Ten artykuł jest częścią cykluMłoda Polska
Aleksandra Rudzińska (Fot. Kamil Piklikiewicz/DDTVN/East News)
Aleksandra Rudzińska (Fot. Kamil Piklikiewicz/DDTVN/East News)

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym chcemy kibicować. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Na lekcjach każe używać telefonów i życzy "śmierci" kserówkom. Polka wśród 10 najlepszych nauczycieli na świecie

"Mierzono mi nawet nadgarstki". Jest jedyną Polką w elitarnej szkole baletowej Opery Paryskiej

Bogusławski to teraz gorące nazwisko w świecie mody. Wielu chce z nim współpracować, ale niewielu ma okazję

IMIĘ:

Aleksandra

NAZWISKO:

Rudzińska

DYSCYPLINA:

wspinanie na czas

WIEK:

24 lata

OSIĄGNIĘCIA:

trzykrotna mistrzyni świata juniorów, zwyciężczyni zawodów Pucharu Świata, aktualna mistrzyni świata we wspinaczce sportowej.

Aleksandra Rudzińska (od lewej) i Anna Brożek podczas wspinaczki sportowej na czas (fot. Barbara Gindl / APA / AFP) / Austria OUT)

Aleksandra Rudzińska przyznaje, że wspinaczka to dziwny sport. Przynajmniej ta w jej wykonaniu. Dla kibica to, co robi, wygląda trochę jak sceny z filmów Marvela z superbohaterami fruwającymi po ścianach. W tym "fruwaniu" mało jest przesady - Aleksandra pokonuje 15 metrów w niewiele ponad siedem i pół sekundy. Podkreślmy: to metry mierzone na pionowej ścianie.

Jeśli do tej pory myśląc o wspinaczce mieliście przed oczami malownicze zachody słońca nad Jurą Krakowsko-Częstochowską albo instagramowe zdjęcia par pijących herbatę na podwieszonych linach, Aleksandra Rudzińska was rozczaruje.

- Najbardziej obciążające jest to, że nie możesz popełnić błędu. Najmniejszy błąd to koniec. Widzisz tylko stopy rywalki nad sobą - mówi. Jak w takiej sytuacji poradzić sobie z presją? - Nie myśleć. Pod żadnym pozorem nie myśleć - odpowiada zawodniczka. - Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, kiedy byłam w skałach tak, żeby pocieszyć się tym wspinaniem.

 

Na automacie

Kilka razy w tygodniu Aleksandra jest za to na siłowni. Bo każdy mięsień w jej ciele musi działać jak silnik niemieckiego samochodu. Chociaż najważniejsza jest głowa. A właściwie to, żeby ją wyłączyć podczas wspinania.

Kilka razy w tygodniu Aleksandra ma także trening na 15-metrowej ścianie, zawsze w tym samym układzie chwytów: lewa noga, ręce, prawa noga, lewa ręka, lewa noga. Ten układ trzeba przećwiczyć dziesiątki, setki, tysiące razy. To schemat rekordu świata. Jest taki sam na wszystkich turniejach. W końcu dochodzi do tego, że trasę na górę znasz na pamięć. Lepiej niż drogę ze swojego łóżka do łazienki.

A potem jedziesz na zawody i masz jedno zadanie: żeby ją powtórzyć.

- Musisz lecieć na automacie. U nas się mówi, że jak biega głowa, to zaczynają się problemy. Nie możemy myśleć o niczym, każda próba kontroli biegu to błąd - opowiada Rudzińska. Upiera się, że jednak o czymś myśleć trzeba. - Myślę o tym dzwonku na górze, żeby go wcisnąć. Dzwonek wyłącza czas - mówi.

Aleksandra Rudzińska wyłącza czas najszybciej na świecie. We wrześniu została mistrzynią świata we wspinaczce na czas w Innsbrucku.

Ty, ściana i rywal

Na co dzień Aleksandra jest nauczycielką wychowania fizycznego, studiuje na AWF-ie, politechnikę już skończyła. Jest też trenerką młodych zawodników we wspinaczce i trenerem personalnym. Ale w jej cyklu przygotowań nie ma dnia, żeby sama nie miała treningu. Z domu w Lublinie wychodzi najczęściej o 6 rano, wraca o 22.

Na treningi trafiła przez starszą siostrę, Małgosię, która dzisiaj jest jej trenerką, sama też startuje, ale w innych kategoriach, więc ze sobą nie rywalizują. Aleksandra miała wtedy 13 lat, od siódmego roku życia pływała, ale to na ściance złapała prawdziwego bakcyla. Adrenalina, szybkość, precyzja i brak czasu na myślenie. Przez kilka sekund nie ma niczego oprócz ciebie i ściany. To ją uwiodło.

