Rozmowa
Tomek i Dagmara Skalscy (fot. archiwum prywatne)
Tomek i Dagmara Skalscy (fot. archiwum prywatne)

"Skup się na doświadczeniu chwili", "Przyjmij, że są rzeczy, na które nie masz wpływu", "Bądź żywy, a nie martwy za życia", "Nie użalaj się nad sobą". To kilka haseł z twoich 19 lekcji, które opublikowałaś pięć miesięcy po tym, jak twój mąż nagle zmarł na raka. Zaskakująco proste są twoje recepty na życie po stracie. Patrząc na komentarze - "idzie po trupach" i "nekrocelebrytka" - zbyt proste.

- Rzeczywiście, wyglądają na proste, tylko zastosowanie ich w praktyce jest skomplikowane. Wszyscy o nich wiemy, tylko tak nie żyjemy. Ja tak żyję. Dlatego ludzie tak się tym interesują. Pięć lat temu z moim mężem założyłam "Projekt Egoistka" i mimo śmierci Tomka nie przerwałam naszego wspólnego dzieła. Ci, którzy są z nami od samego początku, wiedzą, że to jest autentyczne. Ci, którzy trafili tam z powodu medialnego szumu, którzy nie wiedzą, na czym polega nasza filozofia, rzeczywiście mogą myśleć, że to nie jest wiarygodne. Jednak  tego, co robię, nie da się udawać.

Dlaczego?

- To by była za trudna rola. Postanowiłam uczynić z mojego życia przykład, bo wiem, że to może przekonać ludzi do mojej filozofii. Robię to, bo to wypływa ze mnie. Nie potrafiłabym udawać. Udawanie czegoś takiego byłoby zbyt obciążające i kosztowne energetycznie. Gdybym nie była w takiej formie psychicznej, jak mogłabym robić to, co robię?

Czyli - mówiąc brutalnie - nieszczęście, które cię spotkało, obróciłaś w jakąś korzyść dla siebie.

- To nie ja obróciłam, lecz ludzie to zrobili. Ja wciąż robię to samo, co robiłam, gdy Tomek był zdrowy i gdy był chory - dzielę się na blogu naszą filozofią. Dla ludzi jest to jednak tak wstrząsająca sytuacja, że rozbija schemat. To, że się nie załamałam i nie popadłam w rozpacz, że nie porzuciłam tego, co robiliśmy, szokuje. Siłą rzeczy bardziej to trafia niż para szczęśliwych, kochających się osób. Zanim zamieściłam 19 lekcji, "Projekt Egoistka" miał 17 tysięcy fanów na Facebooku, teraz jest ich 66 tysięcy. Przed chorobą męża ludzie widzieli, że nasz sposób myślenia się sprawdza, ale mogli oceniać, że to dlatego, że jesteśmy superszczęśliwi. Teraz widzą, że to się sprawdza mimo nieszczęścia. Uczyliśmy, że warunki zewnętrzne cię nie determinują, że wszystko zależy od tego, jak masz poukładane wnętrze. Im dłużej żyję, tym bardziej tego doświadczam.

Tomek i Dagmara Skalscy (fot. archiwum prywatne)

To rzeczywiście trudna rola. Nie miałaś momentów zwątpienia?

- Nie da się wyeliminować emocji, nie o to w tym chodzi. Doświadczam i doświadczałam smutku i żalu, ale to nie determinuje moich wyborów. Wiem, że emocje przychodzą i odchodzą, nie muszę biegać za każdą myślą, która przyjdzie mi do głowy. Pojawiają się wspomnienia, to naturalne, ale wiem, że miną. Dzięki temu jestem stabilna.

Przez cały czas choroby męża taka byłaś? Zakładam, że w momencie prawdziwego nieszczęścia trudno żyć wedle zasady, że warunki zewnętrzne nie mają na nas wpływu.

- Nad naszą filozofią pracowaliśmy osiem lat. Żyliśmy nią. Wszystko, co nas spotykało, staraliśmy się traktować jak lekcję. To było naturalne, że do choroby Tomka też podeszliśmy w ten sposób. Nie oznacza to, że nie mieliśmy chwil słabości. Nie o to chodzi, żeby za wszelką cenę dać radę, bo czasem trzeba się przewrócić. Człowiek najwięcej się wtedy uczy. Przeżyłam etap, kiedy świat mi się rozwalił, pękł światopogląd, wszystko. Czasem trzeba zdjąć uśmiech z twarzy i popłakać. Jednak pozbierałam się dzięki silnym podstawom, które razem zbudowaliśmy.

Na twoim profilu na Facebooku są jednak tylko uśmiechnięte zdjęcia.

- Chcę ludzi inspirować, dawać im dobrą energię. Kiedy mój mąż odchodził, zostawił mi list, w którym napisał: Przekazuj miłość dalej . Zawsze chciałam, żeby moje słowa miały moc transformowania innych, by otwierały ludzkie serca, i tak się dzieje. Dziewczyny czują moją energię i zmieniają swoje życie.

Niektórzy tę energię psują. Na stronie "Projektu Egoistka" nie brakuje też negatywnych komentarzy.

- Nie przejmuję się tym, bo jestem wewnętrznie stabilna. Moje poczucie własnej wartości nie jest uzależnione od opinii innych ludzi. Moim przyjaciołom czasem trudno to zrozumieć, ale mówię im: - Mnie to nie rusza, was też nie powinno . Odsłoniłam się, bo wiem, że może z tego wyniknąć coś wartościowego.

Dagmara Skalska (fot. fototc.pl)

Kiedy decydowałaś się na opowiedzenie swojej historii, spodziewałaś się, że zaleje cię taka fala niechęci?

- No pewnie. Musiałabym być naiwna, gdybym wierzyła, że wszystko to, co mówię, jest do przyjęcia. Dla większości nie jest do przyjęcia, bo jesteśmy bardzo mocno osadzeni w pewnych schematach, również w kwestii przeżywania żałoby. Zwykle kiedy ludzie czegoś nie rozumieją, to reagują lękiem i agresją.

Co ich najbardziej gryzie?

- Ludzie nie rozumieją, że kocham Tomka, ale nie przeszkadza mi to w tak krótkim czasie czuć radość z życia i być szczęśliwą. Mają dziwną koncepcję na temat miłości, uważają, że jej przejawem jest opłakiwanie drugiej osoby, popadanie w rozpacz. Wielu z nas jest z kimś po to, żeby dawał nam to, czego nam samym brakuje, większość relacji to niepisane kontrakty. Prawdziwa miłość daje, a nie zabiera. Ja, kontynuując nasze dzieło i dając innym mądrość Tomka, daję wyraz największej miłości.

To bardzo dojrzałe podejście. Od początku tak świadomie tworzyłaś ten związek?

- Kiedy poznałam Tomka, miałam 18 lat, on miał 33 i był po rozwodzie. Zakochałam się w nim jak nastolatka, bez hamulców. Moja otwartość i fakt, że weszłam w to na 100 procent, dały nam siłę. Tomek oczywiście też się zakochał, ale i tak wpadliśmy w wiele pułapek i schematów. Przechodziliśmy przez etapy zazdrości, ograniczania siebie, zależności od siebie. To wymagało pracy, ale postanowiliśmy, że chcemy się jej podjąć. Jeśli postanowisz, że wszystko, co przytrafia się w twoim życiu, jest lekcją, i się na to otworzysz, to związek nie utknie w miejscu. Ja jestem ciągle inna, ciągle widzę szerzej.

Dagmara i Tomek Skalscy (fot. materiały promocyjne)

Potrafisz przyznawać się do błędów?

- Cały czas krytycznie przyglądam się temu, co robię. Po śmierci Tomka wpadłam w pułapkę sentymentalizmu. W domu wszędzie rozstawiałam świeczki, zdjęcia męża, ciężko było mi się z nim pożegnać. Kiedy to zauważyłam, podjęłam decyzję, że nie chcę żyć w przeszłości. Chcę być teraz, a teraz Tomka nie ma. Podobnie jest z medialnym szumem wokół "Egoistki". Zanim uczyniłam case ze swojego życia, musiałam świadomie dokonać wyboru. Usiąść i zastanowić się, jaką mam motywację i czy ten krok przybliża mnie do niej, czy oddala.

Jaka jest ta motywacja?

- Przekazanie filozofii pozytywnego egoizmu. Mówienie o tym, żeby zajrzeć w siebie i rozpoznać, co w życiu ważne, i żeby nie żyć automatycznie, tylko autentycznie. To jest podstawowa sprawa. Wiele osób trafiało do nas z tak zwaną "awarią życiowej busoli". Kręcili się w kółko. Praca, dom, praca, dom, ale po co? Tego nie wiedzieli. Żeby spłacić kredyt? Pojechać na wczasy? Po 20-30 latach takiego życia naprawdę stajesz w miejscu i mówisz: to jest bezsensu . I tak. To jest bezsensu. Nie na tym życie polega.

