Ten artykuł jest częścią cykluZwykli Niezwykli
Microdoc Aerograf (gazeta.tv)
Microdoc Aerograf (gazeta.tv)
Zobacz wideo

Są skromne, aż do przesady. Nakłonienie ich do tego, by opowiedziały o sobie inaczej niż słowami: "To, co robimy, jest całkiem zwyczajne" zajęło mi sporo czasu. Większość prób Kaśka i Kajka Frajnd, znane jako Airsisters Aerograf, ucinały krótko: "Nie chcemy być znane z tego, że robimy wokół siebie szum, tylko ze swoich prac". W końcu jednak przyznały, że gdy zaczynały przygodę z aerografem, w Polsce motocykli nie malowała jeszcze żadna kobieta ("Podobno była gdzieś jakaś jedna dziewczyna, ale ona malowała raczej pędzlem"). W ciągu trzech lat znalazły się w czołówce najlepszych w kraju.

Czerwone pudełko, brokat i rdza

Prawie wszystkiego nauczyły się same - od obsługi bardzo czułego i wymagającego aerografu, po prace typowo lakiernicze (tu przydały się specjalistyczne kursy), a na kursie mechaniki skończywszy. Swoją pracownię też stworzyły samodzielnie ("Tata dużo pomógł"). W małym, urokliwym Parzęczewie pod Łodzią, w dawnym garażu na półkach stoją ozdobione przez nie motocyklowe kaski, zbiorniki na paliwo, maska samochodu, na której powstaje realistyczny tygrys. Tuż obok - farby (mogą imitować nawet rdzę), lakiery, pojemniczki z brokatem. I najcenniejsze: czerwone pudełko ze srebrnym aerografem japońskiej marki Iwata. Pistoletów na farbę mają kilka.

Więcej, bo całe pomalowane przez nie motocykle, można zobaczyć w Łodzi, w salonie Harleya-Davidsona, z którym dziewczyny są zaprzyjaźnione. A jeszcze więcej - na drogach. - Często zdarza nam się gdzieś w trasie spotykać motocykle i kaski, które malowałyśmy. Bardzo to jest miłe - przyznaje 35-letnia Kaśka Frajnd.

Dorastanie z motorynką

Naprawdę zaczęło się od motorynki. - Od dziecka chciałam ją mieć. I gdy tylko się udało, zrobiłam prawo jazdy na motocykl - wspomina Kaśka. Przez ten czas motorynka zdążyła "dorosnąć" - dziś młodsza z sióstr jeździ Suzuki Bandit 400, pieszczotliwie zwanym Lolkiem. Kaśka sama go pomalowała techniką, którą bardzo lubi - tuszem i rapidografem: - Lolek jest trochę mroczny, ale chyba nie tak bardzo - mówiąc to, uśmiecha się szelmowsko.

Kaśka Frajnd i jej Lolek, czyli Suzuki Bandit 400 / Fot. Gazeta.pl

Własny motocykl ma też jej o rok starsza siostra Kaja, fanka koni mechanicznych i... czterokopytnych. - Zawsze lubiłyśmy motoryzację. Pamiętam amerykańskie programy w telewizji, w których w wielkich warsztatach wielcy faceci malowali na motocyklach i samochodach charakterystyczne flame'y (płomienie - przyp. red). - wspomina Kajka. - Gdzieś nam to w głowach zostało. Też tak chciałyśmy. Grafiki z fantastyk z tamtych czasów też były tworzone aerografem, więc ten aerograf zaszczepiłyśmy sobie praktycznie od dzieciaka.

Droga do aerografu była jednak długa. Szybko za to zaczęły bawić się sztuką. W dzieciństwie ciągle coś rysowały i wycinały (dziś jedno i drugie bardzo się przydaje). - To chyba po mnie, kiedyś nawet rzeźbiłem - cieszy się tata Frajnd, który cały dumny wpada na chwilę zajrzeć do "swoich dziewczynek".

Zgodnie z predyspozycjami wybrały kierunki studiów: Kajka skończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi na kierunku Malarstwo i Grafika, a Kaśka łódzką Politechnikę na kierunku Architektura i Urbanistyka.

- I wylądowałyśmy w korporacjach - przyznają z nietęgimi minami. Przepracowały w nich kilka lat - Kajka w agencjach reklamowych jako graficzka, a Kaśka w biurach projektowych Wrocławia i Łodzi. - Ja całymi dniami projektowałam opakowania na pasztety i bułki, a Kaśka budynki - opowiada Kaja. Wracały do domów i nie miały już siły ani ochoty na nic więcej.

W sumie szybko zorientowałyśmy się, że na pewno nie tak chcemy żyć i nie to robić. Obie w podobnym czasie odkryłyśmy też, że posiadanie szefa to nie jest nasze ulubione zajęcie

- śmieje się Kaśka.

Trudne początki

Dziewczyny podjęły decyzję: zostawiają dobrze płatne zawody i idą na swoje. Do garażu. Będą malować aerografem motocykle. I pracować razem, ręka w rękę. Nazwały się Airsisters Aerograf.

Dziś ten szyld ma już ugruntowaną w branży pozycję, a siostry nie narzekają na brak zleceń. Ale początki wcale nie były różowe. - Zanim klienci zaczęli do nas sami przychodzić, bywało bardzo ciężko. Finansowo również. Nie jest łatwo zrezygnować ze stałego dochodu, iść w nieznane. Trzeba było to udźwignąć. Ale przetrwałyśmy i teraz jest już super - zdradza Kaja. A Kaśka szybko dodaje: - No i nigdy nie było tak źle, żebyśmy chciały wrócić do korpo! - po czym wybucha śmiechem.

Samego aerografu nauczyły się szybko. - Zdolności artystyczne miałyśmy zawsze, więc to była tylko kwestia opanowania nowego narzędzia. Ćwiczyłyśmy po prostu na papierze. Do skutku. To nie jest trudne, żadna technika nie jest trudna, gdy się ją wyćwiczy - opowiada Kajka.

Malowanie aerografem wymaga nie tylko zdolności plastycznych, ale też wyjątkowej precyzji. Jego zaletą jest to, że daje nieograniczone możliwości / Fot. Gazeta.pl

A ja proszę, żeby pozwoliły mi coś namalować. I przekonuję się, że dziewczyny znów są przesadnie skromne. Sam aerograf faktycznie nie jest skomplikowany. To mały pistolecik lakierniczy, w którym farba wypływa pod ciśnieniem, zatem trzeba kontrolować dwa spusty: farby i sprężonego powietrza. Niby proste, ale aerograf jest bardzo czuły. Kleks czy plama robi się momentalnie, a wymazać się ich nie da - trzeba wszystko poprawiać. Jestem z siebie bardzo dumna, gdy udaje mi się podpisać na arkuszu szarego papieru wielkimi kulfonami, ledwo przypominającymi litery.

Kaśka i Kajka w tym czasie malują na blachach realistyczne owady, pin-up girls i przerażające czaszki. Czasem powierzchnia, na której tworzą, jest duża (np. cały kamper), a czasem malutka (np. breloczek do samochodu). Zdarzyło im się malować też damskie szpilki i protezy kończyn.

Techniki? Nie ma limitu. Motocykl można nawet wytatuować

Zwykle malują jednak całe motocykle. Zaczyna się od zlecenia. - Nie odrzucamy żadnych, z każdym staramy się zmierzyć. Nieważne, czy nam super pasuje, czy troszkę mniej, zawsze dajemy z siebie 100 procent. Wielu klientów nie ma sprecyzowanej wizji i takie zlecenia lubimy najbardziej - gdy ktoś oddaje nam inicjatywę albo chociaż pozwala wybrać technikę - przyznaje Kaśka. I zdradza, że sporadycznie zdarza im się proponować klientom innego artystę, jeśli wiedzą, że on czuje się lepiej w danej stylistyce. Jeśli klient woli zostać z nimi, podejmują się każdego wyzwania.

Projekt malowania - kasku, motocykla czy kampera - zaczyna się od rysunku w komputerze / Fot. Gazeta.pl

Najpierw projektują wzór w komputerze. Na kask czy motocykl przenoszą go dopiero wtedy, gdy każdy najdrobniejszy szczegół jest zaakceptowany przez zamawiającego. A jeszcze zanim zacznie się malowanie, czeka je czyszczenie, szlifowanie, nałożenie podkładu.

Nasza praca to nie jest tylko takie przyjemne malowanie. Nigdy nie miałyśmy wiedzy lakierniczej, więc musiałyśmy ją zdobyć. To trudna, brudna robota, ale bez tego się nie obejdzie

- mówi Kajka.

W malowaniu nie ograniczają się do aerografu. Mają swoje ulubione techniki: - Ja bardzo lubię tusz, rysowanie piórkiem. I używanie rapidografu. Rapidograf jest niesamowity, daje efekt wytatuowanego motocykla. Obie też lubimy motywy postarzanych rzeczy, mocno zniszczone, zardzewiałe blachy itd. I na tym dopiero tworzymy motywy. To są nasze klimaty - zdradza Kaśka.

Kajka za to uwielbia malowanie hiperrealistyczne - pod jej ręką ludzie czy zwierzęta dosłownie ożywają. Jeśli tylko mogą, siostry starają się przemycić swoje ukochane elementy w projektach. Grunt to - jak mówią - "wyżyć się artystycznie".

Samo "ubieranie motocykla" może trwać wiele dni - w zależności od wielkości i stopnia skomplikowania projektu. Malowanie fałszywych nitów czy odklejanie pęsetą precyzyjnie wyciętych elementów musi bywać żmudne, ale dziewczyny to kochają. Liczy się efekt. - Najważniejsze, że nie czujemy się ograniczone, ten zawód pozwala na bardzo dużo. Już sam aerograf daje praktycznie nieograniczone możliwości, a my stosujemy jeszcze dużo więcej technik - podkreśla Kaśka.

Od komiksowych grafik po rysunki hiperrealistyczne - siostry Frajnd są w stanie namalować wszystko / Fot. Gazeta.pl

Na koniec rysunek trzeba polakierować. I gotowe. Gdy klient odbiera swój motocykl czy kask, reakcja jest zawsze podobna: - Wielka radość, w mniej lub bardziej cenzuralnych słowach - cieszy się Kaśka. - Dużo mamy dowodów z zewnątrz, że ludziom podoba się to, co robimy. I praca z klientem daje nam ogromną satysfakcję, bo pozytywnie zakręceni ludzie przychodzą do nas z pomysłami z kosmosu, totalnie odjechanymi, emocjonalnymi. Nigdy się nie nudzimy, każde zlecenie to niespodzianka.

Z siostrą najlepiej

Dziewczyny nie ukrywają, że fakt, że od trzech lat mają pracę marzeń (i same do tego doprowadziły) napawa je po prostu szczęściem. Innym źródłem siły, z którego czerpią, jest rodzina (w tym domowe psy i koty). - Mamy bardzo fajnych rodziców i po prostu nie mogłyśmy lepiej trafić jako dzieci - przyznaje Kajka.

Ale mamy też siebie. Jesteśmy w tym we dwie. Tak samo mocno zaangażowane. Wspieramy się bardzo. Bywa różnie między nami, czasami czujemy przesyt relacji, ale zawsze udaje nam się dogadać. To, że jesteśmy we dwie, daje nam dużą siłę w działaniu

- dopowiada Kaśka. - Zwykle każda z nas dłubie w swoim własnym projekcie, ale druga jest obok, można się poradzić, skonsultować. Dobrze się pracuje z siostrą.

Po pracy też są prawie nierozłączne. Mają mnóstwo wspólnych zainteresowań: razem jeżdżą na motocyklach, trenują kalistenikę, ostatnio zapisały się freediving. Razem latały też w tunelu aerodynamicznym, co u Kaśki przerodziło się w kolejną pasję: skoki spadochronowe. - Zrobiłam kurs i teraz mogę skakać już sama - cieszy się.

Airsisters Aerograf, czyli Kaśka (z lewej) i Kajka Frajnd / Fot. Gazeta.pl

Zaryzykować. Innej drogi nie ma

Każdemu, kto ma jakąś pasję i marzy o tym, by odmienić swoje życie zawodowe radzą, żeby po prostu zaryzykował. Innej drogi nie ma. Nie ukrywają przy tym, że im samym z początku było trudno. - Gdy zaczynałyśmy, malowanie motocykli to była bardzo męska branża, niełatwo nam było w nią wejść, przebić się. Nie jesteśmy głośne, cicho mówimy, nie umiemy się pchać. Po prostu robimy swoje. Przez trzy lata trochę się zmieniło, pojawiło się  więcej dziewczyn w tej branży, ale w Polsce wciąż nie za dużo - przyznaje Kaśka.

Klienci już wiedzą, jak do nich trafić, ale siostry wciąż się dokształcają, jeżdżą na targi i malują na żywo, prezentują swoją sztukę w internecie. Na wszelkie sposoby unikają robienia wokół siebie "sztucznej reklamy". Robimy sobie swoje powolutku - podkreśla raz jeszcze Kajka. Zdarza się, że są proszone o to, by poprowadzić warsztaty malowania aerografem, ale odmawiają. - Jeszcze nie umiemy wszystkiego.

Wrażenie na klientach robią tym, co i jak tworzą. Ale - nie da się ukryć - również tym, że są dziewczynami w męskim świecie. - Do dziś zdarzają się faceci, którzy nie dowierzają, że kobieta może tak malować. "To naprawdę wy?!", pytają. Wtedy pokazujemy, tłumaczymy, dajemy się poznać. Przekonują się i nawet wracają.

Zdarza im się też, że klienci je podrywają.

Jakieś serenady pod oknem, prezenciki, czekoladki z Afryki. Zwykle to jest miłe i nieszkodliwe.

Cieszy je, że na przestrzeni kilku lat obserwują zmianę ludzi w podejściu do tego, czym się zajmują. Że rynek coraz prężniej się rozwija, a klienci chętnie płacą za dobrze wykonaną, ręczną robotę. - Wciąż na Zachodzie jest lepiej, zwłaszcza w aspekcie finansowym, ale w Polsce też ludzie zaczynają to doceniać. Już naprawdę widać różnicę. A my już byśmy tego nie zamieniły na nic innego - zdecydowanym głosem kończy Kaśka.

Odwiedź Airsisters Aerograf na ich Facebooku >>

***

Znasz kogoś, kto też jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.

ZOBACZ TEŻ:

Zobacz wideo
Patryk Domozych/Gazeta.pl

W niedzielę 20 stycznia chcemy dokończyć na Gazeta.pl brutalnie przerwany tydzień temu 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja będzie trwała na naszej stronie od godz. 8 do 20. Pokażemy trwające wciąż aukcje, opiszemy, jak wiele dobra Polacy w sobie mają i poprosimy Was o wpłaty na WOŚP.