Aleksandra Rudzińska z medalem w Innsbrucku (fot. Barbara Gindl/APA / AFP) / Austria OUT)

W listopadzie Rudzińska wygrała zawody China Open. Azja to dla wspinaczy raj, na zawodach są tam zawsze pełne hale, ludzie żyją tym sportem. W Polsce prawie nikt nie wie o sukcesach naszych wspinaczy. A przecież w Innsbrucku, gdzie Ola została mistrzynią świata, drugie miejsce zajęła jej koleżanka, Anna Brożek, a czwarte Aleksandra Kałucka. Jeśli spojrzeć na wyniki, jesteśmy światową potęgą, chociaż bazę sportową i możliwości wciąż mamy gorsze niż większość krajów w Europie. System szkolenia? Nie istnieje, każdy zawodnik ma swojego prywatnego trenera, inny plan treningowy. 

Wspinaczka na czas to nie jest jeszcze sport, z którego można się utrzymać. Sponsorzy najchętniej płaciliby zawodnikom w swoich produktach, ale izotoników i ciuchów sportowych nie da się zjeść na obiad. Być może już niedługo się to zmieni, bo na najbliższych Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2020 roku wspinaczka zadebiutuje jako sport olimpijski. Dokładnie trójbój wspinaczkowy, który jest połączeniem trzech konkurencji: prowadzeń, boulderingu i czasówek. Tak zwane prowadzenie polega na tym, żeby osiągnąć jak najwyższy punkt na drodze. Bouldering to wspinaczka bez asekuracji liną, na pochyłych ścianach, każde odpadnięcie od ściany kończy się tu lądowaniem na materacu. We wspinaczce na czas, którą uprawia Rudzińska, zawsze startuje obok siebie dwóch zawodników. Idą znaną sobie trasą, kto pokona ją pierwszy, ten wygrywa, kto drugi, ten odpada.

Kiedy Aleksandra Rudzińska po raz pierwszy trafiła na trening wspinaczki, najbardziej ze wszystkiego spodobała się jej właśnie ta bezpośrednia rywalizacja. - Ty, ściana, rywal. Przegrywasz, odpadasz - kwituje zasady.

 

Porażka

Na zawodach nie ma skomplikowanych systemów pucharowych. To nie siatkówka, gdzie można przegrać trzy mecze, wygrać jeden i awansować do kolejnej rundy. Losujesz rywala, ścigacie się na górę, przegrany idzie do szatni. Może dlatego tak trudno pogodzić się z porażką? Ola Rudzińska bardzo dużo myśli o porażkach. W poprzednich dwóch sezonach zaliczyła najwięcej porażek w karierze. Zaczęło się bolesnym czwartym miejscem na Mistrzostwach Świata w Paryżu. Ola marzyła o pierwszej lokacie.

- Ja sobie powiedziałam, że zostanę mistrzynią świata po kilku pierwszych treningach. Od zawsze uczono mnie rywalizacji. U mnie nie było nigdy wspinania rekreacyjnego, od początku byłam trenowana do zawodów. Miałam wejść szybciej niż rywal - opowiada.

Po Paryżu przyszło jeszcze więcej porażek. Cały 2017 był najgorszym rokiem w jej karierze, wcześniej przecież trzykrotnej mistrzyni świata juniorek. Ale już w tym roku wygrywała wszystko - Mistrzostwa Świata, Puchar Świata, China Open. Żadnych porażek, same zwycięstwa.

Dzieciaki w szkole, w której uczy Ola Rudzińska, mają mnóstwo szczęścia. Nie tylko dlatego, że trenuje je mistrzyni świata. Chodzą do jednej z nielicznych szkół, która ma własną ścianę wspinaczkową.

Ola mówi, że ten ostatni sukces sporo zmienił w jej relacji z uczniami. Wielu z nich chce się do niej upodobnić, być w czymś, jak "Pani Ola", najlepszym na świecie. Ale gdyby Aleksandra Rudzińska miała nauczyć ich jednej rzeczy, nauczyłaby, jak się zachować, kiedy ponosi się porażkę.

Aleksandra Rudzińska podczas wspinaczki (fot. EAST NEWS)

- Oni wiedzą, że mój sukces jest zbudowany na porażkach. Ten sport w całości buduje się na porażkach. Żaden sportowiec nie chce o tym mówić, rozmawiamy o zwycięstwach, o tym, jak udało się je osiągnąć, jak się wchodzi na szczyt. Nikt nie mówi, jak się z niego spada - stwierdza Rudzińska. I dodaje, że sportowcy najczęściej nie potrafią przyjąć porażki, a nią kończy się przecież zdecydowana większość startów w ciągu ich kariery. - Kariera to są porażki, one determinują, kim jesteśmy, i pomagają znaleźć prawdziwą motywację. Każdemu się chce, kiedy wygrywa, jest łatwo i nic go nie boli. Ale jak nie idzie, musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czego w życiu chcesz. Dzieciaki nie muszą być sportowcami, żeby ta nauka przydała im się w życiu. Ona przydaje się każdemu - mówi.

Bartosz Janiszewski. Dziennikarz i scenarzysta. Przez wiele lat członek redakcji tygodnika "Newsweek", potem "Wprost". Pisze przede wszystkim reportaże i teksty społeczne. Laureat festiwalu scenarzystów Script Fiesta, nominowany do nagród Grand Press i MediaTory. Zakochany w Warszawie, zafascynowany podróżami, szczególnie Ameryką Południową.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER