Ten artykuł jest częścią cykluZwykli Niezwykli
Doktor Mariusz (Fot. Gazeta.pl)
Doktor Mariusz (Fot. Gazeta.pl)

Marcel Jankowski, 35-latek po socjologii, najwięcej naprawia pralek i zmywarek ("Bo te sprzęty są w większości polskich domów"). Do tego dochodzą prace hydrauliczne: wymiana baterii, zaworów, umywalek, przetykanie zatkanych muszli klozetowych, podłączanie sprzętów. Wszelkie drobne, a już niedziałające RTV, choć nie wszystkie opłaca się reanimować. Czasem jednak decyduje sentyment: dzwoni ktoś, kto chce uratować stary odtwarzacz CD albo przerobić ukochany czajnik elektryczny tak, by zabrać go na piknik i używać na ognisku. A czasem ktoś ma wizję i chce coś skonstruować, np. samochodzik do sprzedaży lodów. Nigdy nie wiadomo, z czym przyjdzie kolejny klient, a Marcel lubi wyzwania.

Telefon dzwoni od rana. Dziennie bywa ich 5, 10, 15. Zależy. Do tego sms-y i wiadomości na Facebooku, gdzie Marcel prowadzi swój firmowy fanpage "Doktor Mariusz". Zaplanowane naprawy zapisuje w żółtym notesiku ze Snoopym. Takich zapisanych notesów - w różnych kolorach - ma już cztery. Terminy napraw zwykle są za 1-2 dni, czasem jeszcze tego samego dnia. Między jedną naprawą a drugą często zdarza się, że Marcel wyjaśnia klientom przez telefon, jak mogą poradzić sobie sami.

Doktor Mariusz to moje źródło utrzymania, ale faktycznie, często zamieniam się w darmową infolinię. Doświadczenie nauczyło mnie, że jeżdżenie do zepsutego filtra w pralce albo do zapchanych wiatraków w zmywarce nie ma sensu z niczyjego punktu widzenia. Więc jeżeli z diagnozy telefonicznej wynika, że klient może daną rzecz zrobić sam, to mówię mu, jak ma to zrobić.

- opowiada.

Ponieważ ludzie na okrągło dzwonią z tym samym, Marcel wrzuca też na swój fanpejdż tutoriale. Spokojnie zrozumie je wasza babcia. I jeszcze się pośmieje.

Untitled from Marcel Marcel on Vimeo .

Ale opór przed czyszczeniem filtra w pralce w narodzie jest duży. - Ludzie nie mają pojęcia, jak się dobrać do sprzętów. Nikt nas tego nie uczy. Słyszymy za to, że popsute trzeba wyrzucić. Gdy przyjeżdżam do klientów, nawet nie udają, że cokolwiek wiedzą. Zwykle boją się, że coś popsują, nie mają pojęcia o konserwacji, częściach, jak co działa i ile kosztuje. Do tego technologia wydaje się szalenie zaawansowana i nas onieśmiela, a tymczasem te wszystkie dodatkowe drzwiczki w pralkach i podświetlenia to są tylko bajery. Sam mechanizm działania pralek nie zmienił się od 50 lat - nadal podstawą jest bęben, filtr, grzałka - przekonuje.

Klienci nawet nie pytają o cenę

W branży naprawiania AGD działa od pięciu lat. Zaczęło się w 2014 roku. Marcel przechodził wtedy kryzys w pracy. Miał dość tego, że wymyśla rzeczy i nie widzi efektów swojej pracy, bo projekt trafia do innego zespołu, w którym ktoś inny go realizuje. Czuł, że nie ma na nic wpływu, to go frustrowało. Wyjechał na trzymiesięczne wakacje, kamperem po Europie. Ale nie pomogło. Wrócił i stwierdził, że nie chce wracać do korporacji. Pieniądze się kończyły i trzeba było coś wymyślić. Wpadł na pomysł, że skoro lubi naprawiać rzeczy i ma jakąś wiedzę techniczną, może zapyta znajomych, czy nie mają czegoś do naprawienia.

Fot. Gazeta.pl

Bez planu założył fanpejdż i nazwał go "Doktor Mariusz". - Moja żona Karolina mówiła do mnie wtedy pieszczotliwie "Mariuszku", a ja uznałem, że będę doktorem. Kimś, kto leczy rzeczy. Myślałem, że to w ogóle nie chwyci albo będzie się rozkręcać miesiącami, tymczasem już następnego dnia miałem pierwszy telefon z grubą robotą, a po ok. dwóch miesiącach robiłem coś praktycznie codziennie - wspomina.

Rozkręcenie spontanicznego pomysłu do pełnowymiarowego biznesu zajęło mu rok. Większość klientów trafia do niego z polecenia. - Ludzie przekazują znajomym, że pomogłem, gdy mieli coś zepsutego. Łatwo mogą mnie też znaleźć na Facebooku. Nie jestem tak anonimowy jak setki serwisantów, którzy podają swój numer w internecie, ale poza tym nic o nich nie wiadomo i nikt ich nie zna. Skoro poleciła mnie Kasia, Janek, Marysia, to nowi klienci szybko obdarzają mnie zaufaniem. Nawet nie pytają, ile dokładnie naprawa będzie kosztować.

Ta praca nauczyła mnie, że ludzie są bardzo mili, gościnni i bezpośredni. Często proponuję mi kawę, a czasem nawet śniadanie. Bałem się, że będę naprawiał rzeczy w ciszy, ktoś mi będzie stał nad głową, zainkasuję pieniądze, wyjdę, koniec.

Podczas napraw przeważnie z ludźmi rozmawiam, a część klientów wręcz stała się moimi dobrymi znajomymi. Z klientami od razu przechodzę z na ty i to skraca dystans. Tylko raz się zdarzyła osoba, której się to nie spodobało, więc wróciliśmy do wersji pan-pani. Myślę, że miała po prostu gorszy dzień - mówi.

Pierwsze naprawy? Z tabletem

Każda naprawa usterki zaczyna się od rozmowy przez telefon. - Siedzę w tym już tyle czasu, że umiem zdalnie zdiagnozować problem z danym sprzętem czy producentem i zwykle przyjeżdżam na naprawę już z potrzebną częścią. Staram się zamykać naprawę tego samego dnia, a nie umawiać się znów za kilka dni i coś kończyć. Wyjątkiem są sytuacje, gdy jakiejś części nie ma w hurtowni i muszę ją zamówić - wyjaśnia Doktor Mariusz.

Fot. Gazeta.pl

Od samego początku dokumentuje swoje naprawy, a na fanpejdż wrzuca fotorelacje. Nie ma w nich selfie jego czy klientów, jest za to popsuty sprzęt, diagnoza i rozwiązanie, opatrzone zabawnym komentarzem. - To chyba też buduje w ludziach zaufanie. A mnie czasem pozwala zapamiętać, jak coś zrobiłem! - śmieje się Doktor Mariusz.

Bo nie ukrywa, że czasem nie wie, jak coś naprawić. - Teraz to już się rzadko zdarza, ale kiedyś naprawiałem niektóre rzeczy po raz pierwszy, oglądając równocześnie tutorial na tablecie. Jestem samoukiem, bardzo wielu rzeczy nauczyłem się po prostu z Googla. Nie licząc roku na Politechnice, na wydziale Mechaniki, Energetyki i Lotnictwa, który bardzo mnie rozczarował, nie mam technicznego wykształcenia. Za to miłość do naprawiania jest we mnie od dziecka - zdradza.

Fot. Gazeta.pl

Tata Marcela jest z zawodu elektronikiem. Podrzucał synowi silniczki z maszynek do golenia i obwody, gdy ten miał kilka lat. - Mieliśmy kolejkę elektryczną Piko, też po ojcu, i zabawa nią polegała głównie na analizowaniu transformatora i podłączaniu do niego różnych rzeczy. Namiętnie budowałem konstrukcje z klocków Lego. Jako 12-latek wkręciłem się w motocykle. Siostra za pieniądze zarobione w Londynie kupiła mi bardzo stary skuter z anonsu w gazecie i na nim uczyłem się mechaniki - opowiada.