A na czym, według ciebie, polega?

- Wierzę, że polega na tym, żeby odkryć swoje wnętrze, dojść do tego, jaką mamy motywację, zrozumieć ją i urzeczywistnić. Ja tak żyję.

A inni żyją inaczej. Nie ma nic złego w budowaniu szczęścia na podstawie pewnego schematu.

- Są dwie ścieżki. Jedni sądzą, że znajdą szczęście, kiedy zaistnieją odpowiednie warunki zewnętrzne - będą mieli dobrego partnera, pieniądze, auto. Drudzy wierzą, że szczęście jest w środku. Z moich obserwacji wynika, że ci, którzy koncentrują się na zewnętrznych warunkach, dochodzą do takiego punktu, w którym tracą poczucie sensu.

Według mnie to się nie wyklucza. Można znaleźć szczęście w środku i żyć w schemacie praca, dom, praca, dom.

- Życie przestaje być schematyczne, kiedy otwierasz się na to, co przynosi. Wtedy żyjesz w swobodny sposób. Przestajesz walczyć, tylko płyniesz i nadajesz sens swoim działaniom, masz poczucie kierunku. Zawsze mówię "wskocz na falę". Sama staram się tak robić. Pojawiło się 19 lekcji, pojawiła się popularność, a ja płynę dalej i obserwuję. Mam swój wewnętrzny kompas i wiem, że nie zrobię rzeczy niezgodnych ze mną.

(fot. archiwum prywatne)

Nie masz wykształcenia terapeutycznego. Nie boisz się, że "dając lekcję", bierzesz na siebie sporą odpowiedzialność?

- To prawda. Nie jestem psychologiem i mówię o tym wprost, często też odsyłam na terapię, gdy widzę taką potrzebę. Pozytywny egoizm zakłada, że każdy jest ekspertem w swojej własnej sprawie. Ja tylko inspiruję do działania. Co to znaczy odpowiedzialność? Odpowiedzialność znaczy odpowiedź, taki jest tego źródłosłów. Nikt nie może wziąć za kogoś odpowiedzialności. Każdy jest odpowiedzialny za siebie.

To bardzo ufne podejście. Czytając jednak "Projekt Egoistka", miałam wrażenie, że to rodzaj terapii instant. Może to być niebezpieczne.

- Ostatnia rzecz, jaką chciałabym zrobić, to zaszkodzić ludziom. Podejmuję takie działania, które są bezpieczne. Nikt nie wsadzi ci do głowy czegoś, czego tam nie ma. Widzę często, że ludzie w odruchu "wow" zaczynają czytać wszystkie lekcje i komentować, tylko po trzech dniach znikają, bo nie są w stanie być konsekwentni. Ta filozofia wymaga siły, odwagi i determinacji. Poza tym co można wyczytać w moich lekcjach? "Akceptuj rzeczywistość", "pracuj z emocjami", "nie przyklejaj się do swoich myśli". To nie są rewolucyjne teorie, które mogą komuś zaszkodzić. Jeśli ktoś będzie krok po kroku to robił, to tylko mu to wyjdzie na dobre.

Zakładam, że twoja skrzynka jest zawalona dramatycznymi historiami o rozstaniach, odejściach, rozczarowaniach. Odpisujesz i dajesz porady?

- Staram się. Oczywiście mam pewne ograniczenia fizyczne, których nie przeskoczę, ale cieszę się, że ludzie piszą. Po to prowadzę mój profil, żeby pozytywny egoizm miał szerszy zasięg.

I po to, żeby zarobić pieniądze.

- Nie robię tego dla pieniędzy, ale muszę na tym zarabiać, jeśli chcę funkcjonować w świecie. Gdybym chodziła na osiem godzin chociażby do banku, to nie mogłabym prowadzić strony. Inwestuję w to cały swój czas.

W pełni się z tobą zgadzam. Wiele osób zarzuca ci jednak, że sprzedajesz swoje życiowe doświadczenie.

- Ludziom się wydaje, że pieniądze są brudne i niegodne. Mamy mnóstwo uprzedzeń tego typu. Gdyby nie istniał system monetarny, to funkcjonowałaby wymiana. To jest rodzaj wymiany.

Dużo w tobie wiary w ludzi. Nie boisz się, że ktoś to wykorzysta? Czytałam wywiad z tobą w "Newsweeku" i mam wrażenie, że był podszyty tanią sensacją.

- To jest oczywiste, że dla mediów stałam się produktem, który chce się sprzedać. Tylko ja nie jestem sprzedajna. Wywiad z "Newsweekiem" trwał 1,5 godziny, z czego 10 minut mówiłam o śmierci Tomka. Do prasy poszła jednak tylko ta część. Ta sytuacja pokazała mi, że to może iść w takim kierunku. Ja tego nie chcę, więc wywiadów o śmierci Tomka już odmawiam. Ja chcę opowiadać o filozofii, która jest radosna. Jestem szczera ze sobą i widzę rzeczy, jakimi są. Jeśli funkcjonowanie w mediach spowoduje, że przestanę być autentyczna, to przestanę się w nich pokazywać.

Tomek Skalski (fot. materiały promocyjne)

Zastanawia mnie twoja determinacja w szerzeniu filozofii pozytywnego egoizmu. Chcesz nawrócić świat?

- Nie mam takiego ciśnienia. Robię to, bo to jest najbardziej wartościowa rzecz, którą mam. Wiem, co mi to dało. To by było egocentryczne, gdybym się nie dzieliła. To by znaczyło, że nie mam miłości. Jestem na tym etapie, że mam czegoś nadmiar i chcę się tym dzielić.

Nie wystarczy dzielić się z najbliższymi?

- Mogłabym tak zrobić, ale gdyby wszyscy tak myśleli, to wiele wartościowych rzeczy by nie powstało. Świat się rozwija dzięki temu, że są ludzie gotowi, żeby dzielić się z innymi wartościami.

Nie ma w twojej postawie przypadkiem pychy? Bo jak przeglądam profil "Projektu Egoistka", to pierwsza rzecz, która rzuca mi się w oczy, to twoje selfie. Codziennie jedno, a pod każdym komentarze typu: "świetna szminka", "nie słuchałam, co mówisz, ale jesteś piękna".

- Wiem, że to jest pułapka, w którą mogę wpaść, ale cały czas jestem uważna. Umieszczam swoje zdjęcia, bo to buduje relacje. Profil nie jest anonimowy, to nie jest zwykły blog motywacyjny z sentencjami, za nim stoi żywa osoba i historia. Chcę, by ludzie o tym wiedzieli, gdy trafiają na "Projekt Egoistka". Oczywiście, jeśli będzie tak, że ludzie będą mnie pytać głównie o kolor szminki, to przestanę wrzucać zdjęcia. Nie chcę być celebrytką. Mam za dużo wartościowych rzeczy do zrobienia, żeby tak marnować czas.

Za sprawą "Projektu Egoistka" można zobaczyć, jak mieszkasz, jaką masz pidżamę, w jakim kubku pijesz kawę. Dopuszczając tak blisko ludzi do swojego życia, postawiłaś sobie jakąś granicę?

- Nie odsłaniam swojej prywatności dla samego odsłaniania, bo nie jestem ekshibicjonistką. Robię rzeczy, które mają sens. Pokazuję fragment swojego życia po to, by pokazać, jak stosować pozytywny egoizm w praktyce, na co dzień. Jak budować od rana życiową energię, jak pracować z emocjami, myślami.

Pokazujesz też swoją twarz, młodą twarz. Często pojawia się zarzut co do twojego wieku?

- Dla ludzi to dziwne, że mówię takie rzeczy, mając tyle lat, ile mam. 27-latki nie często zajmują się rozwojem.

Zawsze byłaś taka dojrzała?

- Zawsze miałam dużo pytań egzystencjalnych. Interesowałam się filozofią, pisałam wiersze. Cały czas szukałam i miałam wrażliwość w sobie.

Dorastałaś w domu, w którym zadawało się pytania?

- Nie, raczej nie.

A jak twoi bliscy zareagowali na waszą filozofię?

- Różnie. Rodzice nie do końca to rozumieją, z siostrą mam dobry kontakt. Jeśli ktoś tego nie praktykuje, to jest mu to trudno zrozumieć.

Chcesz zarazić pozytywnym egoizmem cały świat, nie zależy ci na tym, żeby twoi rodzice to przyjęli?

- Ja im to daję, ale nie zmienię ich na siłę. To nie powinno być moim celem. Ograniczałabym cudzą wolność, gdybym chciała kogoś zmienić. Każdy bierze tyle, na ile jest gotowy. Moi rodzice byli blisko ze mną i z Tomkiem, i siłą rzeczy trochę tym przesiąkli. Jednak niekiedy potrzebna jest terapia.

