić film jako film, a przy okazji opowiedzieć o nowotworze, o ciąży, o chemioterapii. Pozytywny, ale i emocjonalny. Taki, który zmienia klasyczne pojmowanie choroby, wyciąga chorego, kobietę z marginesu. I pojawił się pomysł na "Chemię". Chemia jako chemioterapia i chemia jako uczucie między dwojgiem ludzi. Śmieszne, bo ta dwuznaczność nie przekłada się na angielski.
Na początku sam pisałem scenariusz, i to było słabe. Bo ja nie jestem scenarzystą, nie potrafię konstruować historii słowem, umiem je realizować. Potem Magda bardzo chorowała, odchodziła. Trwała walka o jej życie, nie było przestrzeni, by nakręcić film. Gdy odeszła, pojawiła się przestrzeń na inne rzeczy. W sensie życiowym i artystycznym.
Co masz na myśli?
- Osoba chora zajmuje sobą bardzo dużo przestrzeni. Zwłaszcza chora terminalnie, z takim ciężkim schorzeniem, jakim jest nowotwór. Ze świadomością odchodzenia.
Twojej żonie podobałby się ten film?
- Nie mam zielonego pojęcia, co by o nim powiedziała. I wiesz, nawet się do tego w ten sposób nie odnoszę. Nie chciałbym się nad tym zastanawiać. Co by było, gdyby... To nie jest moja natura. Nawet nie w relacji Magda vs. film, tylko w ogóle. Staram się nie patrzeć za bardzo w przeszłość. Oczywiście mam świadomość pewnych rzeczy, wyciągam wnioski, ale żyję raczej tu i teraz. Żale przeszłości strasznie mnie obciążają. Myślę sobie, że żale, które są zakotwiczone w przeszłości, i lęki związane z przyszłością zabijają teraźniejszość.
Chcesz, żebym ci szczerze powiedział, co myślę? Wydaje mi się, że jej by się nie podobało, bo Lena umiera. A Magda nie chciała umrzeć, w ogóle nie miała takiej opcji w głowie. Najmniejszej. Nie przygotowała na swoje odejście ani siebie, ani mnie, ani syna, ani otoczenia.
I dlatego to nie jest film o śmierci. To film o życiu.
- Zdecydowanie to film o życiu. A Lena jest osobą silną, kolorową i buńczuczną. Czasami wręcz arogancką. Niewątpliwie silną i dumną.
A ile w Benku jest ciebie? Trywializując, jesteś podobnie jak on ubrany.
- Tak, mam na sobie jego spodnie, zobacz! Te, w których chodzi przez cały film. Mam też na sobie dres, który Tomasz Schuchardt nosił na planie, a może odwrotnie, ja mam dres Benka. Wygodny jest. Ile w Benku jest mnie? Odpowiem wymijająco - nie mam pojęcia. Absolutnie nie konstruowałem Benka na swój wzór i podobieństwo, choć oczywiście wykorzystałem swoje życiowe doświadczenia w pracy z aktorem. Benek jest postacią niezależną, stworzoną przez scenarzystkę, ale... Jest wierzący, wierzący totemowo. Wierzący w taki sposób latynoski, zewnętrzny, w taki, jak ja wierzę. On ma uwielbienie Matki Boskiej, ja też. Mam wytatuowane Matki Boskie wszędzie na ciele.
Benek pracuje w szeroko pojętej branży show-biznesowej, związanej z obrazami. No tak, to się trochę łączy. Ale on żyje swoim własnym życiem, nie moim, zapisanym na kartach scenariusza. Dziwne byłoby, gdyby reżyser nie korzystał ze swoich doświadczeń czy spostrzeżeń. Nawet jak robimy komedię romantyczną, to szukamy własnych punktów odniesień. Żeby coś zbudować. Żeby opowiedzieć o jakiejś emocji, którą się zna.
Żal mi tego Benka. Silny facet, ale czasem puszczają mu nerwy...
- On jest prawdziwy. I to jest chyba w nim najważniejsze, że on nigdy nie udaje. Jak nie wie, to nie wie. Jak jest zagubiony, to jest zagubiony, jak go boli, to krzyczy. Jak kocha, to całym sobą. Ma też fajną relację z dzieckiem, co Lenie nie do końca wychodzi. Nawet jak pije, to pije przy córce. Zasypia przy dziecku. Nie udaje. Dziecko ma obraz prawdziwego ojca. Nie ma udawania: - Nieee, tatuś nie pije . Nie jest tak, jak w niektórych domach, że ojciec się upija i udaje przed dzieckiem, że się zatruł sałatką.
Jesteś za tym, by nie udawać przed dziećmi?
- To jedyny właściwy sposób, w jaki możemy wychowywać drugą osobę. Ja nie mogę udawać, że jestem lepszy, inny. Popełniam błędy, podejmuję decyzje czasami dobre, a czasami złe. Nieraz się zdenerwuję, przeklnę albo zaśpię i się spóźnię. Jestem prawdziwy i to staram się przekazać moim dzieciom. A nawet nie przekazać, bo one to same widzą, chłoną.
Oczywiście nie można dziecka zawstydzać sobą. To nie jest tak, że ja się w niczym nie ograniczam. No ale też nie robię nic tak strasznego, żebym musiał oszukiwać. Że powiem czasem k***a albo ja pie***lę ? A nie jest hipokryzją, kiedy rodzic powie czasem k***a , po czym kiedy dziecko powie to samo, rodzic jest oburzony, że to nieładnie? Jemu wolno, bo jest dorosły? Nie. Wystarczy powiedzieć: - Przepraszam, to brzydki wyraz, wyrwało mi się .
Nie mieliście wątpliwości, że Magda mimo choroby powinna urodzić?
- Nie, to muszę Magdzie oddać. Było klik i ja to dziecko urodzę . Coś takiego stało się w jej głowie. Mówiła: - Będę walczyć . A wcześniej mawiała: - Pie***lę to, nie chcę się leczyć, chcę umrzeć. Nie chcę mieć uciętych piersi, nie chcę umierać, jak umierali moi rodzice. Pożyję sobie dwa lata po kokardkę i tyle. Pojawia się dziecko i nagle się zmienia. Nie wiem jak. Zagadka tkwi w ciele i psychice kobiety.
Czasem jak chora na nowotwór kobieta jest w ciąży, jej organizm się mobilizuje do życia. To strasznie pomaga. Użyję brzydkiego słowa - jest "zaprogramowany". Organizm kobiety jest tak zaprogramowany przez hormony, żeby od urodzenia dziecka przeżyć pięć lat, żeby to dziecko odchować. Leoś kończy pięć lat, a tydzień później Magda umiera.
Trzeba o tym mówić, bo to są niepotrzebne śmierci. I tych dzieci, i tych kobiet. Przestaje się je leczyć i co z tego, że rodzą dziecko, jak parę miesięcy później umierają. W naszym katolickim kraju wynoszenie na ołtarz męczeństwa kobiety, żeby położyła swoje życie na ołtarzu, jest kompletnie niepotrzebne. Nie trzeba umierać za życie dziecka i nie trzeba się tego dziecka pozbywać, żeby przeżyć.
Czujesz czasem obecność Magdy?
- Trudno to określić. Czy ja czuję obecność Magdy i jej opiekę? Czy zmarli mają wpływ na nasze życie? Oby nie. Bo myśląc głębiej w ten sposób - to w sposób zły też, nie tylko w dobry. To ja nie chciałbym czuć, że czyjaś dusza ingeruje w moje życie... Nie wiem, czy Magda jest moim Aniołem Stróżem. Może jak Magda chce, to niech czuwa nad Leosiem. Mnie się wydaje, że ona potrzebuje bardzo dużo modlitwy i sporo wsparcia. Ona nie do końca wierzyła i sama była na bakier z boską energią.
Jak się dobrze opiekujesz, to się opiekuj, a jak nie, to pozwól mi żyć po swojemu?
- Tak może być.
Jesteś zakochany?
- Tak.
I masz w nosie opinie ludzi, że to za szybko?
- Leoś potrzebuje kobiecego pierwiastka, domu. Jestem zakochany i nikomu nic do tego. Niech każdy żyje po swojemu. Jak ktoś się chce umartwiać po odejściu żony czy męża, bardzo proszę.
Jesteś szczęśliwy?
- Staram się.
"Chemia" Bartosza Prokopowicza w kinach od 2 października
Książka "Magda, miłość i rak. Rozmowy z Magdą Prokopowicz" dostępna w promocyjnej cenie w Publio.pl
Bartosz Prokopowicz . Pochodzi z Łodzi. Jest uznanym operatorem filmowym, współtworzył takie filmy jak "Komornik", "Przedwiośnie" i "Dług". "Chemia" jest jego debiutem reżyserskim. To historia inspirowana jego związkiem z Magdaleną Prokopowicz, założycielką fundacji Rak'n'Roll (zmarła w czerwcu 2012 r.). Zdjęcia do "Chemii" zrobił jego brat, Jeremiasz Prokopowicz. Ma dwoje dzieci: Honoratę i Leona.
Angelika Swoboda . Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.