Od małego był święcie przekonany o tym, że jest w stanie naprawić wszystko, choć przyznaje ze śmiechem, że nie wie, skąd wziął to przekonanie. W dodatku do dzisiaj się go nie pozbył. - Oczywiście sporo swoich rzeczy po drodze popsułem, np. drogi obiektyw do aparatu. Ale jeśli wiesz, jak dana rzecz działa, to z dużą dozą prawdopodobieństwa będziesz umieć ją naprawić. Ja od zawsze chciałem wiedzieć, jak rzeczy działają. A z czasem moja wiedza tylko rosła. Ostatnio przy pomocy aplikacji na smartfona naprawiłem sobie stary i dość drogi zegarek, któremu nie dał rady polecony zegarmistrz.

Fot. Gazeta.pl

"Panie, to się i tak zepsuje za pięć lat"

Marcel jest Doktorem Mariuszem między 9 a 16. W teorii, bo praktyka wygląda tak, że wiele rzeczy (chociażby odpisywanie na wiadomości na Facebooku) robi "po godzinach". W piwnicy ma swój warsztacik, który sam zbudował: wylał podłogę, zainstalował regały, wniósł biurko. Dłubie tu nad mniejszymi naprawami. Niedawno z jego szpitaliku wyszedł całkiem zdrowy robot-zabawka. - Przeniosłem się do piwnicy, gdy popsute odkurzacze zaczęły się mnożyć w naszej sypialni - śmieje się.

Fot. Gazeta.pl

W warszawskim mieszkaniu w starej kamienicy, które sam wyremontował w zaledwie dziewięć dni ("Kupno mieszkania się przeciągnęło, a gdy już je mieliśmy, Karolinie, mojej żonie, zostały dwa tygodnie do porodu. Tata pomagał przez trzy dni z elektryką, resztę zrobiłem sam, łącznie z podłogą. Ale remontami się nie zajmuję"), ma sporo własnoręcznie naprawionych rzeczy. - Zmywarkę kupiłem za 150 zł na OLX, jest niezniszczalna. Dziś już takich nie robią, ale powiem ci, jaka to, i poszukaj sobie takiej. To prawda, że współczesne sprzęty psują się szybciej niż kiedyś, choć przecież powinny działać dłużej - zamyśla się.

Gdy rozmowa schodzi na klasyczne "Panie, to się zepsuje najdalej za pięć lat" i związane z tym teorie spiskowe, Marcel przyznaje, że wierzy w fabryczne postarzanie sprzętów. - Nie jestem w grupie tych przekonanych o istnieniu specjalnego chipu, który zabija sprzęt od środka, ale jednak zastanawiające jest to, że w AGD danej marki psuje się zawsze to samo zawsze w tym samym czasie. Mam znajomego elektronika, pracuje od 40 lat, jest naprawdę niesamowitym fachowcem i jego zdaniem taki chip - który przepala dany obwód i nic się już nie da zrobić - istnieje - przyznaje.

Abstrahując od teorii spiskowych, na pewno sprzęty mogą działać dłużej lub krócej i wiele zależy tu od nas - właścicieli. Receptą Marcela na dłuższą żywotność pralek czy zmywarek jest codziennie opiekowanie się nimi. - O sprzęty trzeba dbać, po prostu. Żeby nie naprawiać zmywarki po roku, trzeba chociażby ściągać jedzenie z talerzy. Niekoniecznie je opłukiwać, ale rzeczy nierozpuszczalne - pestki, skorupki jajek, goździki itp. - należy usuwać. Filtr należy oczyścić, dobrze go dokręcić, żeby nie latał luźno. Wszystko jest jasno opisane w instrukcji i naprawdę nie da się w ten sposób nic zepsuć. A mimo to ludzie tego nie robią, bo po pierwsze nie wiedzą, gdzie jest filtr, a po drugie, boją się. Wolą, żeby przyjechał fachowiec.