A ty na niej byłaś?

- Korzystałam z różnych form pracy nad sobą. Ważne, żeby każdy rozpoznał, gdzie jest, wiedział, co może zrobić i jakie ma możliwości. Ja nieustannie nad sobą pracuję.

Z czym masz największy problem?

- Mam skrajny umysł. Wszystko albo nic. Pracuję cały czas nad tym, żeby być bliżej środka.

Fala zainteresowania, jaką wywołały twoje "lekcje", może trochę oddalić cię od środka...

- Jest niebezpieczeństwo, że zaczną do "Projektu Egoistka" trafiać ludzie, których niekoniecznie interesuje filozofia, ale ja sama. Dla mnie jednak najważniejsze jest, żeby moja myśl poniosła się dalej. Chcę zbudować ruch społeczny.

(fot. fototc.pl)

Styl życia, który propagowaliście z Tomkiem, w dużej mierze oparty jest na filozofii Wschodu. Proces szerzenia tej myśli trwa od wieków.

- Oczywiście. Tylko nasza filozofia opakowana jest w inny sposób.

Jaki?

- Odpowiedni dla współczesnego człowieka. Byliśmy z Tomkiem aktywni, młodzi i chcieliśmy pokazać, że tacy ludzie jak my mogą być refleksyjni. Ciężko zrobić ruch społeczny, ciężko zainteresować filozofią ludzi, bo to nie jest sexy, nie jest fajne, nie jest kolorowe. Jakbyś spotkała pierwszą lepszą osobę i zapytała, jacy są buddyści, to nikt ci nie powie, że pełni życia i radośni. Ludzie myślą, że buddysta to ktoś w czerwonej szacie, kto się kiwa.

Buddystom po prostu nie zależy na tym, żeby ludzie ich poznali.

- Są dwie drogi: pierwsza, że niczego nie promujemy i przyjdą do nas ci, którzy będą gotowi.  Ja wybieram drugą drogę. Mówię: pokażmy to szeroko, zainspirujmy ludzi.

Do mnie trafia to, co mówisz, natomiast forma, którą wybrałaś, mnie odstrasza.

- Może coś w tym jest. Zobaczymy. To do mnie przyszło i jest w zgodzie ze mną. Cały czas siebie obserwuję. Widzę rzeczy, o których mówisz, i nie do końca mi to odpowiada, ale przyglądam się temu ze spokojem, modyfikuję w razie potrzeby.

W waszym duecie ty byłaś raczej od organizacji, a Tomek od głoszenia myśli. Nie boisz się, że zabraknie ci wiedzy?

- Tomek stworzył świetną metodologię. Tego nigdy nie stracę. To jest na tyle dobre, że nie trzeba tego modyfikować. Nie mam więc się czego bać. Poza tym ja czuję to, co mówię. Żyję w zgodzie z tym, co głosiliśmy, stosuję to w praktyce.

On wiedział, że sobie poradzę. Tomek umierał w moich ramionach, do końca był świadomy i do końca rozmawialiśmy. Powiedziałam mu, że mną nie musi się przejmować. Jemu zależało na tym, żebym była szczęśliwa i jestem. I wcale nie dlatego, że wydałam książkę, czy że "Projekt Egoistka" się niesie, tylko dlatego, że dzięki temu doświadczeniu rozszerzyła mi się świadomość. Za to jestem mu wdzięczna.

Książka Dagmary i Tomasza Skalskich

Dagmara Skalska . Współtwórczyni "Projektu Egoistka" , wspierającego kobiety w budowaniu wewnętrznej mocy, miłości własnej i autentyczności. Wspólnie z Tomaszem Skalskim wymyśliła filozofię pozytywnego egoizmu. Blogerka, pisarka, malarka. Stworzyła społeczność ponad 60 tys. kobiet, które inspiruje do pokochania siebie. Od 5 lat promuje w mediach pozytywny egoizm organizując ogólnopolskie kampanie. Pasjonatka świadomego życia.

Olga Święcicka . Krytyk teatralny z wykształcenia, dziennikarka z serca. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej. Publikowała m.in. w "Wysokich Obcasach", "Przekroju", "KUKBUKU", "Art&Buisness", "Aktiviście", "Ruchu Muzycznym" i w Dwutygodniku. Autorka wywiadu rzeki z Maciejem Nowakiem. Ciągle wierzy, że jest debiutantką. Celebruje więc każdy sukces.