Ten artykuł jest częścią cykluZwykli Niezwykli
Katarzyna Dybowska i Michał Oblaciński (fot. Gazeta.pl)
Katarzyna Dybowska i Michał Oblaciński (fot. Gazeta.pl)

Gdy Michał włącza przycisk "play", a z głośnika lecą pierwsze dźwięki lindy hop lub charlestona, to już po człowieku. Nie sposób usiedzieć, nóżka chodzi sama. Choć kroki w lindy hop wydają się trudne do opanowania, muzyka dosłownie porywa do tańca, a dalej jest już tylko radość i improwizacja.

To dlatego na weekendowe potańcówki w warszawskim Dziku przychodzą tłumy ludzi. Bo swinga warszawiacy uczą się na lekcjach, ale tańczyć można go na mieście. Wokół swinga - dziś już nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce - tworzy się społeczność zaprzyjaźnionych ze sobą, szczęśliwych ludzi.

A jeszcze piętnaście lat temu o lindy hop w Warszawie i innych miastach Polski chyba nikt nie słyszał. Nikt go nie uczył. Kasia i Michał też natrafili na niego przypadkiem. "Lindy hop? Co to jest lindy hop?" - pytali siebie.

Michał drążył tak długo, aż wydrążył: taniec, który narodził się w nowojorskim Harlemie na przełomie lat 20' i 30' XX wieku. "Brudny taniec" - tak o nim mówiono. Najpierw tańczyli go ciemnoskórzy i biedni, potem amerykańscy żołnierze. Po II wojnie światowej praktycznie zaniknął - wielu tancerzy i muzyków swingowych nie wróciło z wojny, a imprezy dobił amerykański podatek.

- Dla mnie to był najpiękniejszy taniec świata. Nigdy nie widziałam czegoś tak radosnego, naturalnego i autentycznego - opowiada Kasia. - Tańczyć uczyłam się już jako 11-latka, dziadek mnie zapisał na boogie-woogie, bo u nas w domu słuchało się wyłącznie jazzu. Nie byłam wtedy wcale zadowolona. Koleżanki tańczyły tańce towarzyskie w pięknych sukienkach z brokatem i piórami, a ja w trampkach i codziennej spódniczce.

Zobacz wideo Życie w rytmie swinga. "Gdy tańczysz, jesteś zakochany"
W swingu zachwyciła mnie przede wszystkim moda, styl. Kobieta jest tu kobietą, a improwizując czuje się niesamowitą radość

- opowiada Kasia i obraca się na parkiecie, a my podziwiamy jej sukienkę, rajstopy, buty, broszkę i wpięty w misternie upięte włosy kwiat.

Gdy patrzy się na Kasię - jej radość dziecka, ruchy, grację - odnosi się wrażenie, że taniec to całe jej życie. Ale to tylko pół prawdy. Kasia - wraz z Michałem - wprawdzie uczy ludzi tańczyć swing w założonej przez nich szkole Swingout.pl i gościnnie za granicą, a także współorganizuje warszawskie potańcówki swingowe i wydarzenia taneczne, ale poza tym jest higienistką stomatologiczną.

- Pracuję w gabinecie. I uwielbiam to! Tak, ściąganie kamienia też. A największą frajdę dają mi implanty - ktoś długo nie miał zębów i nagle ma, może się szeroko uśmiechnąć, to jest wspaniałe. Ale powiem ci, że ludzie tylko mówią, że chcą naturalny kolor zębów, większość jednak woli hollywoodzki, śnieżnobiały - śmieje się Kasia. I przyznaje, że większość jej pacjentów wie, że tańczy. - Ludzie się wtedy mniej boją, uśmiechają się. Mam nawet pomysł na nowe znieczulenie!

O tym, by założyć szkołę tańca, z początku nawet nie marzyli. - Chcieliśmy tylko nauczyć się tego tańca sami, ale też tańczyć z innymi partnerami. Więc ludzi trzeba było nauczyć. Na pierwsze zajęcia nikt nie przyszedł, na kolejne jedna para, potem dwie i stopniowo tak to przyrastało - wspomina Michał. Z czasem zarazili ludzi swoją pasją do tego stopnia, że dziś potańcówki swingowe organizują często ich uczniowie. Taniec zaczął żyć swoim życiem.

Z Michałem nie zawsze się zgadzamy, tańczymy też inaczej, ale to jest piękne. Ze zgody nie ma rozwoju, potrzebna jest dyskusja, ta iskra, ciągłe odkrywanie siebie

- kończy Kasia.

I Kasia, i Michał przyznają, że tańczenie swinga zmienia życie. - Ja z pracownika korporacji stałem się instruktorem tańca i pokochałem ludzi, a kiedyś miałem problem, żeby choćby porozmawiać z obcym człowiekiem. Dziś uważam, że gdy tańczysz, to przez trzy minuty jesteś w swoim partnerze kompletnie zakochany! A tańczyć można z każdym, bo taniec łączy jak nic innego - uśmiecha się spod swojego kaszkietu Michał.

I dodaje, że jeśli ktoś chciałby odkryć radość płynącą z tańczenia swinga, to wystarczy, że zrobi pierwszy krok. Bo potem już wpadnie w ten klimat, jak śliwka w kompot.

KLIKNIJ W PLAYER I ZOBACZ NASZE WIDEO

***

Znasz kogoś, kto też jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.