Satysfakcja jest, choć to nie jest złoty biznes

Choć w oczach Marcela błyszczą figlarne ogniki, gdy opowiada o swoich naprawach, zdarzają się też chwile frustracji. - Nie wynikają one z samej pracy, raczej tego, co jej towarzyszy. Np. gdy dwie kolejne naprawy nagle zostają odwołane, jest zimno, a ja chwilę wcześniej wszedłem skarpetką w wodę z wylanej pralki. To ciężka praca fizyczna - dźwigasz po kilkadziesiąt kilogramów, masz bardzo zniszczone dłonie. Nie da się tego robić do końca życia, tym bardziej, że nie jest to złoty biznes, utrzymać się jest raczej trudno. Nie biorę dużo za naprawy, a każdy miesiąc jest nieprzewidywalny.

Ludzie raczej rozumieją, że Doktor Mariusz to - oprócz pasji - też zwyczajny biznes, ale raz trafiła mu się przedziwna sytuacja: - Przyjechałem do jakiejś dziewczyny naprawić pralkę, naprawiłem ją i zacząłem się ubierać. Nie umiem tego wyjaśnić, ale czułem, że w jej oczach jestem jeżdżącym po mieście wolontariuszem, który robi rzeczy z zajawki. Coś w stylu: "Jestem Doktorem Mariuszem, mam fanpage, huuu, dajcie mi coś zepsutego!". I to było tak silne uczucie, że nie powiedziałem nic i ta osoba też nic nie powiedziała. I wyszedłem. Bez pieniędzy - kończy.

Fot. Gazeta.pl

Marcel zdaje sobie sprawę z tego, że znalazł dla siebie rynkową niszę. Trafił do ludzi, którzy korzystają z mediów społecznościowych i nie ufają stereotypowym serwisantom. Mają od 20 do 40 lat i zwykle wykonują wolne zawody, więc nie jest dla nich problemem otworzenie mu drzwi np. o godzinie 12 w południe.

 - Otwierają te drzwi i często się dziwią, kto stoi po drugiej stronie. Dzwoni do mnie więcej kobiet niż mężczyzn, ale nie wydaje mi się, żeby to miało jakikolwiek związek z tym, że faceci więcej wiedzą o naprawianiu rzeczy. Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni tak samo prawie nic nie wiedzą o sprzęcie - Marcel trzyma się z daleka od generalizacji.

Fot. Gazeta.pl

Bardzo często trafia do klientów, którzy przed nim mieli styczność z innymi serwisantami i zostali oszukani. - Np. ktoś zainstalował im starą część, sprzęt bardzo szybko znów się popsuł, a serwisant wziął kilkaset złotych. Przestrzelił kilkukrotnie, a człowiek dalej ma problem. Ja staram się być uczciwy. Jeśli czasem nie ma sensu czegoś naprawiać, bo psuje się wszystko po kolei, nie biorę pieniędzy, uważam, że to jest fair, gdy sprzęt pozostaje nienaprawiony.

Jestem też w stanie powiedzieć użytkownikowi np.: Słuchaj, w tym sprzęcie co pięć lat pada pompa. Jeżeli teraz ją wymienimy za 600 zł, to masz znowu spokój na pięć lat. Możesz kupić nowy sprzęt za dwa razy tyle, ale też będzie działał pięć lat. Więc moim zdaniem bardziej się opłaca zrobić to za połowę ceny, ale decyzja należy do ciebie.

I wiesz co? Ludzie często wolą wtedy kupić nowe. Mówią np.: I dobrze, już mi się ta zmywarka nie podoba. Lubimy kupować. Ale ja wolę naprawiać. To jest wspaniałe uczucie, gdy masz danego dnia trzy projekty i te trzy projekty kończą się sukcesem. Gdy coś, co było zepsute, znowu działa.

Odwiedź fanpejdż Doktora Mariusza

***

Znasz kogoś, kto jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl

Zobacz też:

Zobacz wideo